Na straży romantyzmu. Mallorca, ulatniającym pięknem hiszpańskiego futbolu [FELIETON]

Mallorca

fot. RCD Mallorca

W dobie rządzącego pragmatyzmu piękno doceniamy na każdym kroku. Hiszpański polot wciąż unosi się nad boiskami LaLiga, chociaż przestał być w cenie. Mallorca wróciła, by o piękno powalczyć.

To mieszanka, która może – lecz nie musi – być jednym z objawień sezonu. Oczekiwania nie są zbyt wysokie. Głównym celem utrzymanie dywizji. Uniknięcie spadku tuż po uzyskaniu premii do pierwszej ligi. Nie udało się dwa sezony temu. Teraz awansowali z drugiego miejsca, plasując się tuż za Espanyolem. Luis Garcia Plaza sprostał oczekiwaniom, dając kibicom wiele radości. Jednocześnie zdążył poczuć smak porażki. Czy wtedy, gdy stracił mistrzostwo na rzecz ekipy z Barcelony, mimo że miał je na wyciągnięcie ręki. Czy później, gdy w lipcu Iberostar opuścił nastoletni Luka Romero, wielka nadzieja i najmłodszy zawodnik w historii LaLiga.

I przy tym na chwilę się zatrzymajmy. Mallorca próbowała za wszelką cenę utrzymać Lukę, porównywanego do swojego rodaka Lionela Messiego. Ten jednak ofertę odrzucił i wybrał Lazio. Papierowa konstrukcja jednych przekonuje, innych odrzuca. – Czas pokaże, czy Luka Romero się mylił, gdy pojechał do Rzymu – rzucił szkoleniowiec w odpowiedzi na pytania dziennikarzy. Wprawdzie do piłkarza żalu nie ma, ale tego samego nie można powiedzieć o zarządzie, który zdaniem trenera zbyt pochopnie wprowadził nastolatka na rynek.

Ekipa z Balearów do czołówki wraca bogatsza o doświadczenie. Pachnie trochę populistyczną gadką, aczkolwiek koloryt też się znajdzie. Mowa o inwestycji, których zabrakło podczas ostatniego pobytu w LaLiga. Dziś w kadrze znajdziemy zawodników z przeszłością na najwyższym szczeblu w kraju. Znajdziemy piłkarzy młodych, głodnych rywalizacji i gotowych walczyć o siebie, bo przecież część z nich niebawem wróci do macierzystych klubów.

Młodzi i gniewni

Latem zakończono wypożyczenia postaci istotnych dla minionej kampanii, takich jak Ante Budimir, Stoichkov, czy Josep Sene. Udało się wykupić z Getafe Amatha Ndiaye za 3 mln euro i to może cieszyć. Solidny zawodnik za rozsądną cenę i bez procentu z przyszłego transferu. Getafe na lodzie, a to dopiero początek.

Mallorca sięgnęła po doświadczonego Rodrigo Battaglie (Sporting), ale i Pablo Maffeo (Stuttgart), czy Fer Nino (Villarreal). Wszyscy na hiszpańską wyspę przeprowadzili się na zasadach wypożyczenia. Maffeo to jedna z rewelacji ubiegłego sezonu w barwach Hueski. Nino, mierzący 1,90m wzrostu potrzebuje minut, bo nie łapie się do kadry Emery’ego. Nie można zapomnieć o Takiefusie Kubo. Zawodnik Realu Madryt po kiepskiej przygodzie w Villarrealu i Getafe wrócił do Mallorki, w której grał rok wcześniej. Dla Japończyka to znany teren i świetny kierunek. Dla beniaminka – solidne wzmocnienie.

Prawdziwą okazję udało się ustrzelić, sprowadzając Kang-ina Lee i Matthew Hoppe’a. Ex-piłkarz Valencii. Jeszcze w ubiegłym roku był twarzą nowego projektu Petera Lima, a teraz na odpowiedni tory chce wrócić w Mallorce, z którą związał się na cztery lata. Na fali jest za to Amerykanin, który jeszcze nie tak dawno z narodową kadrą świętował złoto.

Koreańczyk budzi największe emocje. Mestalla opuścił tylnymi drzwiami, Lim ponownie o sobie przypomniał i raz jeszcze w negatywnym świetle, choć w myśl idei – z niewolnika nie ma pracownika, postąpił prawidłowo. Nietoperze jednak nie zarobią ani euro, bo 20-latek na Baleary trafił z wolnego transferu. Jak to racjonalnie wytłumaczyć? Byłoby ciężko, chociaż nie umniejsza to Mallorce, która zareagowała błyskawicznie. Los Bermellones mają zyskać na kreatywności. Uniwersalność może okazać się kluczem, bo Kang-in Lee może występować zarówno w środku pola, jak i bliżej skrzydła. Przy rotacji ustawieniem jest to strzał w dziesiątkę, a i 37-letni Salva Sevilla, czy 33-letni Dani Rodriguez do najmłodszych nie należą.

Gdzie jest granica?

Wszelkie współprace kwitną, a osoby odpowiedzialne za klub są usatysfakcjonowane skokiem jakości i konkurencyjnością, która idzie wraz z nowymi nabytkami. To jednak nie symulacja, a rzeczywistość. Przebudowana kadra, ociekająca młodością. Wielki potencjał z przodu aż oko samo się cieszy. Bez większej historii, tu i teraz. Granica cienka, a przejść na drugą stronę jest łatwo. Wrócić już trudniej. Spore zmiany niosą ryzyko.

Mallorca raczy nas czymś, co powoli idzie w odstawkę. Daje nam odskocznię, której zaczęliśmy potrzebować. Przy ratującym ligę Elche i Cadiz, ale i zdobywającym upragnione mistrzostwo Atletico. Przy Barcelonie i Realu Madryt, które zaskakują jedynie fragmentami. Czy w końcu, choćby przy Granadzie lub Levante, wyrastającymi po burzy, by ponownie schować się w otoczkę pragmatyzmu. Siła wyższa. Liczy się wynik, bo to jest biznes. Zawsze był, ale do hiszpańskiej piłki, przyciągnęła nas magia. Ta swawolna Mallorca daje nam odetchnąć i niech tak będzie. Cieszmy się, bo to chwile ulotne. Huesca przecież też próbowała, a skończyła w Segundzie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *