EPA

Różne są modele budowy klubu. Jedni wydają setki milionów euro na gwiazdy i sukces chcą osiągnąć natychmiast, inni stawiają na wychowanków lub inwestują w sieć skautingu.

Do tej trzeciej grupy należy FC Porto , największa kuźnia piłkarskich talentów na świecie. Obecny futbol polega na tym, że jedne drużyny kupują piłkarzy od drugich. Za piłkarza dostajemy 30 milionów, troszkę oddajemy do kasy klubu, żeby poszło na nowe piłki i młodą żonę dla prezesa, a resztę wydajemy na swój nowy nabytek, czyli lekko licząc jakieś 22-25 milionów. Tak to wygląda w większości przypadków. Czasami kluby wydają dużo mniej, bo mają ogromne długi i nawet sprzedaż najlepszych kopaczy nie pomoże spłacić długów zaciągniętych u argentyńskiej masonerii w latach 70-tych. Są też przypadki, że klub oddaje gwiazdę za 40 milionów i za jedną dziesiątą tej kwoty kupuje gościa, który po roku gra tak samo jak ten sprzedany. Magia? Nie, to genialny pomysł na piłkarski biznes życia. Sposób, który jest odporny na światowy kryzys, nie straszne mu bogatsze kluby, ale przede wszystkim, w którym wszyscy są zadowoleni. FC Porto było zmuszone do opracowania tego rodzaju strategii, ze względu na własną sytuację. Gdyby nie to dawno byliby bankrutami. Ich wpływy z transferów są kilkukrotnie większe niż te z biletów, co w większości czołowych klubów Europy jest pojęciem abstrakcyjnym.

Na pierwszy rzut oka jest to bardzo proste. Kupujemy stosunkowo młodego piłkarza, głównie z Ameryki Południowej, ale nie zawsze lub bierzemy go ze szkółki. Następnie nasz sztab szkoleniowy szlifuje nasz diamencik i po kilkunastu miesiącach mamy zawodnika wartego dziesięć razy tyle co wcześniej. Sęk w tym, że nie każdego zawodnika da się tak wyrobić. Tu pojawia się pierwsze z dwóch niesamowicie ważnych ogniw tego procesu. Skauci. W Porto o to zadbali. Doświadczona ekipa dobrych ekspertów jest rozsyłana do innych krajów, ale niektórzy z nich zostają na miejscu, by przypatrywać się miejscowym. Budowa takiej „sieci skautów” jest niezwykle trudna. Trzeba dobrać odpowiednich ludzi, którzy znają się na futbolu w danym kraju. Ten człowiek musi mieć obycie z młodzieżą, ale przede wszystkim musi potrafić rozpoznać w piłkarzu czynnik, który sprawi, że kiedyś będzie kosztował krocie. Jak mieć pewność, że nasz wysłannik znajdzie perełkę?

Oczywiście skaut musi znać się na rzeczy, ale przecież nie tylko od jego doświadczenia i wiedzy to zależy. Odpowiedź jest bardzo prosta. Jeżeli się wyśpi, dobrze naje i będzie miał wystarczająco pieniążków, żeby w barze obok małego, suchego boiska w Boliwii kupić sobie kolorowego drinka, to znajdzie nam takiego piłkarza. Rozesłanie, zakwaterowanie, nakarmienie i wynagrodzenie takich ludzi jest kosztowne, ale o wiele mniej, niż kupno już znanego, drogiego piłkarza. Nasz ekspert znalazł już odpowiedniego człowieka. Negocjujemy z klubem i płacimy za niego małą kwotę, bo w Kolumbii i tak się takich pieniędzy nie widuje, chyba że handlujesz narkotykami. Teraz czas na trochę suchych faktów, które są niezbędne, by dobitnie potwierdzić skuteczność tego systemu. Nie musimy wybiegać daleko w przeszłość. James Rodriguez przyszedł do klubu jako 19 latek z Atletico Banfield za 7 milionów, a odszedł do Monaco za 45, następnie Real go kupił za 80 mln euro. Dwa lata temu sprzedano Falcao do Atletico Madryt za 40 milionów euro. Po dwóch sezonach AS Monaco kupiło Falcao za 60 mln euro. W 2009 przyszedł do Porto z River Plate za 5 milionów euro. Freddy Guarin przyszedł za niecały milion, a Inter kupił go za niepełne 10 milionów. Lisandro Lopez był sprzedany za 20 milionów, a kupiono go za 2. Liczby robią oszałamiające wrażenie,a to dopiero robota skautów. Jak na Porto zarabiała szkółka? Przecież ona nie musiała nikogo sprowadzać, to był czysty zysk. Ricardo Carvahlo odszedł do Chelsea za 26 milionów funtów. Helder Postiga za 8 milionów funtów przeszedł do Tottenhamu. Bruno Alves za niecałe 20 milionów euro. Zarobki są ogromne i z łatwością pokrywają skautów i szkółkę. Jeszcze wiele zostaje dla klubu.

Oto przykłady innych piłkarzy, na których Porto zarobiło krocie:

Eliaquim Mangala – kupiony za 6,5 mln euro ze Standardu Liege, sprzedany za 53 mln euro do Manchesteru City

Hulk – kupiony za 19 mln euro z Tokyo Verdy, sprzedany za 55 mln euro do Zenitu Sankt Petersburg
Joao Moutinho – kupiony za 11 mln euro ze Sportingu Lizbona, sprzedany za 25 mln euro do AS Monaco.

Pepe – kupiony za 2 mln euro z Maritimo, sprzedany za 30 mln euro do Realu Madryt
Anderson – kupiony za 7 mln euro z Gremio, sprzedany za 30 mln euro do Manchesteru United
Ricardo Quaresma – kupiony za 6 mln euro z Barcelony, sprzedany za 24,6 mln euro do Interu .
Porto sprzedało brazylijskiego obrońcę Danilo. 23-latek przyszedł do portugalskiego klubu w 2012 roku z Santosu za 13 mln euro. Real Madryt oficjalnie potwierdził kupno wychowanka America Belo Horizonte za 31,5 mln euro.

Bardzo dobrze, że we współczesnym futbolu jest ktoś taki jak Porto. Pokonuje lepszych rywali i nawet wygrywa Ligę Mistrzów, teoretycznie słabszym składem. Teoretycznie, bo za dwa lata ten skład będzie podstawą Barcelony, Realu czy Chelsea. Co więcej, taka polityka jest niezmiernie korzystna dla graczy, którzy w przeciwnym razie tłamsili by się gdzieś w Paragwaju. Dzięki Porto rozwijają się i ukazują swój potencjał. Wprowadza to ogromną świeżość do europejskiej piłki. Ponadto, utrzymuje klub na stabilnym, wysokim poziomie finansowym.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.