Szybka jedenastka: Maciej Krakowiak

Bohaterem wywiadu będzie były bramkarz Widzewa Łódź, GKS Bełchatów czy chociażby Chojniczanki Chojnice – Maciej Krakowiak.

W 2017 roku wychowanek łódzkiego SMS’u wyruszył w daleką podróż. Prosto do Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie podpisał kontrakt z czwartoligowym FC Imabari. Pozwoliłem sobie zadać kilka pytań Maćkowi, bo w ostatnim czasie to właśnie Japonia stanowi najczęstszy kierunek emigracji dla polskich bramkarzy. Czy to przypadek? A może po prostu dobre miejsce na piłkarski rozwój? Oceńcie sami!

 

Dawid Pacholczyk: Na początek może zaczniemy od pytania, które najbardziej nurtuje twoich sympatyków. Mianowicie – jak znalazłeś się w Japonii? Czy był to przypadek, a może dostałeś konkretną ofertę?  

Oferta pojawiła się po tym jak przyjechałem tu na jednodniowe testy. Tyle wystarczyło by uznali, że są zdecydowani na moje usługi, po czym podpisałem kontrakt.

 

Ale skąd w ogóle pomysł na przenosiny do Japonii? Czy przed wyjazdem nie miałeś lepszych ofert z polskiej ligi?

Mój menadżer zadzwonił do mnie i powiedział, że pojawiła się opcja wyjazdu, i że to dobry kierunek na rozwój piłkarski. Generalnie od dłuższego czasu myślałem nad wyjazdem, ale wcześniej jakoś nie było takiej możliwości. Po tym jak pojawiła się opcja transferu do Japonii to nawet się nie zastanawiałem nad pozostaniem w Polsce.

Jakby nie było to dość “egzotyczny” kierunek transferu jak dla polskiego bramkarza. Czy może jest inaczej? A jak jest z poziomem ligi? Czy japońska IV liga jest lepsza od III polskiej? Czy może wyższy poziom jest u nas na rodzimych boiskach?
Moim zdaniem jest to super kierunek dla bramkarza. Można tu zebrać naprawdę cenne doświadczenie, ponieważ styl gry różni się diametralnie od polskiej ligi. Mam na myśli, że styl jest tu bardziej techniczny, a tempo meczu jest bardzo szybkie.
Co do drugiego pytania to zdecydowanie poziom IV ligi japońskiej jest wyższy niż ten oglądany na trzecioligowych boiskach w Polsce.        
Poziom poziomem, ale u nas dochodzi jeszcze atmosfera na trybunach. Grałeś chociażby dla Widzewa, to wiesz jakiego kopa daje doping. W IV lidze japońskiej możecie liczyć na kibiców?   
Mój klub jest bardzo popularny w Japonii ze względu na właściciela, którym jest Takeshi Okada – czyli były selekcjoner a obecnie członek Japońskiego Związku Piłki Nożnej. Generalnie klub, w którym się znajduję jest bardzo profesjonalny a plany związane z nim są ogromne. Chcemy awansować rok po roku, aż znajdziemy się J-League (przyp. Najwyższy poziom rozgrywkowy w Japonii).
Jutro dodatkowo otwieramy nowy stadion na 5 tysięcy ludzi, a już w planach jest budowa kolejnego, gdy tylko uda nam się awansować do J3. Na jutrzejszy mecz ma przyjść komplet widzów, oczywiście wyłącznie naszych bo na mecze często latamy samolotami. Wynika to z faktu, że ten poziom rozgrywkowy jest na całą Japonię, wiec czasem musimy jechać na mecz nawet 1600 km.
Ostatnio graliśmy koło Sapporo wiec gdzieś tak wyszło 1600 km. Co do kibiców przeciwników to zależy, ale nie są to jakieś wielkie liczby.
Byłeś już na jakimś meczu J-League?
Bylem na meczu Urawa Red Diamonds – Kashima Antlers . Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie.
Ale poziom spotkania wywarł na tobie takie wrażenie czy może atmosfera na trybunach?
Wszystko, ale w szczególności cała otoczka spotkania. Na trybunach zasiadło 47 tysięcy ludzi.
Robią wrażenia te zdjęcia. Wcześniej mówiłeś o poziomie całej ligi a jak to wygląda na treningach? Różnią się mocno od tych w Polsce?
Co do treningów to są długie i bardzo intensywne, około 2,5 godziny dziennie. Raz w tygodniu mamy trening dwa razy jednego dnia. Bywa ciężko tym bardziej, że latem jest tu bardzo gorąco i duszno, około 37 stopni. Jeśli chodzi o trenera bramkarzy to jest bardzo dobry. Jako szkoleniowiec był chyba pięć razy mistrzem kraju, trzy razy zdobył puchar, a ostatnio był na Olimpiadzie w Londynie z młodzieżową reprezentacją Japonii. To musisz przyznać, że facet zna się na swoim fachu.
A jak ci idzie komunikowanie się z zespołem? Bo jakby nie patrzeć język japoński nie należy do łatwych…
Na początku było ciężko, bo mało kto mówi tu po angielsku. Ale z czasem złapałem podstawy japońskiego i teraz mieszając japoński z angielskim, wspólnymi siłami dajemy radę.
Przypominam sobie pewien wywiad z Patrykiem Wolańskim, który opowiadał, że najgorsza dla piłkarza na emigracji jest samotność. Czy ty też ją odczuwasz?
Nie do końca, bo poznałem tutaj swoją dziewczynę i obecnie razem mieszkamy. Ponadto utrzymuję kontakt z Filipem Wichmanem, który gra w Yokohamie SCC, więc nie mam powodów do narzekania.
Chciałbyś wrócić jeszcze kiedyś do Polski?
Kiedyś na pewno wrócę do Polski, w końcu to mój kraj. Ale kiedy to nastąpi to, nie wiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi