Damian Kądzior w drodze na podbój LaLiga

Damian Kądzior

gnkdinamo.hr


Czekaliśmy długo na Polaka w LaLiga. Nie Karbownik, a Damian Kądzior spróbuje podbić Hiszpanię. Łatwo nie będzie, choć aktualna sytuacja Eibar sprawia, że swoją szansę otrzyma. Reszta w jego rękach.

Damian Kądzior opuści chorwackie Dinamo Zagrzeb i za niespełna 2 miliony euro trafi do 14. drużyny minionego sezonu LaLiga – Eibar. Zespół z Ipurua zbyt wiele wydawać nie lubi, a szczególnie gdy sytuacja wymaga, by zacisnąć pasa. Niemniej Hiszpanie nie mogli czekać dłużej, bo z drużyny odeszło czerech z dziewięciu zawodników drugiej linii. Trzeba było działać szybko, ale rozsądnie. Z listy, na której znalazł się, choćby Victor Mollejo (Atletico Madryt), Mikel San José (Athletic Bilbao), czy Manu Garcia (Sporting Gijon) liderem niespodziewanie okazał się 28-letni Polak. Tym samym Kądzior stanie przed szansą, by dla polskich piłkarzy hiszpański kierunek przetrzeć na nowo.

Polska lubi Hiszpanów, Hiszpanie nie znają Polaków

Dynamiczny z niebywałą techniką i gracją – prosty profil hiszpańskiego zawodnika, z którymi najczęściej stykamy się w Polsce. Trudno się dziwić, że w kraju, gdzie rządzi wytrzymałość i siła fizyczna, krzta techniki wydaje się złotem, którego każdy chciałby dotknąć. Na Półwyspie Iberyjskim sprawy mają się inaczej. Szkolą wciąż tak samo, budują tak samo, choć zauważają, że futbol się zmienia. Rynek się zmienia, a idąc za trendem, najpierw trzeba się do niego odpowiednio dostosować. Tym samym dla polskich piłkarzy w Hiszpanii często nie ma miejsca. Po co podejmować ryzyko? Stawiać na niewiadomą?

Niewątpliwie charakterystyka polskiego piłkarza sprawdza się w bardziej defensywnych rolach. Z taką do Sevilli przychodził Grzegorz Krychowiak i dziś pewnie możemy uznać, że w Hiszpanii mu wyszło. To również tutaj dobrze pamiętają Jerzego Dudka, który przez lata występował w barwach Realu Madryt. W ofensywie próżno szukać polskiego przedstawiciela, który odcisnąłby znak w Primera Division. Przynajmniej w XXI wieku, bo w latach 90. wielu fanów zaskarbił sobie Jan Urban.

Damian Kądzior wybierając Hiszpanię wiedział, co robi. Z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Polak stawiał jednak możliwość gry w LaLiga przed innymi, lepszymi ekonomicznie ofertami, jakie miał na stole z Turcji, czy Niemiec. W Eibar ma zarabiać około pół miliona euro za sezon, blisko dwukrotnie więcej aniżeli inkasował w Chorwacji.

Wąska kadra szansą, choć o grę łatwo nie będzie

Choć Eibar lubuje się w grze pressingiem, tak należy do drużyn schematycznych. Daje jednak wyraźny sygnał dla skrzydłowych, bo to oni uczestniczą w każdej akcji ofensywnej zespołu. Boczni pomocnicy to w Eibar niezwykle istotny element taktyki José Luisa Mendilibara. Po lewej stronie w ubiegłym sezonie oglądaliśmy Takashiego Inui bądź Fabiana Orellanę. Niemniej jednak to Japończyk w systemie z jednym napastnikiem najczęściej zwykł występować najbliżej lewej flanki. O ile Orellana mógł grać na całej szerokości boiska, tak Japończyk trzyma się wyłącznie swojej nominalnej pozycji, schodząc bliżej środka. Szkoleniowiec baskijskiego klubu niejednokrotnie próbował również z doświadczonym Pablo de Blasisem. Jego wielofunkcyjność w ubiegłym sezonie przydała się niejednokrotnie, jednak często również okazywała się sporym ograniczeniem.

Dziś Orellany w Eibar już nie ma. Nie ma również de Blasisa, czy Sebastiana Cristofóro. W zespole “Rusznikarzy” został natomiast Pedro Leon, czyli podstawowy prawoskrzydłowy. 33-latek nie może uznać ubiegłego sezonu do udanych. Był cieniem samego siebie sprzed kilku lat. Po urazach, których doświadczył w ostatnich dwóch sezonach, wciąż szuka formy, a w Eibar wierzą, że w końcu ja odzyska. Właśnie dlatego jego pozycja w szatni ciągle jest niepodważalna. Sytuacja kadrowa również wymusza na “Rusznikarzach” zachowanie chłodnej głowy. Z drugiej strony zaawansowany wiek i wątpliwa dyspozycja pozwala wierzyć, że znajdzie się więcej miejsca dla Kądziora. Polak musi jednak wykorzystywać swoje szanse, bo w Hiszpanii nie lubią czekać.

O zastępstwie Orellany nie ma mowy. Najlepszy strzelec klubu w minionej kampanii był wiodącą postacią nie tylko na boisku. To on rozdawał karty, to on strzelał, czy kreował sytuacje. Jego osobowość pozwalała na wiele. Dziś jako świeży piłkarz Realu Valladolid prawdopodobnie stanie się główną gwiazdą drużyny legendarnego Ronaldo. Przynajmniej tego od niego oczekują. Choć Damian Kądzior charakterystyką w kontekście pozycji może przypominać Hiszpana, tak trudno oczekiwać, by Mendilibar powierzył Polakowi aż tak istotną rolę już na wstępie. Polak, mimo że jest lewonożny w Chorwacji najczęściej grał po prawej stronie boiska.

Podbił Zagrzeb, teraz wyrusza na nieznane wody

Mając 18 lat, jako zawodnik Jagiellonii Białystok doznał kontuzji, w wyniku której musiał przejść operację obu stóp. Przez trzy tygodnie jeździł na wózku inwalidzkim, a dopiero po trzech miesiącach mógł wrócić na boisko. Nie miał łatwo, przez wiele lat szukał swojego miejsca. Od Motoru Lublin przez Dolcan Ząbki, czy suwalskie “Wigierki”. W końcu trafił do Górnika Zabrze. Na Śląsku długo nie pograł. Po tym, gdy sezon 2017/18 zakończył z 11 bramkami i 9 asystami w 44 meczach po Kądziora zgłosił się chorwacki gigant. Gdy opuszczał Zabrze niewielu szacowało, że w stolicy Chorwacji stanie się czołową gwiazdą. Choć swoje dołożył Nenad Bjelica, białostoczanin o miejsce w składzie musiał walczyć. W przeciągu dwóch sezonów z Dinamo zdobył dwa tytuły mistrzowskie oraz Superpuchar kraju. Błyskawicznie stał się hitem i jednym z najlepszych piłkarzy “Niebieskich”. Łącznie w 78 meczach trafiał do siatki 21 razy, notując przy tym 22 asysty.

Podczas gdy Ivo Grbić – inny gracz chorwackiej ekstraklasyopuszczał rodzime strony na rzecz Atletico Madryt, posypały się również oferty za 28-letniego Polaka. Hiszpania do tej pory dla Chorwatów, czy piłkarzy grających w NHL (pierwsza liga – przyp. red.) była odległym kierunkiem. Dinamo nie zamierzało jednak robić problemów, mając na uwadze, że dla Polaka być może to jeden z ostatnich dzwonków na przenosiny do zachodniej części Europy. Zespół z Zagrzebia chciałby sprzedać jeszcze kilku innych zawodników, choć myśli również o wzmocnieniach. Niekoniecznie na pozycji Kądziora, bo tutaj wciąż jest Mena i Kastrati. Nie da się ukryć, że spore oczekiwania są również w kontekście młodzieży. Być może część z nich niegdyś pójdzie w ślady Polaka. Ten z Chorwacją żegna się z uśmiechem na twarzy.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.