Piotr Stokowiec: Jestem zadowolony z pobytu w Gdańsku

fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Piotr Stokowiec to najdłużej pracujący trener Lechii Gdańsk wliczając w to szkoleniowców, którzy w przeszłości prowadzili drużynę w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Na oficjalnej stronie Lechii Gdańsk pojawił się wywiad ze wspomnianym trenerem, w trakcie którego poruszony został temat trzyletniej pracy w Gdańsku.

Właśnie został Pan trenerem, który najdłużej prowadzi Lechię w Ekstraklasie oraz najdłużej bez przerwy jest trenerem pierwszego zespołu. Jak z Pana perspektywy wyglądały te już ponad 3 lata w Gdańsku?

To jest dla mnie świetny okres. Bardzo się cieszę, że trafiłem do Gdańska – miasta, które bardzo mi się podoba i dobrze się w nim czuję – i Lechii, klubu z tradycjami, z wielkim potencjałem, z oddanymi kibicami, z kapitalnym stadionem, na którym gramy. Jestem tu ponad 3 lata i cały czas pracujemy nad tym, by przywrócić blask Lechii, która wcześniej miała na koncie wielkie historyczne sukcesy i pamiętne mecze z Juventusem Turyn, ale trudno jej było nawiązać do tych pięknych tradycji. Mocno się z tym siłowali trenerzy przede mną, włożyli sporo pracy, robili, co mogli, ale efekty ciągle nie były zadowalające. Gdy przychodziłem do Lechii drużyna była poważnie zagrożona spadkiem z Ekstraklasy.

Pierwszym zadaniem było utrzymanie się w lidze.

Tak i szybko się przekonałem, że to nie będzie łatwe, bo nie wszyscy chcieli pchać ten wózek w jednym kierunku. Część zawodników nad dobro drużyny przedkładało własne ja, a tego nie akceptuję. Wiedziałem, że w takiej konfiguracji personalnej daleko nie zajedziemy. Dziś mogę szczerze powiedzieć, że tamta „szatnia” była chora. Zawodnicy z ogromnym ego, ale nastawieni na realizację własnych celów. Stało się dla mnie jasne, że muszę najpierw – za wszelką cenę – utrzymać drużynę w Ekstraklasie, a później będę musiał przewietrzyć szatnię. I tak właśnie zrobiłem. Efekt był taki, że najpierw uniknęliśmy spadku, a kolejnym etapem była przebudowa składu. Odeszło wielu zawodników, a mimo to osiągnęliśmy fantastyczny wynik sportowy. Zdobyliśmy Puchar Polski, Superpuchar i 3. miejsce w Ekstraklasie. Zasmakowaliśmy europejskich pucharów i to był fantastyczny czas, mimo że nadal rotacja personalna była ogromna. Wielu zawodników odchodziło, wielu się jeszcze z tej kadry utrzymało, ale to wciąż był czas przebudowy.

Czy po tej przebudowie można powiedzieć, że nadszedł czas stabilizacji?

Nie do końca. Kolejnym etapem jest ten szalony „covidowy” sezon, który wciąż trwa. Bardzo nierówny, bardzo trudny, kiedy odeszli kolejni zawodnicy, bardzo ważni dla zespołu. Ale też nie oszukujmy się, odchodzili ci z wysokimi kontraktami a przychodzili zawodnicy tańsi, dużo młodzieży. Taka jest obecnie strategia klubu. Bo bardzo nam zależy na utrzymaniu stabilizacji finansowej, jaką w ostatnim czasie osiągnęliśmy. Teraz należności są płacone terminowo, co przecież nie było w Lechii codziennością. Uważamy, że w dłuższej perspektywie ta stabilizacja finansowa jest absolutnie naszym priorytetem. Jeśli chcemy by Lechia była silna, musi być wypłacalna, wiarygodna, musi być przewidywalna. Wiem, że czasem kibice chcieliby wielkich transferów, znanych nazwisk, ale to są koszty, a nie możemy sobie pozwolić na rozchwianie finansowe, więc czasem trochę cierpi na tym wynik sportowy. Coś za coś. Dlatego staramy się wprowadzać młodych zawodników, co stało się już takim moim znakiem firmowym. Szukamy chłopaków z potencjałem, pracujemy nad nimi, dajemy im się w Lechii rozwinąć. A później klub ma z tego korzyści sportowe i finansowe.

Te 3 lata były ciężkie, czy może ciężkie, ale i owocne?

Zdecydowanie owocne! Przepraszam z góry, jeśli zabrzmi to nieskromnie, ale zyskałem na tej współpracy ja jako trener, ale też zyskała na tym Lechia. Razem odnieśliśmy historyczne sukcesy, a w tej chwili okazuje się, że jestem najdłużej pracującym trenerem w Klubie. Wielu rzeczy tu doświadczyłem, przeżyłem wiele trudnych sytuacji, ale też pewne cele zrealizowałem, rozwinąłem swój warsztat. Wydaje mi się, że dobrze wkomponowałem się w to środowisko, w Klub i podchodzę do tego z dużym szacunkiem, bo Lechia mi dużo dała. Dlatego też staram się odpłacać Lechii swoją pracą, najlepiej jak potrafię.

Można odnieść wrażenie, że każdy z tych okresów to trzy oddzielne i różne zadania, które nie pozwalają na stabilizację. Z jednej strony jest to paradoks, że jest Pan najdłużej urzędującym trenerem w Ekstraklasie, a z drugiej mówimy o ciągłej zmianie…

Klub piłkarski – w naszej rzeczywistości – to jest ciągły plac budowy. I to jest chyba największa trudność w pracy trenera, ale nauczyłem się już z tym żyć. Zmieniają się warunki, ale ważny jest fundament, ta wspomniana wcześniej stabilność finansowa. Musimy się pogodzić z faktem, że odchodzą zawodnicy wartościowi i ważni, w ich miejsce przychodzą zawodnicy młodzi, jeszcze nie do końca gotowi do gry, często dopiero do odbudowania. To na pewno też się w jakimś stopniu odbija na wyniku sportowym. Nie jest łatwo znajdować idealnych zastępców dla takich zawodników jak Haraslin, czy Mladenović. Na gotowych piłkarzy z topu często nas nie stać, więc trzeba tych następców sobie samemu wychować. To jest właśnie moja praca na co dzień przy czym to też jest proces, który musi potrwać. Kibic czasem nie ma takiej cierpliwości i ja też to rozumiem. Mogę tylko zapewnić, że robimy, co możemy. Nam też zależy, żeby mieć gotowych piłkarzy jak szybciej. Tak więc każdy z tych trzech sezonów jest inny, nie zmienia się jedno – wprowadzamy młodych zawodników i chcemy utrzymać Lechię w czołówce Ekstraklasy.

Dzisiaj rozmawiamy o trzech latach, ale to nie koniec. Pana kontrakt jest ważny do końca czerwca przyszłego roku. Czy już teraz myśli Pan o przyszłym sezonie? W jak długiej perspektywie przygotowywana jest drużyna?

Od początku miałem z tyłu głowy „tu i teraz”, ale jednocześnie wszystkie ruchy były i są ruchami wyprzedzającymi. Czuję się w Lechii gospodarzem, bo ja nie przyszedłem tu na chwilę i muszę też zarządzać po gospodarsku, dlatego myślę o przyszłości. Jeśli przeprowadzamy transfery, to są one zazwyczaj perspektywiczne, myślimy o zawodnikach, których wartość będzie z czasem rosła. Działamy odpowiedzialnie, więc wykorzystujemy potencjał ludzki, który mamy w Klubie. To dotyczy również piłkarzy i trenerów naszej Akademii. Wcześniej był z nami Maciek Kalkowski, teraz jest Tomek Byszko, którego obserwuję i który jest jednym z wiodących trenerów w Akademii. Włączając go do sztabu szkoleniowego I drużyny postanowiliśmy wykorzystać jego potencjał, tym bardziej, że mocno czerpiemy z naszej Akademii. Ale właśnie tak to ma funkcjonować.

Największa odpowiedzialność spoczywa na pierwszym trenerze, jednak nie działa Pan sam. Razem z Panem przyszli do Klubu też inni członkowie sztabu, niektórzy zostali w Klubie, a ostatnio dołączył wspomniany Tomasz Byszko. Na jakiej zasadzie dobiera Trener osoby do współpracy?

Staram się otaczać wartościowymi ludźmi, którzy zapewniają wysoki standard pracy i uważam, że osiągnięte wyniki właśnie są efektem wspólnej pracy całego naszego zespołu. Sam Stokowiec nic by nie zrobił, więc w tym miejscu chylę czoła przed moimi współpracownikami i dziękuję im za dobrą robotę. Wiele spraw uporządkowaliśmy: przygotowanie motoryczne, mentalne, techniczno-taktyczne, rozwój drużyny, czy rozwój indywidualny poszczególnych zawodników. Staramy się naszą pracę w tych obszarach utrzymywać na dobrym poziomie i miejsce Lechii w czołówce tabeli na pewno odzwierciedla nasz standard pracy. Od trzech lat należymy do TOP 4 i to jest m.in. zasługa tak wartościowego sztabu. Doceniłem pracę i ludzi, którzy tutaj byli, gdy przychodziłem. Dołączyłem kilka osób, które wnoszą wartość dodaną, ale wciąż jesteśmy skromnym osobowo sztabem i cały czas mamy pola do rozwoju.

W jakich obszarach zamierzacie się jeszcze rozwijać jako sztab?

Dzisiaj w klubach piłkarskich powstają osobne działy analiz, fizjoterapii, czy przygotowania motorycznego, mentalnego itd. Zdaję sobie jednak sprawę z naszych ograniczeń i możliwości i staram się maksymalnie wykorzystać ten potencjał, który jest w Klubie. Jednocześnie korzystamy z wielu nowoczesnych narzędzi i programów i to też znajduje odzwierciedlenie w wynikach. W sztabie dzielimy obowiązki, a ja staram się to wszystko połączyć. Zawsze staram się, aby moi pracownicy znali swoją rolę w zespole, ale też widzieli własną ścieżkę rozwoju i mieli poczucie, że się rozwijają. Cieszę się, że teraz Maciej Kalkowski z powodzeniem sprawdza się jako pierwszy trener i być może kiedyś wróci do Lechii w roli pierwszego trenera. Tomek Byszko jest kolejnym szkoleniowcem z Akademii, którego zaangażowaliśmy do pracy z I drużyną. Tak właśnie rozumiem budowanie trwałych struktur, aby mogły one służyć Lechii jeszcze przez lata. Chcę zostawić po sobie mocny fundament, podobnie jak to zrobiłem w Zagłębiu Lubin.

Jakie doświadczenia przyniósł Pan do Gdańska z okresy pracy w Lubinie?

Myślę, że najlepszą odpowiedzią jest to, że po kilku latach mojej nieobecności w Lubinie skład Zagłębia nadal w ok. ¾ tworzą zawodnicy, którzy grali w zespole wykrystalizowanym i przebudowanym przeze mnie. Niedawno z Lubina otrzymałem list gratulacyjny z okazji 75-lecia klubu, bo wiele dobrego udało się tam wspólnie zrobić. Nie żyję jednak historią, mimo że to dla mnie był bardzo dobry czas. Teraz skupiam się na pracy w Gdańsku. Gdy przymierzamy się do oceny czyjejś pracy można powiedzieć, że pierwszy zespół jest oknem wystawowym Klubu, pozycja pierwszego trenera również. Tylko na tę pozycję pracują wszyscy w Klubie, dlatego doceniam każdego pracownika. Każdy dział, bo wiem, że wszyscy ostatecznie pracują na pierwszą drużynę. Każdy młody zawodnik, który przechodzi do I zespołu z Akademii potwierdza dobrze wykonaną pracę w naszych zespołach młodzieżowych. Trenerzy, którzy prowadzili naszych zawodników, dzisiaj mogą czuć się dumni, że mieli swój wkład w to, jak dzisiaj ci piłkarze się prezentują i jaki wpływ mają na wyniki pierwszej drużyny. Lechia to jest każdy pracownik, każdy trener, każdy rocznik w Akademii, II drużyna i całe zaplecze.

źródło wywiadu: lechia.pl


OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W FORTUNA TV
OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W STS TV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *