eWinner II liga: Jazda bez trzymanki w 15. serii spotkań

Źródło: PZPN

Co to była za weekend w eWinner II lidze! W 15. serii spotkań padło łącznie aż 37 bramek, a o losach trzech spotkań zadecydowały gole strzelone już w doliczonym czasie gry. Największa niespodzianka miała miejsce w Lublinie, gdzie liderująca Kotwica Kołobrzeg uległa 1:3 miejscowemu Motorowi, który powoli wydostaje się z ligowego dna.

Motor Lublin – Kotwica Kołobrzeg 3:1 (1:0)

Dalsza część newsa pod materiałem wideo

Przemysław Szarek 2, Rafał Król 73, Ezana Kahsay 82 – Grzegorz Goncerz 54 (karny)

Motor: Łukasz Budziłek – Filip Wójcik (Jakub Staszak 58′), Przemysław Szarek, Arkadiusz Najemski, Sebastian Rudol – Piotr Ceglarz, Marcel Gąsior (Wojciech Reiman 58′), Rafał Król, Mariusz Rybicki (Jakub Lis 76′), Mikołaj Kosior (Kamil Wojtkowski 69′) – Jakub Szuta (Ezana Kahsay 76′).

Kotwica: Oskar Pogorzelec – Michał Kozajda, Piotr Witasik, Damian Kostkowski, Sebastian Murawski (Dawid Cempa 83′), Sebastian Szczytniewski – Kamil Bartoś (Kamil Kort 64′), Dominik Chromiński (Michał Cywiński 73′), Josip Šoljić, Tomasz Kaczmarek (Paweł Łysiak 64′) – Grzegorz Goncerz (Jakub Bojas 73′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Kotwicy

Największa niespodzianka tej kolejki wydarzyła się w Lublinie, gdzie powoli (chyba) odradzający się Motor Lublin utarł nosa liderowi z Kołobrzegu. Dla Kotwicy była to druga porażka w tym sezonie. Nie powoduje to rzecz jasna jeszcze utraty pozycji lidera, natomiast przewaga nad drugim w tabeli KKS-em 1925 Kalisz stopniała do siedmiu punktów.

Lepiej gospodarze tego meczu rozpocząć nie mogli. Już w 2. minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z lewej strony boiska Mariusza Rybickiego najwyżej do piłki zagranej w pole karne wyskoczył Przemysław Szarek. Oskar Pogorzelec nie zdołał odbić piłki uderzonej głową przez rosłego defensora Motoru. Zdobytą bardzo szybko przewagę miejscowi nie oddali w zasadzie do końca pierwszej połowy. Motor mógł nawet podwyższyć prowadzeniem, jednak próby m.in. Rafała Króla i Mariusza Rybickiego nie zakończyły się happy endem. Jednocześnie bez zarzutu, do czego zdążył już przyzwyczaić, w bramce Motoru spisywał się Łukasz Budziłek.

Niedługo po przerwie spotkanie to stało się jeszcze bardziej interesujące. W 54. minucie Grzegorz Goncerz wyrównał celnym uderzeniem z rzutu karnego, co poprzedził faul na nim samym. Końcówka należała jednak do Motoru, którego zawodnicy w tym starciu wyróżniali się znacznie lepszą skutecznością. Gospodarzom prowadzenie w 73. minucie sprytnym uderzeniem po wrzutce z prawego skrzydła dał Król. Kropkę nad i w trzecim w tym sezonie zwycięstwie lublinian postawił wprowadzony z ławki Ezana Kahsay. Erytrejczyk wykorzystał fatalny błąd Kotwicy we własnym polu karnym, uprzedził spóźnionego Damiana Kostkowskiego i bardzo mocnym uderzeniem pokonał Pogorzelca.

Motor dzięki tej wygranej awansował na 16. pozycję w tabeli i do bezpiecznej strefy traci już tylko punkt. Jednocześnie Gonçalo Feio pozostaje niepokonany na stanowisku trenera Motoru – w czterech spotkaniach jego drużyna dwukrotnie wygrała i dwa razy podzieliła się punktami ze swoimi rywalami.

Garbarnia Kraków – GKS Jastrzębie 4:4 (0:2)

Grzegorz Drazik 51 (bramka samobójcza), Bartłomiej Purcha 75, 90 (karny), Cezary Polak 81 – Daniel Stanclik 30, 87 (karny), Dariusz Kamiński 34, Bartosz Boruń 57

Garbarnia: Mateusz Bartusik – Patryk Warczak, Mateusz Bartków (Cezary Polak 46′), Donatas Nakrošius, Grzegorz Marszalik (Karol Dziedzic 46′) – Wojciech Słomka, Dorian Gądek (Adrian Dziedzic 74′), Mateusz Kardas, Konrad Handzlik (Patryk Mularczyk 58′), Jakub Karbownik (Bartłomiej Purcha 46′) – Adam Żak.

GKS: Grzegorz Drazik – Bartosz Boruń, Mateusz Słodowy, Jewhenij Zacharczenko (Kacper Kawula 56′), Dominik Kulawiak (Farid Ali 80′) – Dariusz Kamiński, Nataniel Wybraniec, Przemysław Lech, Daniel Szymczak (Dominik Klimkiewicz 80′), Szymon Gołuch (Krystian Mucha 69′) – Daniel Stanclik.

Przedmeczowy typ: remis

Przedziwne sceny wydarzyły się w Krakowie. Mają czego żałować piłkarze GKS-u Jastrzębie, którzy pomimo dwukrotnego wyjścia na dwubramkowe prowadzenie i bramce w końcówce ostatecznie wywieźli z Małopolski zaledwie jeden punkt. Ewentualne zwycięstwo pozwoliłoby spadkowiczowi z Fortuna I ligi zbliżyć się do podium na zaledwie dwa punkty.

Do przerwy sytuacja gości wydawała się opanowana. W 30. minucie po świetnym długim podaniu Mateusza Słodowego Daniel Stanclik wybiegł za linię obrony i precyzyjnym uderzeniem z nieco ostrego kąta pokonał Mateusza Bartusika. Zaledwie cztery minuty później fatalny błąd Grzegorza Marszalika wykorzystał Dariusz Kamiński. Prowadzenie Jastrzębian powinno być jeszcze wyższe, jednak chwilę po strzeleniu gola Stanclik w niemalże bliźniaczej sytuacji nieznacznie się pomylił.

Do przerwy Grzegorz Drazik spisywał się bez zarzutu – zaliczył kilka udanych interwencji m.in po strzałach Adama Żaka, Konrada Handzlika i Jakuba Karbownika. W 51. minucie jednak golkiper GKS-u popełnił fatalny błąd. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Drazik wyszedł z bramki, jednak tak niefortunnie interweniował, że wrzucił sobie piłkę do bramki. Na straconą w kuriozalnych okolicznościach bramkę goście zareagowali jednak wzorowo. Sześć minut później Bartosz Boruń dogrywał do kolegi ustawionego przy bliższym słupku. Ten do piłki nie doszedł, jednak zagranie wahadłowego Jastrzębia na tyle zaskoczyło gospodarzy, że ci nie zareagowali, gdy futbolówka wpadała do bramki.

Co warte pochwały, Garbarnia pomimo bardzo niekorzystnej sytuacji wykazała się ogromnym charakterem. Efektem tego było doprowadzenie do remisu dzięki bramkom strzelonym w przeciągu sześciu minut. W 75. minucie wprowadzony z ławki Patryk Mularczyk sprytnie dograł z prawego skrzydła do niepilnowanego w polu karnym Bartłomieja Purchy. Zmiennik Karbownika nie kalkulował, oddał strzał bez przyjęcia, po którym futbolówka wpadła tuż przy dalszym słupku bramki GKS-u. Sześć minut później do remisu kapitalnym strzałem z dystansu doprowadził Cezary Polak.

W końcówce o losach swoich drużyn zdecydować mogli bramkarze, którzy stanęli przed szansą obronienia strzału z rzutu karnego. Ostatecznie jednak skutecznymi egzekutorami „jedenastek” zostali najpierw Stanclik, a już w doliczonym czasie gry Purcha – dla obu były to drugie trafienia w tym spotkaniu. Spotkaniu, które bez wątpienia było bardzo atrakcyjne dla postronnego widza, jednak ostatecznie nieco większą satysfakcję musi dawać zawodnikom Garbarni. Gospodarze przez cały czas gonili rywala i ostatecznie zrównali się z nim tuż przed metą.

Stomil Olsztyn – Hutnik Kraków 4:3 (1:2)

Werick Caetano 45, Hubert Krawczun 56, Michał Karlikowski 90, Piotr Kurbiel 90 (karny) – Damian Urban 33, Igor Kośmicki 43 (bramka samobójcza), Krystian Lelek 70

Stomil: Jakub Mądrzyk – Dawid Kalisz (Filip Wójcik 36′), Igor Kośmicki, Jakub Tecław, Bartosz Waleńcik, Mateusz Maćkowiak (Michał Karlikowski 66′) – Sebastian Szypulski (Hubert Krawczun 56′), Maciej Spychała, Shun Shibata, Werick Caetano – Piotr Kurbiel.

Hutnik: Kacper Szewczyk – Michał Zięba, Kamil Głogowski, Kacper Andrzejewski, Damian Urban – Krzysztof Świątek, Dominik Zawadzki (Krzysztof Iwanicki 83′), Miłosz Drąg, Patryk Serafin (Adrian Jurkowski 90′), Patryk Kieliś (Marcin Miechówka 83′) – Krystian Lelek (Mark Assinor 74′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Stomilu

Trudno było się spodziewać, że w miniony weekend coś przebije wydarzenia z Krakowa. Piłkarze Stomilu Olsztyn i Hutnika Kraków poprosili konkurentów o potrzymanie piwa i w sobotni wieczór stworzyli widowisko, które na długo pozostanie w pamięci chyba wszystkich obserwatorów.

Znajdujący się w ciężkiej sytuacji w tabeli Hutnik rozegrał bardzo dobrą pierwszą połowę w Olsztynie. Od początku w ich szeregach aktywny był lider klasyfikacji strzelców eWinner II ligi Krzysztof Świątek. Po jego strzale zza pola karnego w 15. minucie końcówkami palców interweniował Jakub Mądrzyk. Grający na prawej stronie boiska zawodnik w 33. minucie po raz kolejny uderzał na bramkę Stomilu, ale tym razem jego próbę zablokował jeden z defensorów. Po chwili futbolówka trafiła pod nogi niekrytego z prawej strony pola karnego Damiana Urbana. Defensor Hutnika spokojnie przyjął piłkę i precyzyjnym strzałem przy bliższym słupku pokonał Mądrzyka.

W 43. minucie łut szczęścia pomógł przyjezdnym. Po wrzutce z rzutu rożnego Mądrzyk odważnie wyszedł z bramki, jednak popełnił fatalny błąd przy łapaniu futbolówki. Ta niefortunnie odbiła się od nieświadomego sytuacji, obróconego plecami do sytuacji Igora Kośmickiego, po czym przekroczyła linię bramkową. Zapowiedź ogromnych emocji po przerwie dała kontaktowa bramka strzelona tuż przed przerwą. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego precyzyjnym uderzeniem głową popisał się Werick Caetano.

Stomilowi udało się wyrównać w 56. minucie. Tuż po wejściu na boisko, przy swoim pierwszym kontakcie z piłką Hubert Krawczun wykończył celną główką wrzutkę z lewej strony Huberta Krawczuna. Chwilę później pomocnik Stomilu mógł ustrzelić dublet, jednak w tej konkretnej sytuacji swój zespół uratował Kacper Andrzejewski wybijając futbolówkę niemal z linii bramkowej. Równie dogodnej sytuacji w 67. minucie nie wykorzystał Shun Shibata. Ta nieskuteczność zemściła się na miejscowych w 70. minucie. Krystian Lelek na wślizgu wykończył dogranie z lewego skrzydła Patryka Kielisia.

Przed Stomilem stało widmo porażki na swoim terenie z jedną z najsłabszych drużyn w lidze. Ostatecznie zmasowana ofensywa gospodarzy przyniosła zakładane skutki. Towarzyszyły temu jednak kompletnie niezwykłe okoliczności. W czwartej minucie doliczonego czasu gry Michał Karlikowski (jak zakładam) chciał wrzucić piłkę w pole karne z lewej strony niemal z linii końcowej. Wprowadzony z ławki zawodnik kopnął piłkę jednak tak umiejętnie, że ta po dłuższym locie zaskoczyła Kacpra Szewczyka i wpadła mu „za kołnierz”. Nie był to jednak koniec dramatu gości. Chwilę później Krawczun dostał świetne podanie w pole karne i nieomal już minął kryjącego go Andrzejewskiego. Defensor Hutnika powstrzymał nieprzepisowo swojego rywala, za co Mateusz Jenda musiał podyktować rzut karny. Odpowiedzialność na swoje barki wziął Piotr Kurbiel, który zdołał pokonać z jedenastu metrów Szewczyka i dał Stomilowi piąte zwycięstwo w tym sezonie. Hutnik natomiast pozostaje na ostatniej pozycji, a strata do bezpiecznej strefy wzrosła już do pięciu punktów.

KKS 1925 Kalisz – Radunia Stężyca 5:1 (1:1)

Piotr Giel 34, Mateusz Gawlik 56, Néstor Gordillo 62 (karny), 77, Mateusz Wysokiński 72 – Eryk Sobków 8

KKS 1925: Maciej Krakowiak – Jakub Głaz (Nikodem Zawistowski 78′), Wiktor Smoliński, Mateusz Gawlik, Kasjan Lipkowski, Daniel Kamiński (Piotr Zmorzyński 78′) – Michał Borecki, Adrian Łuszkiewicz (Bartosz Gęsior 81′), Mateusz Wysokiński (Kacper Dudek 81′), Néstor Gordillo – Piotr Giel (Jakub Wilczyński 85′).

Radunia: Kacper Tułowiecki – Maciej Orłowski, Tomasz Dejewski, Jonatan Straus – Marcel Górski (Nikodem Potrac 78′), Jakub Letniowski, Dmytro Baszłaj, Wojciech Łuczak (Radosław Stępień 66′), Wojciech Jakubik (Bartosz Zynek 66′) – Eryk Sobków, Janusz Surdykowski (Szymon Nowicki 66′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo KKS-u 1925

Po pierwszym kwadransie było fantastycznie, do przerwy obiecująco, a po ostatnim gwizdku tragicznie – tak w skrócie ocenić można nastroje ludzi związanych z Radunią Stężyca w piątkowy wieczór. Niżej notowany zespół gości zaskoczył KKS 1925 Kalisz, który jednak po przerwie rozgromił rywala i awansował na pozycję wicelidera.

Radunia na prowadzenie wyszła już w 8. minucie. Futbolówkę z rzutu wolnego wrzucał Jakub Letniowski. Po zgraniu głową na dalszy słupek przytomnie w polu karnym odnalazł się Eryk Sobków. Napastnik gości celną główką zaskoczył Macieja Krakowiaka. Radunia nieoczekiwanego prowadzenie nie zdołała jednak utrzymać do przerwy. W 34. minucie po wrzutce Adriana Łuszkiewicza umiejętnym zgraniem głową Michał Borecki asystował przy siódmym w tym sezonie trafieniu Piotra Giela.

Po przerwie cały plan Raduni się jednak posypał. Strzelanie bardzo mocnym uderzeniem z rzutu wolnego z okolic 16 metra rozpoczął Mateusz Gawlik. Sześć minut po faulu na Néstorze Gordillo sam poszkodowany podwyższył prowadzenie kaliszan. Radunię w kolejnych minutach dobili Mateusz Wysokiński oraz po raz drugi tego dnia Gordillo. W 72. minucie Wysokiński wykończył dogranie Giela z prawej strony boiska posyłając futbolówkę tuż przy dalszym słupku bramki strzeżonej przez Kacpra Tułowieckiego. Pięć minut później Gordillo dynamicznie wbiegł w pole karne i mocnym uderzeniem dobił rozbitą już Radunię.

Znicz Pruszków – Lech II Poznań 0:1 (0:1)

Krystian Palacz 7

Znicz: Piotr Misztal – Tymon Proczek (Szymon Jannasz 81′), Maksymilian Brejnak (Wiktor Nowak 67′), Dmytro Juchymowycz, Mateusz Grudziński, Paweł Moskwik – Mateusz Cegiełka (Patryk Skórecki 46′), Krystian Pomorski, Shuma Nagamatsu (Krystian Tabara 29′) – Patryk Czarnowski (Mateusz Możdżeń 81′), Maciej Firlej.

Lech: Krzysztof Bąkowski – Jakub Zagórski, Bartosz Tomaszewski, Patryk Waliś, Krystian Palacz – Norbert Pacławski (Patryk Gogół 80′), Bruno Żołądź (Antoni Kozubal 70′), Patryk Olejnik, Tomasz Cywka, Jakub Antczak (Krystian Sanocki 61′) – Łukasz Spławski (Filip Wełniak 80′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Znicza

W Pruszkowie rezerwy Lecha Poznań rozegrały chyba najlepsze spotkanie w tym sezonie. Szybko strzelona bramka oraz kapitalna postawa bramkarza Krzysztofa Bąkowskiego pozwoliła podopiecznym Artura Węski odnieść trzecie zwycięstwo w tym sezonie. Znicz z kolei przegrywa po raz drugi z rzędu i do podium traci już pięć punktów. Na domiar złego, kontuzji jeszcze w pierwszej połowie doznał filar ofensywy pruszkowian Shuma Nagamatsu.

Na ostateczny przebieg spotkania bardzo duży wpływ wywarła szybko strzelona bramka przez gości. W 7. minucie Krystian Palacz otrzymał od swoich rywali sporo miejsca w środku pola i zdecydował się na strzał z dystansu, z którym Piotr Misztal nie potrafił sobie poradzić. Znicz szybko próbował wyrównać, w czym prym wiódł przede wszystkim Namagatsu. Świetnie w bramce Lecha już w pierwszej połowie spisywał się Bąkowski, który obronił zarówno strzał Nagamatsu, jak i groźną próbę z bliska Macieja Firleja.

Ofensywa gospodarzy załamała się na dłuższy czas w momencie, gdy z powodu urazu boisko opuścić musiał Nagamatsu. Bez grającego w tym spotkaniu w środku pola Japończyka ataki Znicza na pewien moment ustały. Do głosu wówczas zaczął dochodzić „Kolejorz”. Szczególnie podobać się mogła postawa grającego na lewym skrzydle Jakuba Antczaka, który stwarzał zdecydowanie największe zagrożenie pod bramką rywala. Drugi gol, który dobiłby rywala, jednak nie padł, a to sprzyjało ostatniej próbie Znicza na zdobycie choćby punktu.

Bez wątpienia bohaterem końcówki meczu był Bąkowski, którego dwie kapitalne interwencje w doliczonym czasie gry uratowały zwycięstwo Lecha II. Golkiper gości najpierw popisał się refleksem przy strzale głową Dmytro Juchymowycza, a chwilę później obronił również dobitkę Mateusza Grudzińskiego. Chyba najdogodniejszej sytuacji nie wykorzystał jednak Firlej. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego najskuteczniejszy zawodnik Znicza znalazł się kompletnie niekryty w polu karnym, jednak w dobrej sytuacji strzelił głową obok bramki.

Skrót z tego meczu można obejrzeć tutaj.

Śląsk II Wrocław – Wisła Puławy 1:2 (0:0)

Mateusz Stawny 90 – Adrian Paluchowski 58, Mateusz Klichowicz 90 (karny)

Śląsk II: Józef Burta – Łukasz Gerstenstein, Patryk Caliński, Mateusz Stawny, Olivier Wypart, Michał Szmigiel – Piotr Samiec-Talar (Przemysław Bargiel 60′), Jakub Jezierski (Jakub Lutostański 84′), Javier Ajenjo Hyjek (Mateusz Młynarczyk 60′), Adrian Łyszczarz (Miłosz Kurowski 46′) – Sebastian Bergier (Szymon Krocz 60′).

Wisła: Piotr Zieliński – Oskar Przywara, Przemysław Skałecki, Łukasz Wiech, Robert Majewski, Piotr Azikiewicz (Ednilson Furtado 72′) – Dominik Banach, Maciej Kona, Krystian Puton, Mateusz Klichowicz – Adrian Paluchowski (Dawid Retlewski 84′).

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Wisły

Dramaturgii w końcówce nie odmówili nam również zawodnicy rezerw Śląska Wrocław i Wisły Puławy. Do przerwy przy Oporowskiej nie działo się zbyt wiele, a w pamięci kibiców pozostaną przede wszystkim dwa niecodzienne zdarzenia. W 31. minucie Sebastian Bergier ręką skierował futbolówkę do bramki. Napastnik gospodarzy zrobił to na tyle ostentacyjnie, że został ukarany żółtą kartką. Tuż przed końcem pierwszej połowy Wisła była o włos od grania w osłabieniu. Po starciu Przemysława Skałeckiego z Piotrem Samcem-Talarem sędzia Paweł Horożaniecki w pierwszym odruchu ukarał defensora Wisły drugim żółtym i w konsekwencji czerwonym kartonikiem. Po chwili jednak zmienił swoją decyzję i upomniał Samca-Talara – prawdopodobnie za zbyt gwałtowną reakcję.

Po przerwie działo się zdecydowanie więcej. Gospodarze bardzo szybko mogli wyjść na prowadzenie, jednak dogrania Miłosza Kurowskiego z lewego skrzydła Bergier nie potrafił wykorzystać. Napastnik Śląska II początkowo miał bardzo dużo miejsca, bo rywale skupili się na sygnalizowaniu pozycji spalonej, ale finalnie strzelił tylko w boczną siatkę. Była to jedna z kilku niewykorzystanych sytuacji, która w tym spotkaniu zemściła się na „Wojskowych”. Po raz pierwszy dopadło to ich w 58. minucie, gdy po zagraniu głową w pole karne futbolówka minęła kilku piłkarzy, by ostatecznie z kilku metrów Józefa Burtę pokonał Adrian Paluchowski.

Kolejnej kapitalnej sytuacji nie wykorzystał w 69. minucie Kurowski. Skrzydłowy Śląska II po zbyt pochopnym wyjściu z bramki Pawła Zielińskiego miał przed sobą praktycznie pustą bramkę, a mimo to z ostrego kąta fatalnie przestrzelił. Po drugiej stronie boiska okazji do przypieczętowania zwycięstwa Wisły nie wykorzystał Ednilson Furtado. Wprowadzony w drugiej połowie za Piotra Azikiewicza skrzydłowy przegrał pojedynek sam na sam z Burtą. Paradoksalnie jednak, dzięki opisanej powyżej nieskuteczności dane nam było obserwować tak emocjonującą końcówkę spotkania.

Wszystko zaczęło się w drugiej minucie doliczonego czasu gry, gdy po wrzutce z prawego skrzydła stosunkowo niegroźny strzał głową oddał Mateusz Stawny. W pierwszej chwili wydawało się, że Zieliński pewnie chwycił futbolówkę, jednak po chwili gwizdek sędziego wywołał konsternację. Zespół sędziowski uznał (chyba słusznie), że bramkarz Wisły interweniując przekroczył linię bramkową, wrzucając sobie samemu futbolówkę do bramki.

Nawet taka wpadka nie sprawiła, by Wisła we Wrocławiu straciła punkty. Bohater sprzed chwili ostatecznie okazał się ogromnym pechowcem, po którego niefortunnym zagraniu jego drużyna straciła bardzo cenny punkt. Strzał na bramkę gospodarzy oddał jeden z zawodników Wisły. Futbolówka ostatecznie zatrzymała się na Stawnym, który zablokował ten strzał ręką, co dało Horożanieckiemu pretekst do podyktowania „jedenastki”. W ostatniej akcji meczu Mateusz Klichowicz wygrał wojnę nerwów z Burtą i uratował komplet punktów gościom z Puław.

Olimpia Elbląg – Polonia Warszawa 0:2 (0:2)

Łukasz Piątek 15, Eryk Mikołajewski 34

Olimpia: Andrzej Witan – Patryk Jakubczyk, Łukasz Sarnowski, Michał Kuczałek, Adrian Piekarski, Marcel Stefaniak (Konrad Gutowski 77′) – Dawid Danilczyk, Marcin Czernis (Konrad Łabecki 90′), Jan Sienkiewicz (Maciej Famulak 60′) – Aron Stasiak (Kacper Filipczyk 90′), Dawid Wojtyra (Marcin Rajch 60′).

Polonia: Michał Brudnicki – Wojciech Fadecki (Adam Pazio 90′), Eryk Mikołajewski, Michał Grudniewski, Tomasz Wełna, Bartosz Biedrzycki (Krzysztof Koton 83′) – Łukasz Piątek (Jakub Wawszczyk 83′), Maciej Kowalski-Haberek, Piotr Marciniec, Marcin Kluska (Michał Bajdur 62′) – Michał Fidziukiewicz.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Polonii

Dosyć szybko szalę zwycięstwa na swoją korzyść w Elblągu przechylili zawodnicy Polonii Warszawa. Spora w tym zasługa Michała Brudnickiego, który zanotował kilka udanych interwencji, a najważniejszą z nich w 26. minucie, gdy obronił rzut karny wykonywany przez Arona Stasiaka. Gospodarze okazji do strzelenia gola mieli sporo, jednak w sobotnie popołudnie na swoim obiekcie byli bardzo nieskuteczni. W tym momencie wymienić można m.in. sparowany na słupek strzał Dawida Danilczyka czy strzał z końcówki spotkania Macieja Famulaka. Sporo zamieszania w polu karnym przyjezdnych starał się robić Dawid Wojtyra.

Na brak skuteczności nie narzekali natomiast zawodnicy Polonii. Gościom udało się wytrzymać początkowy napór rywala i w 15. minucie wyszli na prowadzenie. Michał Fidziukiewicz dynamicznie poszedł lewym skrzydłem i wyłożył piłkę do praktycznie pustej bramki Łukaszowi Piątkowi. Jeszcze przed przerwą prowadzenie podwyższył ten, który w 26. minucie sfaulował we własnym polu karnym Wojtyrę. W 35. minucie grający jako jeden ze środkowych defensorów Eryk Mikołajewski wykorzystał dobre dogranie z rzutu wolnego Wojciecha Fadeckiego i umiejętnie podłożył głowę pod piłkę, z czym Witan nie mógł sobie poradzić. Pomimo zwycięstwa Polonia … spadła na trzecie miejsce w tabeli. Stało się tak z powodu bardzo wysokiej piątkowej wygranej KKS-u-1925 Kalisz nad Radunią Stężyca.

Górnik Polkowice – Zagłębie II Lubin 3:0 (1:0)

Arkadiusz Piech 19, 87, Szymon Kiebzak 89

Górnik: Marcin Furtak – Karol Fryzowicz, Kacper Poczwardowski, Jarosław Ratajczak, Mateusz Magdziak (Bartosz Dyszy 74′), Rafał Karmelita (Mariusz Sławek 81′) – Arkadiusz Piech, Damian Makuch, Tomasz Kołbon (Filip Baranowski 81′), Abdallah Hafez (Szymon Kiebzak 68′) – Mariusz Idzik.

Zagłębie: Szymon Weirauch – Szymon Karasiński (Cyprian Popielec 78′), Jakub Rogalski, Milan Posmyk, Mateusz Bartolewski (Kamil Sobczak 46′) – Kacper Masiak (Oliwier Sławiński 60′), Jakub Kolan, Mateusz Kizyma (Dawid Pakulski 60′), Kacper Terlecki, Mateusz Chmarek – Wojciech Szafranek.

Przedmeczowy typ: remis

Arkadiusz Piech w debiucie w barwach Górnika Polkowice zanotował dublet i znacznie przyczynił się do zwycięstwa swojego nowego zespołu w derbowym spotkaniu z rezerwami Zagłębia Lubin. Doświadczony napastnik Szymona Weiraucha pokonał już w 19. minucie, gdy w polu karnym posłał futbolówkę w kierunku prawego rogu bramki „Miedziowych”. Górnik powinien znacznie wcześniej zapewnić sobie zwycięstwo – przez niewykorzystane sytuację Mariusza Idzika, Rafała Karmelity i Karola Fryzowicza miejscowi skazani byli na nerwową końcówkę z zaledwie jednobramkowym prowadzeniem.

Uczciwie trzeba jednak przyznać, że zwycięstwo Górnika nie było zbytnio zagrożone. Zagłębie nie oddało w tym spotkaniu ani jednego celnego strzału na bramkę strzeżoną przez Marcina Furtaka (via Statscore). Ostatecznie jednak Górnik w końcówce kolejnymi dwoma trafieniami przypieczętował derbowy triumf. Najpierw w sytuacji sam na sam po raz drugi Weiraucha pokonał Piech, a chwilę później wynik spotkania ustalił wprowadzony z ławki Szymon Kiebzak. Zespół z Polkowic zakończył tym samym serię trzech porażek z rzędu. Dla trenera Tomasza Grzegorczyka była to druga wygrana za jego kadencji w Górniku.

Pogoń Siedlce – Siarka Tarnobrzeg 1:2 (0:1)

Cezary Demianiuk 81 – Dawid Bałdyga 43, Iván Agudo 77

Pogoń: Maciej Kikolski – Maciej Kołoczek (Jakub Sinior 89′), Przemysław Misiak, Tomasz Lewandowski, Maciej Wichtowski, Nikodem Fiedosewicz – Damian Szuprytowski (Bartosz Wicenciak 73′), Mateusz Piotrowski (Kamil Włodyka 62′), Ernest Dzięcioł – Cezary Bujalski, Cezary Demianiuk.

Siarka: Wojciech Muzyk – Wojciech Bieniarz (Filip Krempa 75′), Michał Bierzało, Marcin Stefanik – Piotr Cichocki, Szymon Kaliniec (Pawło Czmełenko 90′), Lukáš Hrnčiar (Marcel Tyl 75′), Dawid Bałdyga (Cezary Stańczyk 61′), Ołeksandr Jacenko (Iván Agudo 61′), Bartosz Sulkowski – Kamil Adamek.

Przedmeczowy typ: zwycięstwo Pogoni

W Siedlcach rozegrano spotkanie, którego stawką było wydostanie się ze strefy spadkowej. Ostatecznie ta sztuka udała się Siarce Tarnobrzeg, której na wyjeździe udało się wypunktować Pogoń i odnieść czwarte zwycięstwo w tym sezonie, pierwsze odniesione w delegacji.

W bramce Siarki debiutował Wojciech Muzyk, który przez długi czas zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. I trzeba powiedzieć, że był to bardzo udany powrót do gry na szczeblu centralnym. Jeszcze w pierwszej połowie obronił strzał Nikodema Fiedosewicza, a już po przerwie skutecznie interweniował po mocnym strzale z rzutu wolnego Damiana Szuprytowskiego. Jedynego gola w pierwszej połowie strzelił Dawid Bałdyga, który na dwie minuty przed końcem podstawowego czasu gry wykorzystał dogranie Kamila Adamka i pewnym uderzeniem pokonał Macieja Kikolskiego.

Szansę Pogoni na choćby jeden punkt znacznie zmalały w 77. minucie, gdy stratę piłki na własnej połowie wykorzystał wprowadzony około kwadrans wcześniej Hiszpan Iván Agudo. Rozmiary porażki zmniejszył jeszcze Cezary Demianiuk, który umiejętnie zebrał piłkę po tym, jak Muzyk obronił rzut karny wykonywany przez Ernesta Dzięcioła. Dzięki tej wygranej Siarka zajmuje 14. pozycję w tabeli, a Pogoń z jednym punktem mniej okupuje pierwszą z lokat zagrożonych spadkiem do III ligi.

Tabela eWinner II ligi po 15. kolejce

#DrużynaM. Pkt.Bramki
1Kotwica Kołobrzeg (b)193829:16
2KKS 1925 Kalisz193540:26
3Polonia Warszawa (b)193431:20
4Stomil Olsztyn (s)193331:22
5Wisła Puławy193236:23
6Olimpia Elbląg193230:21
7Znicz Pruszków192924:23
8Górnik Polkowice (s)192426:26
9GKS Jastrzębie (s)192420:28
10Lech II Poznań192325:29
11Motor Lublin192222:26
12Pogoń Siedlce192221:25
13Radunia Stężyca192230:36
14Zagłębie II Lubin (b)192224:41
15Siarka Tarnobrzeg (b)192024:31
16Garbarnia Kraków191933:38
17Hutnik Kraków191930:38
18Śląsk II Wrocław191822:29

Klasyfikacja strzelców eWinner II ligi po 15. kolejce

1.) Maciej Firlej (Znicz Pruszków), Krzysztof Świątek (Hutnik Kraków) – 10 goli

2.) Néstor Gordillo (KKS 1925 Kalisz) – 9 goli

2.) Michał Fidziukiewicz (Polonia Warszawa), Daniel Stanclik (GKS Jastrzębie) – 8 goli

3.) Piotr Giel (KKS 1925 Kalisz), Grzegorz Goncerz (Kotwica Kołobrzeg), Damian Nowak (Pogoń Siedlce), Bartłomiej Purcha (Garbarnia Kraków), Jakub Tecław (Stomil Olsztyn) – 7 goli

4.) Adrian Paluchowski (Wisła Puławy), Dawid Retlewski (Wisła Puławy) – 6 goli

Terminarz 16. kolejki eWinner II ligi

21 października (piątek)

Polonia Warszawa – Górnik Polkowice, godz. 19:11, transmisja w aplikacji eWinner i na platformie WP Pilot, typ: 1

22 października (sobota)

Garbarnia Kraków – Olimpia Elbląg, godz. 13:00, transmisja w aplikacji eWinner i na platformie WP Pilot, typ: X

GKS Jastrzębie – Lech II Poznań, godz. 14:00, transmisja w aplikacji eWinner i na platformie WP Pilot, typ: 1X

Zagłębie II Lubin – Motor Lublin, godz. 14:00, transmisja w aplikacji eWinner i na platformie WP Pilot, typ: 2

Siarka Tarnobrzeg – Stomil Olsztyn, godz. 14:00, transmisja w aplikacji eWinner i na platformie WP Pilot, typ: 2

Wisła Puławy – Znicz Pruszków, godz. 15:00, transmisja w aplikacji eWinner i na platformie WP Pilot, typ: X

23 października (niedziela)

Radunia Stężyca – Pogoń Siedlce, godz. 14:00, transmisja w aplikacji eWinner i na platformie WP Pilot, typ: 1

Hutnik Kraków – Śląsk II Wrocław, godz. 14:00, transmisja w aplikacji eWinner i na platformie WP Pilot, typ: 1

Kotwica Kołobrzeg – KKS 1925 Kalisz, godz. 19:00, transmisja w TVP Sport, typ: 2


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.