eWinner II liga: Górnik Polkowice odskakuje konkurentom

źródło: Łączy nas Piłka

Górnik Polkowice wykorzystał kolejne potknięcie GKS-u Katowice i w spotkaniu kończącym 31. kolejkę eWinner II ligi pokonał 2:1 Skrę Częstochowa, dzięki czemu nie tylko utrzymał się na pozycji lidera, ale również powiększył swoją przewagę nad grupą pościgową.

Górnik Polkowice – Skra Częstochowa 2:1 (0:0)

Mateusz Piątkowski 64, Mariusz Szuszkiewicz 86 – Radosław Gołębiowski 82

Górnik: Jakub Szymański – Dominik Radziemski (Maciej Bancewicz 74′), Maciej Kowalski-Haberek, Paweł Kucharczyk, Jarosław Ratajczak (Marek Opałacz 77′) – Karol Fryzowicz, Kamil Wacławczyk, Bruno Żołądź (Rafał Karmelita 77′), Mariusz Szuszkiewicz (Mateusz Magdziak 89′), Ernest Terpiłowski (Filip Baranowski 74′) – Mateusz Piątkowski.

Skra: Mikołaj Biegański – Krzysztof Napora (Lucjan Klisiewicz 90′), Hubert Sadowski, Mariusz Holik, Rafał Brusiło – Daniel Pietraszkiewicz (Titas Milašius 59′), Radosław Gołębiowski, Stanisław Muniak (Maciej Kazimierowicz 72′), Piotr Nocoń, Dawid Niedbała (Damian Warnecki 72′) – Kamil Wojtyra.

Przewidywany typ: zwycięstwo Górnika

Osłabiony brakiem najlepszego strzelca Eryka Sobkowa (pauza za żółte kartki) lider w pierwszej połowie nie oblegał bramki Skry, jednak zwłaszcza na początku spotkania miał wyraźną przewagę. Gospodarze jednak niewiele potrafili z tego wyciągnąć, oddając w piewszych 45 minutach trzy celne strzały. Groźnie było w 9. minucie po ładnej szarży lewą stroną boiska Ernesta Terpiłowskiego, który wystawił piłkę Mariuszowi Szuskiewiczowi. Napastnik Górnika jednak fatalnie spudłował. Tuż przed przerwą Mikołaja Biegańskiego strzałem z ostrego kąta zaskoczyć próbował także Dominik Radziemski.

Skra po początkowych problemach z czasem zaczęła dochodzić do głosu. Co prawda w ofensywie ich postawa nie była zbyt imponująca – goście w pierwszej połowie oddali tylko jeden celny strzał – to na plus zapisać trzeba wysoki pressing, który znacznie utrudniał gospodarzom kolejne ataki. Całkiem niezłej sytuacji w 25. minucie nie wykorzystał Kamil Wojtyra. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska futbolówkę głową zgrywał Mariusz Holik, a będący tuż przed bramkarzem napastnik Skry nie trafił w piłkę.

Senną drugą połowę ożywił duet napastników Górnika. W 64. minucie Mariusz Szuszkiewicz świetnym prostopadłym podanie uruchomił Mateusza Piątkowskiego, który ładną podcinką pokonał Biegańskiego. To trafienie dodało werwy gospodarzom, którzy już pięć minut później powinni zwiększyć prowadzenie. Gospodarze wyprowadzili wówczas kontrę, a Maciej Kowalski-Haberek dograł na prawą stronę pola karnego do Radziemskiego. Piłkę po strzale prawego defensora gospodarzy z linii bramkowej wybił Hubert Sadowski. Chwilę później Biegański odbił do boku instynktowny strzał Bruno Żołądzia.

Fatalna pomyłka Jakuba Szymańskiego z 82. minuty mogła kosztować lidera trzy punkty. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z okolic linii końcowej po prawej stronie boiska Radosława Gołębiowskiego bramkarz Górnika fatalnie minął się z piłką, a futbolówkę zmierzającą do bramki dotknął jeszcze Rafał Karmelita, który wbił ją jeszcze do bramki. Szymańskiemu skórę uratował już cztery minuty później Szuszkiewicz, który do asysty dołożył jeszcze siódmego gola strzelonego w tym sezonie. 30-latek wśzligiem wykończył kontrę Górnika i świetne podanie Macieja Bancewicza.

Skra starała się stawić czoła liderowi, który obecnie ma już trzy punkty przewagi nad drugą Chojniczanką Chojnice, która ma aż trzy mecze więcej rozegranych od Górnika oraz aż pięć “oczek” przewagi nad GKS-em Katowice. Skra natomiast wciąż nie może przerwać serii meczów bez zwycięstwa, która obecnie liczy sobie już siedem spotkań. Podopieczni Marka Gołębiewskiego pozostają na piątej pozycji w tabeli, jednak mają już tylko trzy punkty przewagi nad siódmą Stalą Rzeszów, co oznacza, że częstochowianie w najbliższym czasie mogą wylecieć poza strefę barażową.

Skrót tego meczu można obejrzeć tutaj.


GKS Katowice – Śląsk II Wrocław 1:3 (0:3)

Filip Kozłowski 65 – Sebastian Bergier 34, 45, Adrian Łyszczarz 39

GKS: Bartosz Mrozek – Zbigniew Wojciechowski, Arkadiusz Jędrych, Michał Kołodziejski, Grzegorz Rogala – Krystian Sanocki (Szymon Kiebzak 58′), Rafał Figiel (Marcin Urynowicz 77′), Michał Gałecki (Bartosz Jaroszek 46′), Adrian Błąd (Dominik Kościelniak 58′), Arkadiusz Woźniak – Piotr Kurbiel (Filip Kozłowski 46′).

Śląsk II: Bartłomiej Frasik – Igor Maruszak, Bartosz Boruń, Piotr Celeban, Patryk Caliński, Szymon Krocz – Przemysław Bargiel (Paweł Fediuk 90′), Maciej Pałaszewski, Adrian Bukowski (Mateusz Młynarczyk 70′) – Adrian Łyszczarz, Sebastian Bergier (Filip Michalski 90′).

Przewidywany typ: zwycięstwo GKS-u

Co się stało w Katowicach? W ciągu około jedenastu minut defensywa wicelidera całkowicie się posypała pod naporem piłkarzy beniaminka, który po raz ostatni w lidze wygrał 11 kwietnia, a w ostatnich czterech spotkaniach stracił aż 14 goli. Początek spotkania nie zwiastował jednak takiego scenariusza. Mało tego, zespołem zdecydowanie bliższym strzelenia gola w pierwszych 30 minutach była “Gieksa”, jednak strzały Rafała Figiela i Krystiana Sanockiego trafiały wprost w dobrze ustawionego Bartłomieja Frasika.

Tylko co z tego, skoro gospodarze tak bardzo zatracali się w atakach, że popełniali proste straty, po których nie potrafili w porę odbudować linii defensywy. Te usterki w sposób absolutnie bezlitosny wykorzystał duet Sebastian Bergier – Adrian Łyszczarz, dzięki którym Śląsk II wychodził na przerwę z aż trzybramkowym prowadzeniem. W jakich okolicznościach do tego doszło?

  • Po złym podaniu Sanockiego na prawej stronie boiska Maciej Pałaszewski momentalnie dograł do niepilnowanego na lewej stronie boiska Łyszczarza. Pomocnik Śląska II wyczekał na dogodny moment i zagrał do Bergiera. Napastnik gości natomiast jednym prostym zwodem i efektowną podcinką ośmieszył wręcz czterech rywali.
  • Pięć minut po trafieniu Bergiera Łyszczarz po złym podaniu Adriana Błąda przeprowadza świetny rajd i odgrywa futbolówkę w polu karnym do Przemysława Bargiela. Ten trafia w poprzeczkę, jednak piłkę zbiera Łyszczarz, który mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał obrońcom GKS-u najmniejszych szans na interwencję.
  • Tuż przed przerwą, po źle rozegranym rzucie rożnym Śląsk II wychodzi do kontry, w której aż pięciu zawodników gości atakowało trzech rywali (i czwartego, wyraźnie spóźnionego wracającego w pole karne Michała Kołodziejskiego). Łyszczarz otrzymał od rywali mnóstwo miejsca, w końcu posłał prostopadłe podanie do Bergiera, który ponownie podcinką pokonał Bartosza Mrozka po raz drugi tego dnia.

Te trzy akcje wręcz upokorzyły zawodników GKS-u Katowice jako głównego pretendenta do gry w Fortuna I lidze w sezonie 2021/22. Ten dramatycznie zły okres gry nie sprawił jednak, że podopieczni Rafała Górka po przerwie nie mieli okazji, by się zrehabilitować. Zaczęło się jednak tak, jak wyglądało to w końcówce pierwszej połowy. Trzy minuty po przerwie z rzutu karnego obok bramki strzelił Filip Kozłowski. Wprowadzony w przerwie 25-letni napastnik co prawda zrehabilitował się w 65. minucie, strzelając jedynego gola dla swojego zespołu, jednak to było za mało. Gospodarze w drugiej połowie stworzyli sobie kilka okazji, jednak tego dnia szczęście definitywnie im nie sprzyjało.

Porażka z rezerwami Śląska kosztowała podopiecznych Rafała Góraka pozycję wicelidera, na którą ponownie wskoczyła Chojniczanka Chojnice. DOPISAĆ PO MECZU GÓRNIKA ILE STRATY. Zawodnicy “Gieksy” jednak bardzo szybko dostaną na rehabilitację, bo już w środę czeka ich zalegle spotkanie z Olimpią Elbląg, która delikatnie mówiąc w ostatnim czasie nie przekonują swoją grą. Śląsk II z kolei po tym zwycięstwie otrzymał kolejny oddech w walce o baraże. Trzy punkty wywalczone w Katowicach pozwoliły zmniejszyć stratę do szóstego miejsca do zaledwie trzech punktów.


Sokół Ostróda – Wigry Suwałki 0:1 (0:0)

Paweł Gierach 69

Sokół: Kacper Trelowski – Michał Zimmer, Wojciech Mazurowski, Adam Dobosz, Karol Turek (Rafał Siemaszko 63′) – Sebastian Rugowski (Wojciech Kalinowski 58′), Kamil Zalewski (Krzysztof Wicki 79′), Karol Żwir, Łukasz Soszyński (Jakub Czajkowski 62′), Tomasz Gajda – Dawid Wolny.

Wigry: Hieronim Zoch – Paweł Gierach, Adrian Piekarski, Rafał Grzelak, Daniel Liszka (Martin Dobrotka 76′) – Denis Gojko (Michał Żebrakowski 76′), Wojciech Kamiński, Bartłomiej Babiarz, Patryk Mularczyk (Patryk Czułowski 90′), Cezary Sauczek (Kacper Wełniak 76′) – Kamil Adamek.

Przewidywany typ: zwycięstwo Sokoła

Kilkoma udanymi występami piłkarze Sokoła Ostróda wydawali się znacząco zbliżyć do przywileju jakim jest gra w barażach i szansa na występy w następnym sezonie w wyższej lidze. Po dwóch ostatnich spotkaniach ten cel ponownie nieco się oddalił od beniaminka, który po porażce z KKS-em 1925 Kalisz tym razem okazał się gorszy od innej drużyny, która mierzy w baraże – Wigier Suwałki.

W pierwszej połowie na boisku nie działo się zbyt wiele, jeśli chodzi o grę ofensywną. Kibice obserwowali dużo walki w środku pola, a zagrożenie pod jedną lub drugą bramką płynęło głównie za sprawą uderzeń z dystansu. Po stronie gospodarzy takie próby podjęli Łukasz Soszyński i Dawid Wolny. Po drugiej stronie boiska po strzale Bartłomieja Babiarza z około 30 metrów skutecznie interweniował Kacper Trelowski.

Na początku drugiej połowy goście mieli sporo szczęścia. Po rzucie rożnym strzał głową z dosyć niewygodnej pozycji oddał Wolny. Futbolówkę z linii bramkowej wybił dobrze ustawiony w bramce Kamil Adamek. W 69. minucie suwalczanie strzelili zwycięskiego gola. Bardzo dużo miejsca przed polem karnym od rywali otrzymał Paweł Gierach. Prawy obrońca Wigier mając dużo swobody podprowadził futbolówkę w okolicę 25 metra i świetnym strzałem przy bliższym słupku pokonał Trelowskiego.

Nie był to taki mecz, w którym obie zespoły stworzyły sobie na tyle dużo okazji, by można było przymknąć oko na drobną nieskuteczność. W takiej sytuacji o wiele lepiej odnaleźli się goście, dla których zwycięstwo nad Sokołem ma ogromną wartość. Na ten moment podopieczni Dawida Szulczka jeszcze bardziej zbliżyli się do pierwszej trójki, robiąc kolejny bardzo poważny krok w stronę zapewnienia sobie udziału w barażach o Fortuna I ligę. Mało tego, przy odrobinie szczęścia Wigry mogą się jeszcze zakręcić nawet o TOP2, tym bardziej, że spotkania z Górnikiem Polkowice i GKS-em Katowice są jeszcze przed nimi.


Chojniczanka Chojnice – Bytovia Bytów 3:1 (3:0)

Tomasz Mikołajczak 19, Adam Ryczkowski 26 (karny), Szymon Skrzypczak 41 – Paweł Zawistowski 90

Chojniczanka: Paweł Sokół – Jan Mudra, Marcin Grolik, Mateusz Bartosiak, Michał Grobelny – Mateusz Klichowicz, Maciej Kona (Paweł Czajkowski 71′), Robert Ziętarski (Artur Golański 85′), Tomasz Mikołajczak (Adrian Rakowski 71′), Adam Ryczkowski (Serhij Napołow 78′) – Szymon Skrzypczak (Olaf Nowak 78′).

Bytovia: Marcin Staniszewski – Mateusz Wrzesień, Krzysztof Bąk, Oskar Krzyżak, Matheus Camargo (Kuba Lizakowski 46′) – Eryk Moryson (Michał Kieca 80′), Przemysław Lech (Maciej Błaszkowski 84′), Paweł Zawistowski, Jakub Bach (Maciej Kozakowski 46′) – Piotr Giel, Kacper Sezonienko (Jakub Nowakowski 70′).

Przewidywany typ: zwycięstwo Chojniczanki

Derbowe spotkanie z Chojniczanką Chojnice nie okazało się być tym przełomowym dla Bytovii Bytów. Porażka w Chojnicach była już szóstą z rzędu doznaną na drugoligowych boiskach, przez co podopieczni Kamila Sochy znajdują się obecnie zaledwie dwa punkty nad strefą spadkową. Chojniczanka po małej zadyszce szybko wzięła się do roboty, co szybko zostało nagrodzone ponownym awansem na pozycję wicelidera.

Spotkanie rozgrywane przy obfitych opadach deszczu oraz murawie bardzo mocno nasiąkniętej wodą rozstrzygnęło się tak naprawdę już w pierwszej połowie. Po poprawnym początku goście otrzymali trzy ciosy, po których nie zdołali się już podnieść. Spory wpływ na to miały także wspomniane już bardzo wymagające warunki, zwłąszcza przy pierwszym trafieniu. W 19. minucie meczu po dograniu na dalszy słupek Szymona Skrzypczaka piłka stanęła Mateusza Klichowicza piłka stanęła w kałuży. Najprzytomniej w tej sytuacji zachował się Mateusz Klichowicz, który wyłożył piłkę Tomaszowi Mikołajczakowi. Kapitan Chojniczanki oddał strzał, którego Marcin Staniszewski nie zdołał obronić. Siedem minut później prowadzenie miejscowych podwyższył Adam Ryczkowski, który wykorzystał rzut karny podyktowany za zagranie ręką we własnym polu karnym Mateusza Września. Bytovię dobił w 41. minucie Skrzypczak, który wykończył podanie Klichowicza i będąc kompletnie niepilnowanym w polu karnym Bytovii pewnym uderzeniem pokonał Staniszewskiego.

Po przerwie Chojniczanka miała jeszcze kilka okazji do podwyższenia wyniku spotkania. Najbliżej tego byli Klichowicz oraz wprowadzony z ławki Olaf Nowak, którzy jednak zawiedli w pojedynkach sam na sam z Marcinem Staniszewskim. W ostatniej akci meczu nadeszło drobne pocieszenie dla sympatyków drużyny z Bytowa. Honorową bramkę dla gości strzelił Paweł Zawistowski, który wykorzystał fatalny błąd Pawła Sokoła. Golkiper Chojniczanki chciał podać po ziemi do swojego kolegi, jednak futbolówka ponownie zatrzymała się w kałuży, z czego skorzystał Zawistowski, posyłając widowiskowego loba w stronę bramki gospodarzy.


Stal Rzeszów – Motor Lublin 1:3 (1:0)

Wiktor Kłos 14 – Piotr Ceglarz 52, Filip Wójcik 61, Ariel Wawszczyk 77

Stal: Wiktor Kaczorowski – Dominik Marczuk, Damian Kostkowski, Łukasz Góra, Piotr Głowacki – Błażej Szczepanek (Wojciech Reiman 77′), Sławomir Szeliga (Rafał Maciejewski 63′), Bartosz Wolski (Damian Michalik 77′) – Krystian Pieczara (Jakub Szczypek 63′), Dawid Olejarka, Wiktor Kłos (Oktawian Skrzecz 77′).

Motor: Sebastian Madejski – Michał Król, Rafał Grodzicki, Ariel Wawszczyk, Paweł Moskwik – Filip Wójcik (Dominik Kunca 89′), Maksymilian Cichocki (Piotr Ceglarz 24′), Rafał Król, Tomasz Swędrowski, Szymon Rak (Kamil Kumoch 46′) – Krzysztof Ropski (Daniel Świderski 89′).

Przewidywany typ: zwycięstwo Stali

Kibice Motoru dawno nie oglądali swojego zespołu grającego tak dobrze, jak w drugiej połowie spotkania ze Stalą Rzeszów. W pierwszej połowie jednak drużyna z Lublina spisywała się kiepsko, do czego niestety nas przyzwyczaili. Pierwsza połowa przebiegła pod dyktando gospodarzy, którzy zdołali strzelić jednego gola (jak się później okazało, była to za mała zaliczka). W 14. minucie na prawej stronie boiska Krystian Pieczara zagrał prostopadłą piłkę do Błażeja Szczepanka. Środkowy pomocnik Stali posłał futbolówkę wzdłuż bramki Motoru, a całą akcję strzałem do pustej bramki wykończył Wiktor Kłos. De facto była to pierwsza i chyba najlepsza okazja Stali w pierwszej połowie, która jednak nie potrafiła pójść za ciosem i swoją dość zachowawczą postawą pozostawilic Motorowi szansę i nadzieję na odrobienie strat.

Po przerwie zawodnicy Marka Saganowskiego wyszli całkowicie odmienieni. Za dobry przykład posłużyć może Filip Wójcik. Prawy pomocnik Motoru w pierwszej połowie meczu był kompletnie niewidoczny, a w drugiej części spotkania w przeciągu dziewięciu minut walnie przyczynił się do odwórcenia wyniku. Najpierw Wójcik dośrodkował z prawej strony boiska pod nogi Piotra Ceglarza, który uderzeniem z okolic 13-14 metra pokonał Wiktora Kaczorowskiego. Dziewięć minut później Wójcik sfinalizował bardzo ładną, zespołową akcję Motoru i mocnym strzałem przy bliższym słupku wyprowadził swoją drużynę na nieoczekiwane prowadzenie. Gospodarzy meczu rozgrywanego w Stalowej Woli dobił w 77. minucie Ariel Wawszczyk, który dobił piłkę odbitą przez Kaczorowskiego po strzale głową Krzysztofa Ropskiego.

Postawa Stali Rzeszów w drugiej połowie to zaraz po porażce GKS-u Katowice największe rozczarowanie 31. kolejki eWinner II ligi. Ten nagły spadek formy kosztował podopiecznych Daniela Myśliwca utratę miejsca w strefie barażowej na rzecz KKS-u 1925 Kalisz. Motor z kolei ma już 11 punktów przewagi nad strefą spadkową, w związku z czym jest już bardzo bliski utrzymania się na szczeblu centralnym. Z drugiej strony drużyna prowadzona przez Marka Saganowskiego traci siedem punktów do szóstego miejsca, jednak mocno wątpliwym jest, że Motor będzie w stanie realnie powalczyć o udział w barażach.


Lech II Poznań – Garbarnia Kraków 0:0

Lech II: Krzysztof Bąkowski – Arkadiusz Kaczmarek, Tomasz Dejewski, Grzegorz Wojtkowiak, Maksymilian Pingot, Karol Smajdor – Filip Marchwiński (Jakub Karbownik 65′), Jakub Białczyk (Adrian Laskowski 65′), Łukasz Szramowski – Filip Szymczak (Eryk Kryg 46′), Siergiej Kriwiec.

Garbarnia: Dorian Frątczak – Daniel Morys, Marek Masiuda, Kacper Laskoś, Jakub Kowalski (Szymon Pająk 26′) – Jakub Górski (Błażej Radwanek 90′), Mateusz Duda, Kamil Kuczak, Grzegorz Marszalik – Michał Feliks (Tomasz Kołbon 77′), Michał Fidziukiewicz.

Przewidywany typ: zwycięstow Garbarni

Zawodnicy Lecha II wypracowali już pewną regularność. Nie jest to jednak rzecz, jakiej w Poznaniu pożądano. Rezerwy “Kolejorza” w przeciągu tygodnia rozegrali trzy spotkania i wszystkie z nich zremisowali. Dodatkowo, po raz drugi z rzędu podopieczni Artura Węski nie strzelili bramki. Tym razem jednak walczący o utrzymanie Lech II powinien być zadowolony z punktu wywalczonego w starciu z walczącą o baraże Garbarnią Kraków, dla której był to z kolei pierwszy remis po aż 14. ostatnich spotkaniach ligowych, w których zapadało rozstrzygniecie.

Jest to punkt cenny tym bardziej, że gospodarze zdołali przetrwać zrywy rywala, zwłaszcza na początku spotkania, gdy Garbarnia była chyba najbliżej bramki. Najpierw groźnie z rzutu wolnego strzeła Jakub Kowalski, a później strzał w poprzeczkę po podaniu Grzegorza Marszalika oddał Michał Fidziukiewicz. Z czasem jednak gospodarze opanowali trudną sytuację i również zagrażali bramce strzeżonej przez Doriana Frątczaka. Po raz kolejny w tym sezonie ataki Lecha II napędzali głównie Siergiej Kriwiec i Jakub Karbownik, swoje okazje miał także Filip Szymczak. Zawodnicy Lecha II i Garbarni do samego końca próbowali strzelić gola, jednak ostatecznie mecz zakonczył się bezbramkowym remisem, co trzeba uznać za wynik sprawiedliwy.

Lech II Poznań idzie jak cień za Błękitnymi Stargard i utrzymuje cały czas dwupunktowy kontakt z ostatnim z miejsc dających utrzymanie w II lidze. W zasięgu poznaniaków pozostaje także Bytovia Bytów, a strata do kolejnych drużyn sięga już minimum sześciu punktów. Garbarnia z kolei może mieć poczucie straconej szansy. Ten remis oznacza, że w ligowej tabeli wyprzedził ich Śląsk II, a do trzech punktów swoją przewagę podniósł KKS 1925 Kalisz. Drużyna prowadzona przez Łukasza Surmę w dalszym ciągu pozostaje w grze o baraże, a ostatnie występy dają Garbarni powody do umiarkowanego optymizmu.


Hutnik Kraków – KKS 1925 Kalisz 0:2 (0:1)

Filip Kendzia 11, Nikodem Zawistowski 90

Hutnik: Arkadiusz Leszczyński – Sebastian Olszewski (Filip Handzlik 84′), Tomasz Wojcinowicz, Piotr Stawarczyk, Łukasz Kędziora, Piotr Zmorzyński – Krzysztof Świątek (Bartosz Tetych 84′), Patryk Kieliś, Kacper Jodłowski, Abdallah Hafez (Michał Kitliński 62′) – Kamil Sobala (Kamil Bełczowski 84′).

KKS 1925: Michał Molenda – Nikodem Zawistowski, Filip Kendzia, Mateusz Gawlik, Tomasz Hołota, Marcin Radzewicz (Mateusz Mączyński 76′) – Bartłomiej Putno (Mateusz Majewski 77′), Michał Borecki (Mateusz Żytko 86′), Andrzej Kaszuba, Néstor Gordillo (Kamil Koczy 86′) – Bartłomiej Maćczak (Robert Tunkiewicz 63′).

Przewidywany typ: zwycięstwo KKS-u 1925

Wydawało się, że po wygranych derbach Krakowa zawodnicy Hutnika będą kontynuowali swoją świetną dyspozycję i tym samym wciąż będą piąć się w górę ligowej tabeli. Ci, którzy spodziewali się takiego rozwiązania, nieco się zawiedli. Drużyna prowadzona przez Szymona Szydełkę zaliczyła małą zadyszkę, zdobywając w dwóch ostatnich spotkaniach zaledwie jeden punkt. Taki dorobek nie jest jedna powodem do wstydu, bo beniaminek grał ostatnio z drużynami walczącymi o udział w barażach.

Kaliszanie w ostatnim czasie znajdują się w dobrej formie, co można było zauważyć już od pierwszych minut meczu rozgrywanego przy Suchych Stawach. Goście bardzo szybko chcieli wyjść na prowadzenie, co udało się im już w 11. minucie spotkania. Do piłki dośrodkowanej z rzutu rożnego doszedł wbiegający wgłąb pola karnego Filip Kendzia. Środkowy obrońca KKS-u 1925 dynamicznie nabiegł na piłkę i strzałem głową pewnie pokonał Arkadiusza Leszczyńskiego.

Pomimo kolejnych kilku okazji pod bramką gospodarzy, z biegiem czasu gospodarze byli coraz bliżej wyrównania. Poważnym ostrzeżeniem dla gospodarzy była próba Krzysztofa Świątka, który w 32. minucie po rzucie wolnym trafił w poprzeczkę. Wydaje się, że przyjezdni wyciągnęli z tego wnioski, bo im bliżej końca spotkania, tym zagrożenie ze strony Hutnika malało. Kluczowe znaczenie dla losów tego spotkania mogła mieć sytuacja z 43. minuty, gdy Andrzej Kaszuba pchnął w polu karnym Abdallaha Hafeza. Ku wielkiemu niezadowoleniu gospodarzy Rafał Rokosz nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego.

Kwestie przydzielenia punktów za ten mecz ostatecznie rozstrzygnął w trzeciej minucie doliczonego czasu gry bramkarz Hutnika. Leszczyński we własnym polu karnym najpierw minął Mateusza Majewskiego, jednak po chwili podał wprost do Nikodema Zawistowskiego, który błyskawicznie skorzystał z tego prezentu i posłał futbolówkę między nogami golkipera gospodarzy. Czternaste zwycięstwo w tym sezonie okazało się bardzo cenne dla KKS-u 1925, który skorzystał z porażki Stali Rzeszów i wskoczyć na miejsce barażowe. Pomimo porażki Hutnik wciąż ma w miarę bezpieczny zapas nad strefą spadkową i jeżeli tylko uniknie jakieś katastrofy w ostatnich meczach sezonu, powinien utrzymać się bez żadnych problemów.


Olimpia Grudziądz – Olimpia Elbląg 3:1 (1:0)

José Embaló 3, 84, Mikołaj Gabor 68 – Mikołaj Gabor 58 (bramka samobójcza)

Grudziądz: Nikodem Sujecki – Robert Obst, Piotr Witasik, Szymon Jarosz – Mikołaj Gabor (Damian Ciechanowski 70′), Grzegorz Gulczyński, Oskar Kalenik (Marko Zawada 79′), Michał Graczyk, Bartosz Widejko – José Embaló, João Criciúma (Grzegorz Płatek 70′).

Elbląg: Andrzej Witan – Michał Ressel, Tomasz Lewandowski, Patryk Burzyński, Kamil Wenger – Sebastian Kamiński (Filip Sobiecki 85′), Wojciech Zyska (Aleksander Waniek 85′), Klaudiusz Krasa, Orest Tkaczuk (Tomasz Sedlewski 42′), Marcin Bawolik – Janusz Surdykowski.

Przewidywany typ: remis

To spotkanie może nie pogrzebało jeszcze Olimpii Elbląg, ale z pewnością znacznie przybliżyło podopiecznych Jacka Trzeciaka do powrotu na trzecioligowe boiska po pięciu sezonach przerwy. Sytuacja w tabeli nie jest jeszcze tragiczna, jednak ciężko oczekiwać utrzymania po drużynie, która nie potrafi pokonać innego z głównych kandydatów do spadku oraz po raz czwarty w tej rundzie otrzymuje czerwoną kartkę.

Elblążanie to spotkanie kończyli w dziewiątkę – w 37. minucie z boiska za dwie żółte kartki wyleciał Patryk Burzyński, a w drugiej połowie w przeciągu kilku minut jego zachowanie powtórzył Marcin Bawolik. W 77. minucie, gdy Bawolik opuszczał boisko, jego drużyna przegrywała 1:2 i delikatnie mówiąć nie rysowały się przed nią dobre perspektywy. Bo gospodarze od samego początku posiadali wyraźną przewagę, co już w 3. minucie zamienili na gola. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska i fatalnej interwencji Tomasza Lewandowskiego swój zespół na prowadzenie wyprowadził najlepszy strzelec Olimpii Grudziądz José Embaló.

Nienajlepsza postawa w ofensywie i czerwona kartka dla środkowego obrońcy – kibice Olimpii Elbląg nie mogli być optymistami. W drugiej połowie Mikołaj Gabor odgrywał rolę losu znanego z jednego ze szlagierów polskiej muzyki rozrywkowej. W 58. minucie strzał Janusza Surdykowskiego obronił Nikodem Sujecki. Futbolówka odbiła się jednak bardzo pechowo od Gabora, po czym wpadła do bramki gospodarzy. Gabor dał nadzieję i Gabor ją odebrał. Dziesięć minut później występujący na prawym boku zawodnik ograł na prawej stronie boiska Tomasza Sedlewskiego i fantastycznym strzałem z dystansu przywrócił gospodarzom prowadzenie. Elblążan w 84. minucie dobił José Embaló. Portugalski napastnik sprytnym strzałem po ziemi strzelił swojego 11. gola w tym sezonie.

Po tym spotkaniu oba zespoły zrównały się liczbą zdobytych punktów i przynajmniej w teorii mają na ten moment równe szanse w walce o utrzymanie. To spotkanie pokazało jednak, że piłkarsko to zespół prowadzony przez Zbigniewa Smółkę bardziej zasługuje na utrzymanie w II lidze. Olimpia Elbląg nie tylko w tym spotkaniu zaprezentowała się bardzo słabo – był to dla nich już kolejny taki występ w tym sezonie. Obie drużyny na ten moment tracą trzy punkty do bezpiecznej strefy.

Skrót z tego mecuz można obejrzeć tutaj.


Pogoń Siedlce – Błękitni Stargard 2:2 (1:1)

Krzysztof Danielewicz 16, Marcin Kozłowski II 80 – Mateusz Bochnak 45, Damian Niedojad 64

Pogoń: Bartosz Klebaniuk – Maciej Kołoczek, Ivan Očenáš, Bartosz Brodziński, Bartłomiej Olszewski – Ishmael Baidoo (Marcin Kozłowski II 79′), Krzysztof Danielewicz, Oskar Repka, Franciszek Wróblewski (Rafał Adamek 68′) – Maciej Górski, Miłosz Przybecki.

Błękitni: Tobiasz Weinzettel – Aleksander Theus, Daniel Wajsak, Bartłomiej Mruk, Bartosz Sitkowski – Mateusz Bochnak, Dawid Polkowski (Filip Karmański 87′), Hubert Krawczun, Błażej Starzycki (Adrian Kwiatkowski 85′) – Michał Cywiński, Kamil Walków (Damian Niedojad 46′).

Przewidywany typ: zwycięstwo Błękitnych

Oba zespoły w ostatnim czasie nie lubią rozstrzygać swoich spotkań. Dla Pogoni Siedlce i Błękitnych Stargard sobotni remis był trzecim z rzędu takim rozstrzygnięciem. Błękitni tym samym robią kolejny mały kroczek w stronę utrzymania się na szczeblu centralnym. Jeden punkt zdobyty w Siedlcach pozwolił podopiecznym Adama Topolskiego na utrzymanie dwupunktowej przewagi nad 17. Lechem II Poznań. Pogoń z kolei w dalszym ciągu utrzymuje się idealnie w środku stawki – ma dziewięć punktów straty do baraży oraz dziewięć punktów przewagi nad strefą spadkową.

Pogoń, jak przystało na zespół wyżej notowany, od pierwszych minut osiągnęła przewagę i stworzyła sobie kilka sytuacji bramkowych. Podopieczni Bartosza Tarachulskiego wykorzystali wówczas tylko jedną z nich, gdy w 16. minucie Krzysztof Danielewicz dobrze przyjął piłkę w okolicach jedenastego metra, obrócił się w stronę bramki i oddał strzał w samo “okienko”. Przy tym uderzeniu Tobiasz Weinzettel był bezradny, jednak golkiper Błękitnych świetnie interweniował po innym strzale Danielewicza oraz uderzeniach Miłosza Przybeckiego, utrzymując swój zespół na powierzchni.

Nieskuteczność miejscowych zemściła się na nich tuż przed przerwą. W ostatniej akcji pierwszej połowy po złym wybiciu piłki Brtłomieja Olszewskiego piłka trafiła do Mateusza Bochnaka, którym strzałem ze “szpica” z szesnastego metra wyrównał stan spotkania. Po przerwie scenariusz z pierwszej połowy się nie powtórzył. Pogoń nie tylko nie strzeliła gola, ale oddała także inicjatywę rywalowi. Efektem było objęcie prowadzenie przez gości, objęte jednak w kuriozalnych okolicznościach. Po górnym podaniu w okolice pola karnego Michała Cywińskiego chcący wybić piłkę w głąb boiska Bartosz Brodziński uczynił to tak niefortunnie, że trafił w Damiana Niedojada, co zaskoczyło nie tylko Bartosza Klebaniuka, ale także wszystkich obserwujących zmagania na ROSRRiT.

To pechowe zdarzenie nie podłamało miejscowych, którzy na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry zdołali wyrównać. W prawdopodobnie swoim pierwszym kontakcie z futbolówką po wejściu na boisko Marcin Kozłowski II w polu karnym zwodem na zamach zbyt łatwo ograł Aleksandra Theusa i świetnym technicznym uderzeniem pokonał bezradnego Weinzettela.


W tej kolejce pauzował Znicz Pruszków.

Tabela eWinner II ligi po 31. kolejce

#DrużynaM. Pkt.Bramki
1Górnik Polkowice276153:21
2Chojniczanka Chojnice305857:28
3GKS Katowice275649:30
4Wigry Suwałki295441:26
5Skra Częstochowa304641:30
6KKS 1925 Kalisz294543:34
7Stal Rzeszów294349:48
8Śląsk II Wrocław294245:47
9Garbarnia Kraków284236:37
10Sokół Ostróda303942:43
11Motor Lublin293834:32
12Pogoń Siedlce293648:47
13Hutnik Kraków303436:56
14Znicz Pruszków283333:45
15Bytovia Bytów292938:47
16Błękitni Stargard292930:57
17Lech II Poznań292739:54
18Olimpia Elbląg292631:43
19Olimpia Grudziądz282627:47

Czołówka klasyfikacji strzelców eWinner II ligi po 31. kolejce

  1. Sebastian Bergier (Śląsk II Wrocław), Kamil Wojtyra (Skra Częstochowa), Dawid Wolny (Sokół Ostróda) – 18 bramek
  2. Piotr Giel (Bytovia Bytów), Szymon Skrzypczak (Chojniczanka Chojnice) – 14 bramek
  3. Eryk Sobków (Górnik Polkowice), Marcin Urynowicz (GKS Katowice) – 13 bramek
  4. Janusz Surdykowski (Olimpia Elbląg) – 12 bramek
  5. Kamil Adamek (Wigry Suwałki), José Embaló (Olimpia Grudziądz) – 11 bramek
  6. Mateusz Piątkowski (Górnik Polkowice), Wojciech Reiman (Stal Rzeszów) – 10 bramek

Terminarz 32. kolejki eWinner II ligi:

5 maja (środa) – zaległy mecz 27. kolejki

GKS Katowice – Olimpia Elbląg, godz. 18:00, transmisja w aplikacji mobilnej eWinner oraz na platformie Sportize, typ: 1

8 maja (s0b0ta)

Błękitni Stargard – Olimpia Grudziądz, godz. 13:00, transmisja prawdopodobnie na platformie TVCOM, typ: 2

Bytovia Bytów – Stal Rzeszów, godz. 13:00, transmisja w aplikacji mobilnej eWinner oraz na platformie Sportize, typ: 2

Śląsk II Wrocław – Lech II Poznań, godz. 13:00, transmisja w aplikacji mobilnej eWinner oraz na platformie Sportize, typ: 1

Garbarnia Kraków – Górnik Polkowice, godz. 16:00, transmisja w aplikacji mobilnej eWinner oraz na platformie Sportize, typ: 2

Wigry Suwałki – Hutnik Kraków, godz. 16:00, transmisja w aplikacji mobilnej eWinner oraz na platformie Sportize, typ: 1

KKS 1925 Kalisz – GKS Katowice, godz. 17:30, transmisja w TVP Sport, typ: 2

Skra Częstochowa – Pogoń Siedlce, godz. 17:30, transmisja w aplikacji mobilnej eWinner oraz na platformie Sportize, typ: 1

Motor Lublin – Sokół Ostróda, godz. 19:00, transmisja w aplikacji mobilnej eWinner oraz na platformie Sportize, typ: 2

9 maja (niedziela)

Olimpia Elbląg – Znicz Pruszków, godz. 17:00, transmisja w aplikacji mobilnej eWinner oraz na platformie Sportize, typ: 2

Pauza: Chojniczanka Chojnice

Dane za 90minut.pl


OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W FORTUNA TV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *