El Clasico ma twarz Ronaldinho

Football Nation

23 listopada 2005 roku. 76. minuta El Clasico. Ronaldinho na pełnej szybkości mija Sergio Ramosa, wpada w pole karne i technicznym uderzeniem obok interweniującego Ikera Casiliasa zdobywa swoją drugą bramkę w tym meczu. 80 300 kibiców na Santiago Bernabeu wstało z miejsc i oklaskiwało genialny występ brazylijskiego magika. Ten moment przeszedł do historii futbolu, do historii starć między Królewskimi a Dumą Katalonii. Ronnie dał kibicom obu drużyn to, co najlepsze – radość z oglądania pięknego futbolu. Czy to nie o to chodzi w całym El Clasico?

Tamten Klasyk był, jak każdy, meczem “wysokiego napięcia”, budzącym ogromne emocje na boisku jak i poza nim. Gra toczyła się o fotel lidera po 12. kolejce. Drużynę Franka Rijkaarda dzielił od ekipy Vanderlei Luxemburgo tylko jeden punkt. Real miał za sobą całą publiczność zgromadzoną na stadionie – gwizdy przywitały zwłaszcza Samuela Eto’o, za obraźliwe słowa pod adresem piłkarzy Realu (“Madrid, cabrón, saluda al campeón”, czyli “Madryt, sukinsynie, pokłoń się mistrzowi”). Na murawie Raula, Robinho i Ronaldo stanęli naprzeciwko Eto’o, Ronaldinho i 18 – letniego Messiego debiutującego w Klasyku. Reżyserem gry Los Blancos w tym spotkaniu miał być Zinedine Zidane.

Barcelona zaprezentowała się w tym spotkaniu o niebo lepiej od znajdujących się u zmierzchu swojej galaktycznej ery, piłkarzy Realu.  Wynik otworzył Samuel Eto’o, asystował mu grający nadzwyczaj dojrzale Lionel Messi. Symbolem dwóch prędkości prezentowanych przez oba zespoły, była akcja Ronaldinho na 2:0 z 15 minuty drugiej połowy. Człowiek – orkiestra, wszystko w tej akcji mu się udało. Sergio Ramos prędko odpadł w przedbiegach, Helguera okiwany bez trudu, Roberto Carlos nie zdążył zablokować uderzenia. Piłka musiała wpaść do siatki, tak jak Ronnie musiał zgarnąć Złotą Piłkę za 2004 rok.

Po skończonym spotkaniu Ronaldinho zapytany o owacje kibiców Realu odpowiedział: Nigdy nie zapomnę tego meczu. Niewielu piłkarzy przeżyło coś takiego podczas swojej kariery (byli jeszcze Diego Armando Maradona w 1983 r. i Johann Cruyff w 1974 r. – przyp.red.). Poczuć sympatię ze strony kibiców Realu Madryt było czymś bardzo pięknym, bardzo emocjonującym. Ich brawa bardzo dużo dla mnie znaczą. Jestem im za to wdzięczny z całego serca”.

Uszczęśliwia mnie to że ludzie cieszą się futbolem. Gram w Barcelonie i brawa, za któe jestem najbardziej  wdzięczny, to te od mojej publiczności, ale cieszę się też z owacji, nawet jeśli są one nieliczne, na innych boiskach. Czuję, że ludzie na wszystkich stadionach w Hiszpanii doceniają mnie i szanują moją pracę, i to sprawia, że jestem szczęśliwy.

Jutro o 13:00 cały piłkarski świat znów wstrzyma oddech. Będziemy kibicować swojej drużynie ze wszystkich sił, przeżywać te emocje tak, jakbyśmy znajdowali się na trybunach, stawać murem za swoimi ulubieńcami. Ale po końcowym gwizdku niezależnie od wyniku, sympatii do poszczególnych graczy, warto pogratulować zarówno piłkarzom Realu jak i Barcelony. Wstać z fotela i zaklaskać, a co! Bo skończył się spektakl, starcie jednych z najsilniejszych drużyn globu.

Bo El Clasico to nie tylko kontrowersje, silne emocje, które często biorą górę czy wręcz niepotrzebna nienawiść po obu stronach barykady. To przede wszystkim piękny futbol, którym – jak Ronaldinho 23 listopada 2005 roku i przez całą karierę – trzeba się cieszyć.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.