Real Madryt

Powroty bywają trudne – Real Madryt i jedenastka graczy, powracających z wypożyczenia

Dziennikarz “Muno Deportivo”, Ferran Martinez złożył pełną jedenastkę z graczy, którzy latem mogą za darmo zasilić FC Barcelonę. Możliwość sprowadzania z powrotem wypożyczonych piłkarzy może okazać się trafną odpowiedzią na panujący kryzys w świecie futbolu. Z tym problemem lepiej radzi sobie odwieczny rywal “Blaugrany” – Real Madryt. Niemniej jednak zespół z Madrytu jest zabezpieczony i latem także może sięgnąć po zawodników, którzy wraz z końcem czerwca wrócą do macierzystego klubu. Kto z nich okaże się prawdziwym asem?

30 czerwca “Los Blancos” pożegnają Alphonse Areole, który po rocznym pobycie w Hiszpanii wraca do ojczyzny. Brak Francuza w kadrze oznaczałby szansę dla młodego Andrji Łunina, który po nieudanym epizodzie w Realu Valladolid, zaczął zgarniać dobre noty na zapleczu La Liga. 21-latek potrzebował minut, których brakowało rok temu w Leganes i na Estadio José Zorrilla, a które otrzymał w drugoligowym Realu Oviedo. Mobilizacja była spora, bo widmo spadku z Segunda Division pukało do drzwi “Los Azules”. Kto wie, czy gdyby nie zawieszenie sezonu Łunin miałby szansę zatrzeć wspomnienia z jesieni. Choć na papierze Ukrainiec jest już jedną nogą w Madrycie, to aktualnie niewiele wskazuje, by w stolicy Hiszpanii zatrzymał się na dłużej.

Różnorodność w linii destrukcji

Z pewnością tego nie można powiedzieć o Achrafie Hakimim, który swój dwuletni pobyt w Dortmundzie może wspominać jedynie z uśmiechem na twarzy. Znakomita dyspozycja 21-latka momentalnie została zauważona przez największych europejskich potentatów. Głos jednak należał do Realu Madryt, który przedłużył umowę Marokańczyka do 2023 roku, wierząc, że już w następnym sezonie okaże się wymiernym wzmocnieniem kadry Zidane’a. Hakimi w obecnym sezonie zagrał dla Borussii Dortmund 37 spotkań, strzelając przy tym siedem bramek i asystując partnerom dziesięć razy. Mimo sporej poprawy w ofensywie, z defensywą u 21-latka bywa różnie. Być może to kwestia dość wysokiej gry w ustawieniu niemieckiego klubu, być może usposobienie, do którego przyzwyczaił się jeszcze w Madrycie u boku bardziej doświadczonego Carvajala. Jedno jest pewne – w Realu o miejsce w podstawowej jedenastce będzie musiał walczyć z każdą minutą na boisku. Wszechstronność może okazać się znaczącą przewagą.

O tym, że Valladolid nie należy do najprzyjemniejszych miejsc dla piłkarzy Realu Madryt, przekonał się również Javi Sanchez. Hiszpan w lipcu ubiegłego roku zamienił rezerwy “Los Blancos”, – w których pełnił funkcję kapitana – na ekipę legendarnego Ronaldo. Jak pokazał czas, tak jak w przypadku Łunina, Sanchez również większość czasu spędził poza boiskiem. Spory wkład w taki rezultat miały dwie kontuzję, które wykluczyły 23-latka z walki o skład późnym latem. Tylko jeden występ w Pucharze Króla w dorobku Sancheza wygląda blado i takim argumentem posłużyła się Valencia, która zimą za zgodą Realu Valladolid chciała przejąć wypożyczenie defensora. Problemy kadrowe zmusiły ekipę z Mestalla do poszukiwań budżetowych rozwiązań. Inny plan miał Real Madryt. Choć zespół z Santiago Bernabeu docenia swojego wychowanka, tak dziś na powrót jest jeszcze zbyt wcześnie. Identycznie jak w przypadku Jesusa Vallejo wypożyczonego do Granady. Tam miał odzyskać blask, który utracił podczas pobytu w Wolverhampton. Do tego nie doszło z powodu panującej pandemii, która nie ułatwiła zadania Realowi w kontekście przyszłości 23-latka. Jego umowa wygasa z końcem czerwca i do dzisiaj brak informacji jakoby została przedłużona.

Odkrycie, czy jedynie atrakcja?

Sergio Reguilon to kolejne nazwisko warte zapamiętania. Po tym, gdy otrzymał szansę od Julena Lopetegui’ego, większość czasu spędził pod skrzydłami Santiago Solariego, którego dobrze znał za czasów gry w Castilli. Po powrocie Zidane’a stracił miejsce w składzie, a po transferze Ferlanda Mendy’ego został wypożyczony do Sevilli prowadzonej przez człowieka, który postawił na niego w Madrycie. Tam momentalnie się odnalazł, zaliczając natychmiastowy progres. 23-latek stał się niepodważalnym elementem układanki hiszpańskiego szkoleniowca, zachwycając nie tylko “Sevillistas”, ale i postronnych widzów La Liga. Dziś niewiele wskazuje, by ta “miłość” miała się zakończyć. Jak nietrudno zauważyć, jego przyszłość jest w Realu bądź w Sevilli, nigdzie indziej. Mowa oczywiście o pomyśle zrodzonym w Madrycie odnośnie kolejnego wypożyczenia, jednakże poza obszar Hiszpanii. Tak, by zminimalizować liczbę starć bezpośrednich. O to jednak może być trudno, bo takie rozwiązanie nie przypadło do gustu samemu piłkarzowi. O kluczowe miejsce w obecnej kadrze Realu również nie jest łatwo. Mendy prezentuje się okazale, a Marcelo to ikona, którą ciężko będzie przesunąć na boczny tor. Do głosu dojdzie Zinedine Zidane i to on zdecyduje, czy 23-latek będzie mu potrzebny już w najbliższej kampanii.

Japoński Messi, eksplozja talentu i zakurzony “Złoty Chłopiec”

Latem “Galacticos” wypuścili z klubu również  japońską rewelację. Takefusa Kubo i jego transfer momentalnie rozbudziły hiszpańskich kibiców. 18-latek w przeszłości był członkiem katalońskiej La Masii, o czym szybko przypomniała prasa. Japoński Messi – jak nazywa go rzesza fanów – dał popis swoich umiejętności podczas okresu przygotowawczego w USA. Real Madryt zdał sobie sprawę, że mimo wieku, świeżo upieczony reprezentant kraju musi wypłynąć na szerokie wody. Tym samym zamiast gry w Castilli, Kubo trafił na wypożyczenie do Mallorki. Tam mimo problematycznego początku, wynikającego po części z wyższego ustawienia z czasem grał już tylko częściej i efektywniej. Łącznie zgromadził 24 ligowe występy, trzy bramki i trzy asysty. – Moje preferencje są jasne, móc grać na Bernabeu w koszulce Realu Madryt. Wszystko zależy ode mnie, aby mieć miejsce w Realu.

O słabości “Los Blancos” do “Złotych Chłopców” nikomu nie trzeba przypominać. Jednym z nich w 2017 roku był Dani Ceballos, który po udanym okresie w Betisie przeniósł się na Santiago Bernabeu. Wcześniej z reprezentacją do lat 21 na boiskach w Polsce zgarnął wicemistrzostwo świata, zostając najlepszym zawodnikiem turnieju. Pobyt w Madrycie Hiszpanowi nie służył od początku. Przegrywał rywalizację z Isco oraz Kovaciciem, a gdy pojawił się Valverde, stało się jasne, że potrzeba zmiany. Ani Lopetegui, ani Solari, a z pewnością Zizou nie widzieli zbyt pokaźnej roli dla Ceballosa w swojej koncepcji. Real poniekąd odkładając decyzję o przyszłości młodego pomocnika, wypożyczył go do londyńskiego Arsenalu. W barwach “Kanonierów” rozegrał łącznie 24 mecze, na co miała wpływ przedłużająca się kontuzja odniesiona jesienią. Choć na boisku potrafił zaskakiwać, szybko przystosował się do reszty drużyny. Mimo dość chwiejnej postawy Hiszpana, ten swym przebłyskiem dalej potrafi oczarowywać kolejnych pracodawców. Tym samym na brak zainteresowania na rynku transferowym narzekać nie może. W Madrycie w środku pola rywalizacja jest spora nawet mimo próby odsunięcia wiekowego Modricia, skreślenia Jamesa, czy pożegnania się z Kovaciciem. Wydaje się, że czas 23-latka w Madrycie dobiega końca, czego nie można powiedzieć o dwa lata młodszym Martinie Odegaardzie.

“Być albo nie być”

Zawodnik stawia sprawę jasno. Myślę, że uda nam się wypełnić dwuletnie zobowiązanie, które zawarliśmy – mówił dla “AS-a” prezes Realu Sociedad, Jokina Aperribaya. Dla radia “COPE” dodał: Planujemy już przyszłość. Szanse na to, że Odegaard odejdzie do Realu Madryt są zerowe. Wprawdzie włodarz baskijskiego klubu ma po części rację, tak ostateczna decyzja należy do Realu Madryt. “Los Blancos” latem za drobną opłatą mogą ściągnąć do siebie 21-latka, jeśli zajdzie taka potrzeba. Chociaż sam piłkarz również wolałby najbliższy sezon spędzić w San Sebastian, nie chce popełniać błędu z przeszłości. Norweg w tym sezonie szczególnie zachwyca. Choć głównie na boisku spełnia się w roli typowej “dziesiątki”, tak i gra bliżej prawego skrzydła nie jest mu obca. Odegaard przede wszystkim jest piłkarzem aktywnym na placu gry. Potrafi ciągnąć zespół w trudnych momentach, zagrać otwierającą piłkę do napastników, czy nawet wspomóc partnerów pressingiem na połowie rywala. Martin jest również zawodnikiem charakternym, co w dużej mierze zawdzięcza dość szybkiej integracji z poważną piłką. Dziś nie tylko na boisku, ale również w głowie jest piłkarzem gotowym na Real Madryt… ale czy klub jest gotowy na Odegaarda?

 Pójść w ślady Jese nie jest trudno

W 2016 roku zapowiadany jako przyszłość w ofensywie Realu. U boku Zinedine’a Zidane’a w Castilli prowadzony na naturalnego następcę Benzemy, a być może i kolejnego Raula. Borje Mayorala obycia miał nauczyć Wolfsburg, do którego został wypożyczony tego samego lata i… o tym epizodzie wolelibyśmy zapomnieć. Kierunkiem, zmieniającym oblicze Hiszpana miało być Levante. Umowa z “Żabami” mogła zakończyć się transferem definitywnym już po pierwszym roku, jeśli ten zachwyci w Walencji. Tak się jednak nie stało. W 23 ligowych meczach w obecnym sezonie strzelił zaledwie pięć bramek. Mayoral nie był pierwszym wyborem w ustalaniu formacji ofensywnej Levante, nie był również graczem przesądzającym losy spotkania. Choć, co prawda klub może mu zawdzięczać punkty w starciach z Realem Sociedad, czy Celtą Vigo. To zbyt mało, by myśleć o grze dla “Los Blancos”, co klub ze stolicy zdążył już zaakcentować. Kontrakt Hiszpana wygasa latem 2021 roku i mimo braku zapisu o pierwokupie, Real wie, że to ostatni dzwonek, aby na Hiszpanie jeszcze zarobić. W prasie mówi się, że właśnie z tego powodu latem ma wrócić do Madrytu.

Alberto Soro to inny kaliber w porównaniu do wyżej wymienionych. Hiszpan w lipcu ubiegłego roku podpisał z Realem pięcioletnią umowę. Negocjacje do najłatwiejszych nie należały, bo “Blanquillos” pozostają w kiepskiej sytuacji finansowej, w czym nie pomagają podatki. Wyjęcie młodego skrzydłowego z rąk Realu Saragossa kosztowało “Galacticos” zaledwie 2,5 mln euro. Głównie dlatego, iż Real Madryt zgodził się, by Soro został w Saragossie do końca sezonu i pomógł w awansie do La Ligi. Jak pokazał czas – pomógł i teraz będzie mógł z czystą kartą zacząć budować karierę w Madrycie. Choć na stałe miejsce w pierwszym zespole nie ma co liczyć, tak zespół może poznać od zaplecza, grając dla Castilli u boku Rodrygo.

Rozwiązanie sprawy Odegaarda?

Stawkę zamyka Oscar Rodriguez wypożyczony z Realu do Leganes w 2018 roku. 21-latek w czerwcu zostanie rozliczony ze swojego dwuletniego pobytu na Municipal de Butarque. Możemy chwalić Hakimiego, czy Odegaarda, lecz również Oscar może sezon 2019/2020 zaliczyć do przełomowych. Zwykł grać w środkowej strefie boiska, choć zimą Javier Aguirre sprawdzał Hiszpana również na flance. W tym sezonie w 26 ligowych meczach zdobył siedem bramek i dwa razy asystował. Warto zaznaczyć, że mówimy o zespole bijącym się o utrzymanie. O zespole, który tracąc Braithwaite’a na rzecz “Dumy Katalonii” pozbył się filara swojej i tak kiepskiej ofensywy, którą próbował dyrygować… Oscar. To również 21-latek widnieje tuż za Leo Messim w statystyce najczęściej strzelających celnie z dystansu. Narzekać mógł jedynie na kreatywność reszty zespołu, bo sam wyrastał poza możliwości drużyny. To też pozostawia znak zapytania nad przedłużeniem współpracy na linii Real Madryt – Leganes. Hiszpan potrzebuje lepiej przystosowanego dla siebie miejsca. Takim mógłby być Real Sociedad. Baskowie nie myślą o rozstaniu z Odegaardem, jednakże jeśli do tego dojdzie, to trzeba będzie wprowadzić w życie plan awaryjny. Tym miałby zostać Kubo bądź wspomniany Oscar.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.