Premier League – podsumowanie 11. kolejki

twitter.com/BBCMOTD

Kolejna porażka Manchesteru United, męczarnie faworytów i fatalna kontuzja André Gomesa. W jedenastej kolejce Premier League sporo się działo. Tradycyjnie przedstawiamy podsumowanie najświeższych wydarzeń z angielskich boisk.

Jedenastą kolejkę zainaugurowało starcie Bournemouth z Manchesterem United. Jeszcze niedawno wskazanie faworyta takiego meczu nie należałoby do najtrudniejszych. Wisienki po raz ostatni pokonały zespół z Old Trafford niemal cztery lata temu, a w ostatnich siedmiu pojedynkach pomiędzy obiema drużynami aż sześciokrotnie górą były Czerwone Diabły, a raz padł remis. Nie jest jednak tajemnicą, że United są obecnie dalecy od optymalnej formy. W sobotę na Vitality Stadium gospodarze skrzętnie to wykorzystali, wygrywając 1:0 po trafieniu Joshui Kinga w końcówce pierwszej połowy. Norweg być może dołożył tą bramką cegiełkę do pozbawienia posady swojego rodaka – Ole Gunnara Solskjæra. Nie będziemy jednak w tym miejscu pastwić się nad menedżerem United i jego problemami, bo te są powszechnie znane. Wypada za to skupić się na pracy, jaką wykonuje Eddie Howe. Menedżer z najdłuższym stażem w jednym klubie Premier League (ponad siedem lat) od dawna jest chwalony za osiąganie ze swoim zespołem wyników ponad stan. W składzie Bournemouth próżno bowiem szukać gwiazd. Howe dysponuje raczej zgraną paczką solidnych rzemieślników i potrafi stworzyć z nich kolektyw. Wisienki nie tylko nie mają problemów z utrzymywaniem się w lidze, ale nierzadko potrafią urywać punkty najlepszym rywalom, a ponadto ich gra jest zaskakująco przyjemna dla oka. W ostatnim czasie sporej poprawie uległa także ich defensywa. Sobotni mecz był dla piłkarzy Bournemouth już trzecim z rzędu, w którym nie stracili gola. Nic dziwnego, że coraz szersze grono ekspertów wieszczy Howe’owi niebawem zakończenie długotrwałej przygody z The Cherries i objęcie stanowiska menedżera w którymś z czołowych angielskich klubów.

Wyjątkową solidarność okazały sobie nawzajem dwaj główni kandydaci do mistrzowskiego tytułu. I to na tydzień przed ich bezpośrednim starciem. Zarówno Liverpool, jak i Manchester City były o krok od porażki. Przed starciem mistrzów Anglii z Southampton wydawało się, że będzie ono spacerkiem dla podopiecznych Pepa Guardioli. Zwłaszcza po tym, jak Święci przed tygodniem doznali klęski z Leicester (0:9), a kilka dni temu w meczu Pucharu Ligi Angielskiej ulegli swojemu sobotniemu rywalowi 1:3. Historia przestała mieć jednak jakiekolwiek znaczenie, gdy po golu Jamesa Warda-Prowse’a długo prowadzili na Etihad. Wyrównanie Obywatelom przyniósł dopiero ich dziewiętnasty strzał w meczu, a zarazem pierwszy celny – w 70. minucie. Trzy punkty zapewnił im natomiast Kyle Walker na kilka minut przed końcem meczu. Jeszcze większe obawy o korzystny wynik mogli mieć kibice Liverpoolu. Ich ulubieńcy do 87. minuty przegrywali z Aston Villą. Gole Andy’ego Robertsona, a następnie Sadio Mané w doliczonym czasie gry pozwoliły jednak liderowi ligowej tabeli przywieźć trzy punkty z Birmingham. Po jedenastu kolejkach przewaga podopiecznych Jürgena Kloppa nad The Citizens wynosi zatem sześć oczek. Bezpośredni pojedynek kandydatów do mistrzostwa już w najbliższą niedzielę. Może on przybliżyć Liverpool do wyczekiwanego od trzech dekad tytułu, bądź uczynić wyścig o mistrzostwo Anglii jeszcze ciekawszym.

Interesująco jest także za plecami wielkiej dwójki. Grupę pościgową prowadzą nieustannie piłkarze Leicester. Po rozgromieniu Southampton przed tygodniem, tym razem Lisy pokonały 2:0 Crystal Palace. Trwa również świetna passa Chelsea. The Blues wygrali piąty kolejny mecz, tym razem pozostawiając w pokonanym polu ligowego outsidera – Watford. Po raz kolejny wykazali jednak wyjątkowe problemy z koncentracją w końcówce meczu. Podopieczni Franka Lamparda prowadzili już od piątej minuty, a na początku drugiej odsłony podwyższyli wynik. Nie byli w stanie jednak postawić kropki nad „i” i zafundowali sobie nerwową końcówkę. Tu należy wyrazić również słowa uznania dla Bena Fostera, który bronił jak natchniony. Nie wystarczyło to jednak do wywalczenia przez Watford choćby punktu. Chelsea zwyciężyła ostatecznie 2:1. Kontakt z czołową czwórką powoli traci natomiast Arsenal, który stracił punkty już po raz trzeci z rzędu. Kanonierzy długo prowadzili z Wolverhampton po trafieniu Pierre-Emericka Aubameyanga, ale w drugiej odsłonie zupełnie oddali inicjatywę. Wilki to wykorzystały i za sprawą Raúla Jiméneza uratowały cenny punkt.

Na czarnego konia sezonu wyrasta powoli Sheffield United. Wskazywany przez wielu ekspertów jako główny kandydat do spadku beniaminek jest obecnie zespołem z najmniejszą liczbą straconych goli w całej lidze (wspólnie z Leicester, po osiem). W sobotę podopieczni Chrisa Wildera zanotowali czwarty z rzędu mecz bez porażki. Tym razem gładko pokonali Burnley 3:0, strzelając wszystkie trzy gole w pierwszej połowie. Asystę przy każdym z trafień zanotował Lys Mousset. Niewiele gorzej od Sheffield spisuje się także inna z ekip, mających walczyć o utrzymanie. Piłkarze Brighton, bo o nich mowa, okazali się lepsi od Norwich, zwyciężając 2:0. Na równi pochyłej w dół znajduje się natomiast West Ham. Od kiedy kontuzji doznał Łukasz Fabiański, Młoty nie wygrały żadnego z kolejnych pięciu meczów. W sobotę uległy Newcastle 2:3. Oczywiście trudno za taki stan rzeczy winić wyłącznie zastępującego polskiego golkipera Roberto Jiméneza. Cała drużyna pogrążona jest w głębokim kryzysie i Manuela Pellegriniego czeka sporo pracy, aby jego zespół nie stracił kontaktu z górną połówką tabeli. W ekipie Srok kolejny raz skutecznością błysnęli natomiast obrońcy. Na listę strzelców wpisali się bowiem Ciaran Clark i Federico Fernández. W tym sezonie defensorzy Newcastle zdobyli łącznie aż pięć z dziewięciu bramek całego zespołu.

Jedenastą serię gier kończyło starcie zespołów spisujących się w tym sezonie znacznie poniżej oczekiwań. Od pewnego czasu mówi się, że posada Marco Silvy w Evertonie wisi na włosku. Wydaje się także, że i kilkuletnia – i bądź co bądź udana – przygoda Mauricio Pochettino w Tottenhamie dobiega końca. W niedzielę obydwa zespoły potrzebowały punktów jak tlenu. Najlepiej trzech. Przez sporą część meczu na Goodison Park nie robiły jednak zbyt wiele, aby je wywalczyć. Sytuacji bramkowych było niewiele, w efekcie czego spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Rezultat zszedł jednak na dalszy plan w obliczu koszmarnej kontuzji André Gomesa. W 78. minucie meczu pomocnik Evertonu został podcięty przez Sona Heung-mina, a następnie w nogi upadającego Portugalczyka dość pechowo trafił wślizgiem Serge Aurier. Reakcje samego poszkodowanego, jak i pozostałych piłkarzy, nie zwiastowały już niczego dobrego. Widok nienaturalnie wygiętej nogi Gomesa zdawał się potwierdzać, że doszło do złamania. Póki co, nie wiadomo jeszcze, jak długa przerwa czeka byłego gracza Barcelony, ale pewnym jest, że w tym sezonie już go na boisku nie zobaczymy.

Feralne sceny z ostatniego meczu kolejki nieco przyćmiły jej wcześniejsze wydarzenia. Obyśmy za tydzień nie musieli oglądać już takich obrazków i mogli skupić się wyłącznie na aspektach sportowych. Zwłaszcza, że czeka nas wspomniany już hit na Anfield pomiędzy Liverpoolem a Manchesterem City. Interesująco zapowiadają się również starcia Leicester z Arsenalem oraz dwóch ostatnich zespołów tabeli – Norwich i Watfordu. To wszystko już w nadchodzący weekend.


Jedenastka 11. kolejki Premier League wg PilkarskiSwiat.com:

Piłkarz kolejki – Lys Mousset


Wyniki 11. kolejki i tabela Premier League:

AFC Bournemouth – Manchester United 1:0
Arsenal FC – Wolverhampton Wanderers 1:1
Aston Villa FC – Liverpool FC 1:2
Brighton & Hove Albion – Norwich City 2:0
Manchester City – Southampton FC 2:1
Sheffield United – Burnley FC 3:0
West Ham United – Newcastle United 2:3
Watford FC – Chelsea FC 1:2
Crystal Palace FC – Leicester City 0:2
Everton FC – Tottenham Hotspur FC 1:1


Czołówka klasyfikacji strzelców Premier League:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi