Panathinaïkós – klub bardziej polski niż myślisz

Grecki Panathinaïkós zdecydował się na wypożyczenie Tymoteusza Puchacza z niemieckiego Unionu Berlin. Reprezentant Polski ma się z kim porównywać. Przed laty Polacy poprowadzili aktualnego lidera greckiej ligi do wielu sukcesów.

Panathinaïkós jest jednym z najbardziej utytułowanych greckich klubów w historii. Założona 3 lutego 1908 roku organizacja w swojej historii zdobyła 20 tytułów mistrza Grecji – po raz pierwszy w sezonie 1929/30 – a także 19 razy triumfowała w rozgrywkach Pucharu Grecji. Ośmiokrotnie zdarzyło się natomiast, by Panathinaïkós zdobył tzw. podwójną koronę, czyli w jednym sezonie wygrał zarówno rozgrywki ligowe jak i krajowego pucharu. Na arenie międzynarodowej największymi sukcesami klubu były: finał Pucharu Europy w sezonie 1970/71 oraz dwa awanse do 1/2 finału tych rozgrywek (z czasem przekształconych w Ligę Mistrzów). Na przestrzeni lat przez ten klub przewinęło się kilku Polaków, którzy w roli zawodników lub trenerów walnie przyczynili się do licznych sukcesów.

Dalsza część newsa pod materiałem wideo

„Trener Tysiąclecia” przecierał szlaki

Polską przygodę z „Koniczynkami” zainaugurowała prawdziwa legenda naszego futbolu. Kazimierz Górski po „nieudanych” Igrzyskach Olimpijskich zakończonych „zaledwie” srebrnym medalem został zwolniony z funkcji selekcjonera reprezentacji Polski. Kolejnym etapem było rozpoczęcie zagranicznej kariery. Sezon 1976/77 jako trener Panathinaïkósu rozpoczął Brazylijczyk Aymoré Moreira (mistrz świata z 1962 roku), który jednak rozstał się z klubem po 12. kolejkach ligowych. W dwóch kolejnych spotkaniach zespół prowadził duet Antónis Migiákis – Níkos Tzounákos, a od 15. serii spotkań zatrudniony został Górski.

Polakowi udało się podporządkować sobie podzielony zespół, który za kadencji poprzedniego szkoleniowca nie spisywał się zbyt profesjonalnie. Mało tego, tamten sezon zakończył się wielkim sukcesem – Panathinaïkós sięgnął po drugą w historii klubu podwójną koronę (pierwsza w sezonie 1968/69). W 34 spotkaniach nowy mistrz Grecji zgromadził 54 punkty i o dwa „oczka” wyprzedził drugi w tabeli Olympiakós Pireus. W krajowym pucharze natomiast „Koniczynki” okazały się lepsze w meczu finałowym od PAOK-u Saloniki. Mecz zakończył się zwycięstwem 2:1, a gola na wagę tytułu w 83. minucie strzelił Odysséas Vakális.

W kolejnym sezonie mistrz Grecji wystartował w Pucharze Europy. Dotychczas w tych rozgrywkach Panathinaïkós największy sukces odniósł w sezonie 1970/71, gdy dotarł do finału, w którym uległ holenderskiemu Ajaxowi Amsterdam z legendami holenderskiego futbolu w składzie – Johanem Cruyffem i Johanem Neeskensem. Kazimierzowi Górskiemu niestety nie udało się nawet zbliżyć do tego rezultatu. Pewne problemy zaczęły się już w I rundzie. W pierwszym, wyjazdowym spotkaniu z maltańską Florianą padł remis 1:1. Na szczęście dla Greków w rewanżu nie dali szans rywalowi i wygrali pewnie 4:0. Ta sztuka nie udała się w kolejnej rundzie, gdy ich rywalem był belgijski Club Brugge. Po porażce 0:2 w Belgii w rewanżu mistrz Grecji wygrał tylko 1:0 i już w październiku zakończył zmagania w europejskich pucharach.

Istniało życie po Panathinaïkósie

Nie najlepiej sytuacja wyglądała również w lidze, którą „Koniczynki” zakończyły na najniższym stopniu podium i zakwalifikowały się do eliminacji Pucharu UEFA. Górskiemu nie udało się również obronić Pucharu Grecji. Mało tego, Panathinaïkós nie awansował nawet do najlepszej ósemki zmagań. Po sezonie Polak pożegnał się z klubem, czemu towarzyszyła spora niechęć zawodników do jego osoby. Pobyt w Atenach, okraszony przecież dwoma tytułami, wzmocnił pozycję Górskiego w Grecji. W kolejnych latach legenda polskiego futbolu wywalczyła z Olympiakósem Pireus kolejne trzy mistrzostwa Grecji i jeden krajowy puchar. Trzeci Puchar Grecji Górski wygrał jako szkoleniowiec AGS Kastoriá. Na zakończenie bogatej kariery trenerskiej przez kolejne dwa lata utrzymał w elicie Ethnikós Pireus.

Ogromny sukces w Pucharze Europy

Kariera Górskiego w Grecji była naprawdę udana, jednak jego asystent i późniejszy następca na fotelu selekcjonera reprezentacji Polski nie okazał się słabszy. Jacek Gmoch został zatrudniony 1 lipca 1983 na stanowisku szkoleniowca Panathinaïkósu. Polak wówczas miał już za sobą pracę m.in. w PAS Giánnina (lata 1979-81) i GS Apóllon Smýrnis (1981-82) i wreszcie w AE Lárissa. Ten ostatni klub w sezonie 1982/83 doprowadził do niespodziewanego, pierwszego w historii wicemistrzostwa kraju.

Pierwszy sezon zakończył się podwójną koroną. W lidze Panathinaïkós wyprzedził o trzy punkty Olympiakós i wywalczył prawo gry w Pucharze Europy. W finale krajowego pucharu Gmoch wygrał 2:0 ze swoim byłym zespołem – AE Lárissa. Ze względu na zajęcie dopiero szóstego miejsca w poprzednim sezonie „Koniczynki” nie występowały w sezonie 1983/84 w europejskich pucharach. Kolejna kampania wynagrodziła jednak z nawiązką tamtą posuchę. Sytuacja prezentowała się wówczas następująco

  • wygrana 2:1 i bezbramkowy remis w dwumeczu I rundy z holenderskim Feyenoordem Rotterdam
  • zwycięstwo 2:1 i remis 3:3 w II rundzie z północnoirlandzkim Linfield FC
  • remis 2:2 w pierwszym meczu i wygrana 1:0 w rewanżu w ćwierćfinałowej potyczce ze szwedzkim IFK Göteborg.
  • porażka 0:4 na wyjeździe i 0:1 u siebie w półfinale z Liverpoolem.

Greckie życie Jacka Gmocha

W rozgrywkach krajowych nie udało się Gmochowi powtórzyć osiągnięć z poprzedniego sezonu. Panathinaïkós uplasował się na drugiej pozycji tracąc trzy punkty do PAOK-u Saloniki, z którym Polak przegrał także w półfinale Pucharu Grecji. Jak się finalnie okazało, były to ostatnie momenty Polaka w Panathinaïkósie. Zastąpił go Czech Pietr Packert. Gmoch jednak nie opuścił stolicy Grecji, bo przeniósł się do AEK-u. W kolejnych latach pracy w Grecji Polak wywalczył jeszcze jedno mistrzostwo kraju (w sezonie 1987/88 z AE Lárissa) oraz dwa wicemistrzostwa (w sezonie 1985/86 z AEK-iem i w sezonie 1988/89 z Olympiakósem).

Co intrygujące, epilog przygody Gmocha z Panathinaïkósem nie nastąpił w czerwcu 1985 roku. 25 lat później przebywający na trenerskiej emeryturze i pracujący jako komentator oraz ekspert telewizyjny Gmoch nieoczekiwanie został wezwany na pomoc przez swojego dawnego pracodawcę. Po zwolnieniu Nikólaosa Niópliasa były selekcjoner reprezentacji Polski został tymczasowym trenerem „Koniczynek”. Ostatecznie zakończyło się tylko na jednym spotkaniu ligowym, w którym Panathinaïkós wygrał 4:2 z Iraklísem Saloniki. Działacze PAÓ fotel pierwszego trenera powierzyli Portugalczykowi Manuelowi Jesualdo Ferreirze. Szkoda wielka, że finalnie zakończyło się tylko na jednym spotkaniu. Gdyby działacze poczekali jeszcze kilka dni, to Gmoch zasiadłby na ławce w spotkaniu Ligi Mistrzów z FC Barceloną.

Od trenerów do piłkarzy

Początkowo koncentrowaliśmy się na Polakach, którzy jako trenerzy zapisali się w historii Panathinaïkósu. Przełom lat 80. i 90. postawił nas w nowej sytuacji. W wyniku przemian ustrojowych zdecydowanie łatwiejszy okazał się wyjazd polskich piłkarzy do klubów zagranicznych. Grecja w kolejnych latach okazała się bardzo popularnym kierunkiem dla naszych rodaków.

W 1990 roku do Aten trafili dwaj piłkarze dotychczas związani przede wszystkim z Górnym Śląskiem – a konkretniej z Górnikiem Zabrze i Ruchem Chorzów. Jeszcze w rundzie wiosennej sezonu 1989/90 za milion marek Panathinaïkós wykupił z Ruchu Krzysztofa Warzychę. 25-letni wówczas napastnik miał za sobą kilka lat występów w polskiej pierwszej lidze okraszone mistrzostwem kraju oraz tytułem króla strzelców zdobytymi tuż przed emigracją. Transfer ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Warzycha w 21 spotkaniach strzelił 14 goli, a Panathinaïkós sięgnął po mistrzostwo kraju wyprzedzając finalnie o trzy punkty drugi AEK Ateny.

Tuż po tej zwycięskiej kampanii do Aten z Zabrza sprowadzony został 27-letni bramkarz Józef Wandzik, wówczas 32-krotny reprezentant Polski. Zarówno Wandzik, jak i Warzycha błyskawicznie stali się podstawowymi zawodnikami Panathinaïkósu, z którym przez kolejne lata osiągali wiele sukcesów. Zaczęło się fantastycznie. Sezon 1990/91 zakończył się piątą w historii klubu podwójną koroną. W lidze PAÓ było bezkonkurencyjne osiągając na koniec rozgrywek osiem punktów przewagi nad drugim Olympiakósem. W finale krajowego pucharu zaś zespół Polaków bez większych problemów poradził sobie z Athinaïkósem (3:0 w pierwszym meczu i gol Warzychy oraz 2:1 w rewanżu). Sam Warzycha w swoim pierwszym, pełnym sezonie w Grecji strzelił 18 goli i został wicekrólem strzelców greckiej ekstraklasy. Żeby jednak nie było za słodko, przygoda w europejskich pucharach zakończyła się wielką klapą. Mistrz Grecji odpadł w I rundzie eliminacji Pucharu Europy po przegranych 0:3 i 1:2 z Lechem Poznań.

Tłuste lata na krajowym podwórku

Na kolejne mistrzostwo Grecji Panathinaïkós musiał poczekać do sezonu 1994/95. Poprzednie trzy sezony zakończyły się odpowiednio trzecim miejscem w lidze oraz dwoma wicemistrzostwami. Na otarcie łez pozostały dwa Puchary Grecji zdobyte po finałach z Olympiakósem (1:0 w finale po golu Warzychy) oraz AEK-iem Ateny (zwycięstwo po rzutach karnych). Sam Warzycha nie zwalniał tempa – w sezonie 1992/93 w 33 spotkaniach strzelił 32 gole, co wówczas wystarczyło zaledwie na drugą pozycję w klasyfikacji strzelców. Swoją premierową koronę króla strzelców Polak zdobył rok później, strzelając 31 spotkaniach 24 bramki.

W 1995 roku po golu Warzychy z rzutu karnego w 118. minucie finałowego starcia Pucharu Grecji z AEK-iem Panathinaïkós wygrał te rozgrywki po raz trzeci z rzędu. Tym razem nie był to jedynie triumf pocieszenia. „Koniczynki” absolutnie zdominowały rozgrywki greckiej ekstraklasy, zdobywając w sezonie 1994/95 w 34. spotkaniach aż 83 punkty, co przełożyło się na 16 punktów przewagi nad wicemistrzem kraju. Warzycha drugi raz z rzędu sięgnął po koronę króla strzelców, strzelając tym razem 29 goli w 33 rozegranych spotkaniach ligowych.

Mało kto się spodziewał, że zdobycie kolejnej podwójnej korony stanowiło powolny kres sukcesów Panathinaïkósu w greckiej ekstraklasie. Sezon 1995/96 przyniósł jeszcze kolejne mistrzostwo kraju, jednak już rok później nadeszła katastrofa w postaci zaledwie piątego miejsca w lidze. Na kolejne mistrzostwo Grecji „Koniczynki” czekały aż do 2004 roku.

W Europie pierwsze śliwki robaczywki

Przez długie lata Panathinaïkós nie był w stanie połączyć sukcesów na arenie krajowej z dobrymi wynikami w europejskich pucharach. Pierwszym wartym uwagi był sezon 1991/92, w którym awansowali do fazy grupowej Pucharu Europy eliminując po drodze islandzki Fram (2:2, 0:0) i szwedzki IFK Göteborg (2:0, 2:2). W grupie z włoską Sampdorią, jugosłowiańską Crveną zvezdą oraz belgijskim Anderlechtem zajęli ostatnie miejsce, notując aż cztery remisy i dwie porażki. Wówczas Wandzik zagrał we wszystkich dziesięciu spotkaniach w tych rozgrywkach, a Warzycha wystąpił tylko czterokrotnie nie notując żadnego trafienia. W kolejnych trzech sezonach maksimum możliwości Panathinaïkósu była II runda Pucharu UEFA lub Pucharu Zdobywców Pucharów.

Kapitalny sezon w Lidze Mistrzów Panathinaïkósu

Przełomowym, ale także i historycznym sezonem dla PAÓ na arenie międzynarodowej był sezon 1995/96. Awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów był skutkiem bardzo wyrównanego dwumeczu z chorwackim Hajdukiem Split zakończonego dwoma remisami (0:0 i 1:1 – awans dzięki korzystniejszemu bilansowi bramek na wyjeździe). W grupie było już zdecydowanie lepiej. Grecy rywalizację zakończyli na pierwszej pozycji zdobywając w starciach z francuskim Nantes, portugalskim FC Porto i duńskim Aalborg BK 11 punktów (trzy wygrane, dwa remisy, jedna porażka). Co ciekawe, Panathinaïkós wówczas rozegrał w fazie grupowej aż siedem spotkań. W 1. kolejce zespół ten przegrał 0:1 z Dynamem Kijów, który finalnie został wykluczony z rozgrywek za korupcję. W jego miejsce dołączony został mistrz Danii.

Drabinka fazy pucharowej podarowała nam w 1/4 finału kapitalny pojedynek Warzychy i Wandzika z ówczesnym mistrzem Polski Legią Warszawa. Po pierwszym spotkaniu w Warszawie zakończonym bezbramkowym remisem zapachniało niespodzianką, jednak rewanż w Atenach nie pozostawił już żadnych wątpliwości. Dublet Warzychy oraz trafienie Juana José Borrelliego przyniósł awans do 1/2 finału Ligi Mistrzów, co stanowi powtórzenie sukcesu z sezonu 1984/85, gdy Panathinaïkós do półfinału Pucharu Europy doprowadził Jacek Gmoch.

Mistrz Grecji w Amsterdamie zaskakująco postawił się Ajaxowi i dzięki trafieniu Warzychy wrócił na swój teren z jednobramkową zaliczką. Rewanż zakończył się jednak wielkim zawodem i porażką 0:3. Warzycha w tamtym sezonie Ligi Mistrzów opuścił tylko jedno spotkanie grupowe i z sześcioma golami na koncie zajął drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Polak w fazie grupowej strzelił trzy gole – dwa z Nantes i jeden z Aalborgiem, a w fazie pucharowej dołożył dublet z Legią i jedno trafienie z Ajaxem. Wandzik tradycyjnie strzegł bramki Panathinaïkósu we wszystkich spotkaniach fazy grupowej i pucharowej. Zabrakło go tylko w dwumeczu eliminacyjnym z Hajdukiem.

Zmiana pokoleniowa między słupkami

Pomimo braku kolejnych mistrzostw trudno traktować kolejne lata jako czas wielkich porażek Panathinaïkósu. Poza piątym miejscem w sezonie 1996/97 w latach 1997-2003 zespół ten zdobył cztery wicemistrzostwa kraju i dwa brązowe medale po zakończeniu zmagań ligowych na najniższym stopniu podium. Dorzucić do tego trzeba aż trzy przegrane finały Pucharu Grecji. W międzyczasie w „Koniczynkach” następowała zmiana pokoleniowa. Wandzik z czasem mógł liczyć na coraz mniejszą liczbę występów, a jego miejsce zajmowała kolejna z legend PAÓ Antónios Nikopolídis. W swoim pożegnalnym sezonie Wandzik w lidze zanotował sześć występów oraz zagrał we wszystkich ośmiu spotkaniach Ligi Mistrzów, które Panathinaïkós rozegrał w sezonie 1998/99. Grecy wówczas zajęli ostatnie miejsce w grupie z Dynamem Kijów (2:1, 1:2), RC Lens (0:1, 1:0) i Arsenalem (1:2, 1:3).

Wandzik rozegrał jeszcze dwa sezony w barwach GS Apóllon Smýrnis i AS Athinaïkós, po czym zakończył karierę. Przez dziewięć lat gry w koszulce Panathinaïkós Wandzik zanotował łącznie w 249 spotkaniach greckiej ekstraklasy, a w europejskich pucharach zagrał 46 razy (pod uwagę brane są występy w eliminacjach Ligi Mistrzów, fazie zasadniczej Ligi Mistrzów, w Pucharze UEFA oraz Pucharze Zdobywców Pucharów). Na koniec najważniejsza statystyka – Wandzik wraz z Panathinaïkósem trzykrotnie został mistrzem Grecji, zdobył trzy krajowe puchary oraz wywalczył trzy wicemistrzostwa kraju. Po zakończeniu kariery piłkarskiej Wandzik pracował m.in. jako szkoleniowiec w greckich klubach z niższych lig.

Momenty chwały Igora Sypniewskiego

Odejście Wandzika nie spowodowało jednak, że Warzycha został jedynym Polakiem reprezentującym barwy Panathinaïkósu. Po udanym półroczu do Aten z AO Kavála sprowadzony został Igor Sypniewski. Przez niecałe trzy lata występów w zielonej koszulce Polak furory co prawda nie zrobił, miewał jednak naprawdę udane momenty. W lidze zagrał w 53 meczach, strzelił osiem goli i wraz ze swoim klubem sięgnął po dwa wicemistrzostwa Grecji. Momentem przez który Sypniewski może być pamiętany przez kibiców Panathinaïkósu do dzisiaj nastąpił jednak na arenie europejskiej. We wspomnianym wyżej starcie PAÓ w fazie grupowej Ligi Mistrzów w sezonie 1998/99 Sypniewski miał swój moment chwały. Dwukrotny reprezentant Polski w meczu z Arsenalem pokonał Davida Seamana strzelając honorowego gola w przegranym 1:3 starciu.

W kolejnych latach Sypniewski w rozgrywkach Ligi Mistrzów występował również przeciwko m.in. Juventusowi, Manchesterowi United i Valencii. Jak wspominał po latach w wywiadach, wcale nie czuł się słabszy od znacznie bardziej utytułowanych zawodników. Z czasem niestety zaczęły ujawniać się poważne problemy osobiste Sypniewskiego, które ostatecznie złamały jego dobrze zapowiadającą się karierę. Epilog jest bardzo smutny – Sypniewski zmarł 4 listopada 2022 roku w wieku zaledwie 47 lat.

Gol Sypniewskiego od 1:58

Czas leci, pojawiają się następcy

Czasy się zmieniały, a Warzycha wciąż był podstawowym strzelcem Panathinaïkósu. Swoją szalenie wysoką pozycję w hierarchii greckiej piłki Polak potwierdził w sezonie 1997/98, gdy wywalczył koronę król strzelców zdobywając aż 32 bramki. Co naturalne, z upływem lat jego statystyki były coraz gorsze. Mówienie o kryzysie jest jednak narażeniem się na śmieszność. Owszem, bramek było już zdecydowanie mniej, jednak aż do 2001 roku Warzycha w każdym kolejnym sezonie zdobywał około dziesięciu goli w sezonie ligowym. Są to statystyki o których pomarzyć mógłby niejeden napastnik. Na arenie międzynarodowej udana dla niego, jak i dla całego Panathinaïkósu, była kampania z sezonu 2000/01. Grecy wówczas dotarli aż do drugiej fazy grupowej Ligi Mistrzów, co w praktyce oznacza, że zakończyli zmagania w czołowej szesnastce całych rozgrywek. Jeszcze większy sukces Panathinaïkós odniósł w kolejnym sezonie, jednak wówczas Warzycha grał już „ogony”. W tamtym czasie narodziła się jednak polska gwiazda, która szybko pokazała swój potencjał.

Udanymi występami w barwach Polonii Warszawa Emmanuel Olisadebe zapracował na transfer do Panathinaïkósu, barwy którego reprezentował aż do końca 2005 roku. 24 gole w lidze stanowią przyzwoity dorobek, jednak ten powinien być zdecydowanie wyższy. Przeszkodą okazało się kruche zdrowie i problemy z kolanem pochodzącego z Nigerii reprezentanta Polski. Popularny „Emsi” miał się jednak z czego cieszyć, zwłaszcza gdy spojrzymy na jego występy w europejskich pucharach. Zaczęło się od sezonu 2001/02, w którym Panathinaïkós dotarł aż do ćwierćfinału.

Podbój Europy „Emsiego”

Na tym etapie rozgrywek Grecy musieli uznać wyższość „Dumy Katalonii”, chociaż w pierwszym meczu na swoim terenie wygrali 1:0 po golu Ángelosa Bassinása. Od początku rewanżu zapach sensacji coraz intensywniej unosił się nad Camp Nou. Już w ósmej minucie dwubramkowe prowadzenie w dwumeczu dla PAÓ dał Michális Konstantínou. Ostatecznie jednak zakończyło się porażką 1:3 po golach Luisa Enrique i Javiera Savioli. Olisadebe w obu tych spotkaniach wszedł z ławki, a wcześniej wystąpił również przeciwko m.in. FC Porto, Realowi Madryt, Schalke 04 i Arsenalowi. To właśnie w starciach z dwoma ostatnimi zespołami Polak strzelił po jednym golu.

W kolejnym sezonie Panathinaïkós musiał skupić się „zaledwie” na rozgrywkach Pucharu UEFA, w którym jednak pokazał się ze świetnej strony. Grecy idąc od I rundy ogrywali kolejno:

  • bułgarski Litex Łowecz (0:1, 2:1 – po dogrywce)
  • tureckie Fenerbahçe (1:1, 4:0)
  • czeski Slovan Liberec (2:2, 1:0 – gol Olisadebe w pierwszym meczu)
  • belgijski Anderlecht (3:0, 0:2 – dwa gole Olisadebe w pierwszym meczu).

W 1/4 finału czekał na nich bardzo mocny wówczas FC Porto z José Mourinho na ławce trenerskiej. Dość nieoczekiwanie pierwszy mecz rozegrany w Portugalii zakończył się jednobramkową wygraną Panathinaïkósu. W 73. minucie z lewej strony boiska dośrodkował Joonas Kolkka, a Olisadebe celną główką pokonał Vítora Baíe. W rewanżu jednak przyszły triumfator całych rozgrywek odrobił straty i awansował do najlepszej czwórki zwyciężając po dogrywce.

Kruche zdrowie snajpera

Olisadebe w kolejnych latach zanotował jeszcze kilka występów na poziomie fazy grupowej Ligi Mistrzów. W sezonach 2003/04 i 2004/05 jego zespół kończył zmagania grupowe na trzeciej pozycji, co przedłużało grę w europejskich pucharach na niższym szczeblu. W obu przypadkach jednak Grecy przegrywali już w III rundzie Pucharu UEFA. Polskim kibicom, a szczególnie tym z Krakowa, Olisadebe dał się w znaki w sierpniu 2005 roku. Wisła Kraków wówczas była bardzo bliska historycznego awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzów, jednak finalnie odpadła po dogrywce w Atenach. Olisadebe strzelił po jednym golu w pierwszym oraz drugim spotkaniu walnie przyczyniając się do kolejnej promocji do elity. Panathinaïkós wówczas zajął ostatnie miejsce w grupie z FC Barcelona, Werderem Brema i Udinese Calcio. Były to jednak już ostatnie chwile „Emsiego” w Grecji – targany ciężkimi urazami kolana reprezentant Polski zimą przeszedł do angielskiego Portsmouth.

Jak zostać legendą? Bilans kariery Krzysztofa Warzychy

Kluczowy z naszej perspektywy wydaje się natomiast sezon 2003/04 zakończony kolejną podwójną koroną. Od tego momentu Panathinaïkós zdobył jeszcze tylko jedno mistrzostwo kraju – w sezonie 2009/10. W tej kampanii Olisadebe zagrał tylko w dziewięciu meczach ligowych, w których strzelił trzy gole. Ogromnym sukcesem z profesjonalnym sportem pożegnał się Warzycha. Na zakończenie swojej bogatej kariery Polak zagrał w pięciu spotkaniach. Jego licznik występów na boiskach greckiej najwyższej klasy rozgrywkowej zatrzymał się na 390 występach. Plasuje go to na drugiej pozycji w klasyfikacji wszech czasów tego klubu. Polak jest natomiast absolutnym liderem klasyfikacji strzelców Panathinaïkósu, co bezsprzecznie jest powodem dumy dla obserwatorów historii polskiego futbolu. W latach 1990-2004 Warzycha strzelił na ligowych boiskach 244 gole. Do tego wszystkiego doliczyć należy 21 bramek w europejskich pucharach (nie licząc czterech goli w eliminacjach Ligi Mistrzów). Ostateczna lista osiągnięć Warzychy w barwach Panathinaïkósu prezentuje się następująco:

  • 5x mistrzostwo Grecji – 1989/90, 1990/91, 1994/95, 1995/96 i 2003/04
  • 6x wicemistrzostwo Grecji – 1992/93, 1993/94, 1997/98, 1999/00, 2000/01 i 2002/03
  • 5x Puchar Grecji – 1990/91, 1992/93, 1993/94, 1994/95, 2003/04
  • 3x finalista Pucharu Grecji – 1996/97, 1997/98 i 1998/99
  • 2x Superpuchar Grecji – 1993, 1994
  • 1/2 finału Ligi Mistrzów – 1995/96
  • 1/4 finału Ligi Mistrzów / Pucharu Europy – 1991/92, 2001/02
  • 1/4 finału Pucharu UEFA – 2002/03
  • 3x król strzelców greckiej ekstraklasy – 1993/94, 1994/95 i 1997/98
  • 3x wicekról strzelców greckiej ekstraklasy – 1990/91, 1992/93 i 1995/96

Rok Macieja Bykowskiego

Pomiędzy odejściami Warzychy i Olisadebe w PAÓ pojawił się kolejny polski zawodnik. Przed rozpoczęciem sezonu 2004/05 z OFI Kreta sprowadzony został Maciej Bykowski, który w przeszłości zdobył m.in. mistrzostwo Polski z Polonią Warszawa. Polski napastnik w historii klubu zdecydowanie się nie zapisał. Gdy pojawiał się na boisku, to nie zawodził i strzelał kolejne bramki. Jego statystyki w lidze zatrzymały się jednak na zaledwie sześciu występach i czterech golach. W tamtym sezonie Bykowski zagrał jeszcze w czterech spotkaniach wstępnych rund Pucharu Grecji.

Huśtawka nastrojów Malarza

Na kolejnego Polaka w Panathinaïkósie czekaliśmy do sezonu 2007/08. Wówczas „Koniczynki” za około pół miliona euro sprowadziły Arkadiusza Malarza, który dzięki występom w AO Xánthi wyrobił sobie w Grecji dużą markę. W poprzednim sezonie Polak został uznany najlepszym bramkarzem całej ligi. Malarz ustanowił również nowy rekord całych rozgrywek – nie stracił gola w siedmiu kolejnych spotkaniach ligowych. Początki w Atenach Polak miał bardzo udane. Malarz od początku sezonu 2007/08 mógł liczyć na grę w bramce Panathinaïkósu w lidze i Pucharze UEFA. Malarz zagrał wówczas m.in. w spotkaniach grupowych z hiszpańskim Atlético Madryt i  szkockim Aberdeen. Grecy ostatecznie dotarli do III rundy, kiedy ulegli szkockiemu Rangers FC.

W greckiej ekstraklasie w 2007 roku Polak wystąpił w ośmiu spotkaniach. W tym czasie jego drużyna straciła zaledwie dwa gole (!). Niestety, na początku kolejnego roku Malarz stracił miejsce w składzie i nie odzyskał go już do samego końca. W kolejnym sezonie polski bramkarz został wypożyczony do OFI Kreta, a do Panathinaïkósu finalnie już nigdy nie wrócił. Jego klub zakończył wówczas sezon zasadniczy na trzeciej pozycji. W barażu o awans do Ligi Mistrzów zapewnił sobie wicemistrzostwo Grecji.

Bolesna przygoda Wawrzyniaka w Panathinaïkósie

Na początku 2009 roku do Panathinaïkósu wypożyczony z Legii Warszawa został Jakub Wawrzyniak. PAÓ w tamtym momencie stanowiło trzecią siłę greckiej ekstraklasy. Dodatkowo, po wygraniu grupy w Lidze Mistrzów z Interem, Werderem Brema i Anórthossisem szykował się do 1/8 finału rozgrywek, co samo w sobie jest oczywistym sukcesem. 14-krotny wówczas reprezentant Polski wystąpił w obu spotkaniach z hiszpańskim Villarrealem, które zakończyły się nieznaczną porażką Greków (1:1 i 1:2). W lidze Wawrzyniak uzbierał dziewięć występów. W pewnym momencie jednak jego pobyt w Grecji zamienił się w prawdziwy koszmar.

Wawrzyniak po spotkaniu ze AO Xánthi otrzymał pozytywny wynik testu antydopingowego. W praktyce zakończyło pobyt Polaka w Panathinaïkósie, do którego i tak był zaledwie wypożyczony. Na całe szczęście dla zawodnika cała sprawa zakończyła się stosunkowo krótkim zawieszeniem po którym mógł kontynuować karierę. Powrotu do Aten już jednak nie było. Mimo wszystko Wawrzyniak z całą śmiałością może nazywać siebie wicemistrzem Grecji i to pomimo absencji w końcówce sezonu. Podobnie jak w poprzednim sezonie Panathinaïkós po zakończeniu sezonu zasadniczego znajdował się na najniższym stopniu podium. Również i tym razem baraż o awans do Ligi Mistrzów przyniósł drugą lokatę na koniec zmagań.

Życie bez Polaków

W kolejnych latach blisko Panathinaïkósu był m.in. Sławomir Peszko, jednak na następnego Polaka w zielonych barwach musieliśmy poczekać aż do przełomu 2022 i 2023 roku. W ostatnich dniach Tymoteusz Puchacz został wypożyczony do PAÓ z niemieckiego Unionu Berlin. Zarówno zawodnik, jak i wielu kibiców, ma nadzieje na regularne występy w Grecji. A jakim klubem stał się Panathinaïkós w czasie, gdy jego barw nie reprezentował żaden Polak?

W kolejnym sezonie po odejściu Wawrzyniaka Panathinaïkós sięgnął po ostatnią podwójną koronę. Od tego momentu PAÓ sięgnęło jeszcze po dwa Puchary Grecji – w sezonach 2013/14 i 2021/22. Rzeczywistość jest jednak taka, że Panathinaïkós wypadł z czołówki greckiej ekstraklasy. Świadczą o tym występy z ostatnich lat – po raz ostatni na podium zespół ten znalazł się na koniec sezonu 2016/17. Ostatnie wicemistrzostwo pojawiło się zaś dwa lata wcześniej.

Również i starty w europejskich pucharach nie były zbyt imponujące. W minionej dekadzie Panathinaïkós raz zagrał w fazie grupowej Ligi Mistrzów i trzykrotnie w fazie grupowej Ligi Europy. Co ciekawe, w trwającym sezonie byliśmy bardzo blisko pojedynku zdobywcy Pucharu Grecji z Rakowem Częstochowa. Ateńczycy jednak po remisie 1:1 i porażce 0:2 w rewanżu odpadli ze Slavią Praga. Czeski zespół finalnie kosztem wicemistrza Polski awansowała do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy.

Co zastanie Puchacz w Panathinaïkósie?

W ostatnich latach w Panathinaïkósie brakowało Polaków. Nie oznacza to jednak, że klub ten pozostał pozbawiony polskich śladów. Wiele z tych powiązań dotyczy byłych i obecnych zawodników Legii Warszawa. Między innymi Carlitos i Mattias Johansson reprezentowali barwy tego klubu. Swego czasu do Panathinaïkósu wypożyczony ze stołecznego klubu został Dominik Nagy. W tym samym kierunku ostatnio poszedł Benjamin Verbič, znany z występów w Legii Warszawa. W wyniku wybuchu wojny na Ukrainie Słoweniec był wypożyczony z Dynama Kijów właśnie do stołecznego klubu. Po półroczu spędzonym w PKO Ekstraklasie zdecydował się przyjąć ofertę PAÓ. Zaliczając bardziej lub mniej udanych pobytach w Trójmieście swoją karierę w Panathinaïkósie postanowili kontynuować João Nunes i Achilléas Poúngouras. Ten pierwszy zdecydował się na transfer w 2019 po trzech dobrych sezonach w barwach Lechii Gdańsk. Poúngouras, który występuje w PAÓ do teraz, na wypożyczeniu w Arce Gdynia zanotował tylko trzy występy.

Od 17 czerwca 2021 roku trenerem Panathinaïkósu jest Serb Igor Jovanović. Dość nieoczekiwanie jego podopieczni po 15 kolejkach zajmują pozycję lidera. Ich przewaga nad drugim AEK-iem Ateny wynosi cztery punkty. Trzeci PAOK Saloniki traci zaś już dziesięć „oczek”, co stanowi solidną zaliczką przed dalszą rywalizacją. Wszystko wskazuje na to, że głównym konkurentem do gry dla Puchacza będzie Juan Carlos Pérez López. 32-letni Hiszpan w tym sezonie zanotował 13 występów i jednego gola w lidze. Do najlepszych strzelców Panathinaïkósu zaliczają się natomiast Hiszpan Aitor Cantalapiedra (osiem bramek) oraz Słoweniec Andraž Šporar (pięć goli).


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.