Real potrafi grać z nożem na gardle – sytuacja w obozie Królewskich

BEin Sports


“Brakuje słów, by opisać El Clasico” – trafnie stwierdził filar defensywy Realu Madryt, Sergio Ramos. Negując słowa kapitana, spróbujmy jednak przybliżyć i opisać słowami sobotnie starcie. Wiele zmian zaszło zarówno w zespole Królewskich, jak i Blaugrany od ostatniego zderzenie dwóch hiszpańskich gigantów.

Barcelona zagoiła głębokie rany powstałe po opuszczeniu pokładu przez Neymara i przebyła długą drogę od zastosowanego wtedy 3-5-2, do 4-4-2 jakie prawdopodobnie ujrzymy w Derbi Español. Real natomiast, z mentalności absolutnego zwycięzcy i głównego faworyta do mitycznej potrójnej korony w nadchodzącej kampanii, na ziemię sprowadziły choćby Real Betis czy Levante, wywożąc z Madrytu cenne punkty. Porównań do wspomnianego dwumeczu można znaleźć wiele, ale patrząc prawdzie w oczy, Los Blancos są teraz inną drużyną. Wówczas grali koncertowy futbol, a rytm wydawał się być zachowany jeszcze z poprzedniego sezonu, gdy to obronili Ligę Mistrzów.

SZEROKA KADRA

W ostatnich dniach, krew w żyłach sympatyków Realu zmroziła się na wieść o złych informacjach dotyczących zdrowia Cristiano Ronaldo. Gwiazdor Los Merengues, po brutalnym wejściu w łydkę na Klubowych Mistrzostwach Świata, wciąż odczuwa w niej ból i od trzech dni trenuje wyłącznie indywidualnie, wykonując ćwiczenia z piłką i bez niej. Znając jednak mentalność i nieposkromiony głód gry Portugalczyka, w Klasyku wystąpi choćby z zaciśniętymi zębami i łzami w oczach. Pomijając wielki znak zapytania przy występie Cristiano, to Zinedine Zidane dysponuje dużo szerszą kadrą, po raz pierwszy w tym sezonie LaLiga, mając do dyspozycji wszystkich graczy. Długo kontuzjowani gracze powrócili i wydaję się, że ciągnące się za nimi kłopoty zdrowotne, zostawione są daleko w tyle. Powrót wyjadaczy jest sporym zmartwieniem dla młodszych piłkarzy, którzy prawdopodobnie stracą miejsce w jedenastce, a nawet zmuszeni będą oglądać mecz z wysokości trybun. Mateo Kovacić i Gareth Bale wyleczyli swoje urazy i na pewno poszukają swoich minut w meczu. Jeśli Zizou powtórzy strategię z Abu Zabi, którą wygrał Klubowe Mistrzostwo Świata, oznaczać to będzie posadzenie na ławce Chorwata i Walijczyki i brak miejsca dla żółtodziobów. Achraf Hakimi, 19, Jesus Vallejo, 20, Marcos Llorente, 22 i Borja Mayoral, 20 – tych graczy MARCA spodziewa się odesłania na trybuny. O miejsce na ławce do ostatniego treningu powalczą Theo Hernandez, 20 z Danim Cebllosem, 21. Pewne wydaje się również, że na ławce zasiadą Casilla, Bale, Asensio, Kovacić i Nacho. Jeśli jednak francuski szkoleniowiec zerwie ze schematami i zaskoczy dziennikarzy, w środku pola ujrzeć będziemy mogli czarującego Ceballosa. Wielce uniwersalnym graczem dla ekipy z Madrytu jest również Nacho, który w potrzebie może wypełnić luki na każdej pozycji z defensywnej formacji. Mało prawdopodobny, choć nie wykluczony jest też występ Theo, który w środku pola grał już w meczach z Las Palmas i Levante. “Szatnia jest kluczem do wszystkiego. Zawodnicy wiedzą, kiedy nadchodzi moment, aby pokazać się z jak najlepszej strony.” – choć w tych słowach Zidane’a można doszukiwać się przesłanek, jakoby wystąpić miał jeden z młodych, pewniejsze jest, że Francuz postawi na swą ulubioną jedenastkę.

KLASYK WYJADACZY

Isco zagra na charakterystycznej dla siebie w tym sezonie roli, środkowego pomocnika, płynnie przemieszczającego się między sektorami i łączącego linie. Bale, jako piłkarz, którego nie sposób zatrzymać przy szerokim rozegraniu z wolnymi skrzydłami, wejdzie na podmęczonego rywala, a przynajmniej tak zakładały wcześniejsze analizy. Teraz jednak, skłaniam się bardziej ku opcji z Walijczykiem w pierwszej jedenastce. Powodem tego przetasowania jest Jordi Alba. Hiszpan jest prawdopodobnie największym wygranym zmiany na ławce trenerskiej Dumy Katalonii. Podczas gdy za kadencji Luisa Enrique odstawiany był raczej na boczny tor, Ernesto Valverde wydobył z niego to, co najlepsze i jak sam defensor powiedział – “Wreszcie odzyskałem radość z gry”. Ofensywnie usposobiony Walijczyk, swymi rajdami ma nieco ostudzić podbramkowe poczynania Alby i zmusić go do pozostawania z tyłu, aby bronić lewego sektora. Hiszpan już na tym etapie sezonu, wyrównał swoje osiągnięcia z poprzedniego, notując aż sześć asyst i jedną bramkę. Obok Messiego jest on najlepszym asystentem w lidze, a Barcelona nie kończyła jeszcze meczu bez wyraźnego wpływu na wynik duetu Alba-Messi. Bolączką Zidane’a będzie znalezienie recepty na powstrzymanie Lionela. Argentyńczyk przy okazji ostatniej wizyty na Bernabeu, zapakował gospodarzom dwie bramki, przy ostatniej ostentacyjnie prezentując swoją koszulkę kibicom Los Blancos. Do tego zadania, wyznaczona będzie właściwie cała defensywa Królewskich. Swoistym plastrem Messiego, może być jednak Casemiro. Jest on pewniakiem do rozpoczęcia meczu od pierwszych minut. Aby wykazać jego niezbędność, wystarczy cofnąć się do meczu, który dla Rafy Beniteza był ostatnim gwoździem do trumny. Hiszpan przy okazji Klasyku na obiekcie Realu, zrezygnował z desygnowania do gry Casemiro, a jego podopieczni ulegli 0 – 4 fenomenalnej Barcelonie. Zawodnicy w białych koszulkach byli kompletnie nieporadni w zdominowanym przez Katalończyków środku pola, a przyczynę upokorzenia znaleziono w braku zawodnika o charakterystyce Brazylijczyka.

ZMIANA LIDERÓW

Wracając do odmienności sobotniego starcia względem dwumeczu w Superpucharze Hiszpanii, w Realu Madryt zmienili się także gracze wiodący. Największy regres wpływu na grę zaliczył prawdopodobnie Marco Asensio. Po roku dozowania gry, wydawało się, że strzelając dwie piękne bramki w obu meczach przebojem wedrze się do once de gala Zidane’a. Rzeczywistość jednak brutalnie zweryfikowała piłkarza noszącego imię na cześć Marco Van Bastena. Po magicznym początku, strzelał coraz mniej, grał więcej cichych meczów, a Zizou po powrocie Cristiano do gry, co raz częściej rezygnował z jego usług. Zasługę względnego uratowania początku w lidze, przypisywano Isco. I nie było stwierdzone na wyrost. Malagijczyk kreatywnością rozbijał szyki rywala i pobudzał do ataków ospałych piłkarzy w białych trykotach. Ostatnie mecze pokazują regres formy ofensywnego pomocnika. Wrócił on do swych starych, złych przyzwyczajeń – długie przetrzymywanie piłki, zwalnianie akcji i wykonywania niezrozumiałych “kółeczek” z piłką przy nodze. Dziś jego występ nie jest już pewny, a jego miejsce mógłby zająć wspomniany wcześniej Dani Ceballos.

Czynnikiem, który mocno komplikuje nam rozgryzienie przebiegu spotkania, jest jego godzina. Aby przypodobać się rynkowi azjatyckiemu, władze ligi zdecydowały się na rozegranie tak ważnego spotkania najwcześniej w ich historii, o godzinie 13. Zaburza to w dużym stopniu prace trenerom i wytrąca z tradycyjnego rytmu przygotowania do meczu zawodników. W jedynym spotkaniu, jakie Barca rozgrywała w tym sezonie o tak wczesnej porze, Duma Katalonii zremisowała z Celtą Vigo. Real Madryt nie miał okazji zagrać meczu w południe. Z pewnością spotkania przy sztucznym oświetleniu ogląda się lepiej, niż te, w których słońce lub jego brak decyduje o naświetleniu murawy. Barcelona przyjeżdza na Bernabeu z trzecią największą zaliczką punktową w historii, a Real chcąc zachować marzenia o obronie mistrzostwa kraju, musi wygrać z nożem na gardle.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.