Warszawski rejs w nieznane. Legia już jutro rozpoczyna kwalifikacje do europejskich pucharów

Legia Warszawa

pilkarskiswiat.com

Już jutro Legia Warszawa rozpocznie kwalifikacje do Ligi Mistrzów. Przeciwko drużynie mistrza Polski stanie FK Bodø/Glimt. Na dzień przed meczem przedstawiamy, z kim w składzie Legia będzie ruszać na “podbój Europy” i jakie szanse mają w tym roku legioniści na grę w pucharach.

Nie tylko kibice Legii, ale generalnie fani polskiej piłki czekają na Legię Warszawa w europejskich pucharach już ponad 1400 dni. To aż nie do uwierzenia. Zespół, który z roku na rok jest absolutnie jednym z najlepszych w Ekstraklasie, cierpi na taką pucharową indolencję. Kwestia gry w Europie nie jest dla władz klubu obojętna. Gdyby tak było, to na początku kolejnych sezonów nie byliby zwalniani trenerzy, którzy według mniemania “góry” mają być odpowiedzialni za całe zło w grze drużyny.

Kibicowi Legii trudno jest wierzyć, że tym razem to już na pewno się uda. Jednym w grze jest pech, który niewątpliwie dotyka w ostatnich latach Legię. Ale innym jest po prostu słabość czy beznadziejność zespołu. Po porażkach z drużynami niewątpliwie słabszymi stołeczny klub nawet największym optymistom odbiera skutecznie wiarę.

Jednak w tym roku jest pewna furtka. Coś, co znowu pozwala wierzyć, że “może się uda”.  Tym “czymś” są trzecie europejskie rozgrywki ustanowione pod nazwą “Liga Konferencji Europy”. Nie są tak dobrze opłacane jak Liga Mistrzów czy Liga Europy i również nie są tak prestiżowe. Jednak czy Legia Warszawa może w ogóle w tej sytuacji wybrzydzać? Absolutnie nie! Jeśli mistrz Polski zagra w LKE, to będzie i tak sporym sukcesem, bo wbrew panującej opinii, nie są to rozgrywki “dla każdego”.


Koncentracja kluczem do sukcesu

Nie oszukujmy się, Czesław Michniewicz nie został sprowadzony z reprezentacji Polski U21, żeby dominować Ekstraklasę. To nigdy nie powinno być dla Legii specjalnym osiągnięciem. Trener przyszedł do klubu, aby na Łazienkowskiej 3 znów można było usłyszeć hymn Ligi Mistrzów, Ligi Europy albo nawet i nowych rozgrywek Ligi Konferencji Europy.

Gdy Legia dowiedziała się, że jej pierwszym przeciwnikiem w walce o Ligę Mistrzów będzie FK Bodø/Glimt, nie przyjęto tej informacji z uśmiechem na ustach. Trudno się dziwić. Norwedzy byli najtrudniejszym zespołem do wylosowania. Jednak patrzmy na to z perspektywy mentalnej. Po raz pierwszy od wielu lat legioniści w I rundzie eliminacji nie będą patrzeć na swojego rywala z wyższością. Dla Czesława Michniewicza to też nie jest wcale zły scenariusz. Trener słynie ze swojego ulubionego stylu gry, czyli “defensywka i konterka”. Wydaje się, że właśnie to może być kluczem do pokonania skandynawskiego przeciwnika. Po poznaniu rywala w I rundzie eliminacji Michniewicz od razu zabrał się do rozpracowywania rywala.

– Jestem pełen optymizmu, tak samo jak drużyna. Widać mobilizację. Gdybyśmy wylosowali ciut słabszy zespół, to nie byłaby ona tak widoczna. Dziś jednak wszyscy rozmawiają o naszym najbliższym przeciwniku. To znaczy, że piłkarze też bardzo chcą wygrać – powiedział Czesław Michniewicz w wywiadzie dla “Legioniści.com”.

Wydaje się, że kluczowe będzie nastawienie i odpowiednie przygotowanie taktyczne piłkarzy. Akurat o to bać się nie możemy, bo Michniewicz nie tylko jest dobrym szkoleniowcem, ale i całkiem niezłym psychologiem. Rozumie piłkarzy i wie w, jaki sposób do nich trafić. Ponadto korzysta z wielu nowoczesnych technologii, co także pomaga w układaniu meczowych planów. Widać to było w meczach kadry U21. Gdy miał odpowiedni czas, żeby przygotować się do meczu, zazwyczaj wyniki były adekwatne do potencjału reprezentacji.


Na kogo postawi Czesław Michniewicz?

Legia Warszawa ściągnęła w letnim okienku transferowym sześciu zawodników. Jednak realne szanse na występ z Bodø/Glimt ma pewnie mniej niż połowa z tych graczy. Najbliżej składu na pozycji napastnika jest oczywiście Mahir Emreli. Azer wybrał Legię kosztem klubów z mocniejszych lig i od razu pokazuje, dlaczego wykonał takiego wyboru. Zawodnik jest niesamowicie elastyczny, może zagrać w ataku sam lub z kompanem u boku. Ponadto lubi wejść w pole karne i oddać strzał, ale nie jest także dla niego problemem uderzenie zza “szesnastki”. Pod nieobecność Tomása Pekharta, to właśnie Emreli ma być zawodnikiem odpowiadającym za zdobywanie goli.

– Myślę, że Mahir Emreli lepiej czuje się w ustawieniu 3-5-2, gdzie jest drugi napastnik, ofensywny zawodnik grający przed nim. W pewnym momencie podbiegł do mnie do linii i spytał czy może cofać się po piłkę, która rzadko do niego dochodziła. Lubi rozgrywać piłkę, tworzyć sytuacje – powiedział Czesław Michniewicz w wywiadzie dla “Legia.Net”.

Jeśli pójdziemy kluczem ustawienia, które preferował Michniewicz w poprzednim sezonie, to zobaczymy na bokach dwóch skrzydłowych. Ich zadaniem będzie sprawne przetransportowywanie piłki do napastnika. Raczej nie zobaczymy tu specjalnych zaskoczeń. Według prognoz mają wystąpić Luquinhas i Kapustka. Jednak ich obecność nie jest do końca pewna. Podczas obozu przygotowawczego doskwierały im drobne urazy i nie do końca wiemy, jak wygląda ich forma fizyczna.

Jeśli jeden z nich nie dojdzie do zdrowia, to najprawdopodobniej na pozycji tzw. fałszywego skrzydłowego wystąpi Ernest Muçi. Albańczyk pomimo swojej nominalnej pozycji napastnika był próbowany na boku i wychodziło mu to całkiem nieźle. W okresie przygotowawczym zdobył kilka goli i podobno ma być alternatywą do gry za jednego z bocznych pomocników.

– Nie zagrali dzisiaj Kapustka i Luquinhas, którzy narzekali na drobne urazy. Wszyscy pozostali zawodnicy byli do dyspozycji i przez 60 minut graliśmy w najmocniejszym składzie – mówił Czesław Michniewicz dla portalu “Jagiellonia.pl” po sobotnim sparingu z Jagiellonią Białystok.

W środku pola wygląda to również dość solidnie. Pewni wyjścia w podstawowym składzie są Bartosz Slisz i André Martins. Obaj zawodnicy są ze sobą zgrani i dobrze dopełniają się na boisku. Swoimi umiejętnościami zachowują odpowiedni balans w linii pomocy. Ewentualnym nowym zawodnikiem może być Josué. Portugalczyk jest nowym nabytkiem Legii, ale nie do końca wiadomo czy będzie gotowy. Możliwe, że wejdzie na końcówkę spotkania, aby dać trochę luzu w środku pola.


Defensywne problemy

O ile z przodu wygląda to całkiem nieźle, tak problemy zaczynają się od linii pomocy w dół. W zasadzie mamy tu aż trzy na sześć możliwych pozycji, na których widać znaki zapytania.

Przede wszystkim kłopoty może mieć Legia na wahadłach. Na środę wiemy jedynie, że na lewej stronie zagra Filip Mladenović. Wszyscy liczymy na wysoką dyspozycję Serba, który został najlepszym zawodnikiem minionego sezonu Ekstraklasy. Natomiast nie wiemy, co trener Michniewicz wymyśli po prawej stronie. Bowiem w letnim okienku transferowym nadal nie zatroszczono się o ściągnięcie prawego wahadłowego. Po odejściu Marko Vesovicia i Pawła Wszołka oraz krótkich wakacjach po EURO 2020 dla Josipa Juranovicia, po prostu nie ma piłkarza mogącego tam zagrać. Jest niby ściągnięty Mattias Johansson, ale Szwed jest nominalnie prawym obrońcą i w sparingach nie prezentował się wcale dobrze. W sytuacji kryzysowej do gry na wahadle przyuczany był młody Kacper Skibicki, ale wiadomo, że jest on zawodnikiem zdecydowanie bardziej ofensywnym, niż przewiduje to charakterystyka gry na tej pozycji.

Wcale lepiej nie wygląda sytuacja w bloku trzech centralnych defensorów. W końcówce poprzedniego sezonu te role pełnili najczęściej Artur Jędrzejczyk, Mateusz Wieteska i Mateusz Hołownia. Jednak dwóm pierwszym dość często przytrafiały się błędy, a ostatni gra na środku niejako z konieczności, bo jest nominalnie lewym obrońcą. Ponadto Wieteskę nękały urazy i jego forma delikatnie mówiąc, nie jest najlepsza. Nadzieję należy pokładać w doświadczeniu i nosie trenerskim Michniewicza. Niby defensywa w tym składzie nie straciła gola w pięciu ostatnich meczach sezonu Ekstraklasy, ale z takim składem osobowym nie jest łatwo dokonywać podobnych rzeczy w Europie. Oby moje słowa były złudne, ale obrona nie wygląda tak stabilnie, jak linia pomocy czy ataku.

Warto jeszcze wspomnieć o kolejnym letnim transferze. Kilka dni temu do drużyny został ściągnięty Lindsay Rose. Reprezentant Mauritiusu ma być nowym zawodnikiem defensywnej trójki. Jednak dopiero co rozpoczął treningi z klubem i jego występ z Bodø jest dość wątpliwy, choć teoretycznie został zgłoszony do kadry na mecz.


Na kłopoty “Król Artur”

Jeśli ktoś ma uratować Legię od straty goli, to tylko Artur Boruc. Bramkarz wprowadził do drużyny spokój w obronie. Kiedy to było możliwe, dzielił się miejscem na boisku z młodym Cezarym Misztom. Jednak jego pozycja jest niepodważalna i to właśnie 40-latek będzie bronił dostępu do bramki mistrzów Polski. Jego doświadczenie w kierowaniu grą defensywy może okazać się nieocenione.


Walka o europejskie puchary, ale w sumie jakie?

Legia Warszawa jako mistrz Polski rozpocznie swoje zmagania od eliminacji do Ligi Mistrzów. Celem są oczywiście te rozgrywki, bo przecież na starcie każdy ma takie same szanse. Jednak realnie patrząc, to już przejście Bodø może okazać się bardzo trudnym zadaniem. Myślę, że nie będzie to ryzykowna teza, jeśli stwierdzę, że to Norwegowie są faworytem tego spotkania. Aczkolwiek ewentualna wygrana tego meczu znacząco ułatwiłaby sprawę gry w europejskich pucharach. W II rundzie eliminacji do LM Legia zagra ze zwycięzcą pary Flora Tallin (Estonia) – Hibernians (Malta). Powiedzmy sobie szczerze, że są to przeciwnicy do przejścia.

Zwycięstwo w I rundzie dawałoby bardzo prawdopodobny awans do pucharów. Dlaczego? Wygrywając z Norwegami przechodzi się do II rundy eLM i przy ewentualnej przegranej (co byłoby w tym przypadku kompromitacją) spada się do eLE. Odnosząc zwycięstwo w II rundzie eLM ma się zapewnione miejsce w LKE.

Co jeśli Legia nie przejdzie Bodø? Czego wykluczyć absolutnie nie możemy. Krótko mówiąc – znacząco utrudnia tym sobie sprawę. Mistrz Polski spada od razu do eliminacji Ligi Konferencyjnej, gdzie zagra z przegranym pary Dinamo Zagrzeb (Chorwacja) – Valur (Islandia).  Ponadto zarówno w meczu z Bodø, jak i z Valurem Legię czeka nieprzyjemna przeprawa z grą na sztucznej nawierzchni. Jeśli udałoby się wygrać z nierozstawionym rywalem, to trzeba wygrać jeszcze dwa mecze, aby zagrać w Lidze Konferencji Europy.

Cały ten wywód można zobrazować łatwym schematem, jaki na swojej stronie zamieścił serwis “90minut.pl”:

– I runda eLM (odpadnięcie) -> II runda eLKE (awans) -> III runda eLKE (awans) -> IV runda eLKE (awans) -> GRUPA LKE

Ewentualna przegrana w dwumeczu po odpadnięciu z eliminacji do Ligi Mistrzów oznacza definitywne odpadnięcie z kwalifikacji do europejskich pucharów.

– II runda eLM (awans) -> minimum GRUPA LKE (szansa na grupę LM lub LE)

– II runda eLM (odpadnięcie), III runda eLE (awans) -> minimum GRUPA LKE (szansa na grupę LE)

– II runda eLM (odpadnięcie), III runda eLE (odpadnięcie), IV runda eLKE (awans) -> GRUPA LKE


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.