Pacheta doprowadza Elche do LaLiga. W Kielcach nie wyszło, by mogło w ojczyźnie

Pacheta

diariofranjiverde


Fernando Vázquez obiecał i tej obietnicy dotrzymał. Deportivo La Coruna wygrało, a Pacheta i jego podopieczni dostali swoją szansę i jej nie zmarnowali. Pacheta został idolem, teraz odchodzi.

Bramka w doliczonym czasie gry zapewniła awans do LaLiga. Elche po pięciu latach wraca do Primera Division. Wcześniej premiowani bezpośrednim awansem zostali piłkarze z Kadyksu oraz Hueski. Elche, mimo że do play-offów dostało się rzutem na taśmę z ostatniego, szóstego miejsca, tak na koniec to oni wyszli zwycięsko. Najpierw pokonując w dwumeczu Real Saragossę, a później Gironę. W obu meczach to rywal klasyfikowany był jako faworyt. Zespół Pachety zaskoczył wszystkich.

Życie pisze różne scenariusze. Czasami rodem z komedii

Rozgrywki LaLiga Smartbank ze względu na pandemię zakończono dopiero 20 lipca. W terminarzu brakowało ostatniego meczu, szczególnie istotnego dla Elche. Utrata punktów przez Fuenlabradę, oznaczałaby awans do play-offów dla Elche. Dość chaotyczna organizacja związku ligi po ogłoszeniu przez zespół Sandovala pozytywnych wyników na koronawirusa sprawiła, że Fuenlabrada z Deportivo La Coruna nie zagrało aż do 8 sierpnia. Mimo wielu przeciwieństw do meczu doszło, choć gracze “Depor” na boisko trafili prosto z plaży bez większego przygotowania. Ponad dwa tygodnie bez treningu. Nikt nie przypuszczał, że w meczu o “pietruszkę” na tym etapie sezonu komuś na murawie faktycznie jeszcze zależy. Fernando Vázquez, szkoleniowiec Deportivo La Coruna zapowiedział, że mimo wszystko zamierza powalczyć o zwycięstwo bez względu na sytuację. 65-latek chciał zachować konkurencyjność, podejść do tematu w sposób honorowy, mimo że wiele czynników mu w tym przeszkadzało.

– Ten klub zawsze wychodzi na boisko, aby wygrać. Elche może być spokojne. Ten trener i ta grupa będą próbować wygrać mecz. Ktoś mógłby wątpić, ale my jesteśmy i będziemy lojalni – mówił Fernando Vázquez przed meczem z Fuenlabradą. Prawdą jest, że o rozegraniu spotkania dowiedzieli się na krótko przed jego datą. – Działacze LaLiga 26 lipca powiedzieli, że sezon już się skończył, więc moi piłkarze udali się na wakacje. Nagle mówią nam, że jednak zagramy ten zaległy mecz. Ludzie mówili, że to wszystko jest udawane, że to jedna wielka komedia. To prawda, to jest komedia. Grana nie przeze mnie i mój zespół, a ligę. Zastanawiam się jaki szacunek ma LaLiga do zawodników, postępując w taki sposób – dodał trener “Depor”.

Wedlug Vázqueza doszło do naruszenia konkurencji ze strony LaLiga. Poszkodowanymi miałyby być nie tylko ekipy walczące o awans takie jak Real Saragossa, czy Elche, ale i te o utrzymanie – mowa o Numancii. Pokrzywdzone również czuło się Deportivo. Jeśli związek chciał zawiesić mecz, to powinien anulować całą kolejkę, a tego nie zrobił. Niemniej jednak obietnica Fernando Vázqueza okazała się wiążąca. Zespół z La Coruna nie tylko powalczył, ale i wygrał. Tym samym w rezultacie to Elche udało się zakwalifikować do fazy play-off.

Pacheta w grze o najwyższą stawkę

Na awans do LaLiga czekali pięć lat. Najpierw zostali zdegradowani do drugiej ligi z powodu niewypłacalności, a później w wyniku problemów gospodarczych spadli o kolejny szczebel niżej. W ciągu kolejnych trzech sezonów udało się wrócić na odpowiednie tory. Pacheta dał impuls, którego w Elche brakowało. W ubiegłym sezonie śmiało dołączyli do walki o awans, choć po przerwie spowodowanej wirusem mieli problemy ze stabilizacją formy. Dzięki wygranej “Depor” udało się dostać do fazy play-off. Tam w półfinale Pacheta i spółka trafili na Real Saragossę. Zespół z bogatą historią, ale i dużym bagażem doświadczeń w ostatnich latach. Ekipa “Blanquillos” szła jak burza i przed wstrzymaniem rozgrywek przewidywana była do awansu bezpośredniego. Tak się jednak nie stało. Po powrocie na boiska podopieczni Victora Fernandeza zaliczyli ogromny spadek formy, z którego nie udało się finalnie wyjść. Elche pierwszy mecz kończyło w dziesiątkę. W drugim pokonało Real i tym samym niespodziewanie zameldowali się w finale.

Pacheta wycisnął z tej drużyny ostatnie soki. Wpływał na szatnię, wdrażał swoje pomysły. Z Gironą znów mieli stanąć w cieniu. Rozpędzeni Katalończycy ze Stuanim na czele nie mieli prawa zawieść w tak ważnym momencie. W pierwszym meczu bramek nie oglądaliśmy. W rewanżu tylko jedną. Mecz przedwcześnie zakończył Stuani, a arbiter doliczył aż dziesięć minut. Tuż przed ostatnim gwizdkiem bramkę strzelił Pere Milla, dając Elche awans do LaLiga.

W Polsce nie wyszło, a w Hiszpanii został idolem

Śmiało można go nazwać głównym architektem odbudowy “Los Ilicitanos”, patrząc na całokształt jego pracy. Przyjechał w trudnej sytuacji, gdy Elche znajdowało się na trzecim poziomie rozgrywkowym w kraju. Przejął zespół zimą i do końca sezonu przegrał tylko raz. Tym samym awansował do Segundy, choć wciąż z trudną perspektywą na przyszłość. W kasie budżetowej świeciło pustkami. Zajął 11. miejsce w tabeli, jednak kiepska defensywa z przeciętną skutecznością nie zachęcały. 13 zwycięstw, ale i 13 porażek. Zderzenie z rzeczywistością okazało się trudniejsze, niż początkowo przypuszczano.

W ubiegłym sezonie Elche wciąż finansowo odbiegało od swoich ligowych rywali. Jeden z pięciu najskromniejszych budżetów w Segundzie nie przeszkodził w walce o play-offy. Ważny punkt z Kadyksem i pełna pula w meczu z ligowymi “średniakami” dały nadzieję na awans. Pacheta właśnie ze względu na swoją energię i nieustępliwość szybko stał się idolem kibiców z Estadio Martínez Valero. Zawsze świetnie przygotowany taktycznie, ale lubujący się w grze bezpośredniej. Najczęściej z wykorzystaniem skrzydłowych. Hiszpana charakteryzowano jako wielbiciela gry ofensywnej, ale w starym, hiszpańskim stylu. Ten miał się sprawdzać głównie po wznowieniu rozgrywek. Elastyczny, potrafiący się dostosować do gry przeciwnika. Udowodnił to niejednokrotnie, najlepiej w starciach barażowych.  Wyróżnia go brak schematyczności – tej za którą wielu na Półwyspie Iberyjskim ganią – za brak szczęśliwej taktyki, której trzymałby się za wszelką cenę. Tam gdzie inni stawiali szczyt on wspinał się dalej. Działa instynktem. Być może dlatego w Kielcach stracił zaufanie w tak krótkim czasie, by w ojczyźnie pokochały go tysiące.

Sukces jest gwarantem? Bynajmniej

Kontrakt miał dobiec końca w czerwcu, ale dość specyficzna sytuacja sprawiła, że na ławce trenerskiej został do końca sezonu. Osiągnął co miał osiągnąć – wbił się do walki o awans. Wobec oczekiwaniom – nawet z nadwyżką, bo mimo siły rywali, zgarnął bilet do LaLiga. Dziś jest bez pracy. Mimo swoich zasług właściciel klubu nie widzi go w swojej przyszłości. Jest człowiekiem z zewnątrz. Od początku dał mu to do zrozumienia, choć ze względu na osiągnięcia płomień wciąż się tlił. Mógłby zostać w drugiej lidze. Poszukać miejsca z mocniejszą kadrą i większą płynnością finansową. Problem w tym, że w czołówce Segundy dziś nie brak sterników. Niemniej jednak charakter potrafi przenosić góry. Jaką tym razem przeniesie Pacheta?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.