Brazylijski koszmar – Alcides Ghiggia, człowiek, który uciszył Maracanę

Ghiggia

90min.com

Dziś mija piąta rocznica śmierci złotego medalisty mistrzostw świata z 1950 roku. Alcides Ghiggia stał się zmorą Brazylijczyków, odbierając im tytuł sprzed nosa.

Maracana – niegdyś największy stadion świata, symbol brazylijskiej siły. Dziś, nowoczesny obiekt, który przeszedł długą renowację. W 1946 roku to właśnie „Canarinhos” otrzymali możliwość organizacji najważniejszego turnieju w świecie futbolu, choć właściwie jako jedyni przedstawili konkretną ofertę na kongresie FIFA. Mistrzostwa, które miały zostać rozegrane w Brazylii, były pierwszymi po zakończeniu II wojny światowej. Pracę nad budowlą podjęto dosyć późno, przez co otwarcie przypadło dopiero na niecały miesiąc przed oficjalnym rozpoczęciem imprezy.

Podczas konfrontacji z terminem okazało się, że wiele rzeczy nie jest dokończonych. Brak części ławek na trybunach, nieskończone jedno z wejść i pole wokół… niczym pobojowisko. Stadion z Rio de Janeiro mimo wszystkich niedogodzeń wciąż robił wrażenie. Nie tylko ze względu na swoje gabaryty, bo przecież był największy na świecie. Głównie ze względu na atmosferę, magię, która unosiła się w powietrzu. Maracana sama w sobie była wyłącznie budowlą, to kibice oraz piłkarze sprawili, że dziś wywołuje mnóstwo emocji. Brazylia żyje piłką tak, jak ponad pół wieku temu. Fascynacja futbolem i pragnienie sięgnięcia po najważniejsze trofea narastała z każdym dniem.

Przygotowania do “wygranego” turnieju

Mundial rozpoczęty w lipcu 1950 roku różnił się formatem względem swoich poprzedników. Z 34 zespołów aż 11 (m.in. Turcja, Szkocja, czy Argentyna) wycofało się z turnieju. Fakt ten zaburzył dotychczasową formację grup, więc postanowiono, że zwycięzcy swoich sformują grupę finałową. W niej każda ekipa miała zagrać ze sobą mecz bezpośredni. Zespół z najlepszym wynikiem punktowym zostanie okrzyknięty mistrzem świata.

Pięciokrotni mistrzowie globu wówczas byli ekipą wręcz przewyższającą o klasę resztę drużyn. Zespół, który nie zaskakiwał w spotkaniach przygotowawczych, teraz gdy przyszedł dzień sądu, potrafił zwyciężać. Nie w byle jaki sposób. Grad bramek, spokój i finezja. Bawiąc się grą, często upokarzali rywali, co jednak spotykało się z poklaskiem kibiców. Po dwóch wysokich zwycięstwach, o tytule miał zdecydować ostatni mecz z Urugwajem. Brazylijczykom wystarczył remis, aby sięgnąć po Puchar Świata.

Publikacji na temat ilości kibiców znajdujących się na stadionie podczas finału jest wiele. Ciężko dziś określić tę jedną, właściwą. Według oficjalnego raportu FIFA sprzedano 173 850 biletów. Na stadion dostało się jednak zdecydowanie więcej osób. Przyjmuje się, że z poziomu trybun samo starcie finałowe oglądało blisko 200 tysięcy osób. Jest to wynik, którego nigdy nie udało się przebić. Trzeba jednak pamiętać, że ze względów bezpieczeństwa, wydaje się, że aktualnie o taki rezultat jest zdecydowanie trudniej.

Goście, jako pierwsi mistrzowie w dziejach oraz jako jedna z dwóch drużyn, które do tej pory wznosiły puchar byli na teoretycznie straconej pozycji. Nikt by się nie ośmielił postawić na ekipę mającą stanowić tło dla pierwszego triumfu “Canarinhos”. W dniu finału mistrzostw świata, brazylijska gazeta “O Mundo” opublikowała zdjęcie zespołu Brazylii z nagłówkiem „Oto mistrzowie świata”.  Przed meczem, burmistrz Rio przemawia do zgromadzonych tysięcy kibiców, tak, jakby puchar już należał do Brazylii. Po meczu miało odbyć się uroczyste wręczenie nagrody, a także fiesta trwająca przez długie godziny.

“Maracanazo” – Z nieba do piekła

Mecz rozpoczął się pod dyktando gospodarzy, choć przyjezdni bronili się na tyle dzielnie, że do przerwy bramek nie oglądaliśmy. Chwilę po zmianie stron wynik otworzył Friaca, dając prowadzenie Brazylijczykom. Doświadczony skrzydłowy wywołał salwę radości na trybunach, ale i zapoczątkował drogę do prawdziwego koszmaru. Do wyrównania doszło już w 66. minucie po strzale Schaffino. Pojawiła się nerwowość, mimo że wynik dalej urządzał gospodarzy. Moment, który pogrzebał Brazylię, przypadł na 79. minutę meczu. Ghiggia, który wcześniej asystował przy bramce na 1:1, tym razem sam umieścił futbolówkę w bramce Barbosy. Nikt nie wierzył w to, co właśnie się wydarzyło. Wielka Maracana zamilkła. Jak stwierdził Jules Rimet, ówczesny prezydent FIFA – “wszystko było zaplanowane z wyjątkiem wygranej Urugwaju”.

“Tylko trzy osoby zdołały uciszyć stadion Maracana jednym posunięciem: Papież Jan Paweł II, Frank Sinatra i ja” ~Alcides Ghiggia.

Od skromnego piłkarza po bohatera narodu

Alcides Ghiggia urodził się 22 grudnia 1926 roku. Szybki, zwinny skrzydłowy zawodową karierę rozpoczął w Penarol. W latach 1953-62 grał na Półwyspie Apenińskim w AS Romie i AC Milanie, zanim wrócił do Urugwaju. Przez zespół z Rzymu zakupiony został za 40 milionów włoskich lirów, ale przychód z debiutu na Stadio Olimpico zwrócił prawie połowę tej kwoty. Urugwajczyk miał swoje zwyczaje. Długoletni Kitman drużyny ze stolicy, Peppe opowiedział, że Ghgiggia był sfiksowany na punkcie swoich butów. Zawsze chciał, aby były idealnie wypolerowane i lśniące.

W kraju po mistrzostwach z 1950 roku uważany był za piłkarskiego idola, choć w reprezentacji zagrał tylko 12 razy. Strzelił cztery bramki, wszystkie podczas mistrzostw w Brazylii. W 1957 roku został naturalizowanym obywatelem włoskim, co umożliwiło mu grę w reprezentacji narodowej.  – To było trudne, ale byłem też bardzo dumny, że otrzymałem taką możliwość. Oczywiście moje włoskie korzenie odegrały kluczową rolę, ale dla nich wybranie kogoś, kto urodził się i wychował w innym kraju, było czymś wyjątkowym – mówił Ghiggia.

Po przejściu na emeryturę, aby poprawić swoją sytuację finansową, sprzedał nawet medal z pamiętnego finału. Jeden z urugwajskich magnatów postanowił go wykupić, aby zwrócić do rąk Ghiggi. Historyczny mundial nie uczynił go bogaczem, choć w kraju zawsze był i będzie czczony niczym bohater narodowy.


Najlepsze oferty bukmacherskie na Euro 2020
20 zł bez depozytu, 600 zł bez ryzyka i bonus 2100 zł na eFortuna.pl
20 zł bez depozytu, 333 zł bez ryzyka i bonusy 2000 zł na LVBET.pl
21 zł bez depozytu, 230 zł bez ryzyka i bonusy 549 zł na Totolotek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *