Najbardziej zapadające w pamięć czerwone kartki – główka Zidana, błyskawiczny Gerrard i wiele innych

espn.co.uk

System karania zawodników żółtymi i czerwonymi kartkami jest z nami już od pół wieku. W tym czasie kartki stały się jednym ze stałych elementów wyposażenia sędziego i wiele zmieniły, nie tylko w piłce, ale i światowym sporcie. Przypomnijmy sobie zatem te najbardziej zapadające w pamięć. (Artykuł imienia Sergio Ramosa)

Najsłynniejsze czerwienie w historii

Zacznijmy może zatem od tych najbardziej znanych czerwonych kartek. Wielcy piłkarze często bywali zsyłani z boiska i w akompaniamencie gwizdów kierowali się do szatni. Czerwień dla największych gwiazd zawsze wywoływała dyskusje, jak choćby przykład niesportowego zachowania Ronaldo w fazie grupowej Ligi Mistrzów, kiedy to Portugalczyk ze łzami w oczach opuszczał murawę. Zajmiemy się jednak zsyłkami do szatni, które były nieco bardziej brzemienne w skutkach i odbiły się szerokim echem w piłkarskim świecie:

Karne z głowy

Rok 2006, Berlin, finał Mistrzostw Świata. W 110. minucie dogrywki doszło do spięcia pomiędzy Marco Materazzim i Zinedinem Zidanem. Minęła krótka chwila i sędzia pokazał Francuzowi czerwoną kartkę. Po powtórce wszystko stało się jasne – bohater mundialu uderzył Włocha głową i tak zakończył swoją karierę. Francja przegrała po rzutach karnych, a Zizou mógł tylko spojrzeć na puchar, który mijał w drodze do szatni. Tak z kibicami pożegnała się najlepsza łysina wśród piłkarzy.

Najlepszy bramkarz wśród napastników

Jak już przy mundialach jesteśmy, to pora na wyczyn Luisa Suareza. Urugwajczyk najwidoczniej podpatrywał na treningach reprezentacji Fernando Muslerę, bo w trakcie ćwierćfinałowego meczu z Ghaną zabawił się w bramkarza. W końcówce spotkania w pięknym stylu wybronił uderzenie jednego z zawodników. Sędzia wskazał oczywiście na jedenasty metr, ale grający fantastyczny turniej Gyan trafił w poprzeczkę. Później w rzutach karnych to Urugwaj okazał się lepszy i Afryka po raz kolejny mogła oglądać półfinały na ekranie telewizora.

Błyskawiczny Gerrard

Angielskie boiska to idealne miejsce do poszukiwania najbardziej znanych “czerwieni” w historii. Zacznijmy od Stevena Gerrarda, który w trakcie meczu z Manchesterem United długo nie kazał czekać czerwoną kartkę. Kapitan “The Reds” pojawił się na boisku na początku drugiej połowy i już po 38 sekundach dostał “one way ticket” do szatni. Umyślnie bardzo ostro wszedł w rywala i sędzia nie miał żadnych wątpliwości.

Mściwy Keane

Roy Keane to typ, z którym definitywnie nie warto zadzierać. Najwidoczniej nie wiedział o tym Alf-Inge Haaland (tak, ojciec tego sławnego Erlinga Haalanda), który zaszedł mu za skórę. Pewnie nie przypuszczał również, że jest on aż tak pamiętliwy. Żeby lepiej zrozumieć sytuację cofnijmy się do roku 1997. Wtedy to Leeds podejmowało Manchester United. W trakcie jednego ze starć Keane zderzył się z Haalandem i upadł na murawę. Ojciec sławnego napastnika stanął nad leżącym rywalem i powiedział “wstawaj i nie udawaj”. Jak się później okazało Keane wcale nie udawał, lecz doznał bardzo bolesnej kontuzji. Kapitan “Czerwonych Diabłów” nabawił się urazu więzadeł krzyżowych, ale dokładnie zapamiętał słowa Norwega. Na zemstę czekał cztery lata…

Derby Manchesteru. Do końca spotkania pozostało pięć minut. Pod linią boczną doszło do walki o piłkę i Keane brutalnie wszedł w kolano rywala. Haaland nie był w stanie grać dalej, a gracz Manchesteru otrzymał czerwoną kartkę, a później również karę finansową i zawieszenie na trzy spotkania. Burzę wywołała jednak biografia Keana wydana rok później.

Czekałem wystarczająco długo. Kopnąłem go bardzo mocno. Tam była piłka (jak myślę). “Weź to pod uwagę pi**o. I nie stój więcej nade mną szydząc z symulowanych kontuzji.”

FA ponownie musiała zatem ukarać kapitana drużyny z Manchesteru. Tym razem było to 5 meczów kary i grzywna w wysokości 150000 funtów. Keane i tak nie żałował swojego zachowania:

On mnie źle potraktował, a ja wyznaję zasadę: “oko za oko”.

PS. Właśnie to wejście zakończyło karierę Alf-Inge Haalanda

 

 

Najdziwniejsze czerwone kartki

Tutaj historii znajdzie się mnóstwo. Wyrzucenie z boiska za nazwisko? Proszę bardzo. Trzy żółte kartki potrzebne do czerwonej? Nie ma sprawy. Trzy czerwone dla jednego zawodnika? Ależ proszę, oto i te kuriozalne przypadki:

What?

Czy zdarzyło się wam kiedyś, że wasze nazwisko przeszkadzało w waszej karierze? Raczej chcemy, żeby pomagało. Taki Piłsudski czy Jagiełło mogą mieć łatwo w polityce. W Anglii kłopot ze swoim nazwiskiem miał pewien piłkarz. Do bardzo dziwnego incydentu doszło w spotkaniu pomiędzy Hemel Hempstead Town a East Thurrock United, gdzieś w odmętach angielskiego futbolu. Arbiter postanowił wyrzucić z boiska zawodnika, po tym jak ten wypowiedział swoje nazwisko.

Arbiter najpierw ukarał piłkarza gospodarzy, Sancheza Watta, żółtą kartką, a chwilę później wyrzucił go z boiska. Watt pierwszą kartkę otrzymał za niesportowe zachowanie, ale drugie napomnienie było całkowicie niesłuszne. Sędzia zapytał gracza o jego nazwisko, aby mógł zapisać je w notesie. Piłkarz odpowiedział w sposób, który sędzia uznał za obraźliwy i sięgnął po drugą kartkę. Piłkarz powtarzał ciągle “Watt, Watt”, co sędzia zrozumiał jako “What, What” (po angielsku “Co? Co?”). Widząc całą sytuację kapitan gospodarzy wytłumaczył sędziemu, że Watt to nazwisko i kara została cofnięta.

Nowe zasady

Na Mistrzostwach Świata w Niemczech sędzia Graham Poll postanowił wprowadzić nowe zasady do współczesnego futbolu. W meczu Chorwacja – Australia wyrzucił on Josipa Simunicia nie po drugiej, lecz po dopiero trzeciej żółtej kartce. Tak to wydarzenie komentował Sepp Blatter, ówczesny prezydent FIFA:

Darzę pełnym zaufaniem komitet sędziowski, który ocenia pracę arbitrów. Nie potrafię zrozumieć, jak czterech ludzi z drużyny sędziowskiej: arbiter, dwóch asystentów i techniczny dopuścili do czegoś takiego?! To wyglądało, jakby mieli całkowite zaćmienie.

Nam również ciężko jest to wytłumaczyć. Ciekawy jest natomiast fakt, że Simunić mógł wcale nie otrzymać czerwonego kartonika. Tuż po meczu Poll został poinformowany o całym zajściu i kompletnie zgłupiał. Na szczęście Chorwat postanowił wyciągnąć do Anglika pomocną dłoń. Dosłownie. Podszedł on do arbitra, ironicznie podziękował za mecz i przeklął w jego kierunku.

Ten pokazał mu trzecią żółtą i, w konsekwencji, czerwoną kartkę.

Czerwień w nadmiarze

Zawodnik, który otrzymał najwięcej czerwonych kartek? Zapewne wielu z was wymieni Ramosa, Pepe, Davidsa, ale nie o to nam chodzi. Być może nie doprecyzowałem, ale chodzi o piłkarza, który dostał najwięcej czerwonych kartek w jednym meczu. Tak, tak, to jak widać możliwe. Sytuacja miała miejsce w Szkocji. Piłkarz Dundee United, Andy McLaren otrzymał nie jedną, nie dwie, ale aż trzy czerwone kartki!

Zawodnik najpierw musiał opuścić boisko za uderzenie przeciwnika w twarz. Niestety, emocje nie opuściły Andy’ego i schodząc z placu gry uderzył kolejnego z rywala. Sędzia wezwał go do siebie i pokazał mu kolejną kartkę. Na tym czerwone żniwa McLarena się nie skończyły. Szkot w drodze do szatni kopnął drzwi i zrobił w nich dziurę, za co zarobił trzeci kartonik.

Ale to nie ja!

Jak cała sędziowska trójka mogła popełnić aż taki błąd? Fani Premier League pewnie do dziś zastanawiają się, jakim cudem główny arbiter spotkania Chelsea – Arsenal mógł pomylić zawodników i wręczyć czerwień nie temu, co trzeba. Sezon 2014/15, marzec. Arsenal był niemiłosiernie gnieciony przez przytłaczające siły The Blues. Pomimo wysokiego prowadzenia podopieczni Mourinho szukali kolejnych bramek. Po jednej z akcji piłka trafiła do Edena Hazarda. Belg strzelił, ale piłkę ręką wybił Alex Oxlade-Chamberlain. Sędzia zauważył całą sytuację, ale z boiska wyrzucił Kierana Gibbsa. Andre Marriner, arbiter tego spotkania, został niemiłosiernie zgrillowany po tym meczu, ale sami przyznacie, taki błąd na takim poziomie po prostu nie przystoi.

Od czasu do czasu w trakcie meczu albo po końcowym gwizdku dochodzi do bójki i z sędziowskiej kieszonki sypią się różnego koloru kartoniki. Tak też było w 2005 roku w meczu Premier League pomiędzy Newcastle i Aston Villą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby do starcia nie doszło pomiędzy kolegami z drużyny. Napięcie w trakcie spotkania było nie do wytrzymania. Newcastle walczyło o wysokie miejsce w tabeli, a w trakcie meczu ich rywale otrzymali dwa rzuty karne i dodatkowo grali w przewadze. Narastająca frustracja znalazła ujście w pięściach Lee Bowyera i Kierona Dyera. Pierwszy z wymienionych zaczął podejrzewać, że Dyer specjalnie nie chce podać mu piłki. Jak się okazało, nie mylił się. Nieco później skonfrontował się z kolegą z drużny, na co ten odpowiedział:

Nie podaję do ciebie bo jesteś po prostu gówniany.

Więcej nie było potrzebne. Pięści poszły w ruch i poruszyły również sędziego, który musiał pokazać zawodnikom po czerwonej kartce.

 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *