Luis Enrique chce rozwiać wątpliwości, a jest okazja [FELIETON]

Luis Enrique

fot. El independiente

Obiekcje się sprawdziły, więc Luis Enrique musi rozwiać wątpliwości. Nie ze Słowacją, a dziś z Polską. Liczy się tylko komplet punktów i spokój, bo po Szwecji go brakuje. Rywal też mało wymagający, mimo że własna konstrukcja wciąż jest wadliwa. 

Jedenastka, którą Luis Enrique wystawił na Szwecję, nie dała powodu do ekscytacji. Niewiele szaleństwa i mnóstwo z szerzonych stereotypów. Hiszpania lubi grać piłką, przesuwać linię i czekać na swoją okazję, penetrując defensywę przeciwnika. To wiemy bardzo dobrze, ale powiedzmy sobie szczerze – polska obrona jest dziurawa jak ser szwajcarski. O utrzymanie w ryzach od pierwszej do ostatniej minuty będzie niesamowicie trudno, mimo że Szwedom się udało.

Skandynawska ekipa pokazała nam też inne światełko w tunelu – kontrę. Niejednokrotnie to właśnie te nieliczne okazje mogły stać się zabójcze. Zabrakło spokoju i w rezultacie skuteczności. Co pogrozili to ich i można byłoby uznać, że Hiszpanie wyciągną wnioski. Tylko, czy słusznie? Dlaczego Lucho miałby zaproponować hamulec dla swoich podopiecznych, jeśli walczą o awans? Dlaczego z Polską, która miernie zaprezentowała się ze Słowacją?

“Morata i 10 innych”

– Alvaro Morata będzie w wyjściowym składzie. Zagra on i 10 innych – mówił Luis Enrique zapytany o 28-latka. Zaufanie ma być kluczowe. Identyczną sytuację widzieliśmy z De Geą, czy teraz Simonem w bramce. Nie zabrakło go dla “świeżaka” Laporte, czy Marcosa Llorente na prawej obronie. – Robi wiele rzeczy dobrze i jeśli przejdę do danych, to Morata jest hiszpańskim piłkarzem, który zdobył najwięcej bramek w 40 meczach. Skuteczniejszy był tylko David Villa. Fernando Torres, czy Raul strzelili mniej goli niż Morata – dodał Lucho. To oczywiście brednie. Błyskawicznie zauważono, że przecież jest jeszcze Zarra, Di Stefano, czy Morientes. Kolejno porównanie do Harry’ego Kane’a również nietrafione. Manipulacja? Powiedziałbym raczej, że krótkowzroczność, chociaż statystyka bawi i uczy, bo przedstawić można ją na wiele sposobów.

Z fusów wywróżyć możemy, że w obronie nic się nie zmieni. W drugiej linii już więcej miejsca na dyskusję, bo Sergio Busquets wrócił do grupy. Czuje się dobrze i pozostaje w dyspozycji, choć jego występ nie jest pewny. Gdybym miał ferować, czy Rodri ponownie zastąpi w pełni przygotowanego gracza Bercelony, to powiedziałbym, iż nie ma na to szans. Zbyt mocna pozycja Busquetsa, zbyt wiele argumentów, jeśli chodzi o budowanie gry z przodu.

Niemniej jednak jest jeszcze inny scenariusz. Po co grać defensywnym pomocnikiem? Dlaczego nie zacząć ofensywnie w zestawieniu, które widzieliśmy ze Szwecją w drugiej połowie. Polacy będą się bronić i szukać szans z kontry, a to otwiera drzwi do gry dwójką Thiago – Koke. Wsparci o Pedriego lub Fabiana Ruiza to sygnał gry na “tak” od pierwszego gwizdka. Na skrzydłach możemy ponownie zobaczyć Olmo i Ferrana, czyli lubiany i sprawdzony wariant. Pablo Sarabia i Gerard Moreno będą naciskać, ale Torres to możliwość przejścia na “fałszywą dziewiątkę”. Styl bliższy niż mogłoby się wydawać.

Adama Traore – brytyjski pierwiastek w hiszpańskiej kadrze narodowej

Najpierw trzeba bramek

Przeciwko ekipie Janne Anderssona Hiszpanie oddali 17 strzałów, z czego pięć celnych. Bramek nie zobaczyliśmy. Dopóki nic nie poprawi się w tym obszarze, to wszystko inne będzie nieistotne.

– Chcemy powtórzyć mechanizmy związane z zajmowaniem przestrzeni na boisku. Do poprawy skuteczność na ostatnich metrach przed bramką – mówił Enrique. Bez konkretów nie ma goli. Bez bramek nie ma punktów. Na Półwyspie Iberyjskim nikt nie zamierza czekać na ostatni mecz. Wszystko wydaje się jasne, szczególnie że “Lewandowski i spółka” są w zasięgu.

Urosną do mundialu, ale na razie to plac budowy. Na dynamikę La Roja narzeka wielu, ale w Hiszpanii nie brakuje przeświadczenia, że pod tym kątem Polacy wyglądają jeszcze gorzej. Przeciętnie prezentująca się drużyna, burzliwa sytuacja w kontekście selekcjonera w ciągu ostatnich miesięcy i nużący Lewandowski daleki od tego klubowego. Szwecja postawiła autobus, ale organizacja gry była na wysokim poziomie, więc koncepcja okazała się opłacalna. Ryzykowna, ale skuteczna. Trochę w tym Grecji, czy Gruzji z marcowych meczów eliminacyjnych do mundialu. Czy Polska jest na poziomie wspomnianych drużyn? Ich na Euro nie ma, więc śmiało możemy uznać, że być powinna. Futbol bywa przewrotny, ale gdy stawka wzrasta niebotycznie, to nie mam pojęcia, co miałoby się “przewrócić”, by Hiszpanie dziś przegrali.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.