Szwecja odprawiona, Polska zaprawiona. Michniewicz z kredytem zaufania jedzie na mundial

Michniewicz

Szwedzi odesłani z kwitkiem, Polska melduje się na tegorocznym mundialu w Katarze! Żadnych półśrodków, a konkrety. Od Szczęsnego, walecznego Glika przez Zielińskiego i powracającego Szymańskiego na kapitanie kończąc. Piękny to obrazek i również jakże potrzebny kredyt zaufania dla Czesława Michniewicza.

Mówią, że marzec bywa przewrotny. Z zimowego czasu przestawiamy się na letni i choć właściwie do wakacji jeszcze daleka droga, to te kilka promyków może cieszyć. Jest w tym trochę analogii do naszego futbolu, jeśli spojrzymy na marcowe zgrupowanie reprezentacji Polski. Na towarzyskie starcie ze Szkotami. Nastrój zmienny jak w kalejdoskopie. Pokaźna dawka emocji, które rosły z dnia na dzień i finalnie osiągnęły zenit, który nas jak najbardziej satysfakcjonuje. Mamy w końcu awans na mundial! Zasłużony i przyjemny w odbiorze, a to również ma swoją wartość. Nie było pchania po wynik, a gra. Walka do końca i dojrzałość, której często brakowało. Na szczęście nie zabrakło w tym najważniejszym momencie.

I ten awans mógłby smakować trochę inaczej gdyby nie Szkocja. Pole bitwy, które przysporzyło nam niemały ból głowy. Zrodziło więcej pytań niż odpowiedzi. Urazy Milika i Salomona. Krzysztof Piątek kończący z kontuzją i walka z każdym dniem, aby dojechać na Szwecję. Znów wątpliwości co do dyspozycji Krychowiaka i szum wokół Recy, bo ten okazał się nietrafionym pomysłem. Ledwo urwany remis ostudził, ale i dał całkiem spore pole do dyskusji. Michniewicz skrupulatnie zadbał, aby w kolejnych dniach przypadkiem nie spuścić nogi z gazu. Najpierw posyłając na trybuny Kamińskiego, czy Frankowskiego. Później publikując skład z Bereszyńskim na lewej obronie, czy Góralskim w środku pola. Przy porażce ze Szwedami to wszystko zebrać i wytknąć byłoby łatwo, nawet jeśli faktycznie ku wspomnianym decyzjom były rozsądne przesłanki. Czesław Michniewicz mógł stracić wiele, wygrał jeszcze więcej.

Bereszyński w myśl Jędrzejczyka, Cash na autostradzie

Arkadiusz Reca niewypałem? Skłamałbym, mówiąc o niespodziance. Boiskowe wydarzenia w Glasgow nie pozwoliły sprawdzić Kuna, więc pole manewru stosunkowo zaczęło się zawężać. Głównie do postaci do niedawna kontrowersyjnego Tymoteusza Puchacza. No bo przecież kto inny? Widocznie przejście do ustawienia z czwórką w defensywie zbudowało równie tradycyjną myśl, wobec której brakujący boczny obrońca nominalnym być nie musi. W myśl Artura Jędrzejczyka, grającego za Adama Nawałki właśnie na pozycji lewego defensora.

Robert Lewandowski po meczu ze Szwecją: Najcięższy karny w życiu

Pomysł z Bartoszem Bereszyńskim nie jest jednak zupełnie oryginalny, a nawiązujący do 2017, czy 2019 roku. Zaczerpnięty z eliminacji do Euro 2020, gdzie wówczas piłkarz Sampdorii regularnie uzupełniał linię z Bednarkiem, Glikiem i Kędziorą. Wczoraj zabrakło tylko tego ostatniego i być może z uwagi na niewielki czas pracy selekcjonera, ta koncepcja od początku miała rację bytu. Szczególnie, biorąc pod uwagę możliwą zmianę systemu w trakcie gry i wysoko wychodzącego Matty’ego Casha po drugiej stronie boiska. Zresztą rzeczywistość szybko udowodniła, iż piłkarz Aston Villi wielokrotnie zapędzał się pod szesnastkę rywala, dając kilka ciekawych centr w stronę Lewandowskiego. Medal ma jednak dwie strony, więc zmożona aktywność z przodu powodowała straty w starciach z Isakiem, więc asekuracja była niezbędna, a linia obrony musiała być płynna.

Szymański potrzebnym uzupełnieniem

Za Szwecję pochwalić można Szczęsnego, który w końcu był opoką, jakiej potrzebowaliśmy. Nawet jeśli sporo oddanych strzałów przez Szwedów jakościowo pozostawiała sporo do życzenia (no może poza dwoma – przyp. red.). Wyrazy uznania należą się Glikowi, walczącemu z kontuzją już od pierwszych minut meczu. Z piątego koła u wozu w pierwszej połowie stał się kluczem do opanowania defensywy po zmianie stron. Wisienką na torcie kapitan Robert Lewandowski. Bramka otwierająca wynik meczu to tylko jeden z akcentów, albowiem gwiazdor Bayernu Monachium nie potrzebował futbolówki przy nodze, aby dać partnerom czas i miejsce.

Szukając najjaśniejszej postaci meczu barażowego, nie ma jednej, poprawnej odpowiedzi. I to jak najbardziej cieszy. Niemniej sam postawiłbym na powracającego Sebastiana Szymańskiego. Wielkiego nieobecnego za kadencji Paulo Sousy. Będącego na ostrzu noża z powodu rosyjskiej inwazji i głosów, mówiących o odsunięciu 22-latka od kadry narodowej. Skupiając się jednak wyłącznie na płaszczyźnie sportowej, powiedziałbym, że Szymański to element układanki, którego po prostu potrzebowaliśmy. Wartość w drugiej linii, która pozwala na więcej polskiej ofensywie. Przyśpieszyć grę dwoma, trzema podaniami. Zgubić prostym balansem ciała. W końcu doskoczyć do rywala, dając mu szansę na popełnienie błędu.

Powiedzmy sobie szczerze – jesteśmy zespołem mocno ograniczonym w kontekście kreacji gry, a niekiedy i opartym tylko na Zielińskim wspieranym przez schodzącego niżej Lewandowskiego. Jako zespół lubujący się w grze niskim blokiem, co skazuje nas na nieustanne podążanie za futbolówką, takie twarze jak Szymański to czysty skarb, który należy pielęgnować. 22-latek może być przyszłością, a kto wie, może i wizytówką Michniewicza. Jest nad czym pracować.

Co na Katar?

Czas leci nieubłaganie, ale na spekulacje jeszcze za wcześnie. Teraz świętowanie, jutro analiza, bo nie wszystko można opisać w jaskrawych kolorach i awans nie powinien zamydlać oczu. Zdroworozsądkowo widać zalążek, ale to debiut Michniewicza w meczu o stawkę, więc trudno upatrywać kierunku, czy to w kontekście ustawienia, czy personaliów. Na pewno po czasach Jerzego Brzęczka, po aferze z Sousą, życzylibyśmy sobie spokoju. Mniej medialnych wojenek i torpedowania każdego zamysłu selekcjonera. Więcej wiary, bo bez niej trudno zbudować coś konkretnego. Niosącego za sobą wymierne efekty. Z odrobiną cierpliwości to nie takie skomplikowane, ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. W końcu jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz. Dziś żyjemy narracją o wielkim zwycięstwie. Jutro po porażce znów będziemy szukać rewolucji i kolejnego zbawiciela.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.