Premier League – podsumowanie 6. kolejki

Twitter Manchester City

Kolejne dyskusje na temat systemu VAR, historyczny wyczyn Manchesteru City i Sergio Agüero, a także pełen emocji hit na Stamford Bridge. To tylko namiastka tego, co w miniony weekend działo się na boiskach Premier League. Szósta seria gier najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii przyniosła kibicom mnóstwo interesujących wydarzeń, których przegląd prezentujemy tradycyjnie w naszym cotygodniowym podsumowaniu kolejki.

 Kolejkę zainaugurowało starcie sąsiadów ze środka ligowej tabeli – i zarazem – drużyn z Polakami w składzie. Na St. Mary’s Stadium Southampton podejmował Bournemouth. Tradycyjnie, w wyjściowej jedenastce Świętych znalazł się Jan Bednarek, z kolei – niestety również tradycyjne – Artur Boruc zasiadł jedynie na ławce rezerwowych gości. Brak występów polskiego golkipera nie może oczywiście dziwić. Zwłaszcza, że wyśmienitą dyspozycję prezentuje od początku sezonu młodszy od Boruca o 18 lat Aaron Ramsdale. Anglik rozegrał kolejne świetne zawody. Wprawdzie Wisienki dobrze weszły mecz, prowadząc do przerwy 2:0, ale druga odsłona to prawdziwe oblężenie bramki Ramsdale’a. Podopieczni Ralpha Hasenhüttla oddali w niej 16 strzałów na bramkę (w całym meczu 25), ale 21-latek skapitulował tylko raz – po strzale z rzutu karnego Jamesa Warda-Prowse’a. Kilkukrotnie uchronił natomiast swój zespół od straty gola. Tego meczu z pewnością do udanych nie zaliczy Bednarek. Nie dość, że Southampton przegrał to spotkanie, to polski obrońca miał ogromny udział przy stracie trzeciego gola. Już w doliczonym czasie gry, nasz reprezentant najpierw minął się z piłką w pojedynku główkowym, a następnie – próbując ratować sytuację – kompletnie nie porozumiał się z własnym bramkarzem, co wykorzystał Callum Wilson, kierując piłkę do pustej bramki. Wisienki odniosły drugie zwycięstwo z rzędu i podskoczyły w górę tabeli. Co ciekawe, było to już ich czwarte kolejne spotkanie zakończone wynikiem 3:1 dla którejś ze stron. Przed wspomnianym triumfem nad Evertonem, podopieczni Eddie’ego Howe’a w takim samym stosunku musieli uznać wyższość Leicester i Manchesteru City. Piątkowe zwycięstwo było natomiast pierwszą w historii wyjazdową wygraną Bournemouth nad Southampton.

Po raz kolejny na ustach wielu kibiców i ekspertów znalazł się system VAR. Tym razem ze względu na… prawidłowość jego działania. W 65. minucie meczu Leicester – Tottenham goście trafili na 2:0 (wcześniej w ekwilibrystyczny sposób wynik meczu otworzył Harry Kane). Bramka została jednak anulowana. Jak się okazało, Son Heung-min znajdował się bowiem na dosłownie milimetrowym spalonym. Linie spalonego i pozycji Koreańczyka na zaprezentowanej przez realizatora grafice niemal się pokrywały. Minimalnie bliżej bramki była jednak ta druga, zatem arbiter Paul Tierney nie mógł uznać gola. Mimo, że była to słuszna decyzja, wywołała ona niemałą burzę wśród opinii publicznej. Nie zabrakło głosów, że system VAR jest w Anglii… zbyt dokładny i zabija ducha gry. Mając jednak w pamięci liczne błędy sędziowskie w poprzednich, czy – pomimo VAR-u – także w obecnym sezonie, z dwojga złego lepiej w tę stronę. Odmienne zdanie mogą mieć piłkarze Tottenhamu. Nieuznana bramka okazała się punktem zwrotnym dla przebiegu sobotniego spotkania. Ledwie trzy minuty później Leicester wyrównał za sprawą Ricardo Pereiry, a w końcówce meczu trzy punkty zapewnił Lisom James Maddison.

Kiedy Manchester City niespodziewanie uległ przed tygodniem Norwich 2:3, wszyscy spodziewali się, że mistrzowie Anglii będą wyjątkowo głodni zwycięstwa w sobotę. Nikt nie wróżył piłkarzom Watfordu sukcesu, nawet po tym, jak ci urwali ostatnio punkty Arsenalowi. Zastanawiano się raczej, jakim stosunkiem zwyciężą podopieczni Pepa Guardioli. To, co wydarzyło się sobotnim popołudniem na Etihad Stadium, przeszło jednak najśmielsze oczekiwania. The Citizens już po dwudziestu minutach meczu mieli na swoim koncie więcej goli niż ich rywal w całym trwającym sezonie. Pięć bramek w tak krótkim odstępie czasowym jest oczywiście rekordem Premier League. Ostatecznie, obrońcy mistrzowskiego trofeum rozbili Watford 8:0, co z kolei jest najwyższym ligowym zwycięstwem Manchesteru City w historii. Hat-trickiem popisał się Bernardo Silva. Wyjątkowe powody do świętowania ma także Sergio Agüero. Argentyńczyk strzelił swojego setnego ligowego gola na Etihad Stadium. Jest także pierwszym w historii Premier League piłkarzem, który trafiał do siatki w każdym z sześciu pierwszych meczów sezonu.

O ile Manchester City na sensacyjną porażkę z Norwich zareagował wzorowo, o tyle pogromca mistrzów Anglii sprzed tygodnia najwyraźniej spoczął na laurach. Beniaminek nie poszedł za ciosem i już po kwadransie wyjazdowego meczu z Burnley przegrywał 0:2 po dwóch trafieniach Chrisa Wooda. Wynik ten utrzymał się już do końca spotkania. Taki sam rezultat padł na Goodison Park, gdzie Everton uległ Sheffield United. Co ciekawe, goście w całym meczu oddali zaledwie jeden celny strzał na bramkę rywala – ten na 2:0 autorstwa Lysa Mousseta. Pierwsza bramka była bowiem samobójczym trafieniem Yerry’ego Miny. To najdobitniej pokazuje obecną sytuację Evertonu. The Toffies, nawet grając u siebie z teoretycznie słabszym rywalem, nie potrafią przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Przez cały sobotni mecz razili nieskutecznością, a oba stracone gole to efekt głupich, prostych błędów w obronie. Można pokusić się o ironiczne stwierdzenie, iż piłkarze beniaminka na dobrą sprawę mogli w ogóle nie wychodzić na boisko, a i tak by ten mecz wygrali. Postawa Evertonu jest daleka od przedsezonowych oczekiwań. Nad Marco Silvą zawisły czarne chmury, a przepędzić je nie będzie łatwo. Zwłaszcza, że za tydzień piłkarzy z Liverpoolu czeka starcie z Manchesterem City. Everton nie jest jedynym zespołem, mającym problemy ze skutecznością. Wyjątkową indolencję strzelecką zaprezentowano w sobotę także na St. James’ Park. Pomimo licznych prób z obu stron, Newcastle zremisowało bezbramkowo z Brighton.

Niedziela upłynęła pod znakiem meczów w Londynie. Wszystkie cztery spotkania były tego dnia rozegrane właśnie w stolicy. Zaczęło się dość niewinnie – od podziału punktów pomiędzy dwoma zespołami z dolnych rejonów tabeli. Crystal Palace zremisowało z Wolverhampton 1:1. Z czasem emocje narastały. Dość niespodziewane zwycięstwo nad Manchesterem United zapisali na swoim koncie piłkarze West Hamu. Podopieczni Manuela Pellegriniego wygrali 2:0, po raz trzeci z rzędu zachowując czyste konto. Duża w tym zasługa Łukasza Fabiańskiego, który spisał się bezbłędnie i zaliczył kilka udanych interwencji. Niewiele zabrakło, a do sporej niespodzianki doszłoby także na Emirates Stadium. Arsenal dwukrotnie przegrywał z Aston Villą, a na domiar złego przez większość meczu musiał sobie radzić w osłabieniu. Kanonierzy zdołali jednak nie tylko doprowadzić do wyrównania, ale i przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W 84. minucie gola na 3:2 strzelił niezawodny Pierre-Emerick Aubameyang.

Najważniejszym wydarzeniem niedzieli, jak i całej kolejki, było jednak starcie Chelsea z Liverpoolem. Choć w tym sezonie oba zespoły walczą o zupełnie inne cele, spotkanie zapowiadało się bardzo emocjonująco. Zwłaszcza dla tych, którzy mieli w pamięci bardzo dobre widowisko pomiędzy obiema drużynami na początku sezonu – w walce o Superpuchar Europy. Tak jak wówczas, tak i po niedzielnym meczu lepsze nastroje panują w obozie The Reds. Podopieczni Jürgena Kloppa rozegrali świetną zwłaszcza pierwszą połowę meczu w Londynie, po której prowadzili 2:0. Oba gole to efekt ciekawie wykonanych rzutów wolnych, które kompletnie zaskoczyły gospodarzy. Po przerwie częściej do głosu zaczęła dochodzić Chelsea, ale wystarczyło to zaledwie do zdobycia honorowego trafienia. Liverpool wciąż pewnie prowadzi w tabeli z kompletem punktów. Patrząc na terminarz wydaje się, że passa wicemistrzów Anglii może jeszcze trochę potrwać. The Blues natomiast zakotwiczyli się w środku tabeli. Największym ich problemem jest bez wątpienia postawa w defensywie. Podopieczni Franka Lamparda stracili w obecnym sezonie już trzynaście goli. Pod tym względem jest to najgorszy start sezonu w wykonaniu klubu ze Stamford Bridge w erze Premier League. Po raz ostatni równie słabo Chelsea zainaugurowała kampanię 1978/79. Wówczas londyńczycy pożegnali się z najwyższą klasą rozgrywkową.

W tym sezonie rzecz jasna nikt nie wróży Chelsea spadku. Choć The Blues mają spore problemy z obroną, w lidze nie brakuje zespołów będących w jeszcze większych tarapatach. Jak chociażby Wolverhampton i Watford, które jako jedyne nie zaznały jeszcze smaku zwycięstwa i okupują dwa ostatnie miejsca w ligowej tabeli. Następna kolejka będzie okazją na odbicie się od dna, gdyż oba zespoły zmierzą się w bezpośrednim starciu. Siódma seria gier przyniesie także m.in. klasyk pomiędzy Manchesterem United a Arsenalem. To wszystko – i wiele więcej – już w nadchodzący weekend.


Jedenastka 6. kolejki Premier League wg PilkarskiSwiat.com:

Piłkarz kolejki – Bernardo Silva


Wyniki 6. kolejki i tabela Premier League:

Southampton FC – AFC Bournemouth 1:3
Leicester City – Tottenham Hotspur FC 2:1
Burnley FC – Norwich City 2:0
Everton FC – Sheffield United 0:2
Manchester City – Watford FC 8:0
Newcastle United – Brighton & Hove Albion 0:0
Crystal Palace FC – Wolverhampton Wanderers 1:1
West Ham United – Manchester United 2:0
Arsenal FC – Aston Villa FC 3:2
Chelsea FC – Liverpool FC 1:2


Czołówka klasyfikacji strzelców Premier League:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi