eWinner II liga: Kolejne roszady na fotelu lidera

Źródło: PZPN

Z pauzy GKS-u Katowice skorzystał Górnik Polkowice, który po wyjazdowym zwycięstwie z Sokołem Ostróda powrócił na pozycję lidera. Kolejny krok w kierunku czołowej dwójki wykonali piłkarze Chojniczanki Chojnice i Skry Częstochowa, którzy prócz swojej wygranej zyskali również na kolejnym potknięciu Wigier Suwałki.

Sokół Ostróda – Górnik Polkowice 0:1 (0:1)

Mateusz Piątkowski 39

Sokół: Kacper Trelowski – Michał Zimmer (Wojciech Kalinowski 65′), Krzysztof Wicki, Karol Żwir, Adam Dobosz – Tomasz Gajda (Dominik Więcek 85′), Jakub Czajkowski, Łukasz Soszyński (Paweł Brzuzy 66′), Łukasz Mozler (Sebastian Rugowski 46′), Dawid Wolny – Rafał Siemaszko.

Górnik: Jakub Szymański (Jakub Kopaniecki 74′) – Dominik Radziemski, Maciej Kowalski-Haberek, Marek Opałacz, Jarosław Ratajczak – Eryk Sobków (Filip Baranowski 79′), Michał Danilczyk, Kamil Wacławczyk (Bruno Żołądź 79′), Ernest Terpiłowski – Mateusz Piątkowski (Rafał Karmelita 79′), Mariusz Szuszkiewicz (Paweł Kucharczyk 90′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Górnika

Spotkanie Sokoła Ostróda z Górnikiem Polkowice zapowiadało się bardzo ciekawie. Naprzeciw siebie stanęły dwie rewelacje rundy jesiennej. Górnik był wówczas wiceliderem II ligi, natomiast beniaminek z Ostródy tracił do szóstego miejsca zaledwie jeden punkt. Na początku rundy wiosennej obu drużynom nie szło juz tak dobrze. Przed tym spotkaniem Sokoł miał na koncie porażkę 1:2 z GKS-em Katowice oraz wyszarpany w samej końców remis 1:1 z Lechem II Poznań. Wicelider z Polkowic miał dokładnie taki sam bilans po remisie 2:2 z Chojniczanką Chojnice i porażce 1:2 ze Stalą Rzeszów.

W pierwszych minutach piłkarze obu drużyn stwarzali zagrożenie pod bramkami rywali głównie po centrach z rzutu rożnego. Jako pierwsi mocniej przycisnęli goście. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka minęła wszystkich obrońców Sokoła i dotarła do Michała Danilczyka. Środkowy pomocnik Górnika oddał strzał z pierwszej piłki, jednak uderzył nieczysto i wprost w interweniującego Kacpra Trelowskiego. Większa “nerwówka” po dośrodkowaniach z rzutu rożnego była po drugiej stronie boiska. Najpierw strzał głową Adama Dobosza tuż sprzed linii bramkowej wybił Maciej Kowalski-Haberek. Po chwili niecelny strzał głową oddał Rafał Siemaszko.

Z czasem do głosu zaczęli dochodzić goście. W centrum zamieszania był napastnik Górnika Mateusz Piątkowski. 36-latek najpierw po zagraniu Kowalskiego-Haberka w sytuacji sam na sam z Trelowskim strzelił obok bramki. Chwilę później w stronę bramki Sokoła poszła kolejna centra. Tym razem Piątkowski wygrał pojedynek powietrzny z Karolem Żwirem, a piłka po jego strzale trafiłą w poprzeczkę. W przypadku Piątkowskiego zastosowanie miało powiedzenie “do trzech razy sztuka”. W 39. minucie Dominik Radziemski otrzymał górne podanie na prawe skrzydło. Zawodnik Górnika wyprzedził Dobosza i posłał w pole karne płaskie dośrodkowanie. Futbolówkę umiejętnie przepuścił Mariusz Szuszkiewicz, a kompletnie niepilnowany Piątkowski wykończył całą akcję i wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Dwie minuty później dobrym przechwytem i jeszcze lepszym rajdem lewą stroną boiska popisał się Ernest Terpiłowski. Wypożyczony z Bruk-Betu Termalki Nieciecza zawodnik został sfaulowany w polu karnym przez Jakuba Czajkowskiego. Doskonałej okazji do odskoczenia rywalom na dwie bramki nie wykorzystał Eryk Sobków. Napastnik Górnika uderzył z jedenastu metrów słabo, w środek, dzięki czemu Trelowski bardzo pewnie chwycił piłkę.

Pomimo ogólnej przewagi i prowadzenia Górnika, w pierwszej połowie również gospodarze mieli swoje szanse, stawiając przede wszystkim na strzały z dystansu. Gotowość Jakuba Szymańskiego wypróbowali Rafał Siemaszko i Tomasz Gajda, który pokusił się o strzał z ostrego kąta z rzutu wolnego.

W drugiej połowie, poza rajdem i strzałem wprost w Trelowskiego autorstwa Terpiłowskiego, to Sokół częściej zagrażał bramce rywali. Szczególnie groźnie było w 63. minucie po dośrodkowaniu Michała Zimmera z prawej strony boiska, po którym strzał głową oddał wprowadzony w przerwie Sebastian Rugowski. Nie bez problemów, ale jednak z tym strzałem poradził sobie Szymański. Niewiele ponad dziesięć minut później bramkarz Górnika musiał opuścić boisko z powodu urazu doznanego po starciu poza polem karnym. Siemaszko otrzymał długie podanie z własnej połowy i widząc opieszałość Kowalskiego-Haberka był bardzo bliski przechwycenia piłki. Ostatecznie całą akcję przerwał Szymański, który przy okazji bardzo dotkliwie zderzył się z napastnikiem Sokoła. Sytuacja wyglądała bardzo groźnie, przez co na ostatni kwadrans do bramki gości wszedł Jakub Kopaniecki.

Rezerwowy bramkarz Górnika znalazł się w trudnej sytuacji, wchodząc na boisko w zasadzie z marszu. Dodatkowo jego zespół prowadził i musiał się bronić przed coraz groźniejszymi akcjami Sokoła. Kopaniecki spisał się jednak fantastycznie broniąc strzał z dystansu Żwira oraz uderzenie z ostrego kąta Wojciecha Kalinowskiego. W samej końcówce swój zespół uratował Paweł Kucharczyk, zatrzymując własnym ciałem piłkę zmierzającą do bramki po uderzeniu Rugowskiego.

Górnik wygrywając w Ostródzie, a także wykorzystując pauzę GKS-u Katowice powrócił na fotel lidera eWinner II ligi. Już za tydzień zespół prowadzony przez Janusza Niedźwiedzia zmierzy się w ultra ważnym pojedynku z drużyną z Katowic. Wcześniej, b0 już w środę Górnika czeka kolejny wyjazd, tym razem do walczącego o utrzymanie Hutnika Kraków. Ewentualne zwycięstwa w obu tych spotkaniach byłyby dla tego zespołu bardzo dużym krokiem do przodu w kontekście walki o awans do Fortuna I ligi.

Po tym spotkaniu Sokół wraz ze Zniczem Pruszków i Śląskiem II Wrocław ma najgorszy bilans punktowy w lidze. Pocieszająće dla beniaminka jest to, że dwie porażki zostały odniesione z dwiema najlepszymi drużynami tej ligi (przynajmniej biorąc pod uwagę pozycję w tabeli). Ostródzianie w tygodniu będą odpoczywali z powodu przełożonego spotkania z Pogonią Siedlce, a w następny weekend zmierzą się z Olimpią Grudziądz, czyli rywalem którego podopieczni Piotra Jacka powinni bez większych problemów ograć.


Chojniczanka Chojnice – Olimpia Grudziądz 3:1 (1:1)

Adam Ryczkowski 38, Mateusz Klichowicz 55, Artur Pląskowski 90 – José Embaló 31 (karny)

Chojniczanka: Paweł Sokół – Jan Mudra, Marcin Grolik, Martin Klabník, Michał Sacharuk – Mateusz Klichowicz, Robert Ziętarski (Adrian Rakowski 80′), Paweł Czajkowski, Tomasz Mikołajczak (Artur Golański 90′), Adam Ryczkowski (Olaf Nowak 80′) – Szymon Skrzypczak (Artur Pląskowski 85′).

Olimpia: Nikodem Sujecki – Damian Ciechanowski, Piotr Witasik, Robert Obst, Szymon Jarosz, Bartosz Widejko (João Criciúma 57′) – Mikołaj Gabor, Grzegorz Płatek (David Andronic 65′), Michał Graczyk (Grzegorz Gulczyński 65′), Patryk Leszczyński (Oskar Kalenik 57′) – José Embaló.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Chojniczanki

Chojniczanka Chojnice jest jedną z niewielu drużyn, która od początku rundy wiosennej konsekwentnie realizują swój plan i prezentują równy, stabilny poziom. Podopieczni Adama Noconia są drugim, zaraz po Skrze Częstochowa, najlepszym zespołem II ligi w 2021 roku.

Zgodnie z przedmeczowymi oczekiwaniami Chojniczanka od samego początku miała przewagę i już w pierwszych minutach oddała oddała dwa strzały na bramkę Olimpii. W 6. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego nad bramką strzelił Szymon Skrzypczak. Krzywdy bramkarzowi gości nie zrobił także słaby strzał z rzutu wolnego Roberta Ziętarskiego. Nikodem Sujecki dostał okazję, by się wykazać w 24. minucie spotkania. Wbiegający w pole karne Tomasz Mikołajczak został sfaulowany przez Roberta Obsta. Rzut karny wykonany przez Skrzypczaka nie był wcale źle wykonany – strzał mocny, po ziemi, w prawy róg bramki Olimpii. Sujecki jednak bezbłędnie wyczuł intencję strzelca i zaliczył świetną interwencję.

Zdecydowanie lepszą skutecznością z edenastu metrów popisał się siedem minut później José Embaló. Napastnik gości po dośrodkowaniu Mikołaja Gabora został sfaulowany w polu karnym przez Marcina Grolika. Portugalczyk sam podszedł do piłki i pewnym strzałem pokonał Pawła Sokoła, strzelając swojego siódmego gola w tym sezonie. Dodatkowo, José Embaló zrehabilitował się za pomyłkę z rzutu karnego z poprzedniego ligowego meczu Olimpii.

Gospodarze wciąż przeważali i ich wysiłki zostały wynagrodzone jeszcze przed przerwą. W 38. minucie z lewej strony boiska futbolówkę wrzucał Michał Sacharuk. Festiwal błędów, niedokładności i ogólnego zamieszania zakończył Adam Ryczkowski, który strzelając “na raty” przełamał dobrą passę defensywy Olimpii. Zespół z Grudziądza dopiero w 38. minucie trzeciego spotkania w 2021 roku stracił pierwszego gola.

W drugiej połowie miejscowi dołożyli jeszcze dwa trafienia, utrzymując przy tym zdecydowaną przewagę nad rywalem, który w drugiej części meczu miał jeszcze większe trudności z budowaniem składnych sytuacji. W 55. minucie Grolik posłał długie, górne podanie na prawe skrzydło. Szybkością i techniką w tej sytuacji popisał się Mateusz Klichowicz. Prawy pomocnik Chojniczanki wyprzedził obrońcę i uprzedził interweniującego Sujeckiego pakując futbolówkę do bramki.

Jeszcze ładniejsze było trzecie trafienie autorstwa wprowadzonego z ławki Artura Pląskowskiego. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry 27-latek wykorzystał odrobinę miejsca jakie otrzymał od defensorów Olimpii w ich polu karnym i ładnym technicznym strzałem nie pozostawił gościom złudzeń w oczekiwaniu na cud, czyli wyrównujące trafienie. Swoją cegiełkę dołożył także zawodnik Olimpii David Andronic, który tuż przed końcem spotkania dostał drugą żółtą i w kosenkwencji czerwoną kartkę.

Po trzech spotkaniach można już stwierdzić, że Chojniczanka będzie jednym z głównych kandydatów do awansu do Fortuna I ligi. W ich przypadku byłby to powrót po zaledwie jednym sezonie na niższym szczeblu. Nawiązywanie równej walki z czołówką to jedno, ale bardzo cenne jest regularne punktowanie w spotkaniach z ligowymi średniakami oraz drużynami walczącymi o utrzymanie. Niejednokrotnie okazywało się już, że tytuły czy awanse przegrywało się nie w starciach z bezpośrednimi rywalami, a z ligowym dżemikiem. Olimpia okazała się kolejną przeszkodą, którą Chojniczanka przeskoczyła bez większych problemów. Ciężko spodziewać się, by z zespołami o podobnej klasie zespół z Chojnic jakoś specjalnie się męczył.


KKS 1925 Kalisz – Skra Częstochowa 0:1 (0:0)

Mariusz Holik 80

KKS 1925: Michał Molenda – Kamil Sabiłło (Robert Tunkiewicz 71′), Filip Kendzia, Mateusz Gawlik, Marcin Radzewicz, Mateusz Mączyński (Romāns Mickevičs 87′) – Nikodem Zawistowski, Adrian Łuszkiewicz (Andrzej Kaszuba 71′), Tomasz Hołota, Néstor Gordillo (Michał Borecki 81′) – Mateusz Majewski (Bartłomiej Maćczak 81′).

Skra: Mikołaj Biegański – Krzysztof Napora (Dawid Niedbała 90′), Hubert Sadowski, Mariusz Holik, Adam Mesjasz, Rafał Brusiło – Radosław Gołębiowski (Karol Noiszewski 84′), Adam Olejnik, Piotr Nocoń – Kamil Wojtyra (Daniel Pietraszkiewicz 90′), Lucjan Klisiewicz (Damian Warnecki 69′).

Przedmeczowy typ: remis lub zwycięstwo Skry

Po zeszłotygodniowym “szaleństwie” w postaci zwycięstwa 2:0 z rezerwami Śląska Wrocław, bardzo szybko wróciła do nas stara, dobra, minimalistyczna Skra Częstochowa. Z ostatnich pięciu spotkań ligowych tego zespołu aż cztery zakończyły się wynikami 1:0. Potyczka w Kaliszu przyniosła trzecie zwycięstwo z rzędu i status jedynego niepokonanego drugoligowca w 2021 roku.

Zarówno piłkarze Skry, jak i beniaminka z Kalisza od początku sezonu spisują się zdecydowanie powyżej oczekiwań, co zaowocowało miejscami w strefie barażowej. Biorąc pod uwagę te czynniki, mogliśmy spodziewać się wyrównanego widowiska. Takie ono w istocie było, jednak mimo wszystko kibice mogli czuć zawód bardzo małą ilością klarownych sytuacji, które niosłyby za sobą rzeczywiste ryzyko gola. Po stronie gospodarzy po raz kolejny najbardziej aktywny był sprowadzony zimą Néstor Gordillo. Hiszpan dwukrotnie był bardzo bliski strzelenia gola, jednak za każdym razem brakowało mu naprawdę niewiele by sięgnąć piłkę i strącić ją w kierunku bramki Skry. Prócz tego, po błędzie Huberta Sadowskiego dobrej okazji nie wykorzystał Mateusz Majewski, który przegrał pojedynek z Mikołajem Biegańskim.

Jeśli chodzi o Skrę, to najbliżej wyjścia na prowadzenie piłkarze tego zespołu byli tuż przed przerwą. Piotr Nocoń znalazł się w sytuacji sam na sam z Michałem Molendą, jednak w tym wypadku wykończenie mocno zawiodło. Poza tym, wypożyczony z Arki Gdynia Molenda bez większych trudności obronił strzały Noconia i Krzysztofa Napory. Goście w sporych opałach znaleźli się w 61. minucie spotkania, gdy napastnik KKS-u 1925 Majewski nie zdołał skorzystać z dogrania Mateusza Gawlika i fatalnie spudłował z trzech metrów.

Losy spotkania rozstrzygnęły się w 80. minucie spotkania. Z rzutu wolnego z około 16-17 metrów na bramkę KKS-u 1925 strzał oddał Napora. Futbolówkę głową zablokował stojący w murze Majewski. Wróciła ona przed pole karne pod nogi Noconia, który momentalnie dośrodkował ją na dalszy słupek. Całą akcję tuż przy linii końcowej zamykał Adam Mesjasz. Defensor Skry wykorzystał złe wyjście Molendy i dograł piłkę głową do stojącego tuż przy linii bramkowej Mariusza Holika. Wracający na drugoligowe boiska 27-latek dopełnił formalności dobijając piłkę do bramki głową z najbliższej możliwej odległości. Chwilę przed tym golem KKS 1925 osłabił Mateusz Gawlik, który otrzymał drugą żółtą i w kosenkwencji czerwoną kartkę.

Skra w Kaliszu nie wyrobiła sobie znaczącej przewagi, a co za tym idzie, niezbyt często atakowała bramkę KKS-u 1925. Na ich wygraną złożył się jednak pragmatyzm, który wielokrotnie obserwowaliśmy już w tym sezonie, a także łut szczęścia w postaci poważnego błędu bramkarza rywali. Było to jednak spotkanie na tyle wyrównane, że żaden rezultat poza remisem nie mógłby być uznany z czystym sercem za rozstrzygnięcie sprawiedliwe.


Hutnik Kraków – Lech II Poznań 0:2 (0:1)

Łukasz Szramowski 25, Siergiej Kriwiec 79 (karny)

Hutnik: Dawid Smug – Mateusz Ozimek, Tomasz Wojcinowicz, Piotr Stawarczyk, Łukasz Kędziora, Piotr Zmorzyński (Bartosz Tetych 70′) – Dawid Linca (Javier Bernal 46′), Miłosz Drąg (Filip Handzlik 46′), Kamil Bełczowski (Kacper Jodłowski 46′), Krzysztof Świątek – Michał Kitliński (Kamil Sobala 36′).

Lech II: Krzysztof Bąkowski – Filip Nawrocki, Wojciech Onsorge, Ľubomír Šatka, Karol Smajdor – Łukasz Szramowski (Eryk Kryg 79′), Adrian Laskowski, Artur Marciniak (Jakub Białczyk 89′), Filip Marchwiński, Siergiej Kriwiec (Ołeksandr Jacenko 86′) – Jakub Karbownik (Adrian Ratajczyk 86′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Lecha II

Mini maraton polegający na rozegraniu trzech spotkań ligowych w przeciągu ośmiu dni piłkarze Hutnika Kraków konczą z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony udało im się zdobyć aż cztery punkty w meczach z liderującym GKS-em Katowice oraz mającą wysokie aspirację Stalą Rzeszów. Z drugiej jednak strony w meczu kończącym 21. kolejkę eWinner II ligi wyraźnie ulegli rezerwom Lecha Poznań i bardzo szybko wrócili na ostatnie miejsce w ligowej tabeli.

Gospodarze chcieli rozpocząć to spotkanie od mocnego uderzenia i zdominować rywala. Przewaga uzyskana w pierwszym fragmencie spotkania nie przekuła się jednak na nic konkretniejszego niż strzał Kamila Bełczowskiego z 6. minuty, który bez większych problemów odbił przed siebie Krzysztof Bąkowski (sytuacja od 20:25). Po drugiej stronie boiska chwilę później pokazał się Ľubomír Šatka. Słowacki obrońca, który na co dzień gra w pierwszym zespole “Kolejorza” występem w rezerwach łapał rymt meczowy po wyleczeniu urazu doznanego na styczniowym zgrupowaniu w Belek. Piłkę z rzutu rożnego na dalszy słupek dośrodkował Siergiej Kriwiec. W pierwszej chwili wydawało się, że wbiegający Šatka wypracował sobie wystarczająco dużo miejsca, by pokusić się o bramkę, ale ostatecznie bardzo dobrze wyblokował go Łukasz Kędziora (sytuacja od 25:00).

Pierwszą konkretniejszą sytuację z gry goście stworzyli sobie w 15. minucie. Po szybkim przechwycie piłki na własnej połowie Filip Marchwiński z łatwością minął jednego z rywali i po przebiegnięciu około 20-30 metrów dograł piłkę na prawą stronę do Łukasza Szramowskiego. Ten z kolei posłał bardzo dobrą piłkę w okolice bramki Hutnika. Piłki nie zdołał przechwycić Dawid Smug, jednak asekurował go Tomasz Wojcinowicz. Gdyby nie interwencja stopera gospodarzy, to zapewne piłkę do bramki skierowałby czający się za jego plecami Kriwiec (sytuacja od 29:55). Dużo więcej szczęścia Szramowski miał dziesięc minut później. Po wymianie kilku podań i przeniesieniu akcji na prawe skrzydło Szramowski wymienił podanie z pierwszej piłki z Adrianem Laskowskim i mocnym strzałem przy krótszym słupku zaskoczył Smuga (sytuacja od 39:15).

Stracona bramka nieco ostudziła zapędy gospodarzy, którzy przegrywając jedną bramką długimi fragmentami nie potrafili zagrozić bramce Lecha II. Zespól prowadzony przez Szymona Szydełkę postawił przede wszystkim na uderzenia z dystansu, jednak nikt z tercetu Kacper Jodłowski – Tomasz Wojcinowicz – Javier Bernal nie dał rady zaskoczyć Bąkowskiego. Goście z kolei spokojnie kontrolowali przebieg meczu, w stu procentach realizując swoją taktykę. Nieco ospałą drugą połowe ożywił w 78. minucie faul w polu karnym Wojcinowicza na ładnie wbiegającym w pole karne Karolu Smajdorze. Jedenastkę na gola zamienił aktywny w tym spotkaniu Kriwiec, dla którego była to już druga bramka z rzutu karnego po powrocie na polskie boiska (sytuacja od 1:49:00).

Drugie wiosenne zwycięstwo podopiecznych Artura Węski okazało się być bardzo istotne dla obecnego układu tabeli. Po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu Lech II Poznań odskoczył od strefy spadkowej na więcej niż trzy punkty. Oczywiście w dalszym ciągu nie gwarantuję to utrzymania w lidze, jednak już same liczby wskazują na naprawdę solidną pracę trenera Węski. Hutnik z kolei również prezentuje się z dobrej strony i nie sprawia już wrażenia zespołu pogodzonego z losem, co wielokrotnie mogliśmy oglądać w rundzie jesiennej. Prawdziwym testem dla krakowian z pewnością będzie środowe spotkanie z liderującym Górnikiem Polkowice.


Wigry Suwałki – Błękitni Stargard 0:1 (0:1)

Mateusz Bochnak 5

Wigry: Hieronim Zoch – Michał Orzechowski (Grzegorz Aftyka 46′), Wojciech Kamiński, Rafał Grzelak, Adrian Karankiewicz, Daniel Liszka (Paweł Gierach 46′) – Denis Gojko, Patryk Mularczyk (Kacper Wełniak 61′), Bartłomiej Babiarz, Mateusz Sowiński (Patryk Czułowski 61′) – Kamil Adamek.

Błękitni: Dominik Sasiak – Jan Andrzejewski, Krystian Kujawa, Daniel Wajsak, Bartłomiej Mruk (Bartosz Sitkowski 20′) – Mateusz Bochnak, Filip Karmański (Hubert Krawczun 56′), Dawid Polkowski, Michał Cywiński, Tomasz Kaczmarek (Adrian Kwiatkowski 79′) – Damian Niedojad (Aleksander Theus 79′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Wigier

Podczas piątkowego meczu rozegranego w Suwałkach nie po raz pierwszy mogliśmy zaobserwować efekt nowej miotły. Chociaż w przypadku Błękitnych, z tą nowością bym nie przesadzał. Na początku tygodnia zarząd klubu podziękował za współpracę Tomasz Grzegorczykowi i tymczasowo powierzył funkcję pierwszego trenera Jarosławowi Piskorzowi. 10 marca klub ogłosił powrót Adama Topolskiego na trenerską ławkę. 69-latek teoretycznie jest trenerem Błękitnych od 2018 roku, jednak na początku tego sezonu jego obowiązki przejął Grzegorczyk. Było to spowodowane problemami zdrowotnymi Topolskiego. Wydaje się jednak, że zostały one zażegnane, dzięki czemu mógł on wrócić na ławkę trenerską.

Postawa Wigier wiosną nie zachwyca. Zaczęło się od wymęczonego zwycięstwa w Pruszkowie. Tydzień temu podopieczni Dawida Szulczka bezbramkowo zremisowali z Olimpią Elbląg. Na inaugurację piłkarskiej wiosny w Suwałkach Wigrom przydarzyła się pierwsza w tym roku porażka.

Dość nieoczekiwanie gospodarze już od samego początku spotkania musieli gonić wynik. W 5. minucie po szybkim wznowieniu piłki z rzutu wolnego Filip Karmański posłał długie podanie za plecy obrońców Wigier, a Mateusz Bochnak bardzo ładnym lobem pokonał Hieronima Zocha.

Podejrzewam, że strata gola nie wywarła bardzo dużego wpływu na taktykę gospodarzy. Wigry jako zespół wyżej notowany z pewnością chciał od samego początku zdominować rywala. Ta dominacja nie wyglądała jednak tak, jak byśmy po zespole Wigier mogli oczekiwać. Przewaga w posiadaniu piłki przez całe 90 minut nie przełożyła się na zdobycz bramkową. Sytuacja gospodarzy skomplikowała się jeszcze bardziej w 58. minucie, gdy swój zespół osłabił środkowy obrońca Wigier Rafał Grzelak. Po złym wybiciu piłki z autu 32-latek ratował sytuację nieprzepisowo powstrzymując Bochnaka, za co został ukarany drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką.

Pomimo gry w osłabieniu Wigry ciągle parły do przodu, jednak w dalszym ciągu nie kończyło się to golami. Szczególnie aktywni byli Kamil Adamek, Patryk Czułowski i Kacper Wełniak. Ich strzały były jednak albo niecelne, albo takie, z którymi poradził sobie golkiper Błękitnych Dominik Sasiak. W końcówce goście mieli dwie akcje na podwyższenie prowadzenia, jednak dobrych sytuacji nie potrafili wykorzystać Tomasz Kaczmarek i Adrian Kwiatkowski.

Nie po raz pierwszy w tym sezonie Błękitni ukazują się nam jako zespół nieobliczalny, który z jednej strony potrafi oddać mecze bez walki i przyjąć nawet cztery-pięć goli, a z drugiej strony jest w stanie sprawić niespodziankę i wygrać na terenie wyżej notowanego rywala. Piątkowe zwycięstwo pozwoliło drużynie ze Stargardu na odskoczenie od strefy spadkowej. Walka o utrzymanie zapewne potrwa jednak do ostatniej kolejki.

Wigrom tydzień temu się upiekło – po remisie w Elblągu i wpadkach Górnika Polkowice i GKS-u Katowice podopieczni Dawida Szulczka nie stracili względem TOP2. W ten weekend było już inaczej. Na trzy punkty Wigrom odskoczyła Chojniczanka, a na pięć Górnik Polkowice. Dodatkowo zespół z Suwałk wyprzedziła takze Skra Częstochowa, przez co Wigry spadły na piątą pozycję. Przewaga nad zespołami znajdującymi się pod strefą barażową w dalszym ciągu jest znaczna, jednak trener Wigier musi pomyśleć o wprowadzeniu zmian w zespole, bo gra jego zespołu nie jest satysfakcjonująca.


Motor Lublin – Olimpia Elbląg 1:0 (0:0)

Ariel Wawszczyk 87

Motor: Sebastian Madejski – Michał Król, Rafał Grodzicki, Ariel Wawszczyk, Michał Bogacz – Paweł Moskwik (Dawid Pakulski 46′), Rafał Król, Sławomir Duda (Filip Wójcik 46′), Tomasz Swędrowski, Piotr Ceglarz (Dominik Kunca 82′) – Daniel Świderski (Krzysztof Ropski 71′).

Olimpia: Andrzej Witan – Michał Kiełtyka, Tomasz Lewandowski, Kamil Wenger, Tomasz Sedlewski – Sebastian Kamiński (Dawid Jabłoński 79′), Patryk Burzyński (Aleksander Waniek 89′), Klaudiusz Krasa, Michał Ressel (Sebastian Bartlewski 60′), Marcin Bawolik (Oskar Kordykiewicz 79′) – Janusz Surdykowski.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Olimpii

Inauguracji 21. kolejki towarzyszyła iście zimowa aura. Przede wszystkim pierwsza połowa rozgrywana była przy obficie padającym śniegu, co w znacznym stopniu utrudniało poczynania piłkarzom obu drużyn. Pomimo znaczącej ilości świeżego śniegu na murawie Areny Lublin, spotkanie momentami stało na przyzwoitym poziomie. Przynajmniej w czasie, gdy wyższy bieg wrzucali piłkarze Motoru, którzy byli zdecydowanie aktywniejsi w grze ofensywnej. Przez zdecydowaną większość meczu obserwowaliśmy jednak typowy “mecz walki”, polegący na dużej liczbie fauli oraz częstym graniu popularnej “lagi do przodu”.

Jeżeli Motor przycisnął rywala, to zazwyczaj były to strzały z dystansu, które albo były niecelne, albo zbyt słabe, by zaskoczyć znajdującego się ostatnio w dobrej formie Andrzeja Witana. Najgroźniej pod bramką gości było w 19. minucie. Po zbyt lekkim zagraniu jednego z zawodników Olimpii Witan wybiegł daleko poza swoje pole karne i w ostatniej chwili uprzedził nacierającego Pawła Moskwika. Opustoszenie bramki Olimpii próbował wykorzystać Daniel Świderski, jednak jego uderzenie z ponad 40 metrów było bardzo niecelne. Dwie minuty później Witan popisał się kolejną dobrą interwencją, tym razem po dośrodkowaniu z lewej strony boiska Piotra Ceglarza zatrzymał kolejne uderzenie Motoru.

Podopieczni Jacka Trzeciaka od początku spotkania grali w taki sposób, do którego nas już przyzwyczaili – przede wszystkim pilnowanie szyku w defensywie oraz długie piłki w pole karne rywala. Zgodnie z oczekiwaniami, najgroźniejszym zawodnikiem gości był najlepszy strzelec Olimpii Janusz Surdykowski, który m.in. strzałem głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego próbował zaskoczyć Sebastiana Madejskiego, lecz ostatecznie strzelił obok bramki. Generalnie Olimpia do przerwy nie oddała żadnego celnego strzału i tak naprawdę nie stworzyła sobie nawet szansy, by wyjść na prowadzenie w Lublinie.

Marek Saganowski nie był zadowolony z postawy swoich pomocników i już w przerwie zdecydował się dokonać dwóch zmian. Niewidocznych Pawła Moskwika i Sławomira Dudę zastąpili Dawid Pakulski i Filip Wójcik. Bardzo szybko te roszady mogły okazać się strzałem w dziesiątkę. Z prawej strony boiska Pakulski zagrał prostopadłą piłkę do Wójcika. Pomocnik Motoru oddał strzał z ostrego kąta, który Witan sparował na rzut rożny.

O ile w pierwszej części spotkania ataki Olimpii nie były za częste, chociaż się zdarzały, to w drugich 45 minutach goście praktycznie w ogóle nie zagrażali bramce Motoru. Konsekwentna taktyka gry na zero z tyłu została poważnie zaburzona w 73. minucie. Dwie żółte kartki za naprawdę ostre faule otrzymał Klaudiusz Krasa i znacząco osłabił swój zespół, który od tego momentu już w 100 procentach skoncentrował się tylko na obronie. Sam Krasa uzbierał w tym sezonie już 12 żółtych kartek, przez co będzie musiał pauzować w dwóch następnych spotkaniach ligowych.

Goście byli bardzo blisko utrzymania bardzo cennego dla nich bezbramkowego remisu. Cztery minuty po zejściu z boiska Krasy podanie otrzymał znajdujący się w polu karnym Michał Król. Prawy obrońca zdołał przyjąć piłkę, a nabiegający na nią Tomasz Swędrowski oddał mocny strzał po którym Witan zaliczył kolejną dobrą interwencję.

Biorąc pod uwagę wszystkie dotychczasowe okazje, które Motor stworzył sobie przez całe spotkanie, to najlepszą zmarnował w 84. minucie wprowadzony z ławki Krzysztof Ropski. Po krótkim rozegraniu rzutu rożnego z prawej strony boiska Dawid Jabłoński dośrodkował piłkę do niekrytego, znajdującego się na piątym metrze Ropskiego. Napastnik Motoru pomimo tych wszystkich korzystnych okoliczności ostatecznie przestrzelił.

Napastnicy Motoru w czwartkowy wieczór byli nieskuteczni, jednak na ich szczęście o wiele lepiej w kluczowym momencie w polu karnym Olimpii zachowali się dwaj środkowi obrońcy. Po kolejnej wrzutce z rzutu rożnego strzał głową oddał doświadczony Rafał Grodzicki. Futbolówka odbiła się od poprzeczki, a następnie padła łupem niekrytego Ariela Wawszczyka, który dobił ja do pustej bramki i zapewnił Motorowi kolejne trzy punkty.

Zdobycie chociażby punktu przez Motor nie było chyba w żadnym momencie zagrożone. Olimpia swoją postawą nie starała się nawet ukrywać, że remis (najlepiej bezbramkowy) w pełni ją satysfakcjonuje. W ofensywie zespół Jacka Trzeciaka w zasadzie nie istniał, a Olimpia nie grała przecież z czołowym zespołem II ligi, a raczej jej średniakiem. Z taką postawą Olimpii będzie mega ciężko w spotkaniach z czubem tabeli wywalczyć jakiekolwiek punkty.

Dwie wygrane odniesione w trzech wiosennych meczach – teoretycznie kibice nie powinni mieć żadnych pretensji do piłkarzy Motoru. Styl zespołu prowadzonego przez Marka Saganowskiego jednak wciąż nie zachwyca. Większość akcji, które miały zagrozić bramce Witana, polegały na próbie strzału z dystansu. W walce o baraże o awans potrzeba czegoś więcej, przede wszystkim potrzeba pomysłu i uniwersalności w grze ofensywnej. W Motorze na ten moment tego brakuje.


Śląsk II Wrocław – Garbarnia Kraków 0:1 (0:0)

Tomasz Kołbon 57

Śląsk II: Michał Szromnik – Szymon Krocz (Filip Michalski 75′), Patryk Caliński, Konrad Poprawa, Olivier Wypart (Adrian Bukowski 60′), Mateusz Maćkowiak – Adrian Łyszczarz (Mateusz Młynarczyk 84′), Maciej Pałaszewski (Bartosz Boruń 61′), Szymon Lewkot, Grzegorz Kotowicz – Sebastian Bergier (Przemysław Bargiel 61′).

Garbarnia: Dorian Frątczak – Jakub Kowalski, Marek Masiuda, Donatas Nakrošius, Szymon Pająk (Michał Rutkowski 72′) – Kamil Kuczak, Tomasz Kołbon, Grzegorz Marszalik (Mateusz Duda 75′) – Błażej Radwanek (Daniel Morys 66′), Michał Feliks (Jakub Górski 66′), Bruno Wacławek (Michał Fidziukiewicz 65′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Śląska II

Rezerwom Śląska Wrocław nie za dobrze idzie w 2021 roku. Na inaugurację był wymęczony remis na wyjeździe z Błękitnymi Stargard. Przed tygodniem, ponownie na wyjeździe, przyszła zdecydowana porażka z wyżej notowaną Skrą Częstochowa. Na inaugurację piłkarskiej wiosny przy Oporowskiej przyjechała Garbarnia Kraków – zespół zdecydowanie znajdujący się w zasięgu podopiecznych Piotra Jawnego, który tydzień temu pauzował i rozegrał sparing z Rakowem Częstochowa.

Pierwsze minuty należały do gospodarzy, którzy oddali kilka strzałów na bramkę Garbarni. Po raz pierwszy do większego wysiłku Dorian Frątczak został zmuszony w 13. minucie, gdy nie bez problemów wybronił strzał z rzutu wolnego Adriana Łyszczarza (sytuacja od 16:00). Z dużo gorszej strony golkiper gości zaprezentował się kwadrans później. Po wznowieniu od własnej bramki Maciej Pałaszewski posłał prostopadłe podanie do Łyszczarza. Środkowego pomocnika Śląska II uprzedził Frątczak, jednak bardzo źle wybił piłkę, tuż pod nogi Grzegorza Kotowicza. 21-latek momentalnie pokusił się o strzał z około 35-40 metrów na pustą bramkę, ale przymierzył bardzo źle, przez co bramkarz Garbarni mógł odetchnąć z ulgą (sytuacja od 30:05).

Po niemrawym początku, zawodnicy Garbarni z czasem się rozkręcali. Do przerwy stworzyli sobie kilka sytuacji, jednak najgroźniej pod bramką Śląska II było po rzucie wolnym z 34. minuty. (sytuacja od 36:40). Prócz tego, próby zaskoczenia Michała Szromnika podjęli m.in. Michał Feliks i Błażej Radwanek. Nie przynosiło to jednak żadnego efektu. Zespół prowadzony przez Łukasza Surmę o wiele skuteczniejszy był po przerwie.

W 57. minucie piłkę z rzutu wolnego z lewej strony boiska dośrodkowywał Grzegorz Marszalik. Wrzutka okazała się bardzo precyzyjna, piłka wylądowała na głowie niekrytego Tomasza Kołbona, który mierzonym strzałem pokonał Szromnika. W tej sytuacji Kołbon uciekł kryjącemu go Konradowi Poprawie (sytuacja do 1:17:10). Sześć minut później goście mogli przypieczętować zwycięstwo, lecz w sytuacji sam na sam z Szromnikiem Radwanek uderzył zbyt lekko, przez co zaprzepaścił swoją szansę (sytuacja od 1:23:10).

W momencie próby ofensywa Śląska II zawiodła. Po stracie gola bliżej kolejnej bramki byli goście, niż gospodarze ewentualnego wyrównania. Poza długimi piłkami, które przejmowali defensorzy Garbarni, a także niegroźnym strzałem z dystansu Łyszczarza, to gospodarze oddali punkty w zasadzie bez walki. Goście w ostatnim kwadransie mieli jeszcze kilka okazji, a najlepszej w 74. minucie po podaniu Michała Fidziukiewicza nie wykorzystał Daniel Morys.

Trochę nieoczekiwanie, po premierowym punkcie Znicza Pruszków, rezerwy Śląska Wrocław stały się najsłabszym drugoligowcem w 2021 roku (decydujący jest w tym momencie bilans bramek). Jeden punkt wywalczony w trzech meczach musi stanowić zawód dla zespołu, który pomimo młodej kadry, po cichu był wskazywany jako jeden z tych, którzy mogą wiosną namieszać w czołówce. Kiepski początek niczego nie przesądza, wszak strata do strefy barażowej nie jest jeszcze tak duża, jednak przed trenerem Jawnym sporo pracy, by dokonać zmian w postawie swojego zespołu.

Dla Garbarni z kolei mecz przy Oporowskiej przyniósł pierwszego gola strzelonego wiosną, a także pierwsze zwycięstwo. Krakowianie po inauguracyjnej porażce w Częstochowie przesunęli się w górę tabeli. W tygodniu podopiecznych Łukasza Surmy czeka trudniejsze zadanie – domowy mecz ze znajdującym się (jeszcze) w strefie barażowej KKS-em 1925 Kalisz. Ten mecz, a także kolejne spotkanie z Wigrami Suwałki powinno dać nam szerszy kontekst faktycznego potencjału Garbarni.


Bytovia Bytów – Znicz Pruszków 2:2 (0:1)

Paweł Zawistowski 50 (karny), Piotr Giel 79 – Mariusz Gabrych 42, Maciej Wichtowski 87 (karny)

Bytovia: Adrian Olszewski – Kuba Lizakowski (Jakub Bach 59′), Adam Szmidke, Oskar Krzyżak, Matheus Camargo, Maciej Kozakowski (Eryk Moryson 59′) – Paweł Zawistowski, Przemysław Lech, Jakub Nowakowski (Michał Kieca 46′), Kacper Sezonienko (Mateusz Wrzesień 75′) – Piotr Giel.

Znicz: Piotr Misztal – Marcin Bochenek, Maciej Wichtowski, Martin Baran, Mateusz Grudziński – Krystian Tabara (Gabor Grabowski 72′), Krystian Pomorski, Szymon Kaliniec, Lukáš Hrnčiar (Owé Bonyanga 83′), Martin Janco (Maciej Firlej 62′) – Mariusz Gabrych.

Przedmeczowy typ: remis

Starcie Bytovii Bytów ze Zniczem Pruszków nie jest pojedynkiem, który wzbudzałby większą uwagę postronnego obserwatora nie tylko polskiej piłki, ale także i drugiej ligi. Obydwie drużyny w dwóch pierwszych tegorocznych spotkaniach ligowych zdobyły razem zaledwie jeden punkt – Bytovia przed tygodniem bezbramkowo zremisowała z Olimpią Grudziądz. Zespół prowadzony przez Kamila Sochę w 2021 roku nie zdołał strzelić jeszcze gola. Znicz zanotował jedno trafienie więcej od sobotniego rywala, jednak w odróżnieniu od niego przegrał obydwa dotychczasowe spotkania. Piłkarze Bytovii i Znicza mieli przed sobą szansę na przerwanie złej passy. I w istocie, każda z drużyn zakończyła swoje złe serie, które towarzyszą im od początku rundy wiosennej.

Pierwsza połowa meczu była dość wyrównana, z lekką przewagą Znicza. Poza strzałem z 9. minuty Martina Barana, z którym poradził sobie bramkarz Bytovii, to goście groźni byli głównie z rzutów rożnych. Jeden z nich, trzy minuty przed końcem pierwszej połowy zakończył się trafieniem dla Znicza. Po wrzutce Mateusz Grudziński naciskał na Adriana Olszewskiego. Bramkarz gospodarzy źle wypiąstkował piłkę, która trafiła pod nogi Mariusza Gabrycha. Napastnik Znicza nie miał żadnych problemów z pokonaniem bramkarza rywali.

Poza strzałem z dystansu Pawła Zawistowskiego Bytovia do przerwy nie była zbyt konkretna jeśli chodzi o grę w ofensywie. Ku uciesze miejscowych kibiców zgromadzonych za ogrodzeniem stadionu w Bytowie, zmieniło się to zaraz po przerwie. W 49. minucie w polu karnym Znicza faulowany był Piotr Giel. Rzut karny podyktowany przez Pawła Arysa na bramkę zamienił Paweł Zawistowski, strzelając tym samym pierwszego gola dla Bytovii w tym sezonie. Po strzeleniu wyrównującego gola gospodarze zaczęli grać bardziej odważnie i zagrażać bramce rywali. Sygnały ostrzegawcze gościom dali w krótkim czasie wprowadzeni z ławki Eryk Moryson i Jakub Bach. Pierwszy z nich oddał mocny strzał z dystansu obok bramki. Bach niespełna minutę po próbie Morysona próbował zaskoczyć Piotra Misztala strzałem z ostrego kąta. Bramkarz Znicza miał spore problemy z chwyceniem mokrej piłki, ale ostatecznie zagrożenie zostało zneutarlizowane.

W kolejnych minutach sposobu na pokonanie Misztala nie znalazł także Kacper Sezonienko czy próbujący strzału z przewrotki Giel. Z przewrotki napastnikowi Bytovii bramki strzelić się nie udało, ale chwilę później oddał równie efektowny strzał, który zakończył się upragnionym trafieniem. Giel zagrał piłkę do Mateusza Września, który odegrał mu piętą. Najlepszy strzelec gości z łatwością minął defensora Zniczu i ładnym technicznym strzałem pokonał Misztala. Była to jego jedenasta bramka w tym sezonie.

Pomimo znacznej przewagi w drugiej części spotkania, a także odrobieniu dwóch bramek, Bytovia nie zdołała wygrać tego spotkania. W 85. minucie sędzia podyktował drugi tego dnia rzut karny, tym razem za zagranie ręką Oskara Krzyżaka. Cenny punkt Zniczowi uratował Maciej Wichtowski, który zmylił z jedenastu metrów Olszewskiego. W ostatniej akcji losy meczu mógł odmienić jeszcze Bach, który strzelił jednak nad bramką.

Remis jest wynikiem, z którego zadowoleni nie mogą być ani gospodarze ani goście. Oba zespoły bardzo potrzebują punktów, by odskoczyć w górę ligowej tabeli. Obydwa zespoły poradziły sobie jednak ze swoimi problemami z poprzednich spotkań – Bytovia strzeliła pierwsze bramki, a Znicz zanotował premierowy punkt w 2021 roku. Po środowym zaległym meczu Hutnika Kraków ze Stalą Rzeszów Znicz spadł na ostatnie miejsce, lecz po tym remisie zajmuje 17. pozycję ze stratą trzech punktów do bezpiecznej strefy, którą na ten moment zamyka Olimpia Elbląg.


Hutnik Kraków – Stal Rzeszów 1:1 (0:0)

Javier Bernal 90 – Mariusz Sławek 90

Hutnik: Dawid Smug – Mateusz Ozimek (Sebastian Olszewski 85′), Tomasz Wojcinowicz, Piotr Stawarczyk, Łukasz Kędziora, Piotr Zmorzyński – Dawid Linca (Kacper Jodłowski 71′), Miłosz Drąg, Krzysztof Świątek (Javier Bernal 85′) – Kamil Bełczowski (Filip Handzlik 62′), Michał Kitliński (Kamil Sobala 62′).

Stal: Wiktor Kaczorowski – Dominik Marczuk, Sławomir Szeliga (Damian Kostkowski 57′), Łukasz Góra, Piotr Głowacki –  Grzegorz Goncerz (Krystian Pieczara 67′), Wojciech Reiman, Bartosz Wolski (Ramil Mustafajew 80′), Błażej Szczepanek (Rafał Maciejewski 67′), Oktawian Skrzecz (Mariusz Sławek 67′) – Dawid Olejarka.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Stali

Ligowy tydzień rozpoczął się od odrabiania zaległości. W Krakowie w ramach zaległego spotkania 17. kolejki miejscowy Hutnik podejmował Stal Rzeszów. To spotkanie pierwotnie miało zostać rozegrane 6 grudnia, lecz wówczas zostało odwołane z powodu stwierdzonych zakazeń koronawirusem w zespole Stali. Oba zespoły podchodziły do tego meczu w dobrych nastrojach, po pokonaniu w ubiegły weekend dwóch pierwszych drużyn tabeli II ligi. Ostatni w tabeli Hutnik sensacyjnie wygrał na wyjeździe 2:0 z GKS-em Katowice. Stal z kolei w Polkowicach po bardzo dobrym meczu wygrała 2:1 z drugim w tabeli Górnikiem.

Gospodarze w tym spotkaniu podjęli podobną taktykę do tej, którą zaprezentowali w Katowicach. Nie starali się forsować gry, uważnie grali z tyłu i skupiali się na wyprowadzaniu kontrataków. Trzeba przyznać, że wychodziło im to bardzo dobrze, jednak tym razem mocno kulała skuteczność. Sam Michał Kitliński w pierwszej części spotkania miał trzy okazje, z czego jedna była z rodzaju tych stu procentowych. W 9. minucie po świetnym prostopadłym podaniu Mateusza Ozimka napastnik Hutnik wyszedł na sytuację sam na sam z Wiktorem Kaczorowskim. Piłka po jego delikatnym, technicznym uderzeniu odbiła się od słupka i została wybita przez wracającego stopera Stali Łukasza Górę. Prócz tego, Kitliński dwukrotnie uderzył z dalszej odległości nad bramką.

Po przerwie w dalszym ciągu więcej okazji do strzelenia bramki mieli gospodarze. Kaczorowskiego zaskoczyć próbowali m.in. wspomniany już Kitliński, ale także i Krzysztof Świątek, Dawid Linca, doświadczony Piotr Stawarczyk po wrzutce z rzutu rożnego czy wprowadzony z ławki Kamil Sobala. Spora część tych akcji wynikała po prostu z błędów nie najlepiej spisującej się defensywy Stali. W szeregach gospodarzy pokutował jednak brak skuteczności. Stal z kolei najbliżej strzelenia gola była w 61. minucie. Z lewej strony boiska piłkę w pole karne dogrywał Piotr Głowacki. Jej lot wślizgiem próbował przeciąć Grzegorz Goncerz, jednak spóźniony napastnik gości nie zdołał wbić futbolówki do pustej bramki.

Ostatnie minuty spotkania z całą pewnością zasługują na osobny akapit, wszak aż do samej końcówki kibicom przyszło czekać na bramki. Dość nieoczekiwanie, tuż przed rozpoczęciem doliczonego czasu gry na prowadzenie wyszli goście, którym w tym spotkaniu w ofensywie wychodziło niewiele. Wojciech Reiman zagrał prostopadłą piłkę na prawe skrzydło do Rafała Maciejewskiego, który dośrodkował w pole karne. Jego wrzutka była jednak bardzo zła i czytelna dla bramkarza, który powinien bez problemu ją złapać. Dawid Smug jednak tego nie uczynił, co błyskawicznie wykorzystał Mariusz Sławek. Wprowadzony z ławki lewoskrzydłowy minął bramkarza Hutnika i pomimo ataków rywali zdołał dać swojej drużynie prowadzenie.

Sprawiedliwości stało się jednak zadość. Została ona wymierzona z nóg debiutującego w barwach Hutnika Javiera Bernala, który pojawił się na boisku w 85. minucie. W szóstej minucie doliczonego czasu gry Hiszpan popisał się strzałem po ziemi z rzutu wolnego, tuż nad murem Stali i zaskoczył Kaczorowskiego. Sytuacja do złudzenia przypominającą tą ze spotkanie Juventusu z FC Porto w Lidze Mistrzów.

Pomimo zdecydowanie większej liczbie sytuacji, Hutnik zaległe spotkanie ze Stalą “zaledwie” remisuje i to po bramce w ostatniej akcji meczu. Pomimo tego beniaminek opuścił ostatnie miejsce w tabeli, notując w dwóch wiosennych spotkaniach aż cztery punkty. Zespół prowadzony od nowego roku przez Szymona Szydełkę na starcie rundy wiosennej sprawia dobre wrażenie i po raz kolejny poddaje w wątpliwość typy wedle których Hutnik miał bez walki opuścić szczebel centralny.


Stal Rzeszów – Pogoń Siedlce

Przedmeczowy typ: remis

Spotkanie zostało przełożone ze względu na wykryte przypadki zakażenia koronawirusem w zespole Pogoni. Nowy termin tego spotkania ustalono na 7 kwietnia.


W tej kolejce pauzował GKS Katowice, który po zwycięstwie Górnika Polkowice spadł na drugie miejsce w tabeli liogwej.

Jedenastka kolejki według tygodnika Piłka Nożna

Dominik Sasiak (Błękitni Stargard) – Filip Nawrocki (Lech II Poznań), Mariusz Holik (Skra Częstochowa), Ariel Wawszczyk (Motor Lublin), Łukasz Szramowski (Lech II Poznań), Paweł Zawistowski (Bytovia Bytów), Tomasz Kołbon (Garbarnia Kraków), Piotr Nocoń (Skra Częstochowa), Mateusz Bochnak (Błękitni Starard), Mateusz Piątkowski (Górnik Polkowice), Mateusz Klichowicz (Chojniczanka Chojnice).

Tabela eWinner II ligi po 21. kolejce

#DrużynaM. Pkt.Bramki
1GKS Katowice235346:23
2Górnik Polkowice235147:18
3Chojniczanka Chojnice244742:22
4Skra Częstochowa234435:19
5Wigry Suwałki244333:23
6Stal Rzeszów233535:30
7Śląsk II Wrocław233535:30
8KKS 1925 Kalisz233432:26
9Sokół Ostróda243334:33
10Motor Lublin222926:25
11Bytovia Bytów242932:33
12Garbarnia Kraków222928:32
13Pogoń Siedlce232736:39
14Olimpia Grudziądz242322:39
15Znicz Pruszków242323:41
16Hutnik Kraków242329:53
17Błękitni Stargard242323:49
18Olimpia Elbląg242126:37
19Lech II Poznań232132:44

Czołówka klasyfikacji strzelców eWinner II ligi po 21. kolejce

  1. Kamil Wojtyra (Skra Częstochowa) – 14 bramek
  2. Dawid Wolny (Sokół Ostróda) – 12 bramek
  3. Piotr Giel (Bytovia Bytów), Marcin Urynowicz (GKS Katowice) – 11 bramek
  4. Eryk Sobków (Górnik Polkowice) – 10 bramek
  5. Sebastian Bergier (Śląsk II Wrocław) i Janusz Surdykowski (Olimpia Elbląg) – 9 bramek
  6. Kamil Adamek (Wigry Suwałki), Szymon Skrzypczak (Chojniczanka Chojnice) i Hubert Sobol (Lech II Poznań) – 8 bramek

Terminarz 22. kolejki eWinner II ligi:

17 marca (środa)

Garbarnia Kraków – KKS 1925 Kalisz, godz. 13:00 – transmisja w aplikacji mobilnej eWinner – typ: 2

Błękitni Stargard – Motor Lublin, godz. 14:00 – transmisja na platformie TVCOM, ew. w aplikacji mobilnej eWinner – typ: 2

Hutnik Kraków – Górnik Polkowice, godz. 14:00 – transmisja na platformie TVCOM, ew. w aplikacji mobilnej eWinner – typ: 2

Olimpia Elbląg – Bytovia Bytów, godz. 14:00 – transmisja na platformie TVCOM, ew. w aplikacji mobilnej eWinner typ: X

Skra Częstochowa – Wigry Suwałki, godz. 15:00 – transmisja w aplikacji mobilnej eWinner – typ: 1

Znicz Pruszków – Chojniczanka Chojnice, godz. 15:00 – transmisja w aplikacji mobilnej eWinner – typ: 2

Olimpia Grudziądz – Stal Rzeszów, godz. 18:00 –transmisja na platformie TVCOM, ew. w aplikacji mobilnej eWinner typ: 2

Lech II Poznań – GKS Katowice, godz. 18:00 – transmisja w TVP Sport – typ: 2

Pogoń Siedlce – Sokół Ostróda – mecz został przełożony na 31 marca z powodu wykrytych zakażeń koronawirusem w zespole Pogoni

Pauza: Śląsk II Wrocław

Użyte dane za 90minut.pl


OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W FORTUNA TV
OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W STS TV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *