Vejvoda, holenderscy kibice i dolary, czyli europejskie puchary w wykonaniu Legii

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Koniec lat 60 to bardzo dobry okres dla polskich zespołów w europejskich pucharach. Zarówno Legia jak i Górnik Zabrze uzyskiwały wyniki, jakich nikt się nie spodziewał. Co jednak stało za sukcesem stołecznej drużyny?

Nowy trener

W 1966 roku swoją pracę w Legii rozpoczął Jaroslav Vejvoda. Przez wielu piłkarzy był on uznawany za najlepszego trenera przy Łazienkowskiej w historii. W przeciągu zaledwie 3 lat doprowadził on klub z Warszawy do wybitnego poziomu. Częściowo była to na pewno zasługa świetnych zawodników, którzy w tamtym czasie grali w tym zespole – Deyna, Gadocha czy Brychczy to tylko niektórzy z nich. Dużo ważniejsze było jednak rewolucyjne, jak na polskie warunki, podejście Czecha.

Vejvoda postanowił położyć większy nacisk na trening z piłką oraz taktykę. Opanowane do perfekcji 4-3-3 pozwalało Legii dominować w lidze. Kolejną niespodziewaną rzeczą było przywiązanie uwagi do odnowy biologicznej. Vejvoda stwierdził, że każdy zawodnik musi korzystać po treningu z basenu. Problem był jeden – Legia w tamtym czasie basenu nie posiadała.

Deyna

Kolejną ważną decyzją była zmiana pozycji Kazimierza Deyny. Jak doskonale wiadomo, okoliczności w których piłkarz trafił do stołecznego klubu były dość kontrowersyjne. Mimo to, Vejvoda zrobił wszystko co mógł, aby kariera młodego zawodnika rozwijała się jak najlepiej. Po pierwsze, Deyna został cofnięty do rozegrania. Po drugie, Czech przekonał Brychczego aby ten kontynuował swoją karierę i wprowadzał Deynę w świat futbolu. Te z pozoru proste działania spowodowały, że Kazimierz został jednym z najlepszych rozgrywających swojego pokolenia.

Lotniskowy incydent

W 1969 roku Polskę opanowała euforia związana z Legią i Górnikiem. Obie drużyny radziły sobie wyśmienicie w europejskich pucharach. Legia miała zmierzyć się z Feyenordem. Pierwszy mecz odbył się w Warszawie. Tamtejsi kibice byli mocno zdziwieni tym, jak kibicują Holendrzy. Przede wszystkim wielką nowością były różnego rodzaju akcesoria – szaliki, czapki czy flagi. W socjalistycznej Polsce budziło to wielkie zdziwienie. Wynik 0:0 stawiał Legionistów w niezbyt dobrej sytuacji.

Po pierwszym meczu stwierdzono, że piłkarze warszawskiej drużyny najpierw polecą do Berlina, gdzie tamtejszy zespół przekaże im więcej informacji na temat rywala. Okazało się jednak, że wylot do Niemiec o mały włos w ogóle by się nie odbył. Podczas szczegółowej kontroli na lotnisku u zawodników znaleziono niezgłoszone dolary. Grotyński, bramkarz Warszawiaków, przyznał się do kontrabandy, mimo że jak stwierdził później, nie cała waluta była jego. Dopiero po poręczeniu prezesa Legii i interwencji władz piłkarze byli w stanie opuścić kraj. Oczywiście taka sytuacja mocno wpłynęła na koncentrację. Legia przegrała mecz 2:0 i odpadła z europejskich pucharów. Gdyby nie „lotniskowa przygoda” rozgrywki mogłyby się potoczyć całkiem inaczej.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.