To już nie tylko gra dwóch nestorów. La Liga na start!

skysports.com

Od trzech lat żadna niehiszpańska drużyna nie zdołała wygrać jakiegokolwiek międzynarodowego trofeum: dwa triumfy Realu w Lidze Mistrzów przedzieliło zwycięstwo Barcelony; w maju po trzeci z kolei puchar Ligi Europy sięgnęła Sevilla; Superpuchar Europy to już niemal wewnętrzny hiszpański turniej – trzeci rok z rzędu mierzyły się w nim dwa kraje z Półwyspu Iberyjskiego. W zeszłym sezonie supremacja Hiszpanów sięgnęła jednak zenitu – z 18 starć między hiszpańskimi a zagranicznymi klubami tylko raz górą byli ci drudzy (w półfinale Ligi Europy Liverpool wyeliminował Villareal, lecz i tak w finale przegrał z Sevillą). Czy dziś startuje najsilniejsza liga świata? Odpowiedź może być tylko twierdząca. A kto może ją wygrać?

Barcelona, czyli mała rewolucja

Luis Enrique wyciągnął wnioski z grzechów ubiegłorocznej kampanii i mocno przemeblował kadrę. Duma Katalonii wreszcie zatroszczyła się o szeroką oraz jakościową ławkę rezerwowych, której od lat brakowało na Camp Nou. „Operacja 22” – tak brzmiała jedna z sierpniowych okładek Mundo Deportivo. Do Barcelony trafili bowiem czterej zawodnicy z rocznika ’93: Denis Suarez, Andre Gomes, Samuel Umtiti oraz Lucas Digne. Z klubu odeszło zaś gro graczy, którzy w ogóle nie byli brani pod uwagę w planach Luisa Enrique: Vermaelen, Adriano, Tello, Song czy Montoya. Jedynym poważnym ciosem dla Barcy pozostaje więc opuszczenie granatowo-bordowego pokładu przez Daniego Alvesa. Lukę po nim wypełnić mają Sergi Roberto z Aleixsem Vidalem.

A to wcale nie koniec ofensywy transferowej Dumy Katalonii. Kibice Blaugrany wciąż czekają na nazwisko nowego napastnika, trwają bowiem poszukiwania rezerwowego dla tridente MSN. Coraz głośniej mówi się o Paco Alcazerze z Valencii, jednak włodarze klubu co rusz podkreślają, iż transfer rezerwowego napastnika jest niesamowicie trudną operacją. Przy Les Corts żyją również rywalizacją o miano katalońskiego portero – jeden z pary ter StegenBravo będzie musiał odejść. Mówi się, że Chilijczyk jest już nawet po słowie z Manchesterem City, zaś Barca negocjuje z Diego Alvesem oraz Jasperem Cillessenem. W sercu Katalonii małe trzęsienie ziemi.

Jak na razie wszystko idzie jednak zgodnie barcelońskim z planem. W środę Leo Messi podniósł pierwsze trofeum w sezonie – Superpuchar Hiszpanii (Azuglana dwukrotnie pewnie pokonała Sevillę: 2:0, 3:0) – a w starciach z Sevillistas błyszczał zwłaszcza mocno krytykowany za poprzedni rok Arda Turan. Presezon w ogóle daje powody do optymizmu: Barca ograła najpierw Celtic (3:1), potem Leicester (4:2), w starciu z Liverpoolem (0:4) zaliczyła natomiast wpadkę, lecz należy traktować ją jako wypadek przy pracy, bowiem Blaugrana szybko zmazała bowiem plamę, pokonując Sampdorię (3:2) w Trofeo Gamper oraz zdobywając wspomniany Superpuchar Hiszpanii. Od powrotu z wakacji w świetnej formie znajduje się też Messi – rozdrażniony klęską w Copa America Centenario, jest w pełni zmotywowany, głodny gry i sukcesów. Jego Barcelona za moment rozpocznie walkę o siódme w ciągu dekady i już trzecie z rzędu mistrzostwo. Perspektywy są co najmniej obiecujące. Jeżeli mielibyśmy szukać faworyta tegorocznej edycji La Liga, zdecydowanie powinniśmy udać się do Katalonii.

Real Madryt, czyli siła spokoju

Los Blancos podczas wakacji najgłośniej było przy okazji Superpucharu Europy („Królewscy” wygrali po świetnym spotkaniu i dogrywce 3:2 z Sevillą). Jednak gdyby nie to, na dwa miesiące moglibyśmy równie dobrze zapomnieć o istnieniu stołecznego klubu. Brak spektakularnych transferów to rzecz na Bernabueu wydawałoby się wręcz nie do pomyślenia. Może Florentino Perez pojechał na urlop? Real w tym okienku pozostał zadziwiająco bierny: „Królewscy” odzyskali jedynie Alvaro Moratę z Juventusu oraz Marco Asensio z Espanyolu (obaj wrócili z wypożyczeń). Z klubu odszedł za to Jese, który przeniósł się do PSG za 25 mln euro. Real do końca był niby w grze zarówno o Paula Pogbę, jak i o Andre Gomesa, jednak w kluczowych momentach bardziej zdeterminowani okazywali się rywale (odpowiednio Manchester United i Barcelona). Zinedine Zidane postawił zatem na stabilizację i utrzymanie składu, który zeszłego roku sięgnął po undecimę w Lidze Mistrzów. Jeżeli plan „Zizou” się jednak nie powiedzie, będzie to tylko cisza przed burzą.

Zidane nie zamierza zmieniać ani składu, ani taktyki. Na Bernabeu zapanował spokój. Kibiców Los Blancos martwić może jedynie kontuzja Cristiano Ronaldo jeszcze z finału Euro. Spekuluje się, że CR7 wróci do gry na drugą lub trzecią kolejkę. Znając możliwości Portugalczyka, szybko dojdzie jednak do optymalnej dyspozycji. W tej części Madrytu lato leniwe jak nigdy, ale czy zwiastuje to spokojny sezon?

Atletico Madryt, czyli niedokończony sen 

Gdy w 2014 roku Atletico Madryt sensacyjnie wygrało Primera Division, wielu sądziło, iż to tylko jednorazowy wyskok. Tego samego roku Atleti znalazło się jednak także w finale Ligi Mistrzów i było zaledwie o 60 sekund od wielkiego triumfu. Po sezonie drużyna miała się rozpaść, wszak z klubu odeszły największe gwiazdy z Diego Costą na czele. Jednak Los Colchoneros utrzymali poziom – od czterech lat co roku meldują się na podium ligi, a w zeszłym sezonie po raz drugi zagrali o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Znów byli o krok od nieba, lecz na drodze jeszcze raz stanął im rywal zza miedzy – Real. Tylko triumf w Champions League dzieli Diego Simeone od zwieńczenia swojego dzieła na Vicente Calderon.

Do ubiegłorocznego mistrza, Barcelony, Atletico straciło ledwie 3 punkty. Do drugiego Realu, dwa. Podium La Ligi jeszcze nigdy nie było tak ciasne. Czwarta drużyna zeszłego sezonu, Villareal, do Los Indios straciła zaś 24 punkty. Przepaść. Nie ma wątpliwości, iż i w tym roku Atleti znacznie bliżej będzie do czołówki niż do ligowego peletonu, bowiem La Liga to już nie tylko gra dwóch nestorów. Narodziła się nowa siła, której dawni suwereni muszą się mocno obawiać. To Atletico, ale i Antoine Griezmann. Francuz po niezwykle udanych mistrzostwach Europy (tytuł MVP turnieju oraz miano króla strzelców) wymieniany jest jako „czarny koń” w tegorocznym plebiscycie do Złotej Piłki.

Na chwilę obecną na transfery Atletico wydało więcej niż Real i Barca, bo aż 81 mln. Diego Simeone zdaje sobie sprawę, że Fernando Torres najlepsze dni ma już za sobą, dlatego na Vicente Claderon w zamian za 30 mln i wypożyczenie Luciano Vietto sprowadzony został Kevin Gameiro z Sevilli, który stworzyć ma zabójczy francuski atak z Antoine’em Griezmannem. Z Benfiki przywędrował zaś skrzydłowy Nicolas Gaitan, a z Serie A Chorwat Sime Vrsajlko na lewą obronę. Obyło się również bez większych strat. Ze znaczących transferów “z klubu” (poza wspomnianym Vietto) do Swansea odszedł tylko Borja Bastón. W zeszłym roku piętą achillesową Los Colchoneros był atak (aż o 50 bramek strzelonych mniej od Barcy czy Realu), Gameiro z Gaitanem powinni jednak rozwiązać ten problem. Tak silne El Atleti jeszcze nie było. Czy to czas na apogeum mocy Rojblancos i uwieńczenie projektu Cholo Simeone?

***

W ramach pierwszej kolejki Barca zagra u siebie z Betisem, Real czeka trudny wyjazd do San Sebastian, Atleti zaś podejmie na własnym boisku powracającego po 10 latach do najwyższej klasy rozgrywkowej beniaminka Deprotivo Alaves. Rozgrywki zainauguruje natomiast dzisiejsze starcie Malagi z Osasuną. Na Gran Derbi z kolei przyjdzie nam trochę poczekać – aż do pierwszego weekendu grudnia. Wówczas na Camp Nou zawitają „Królewscy”. Blaugrana na Santiago Bernabeu pojawi się zaś w dniach 22-23 kwietnia. Klucz do tytułu? – Mistrzostwo wygrywa i przegrywa się nie w meczach z Realem, tylko w Bilbao czy na Anoeta – powiedział niegdyś Dani Alves. Zaczynajmy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *