www.premierleague.com

Czternasta kolejka Premier League już za nami. W ostatnich trzech dniach na angielskich boiskach byliśmy świadkami wielu emocji. Nie zabrakło także pewnych niespodzianek. Dla kogo miniona seria gier była udana, a w czyich obozach panują gorsze nastroje? Zapraszamy do zapoznania się z przemyśleniami naszych redaktorów.

Karol Kowalski: 14. kolejka Premier League była doprawdy szalona! Na sam początek rozgrzał nas hit na Etihad, w którym gdyby z dwóch metrów do pustej bramki trafił De Bruyne, byłoby 2:0 i z pewnością mówilibyśmy dzisiaj o zwycięstwie podopiecznych Pepa Guardioli. A tak, Chelsea po raz kolejny w tym sezonie zagrała koncertową drugą połowę, przeprowadziła udaną remontadę i w dalszym ciągu patrzy z góry na resztę stawki. Solidną robotę wykonuje Antonio Conte w zachodnim Londynie.
Po południu pewne zwycięstwa odniosły faworyzowane w swoich starciach WBA z Watford i “Koguty” ze Swansea, zaś największą niespodziankę sprawili swoim kibicom piłkarze Crystal Palace, pewnie pokonując “Świętych” 3:0 i notując pierwszą od siedmiu spotkań ligowych wygraną, przerywając jeszcze bardziej negatywną serię sześciu z rzędu porażek.
Wieczorem mieliśmy jeszcze starcie derbowe na Stadionie Olimpijskim, ale grała w nim tylko jedna drużyna, a był nią Arsenal. Młoty okazały się workiem treningowym dla podopiecznych Arsene Wengera, a szczególnie dla jednego z nich – Alexisa Sancheza. Chilijczyk zakończył mecz z hat-trickiem, przez co dzieli wraz z Diego Costą pozycję lidera tabeli strzelców z 11 trafieniami.
W niedzielę mogliśmy śledzić dwa spotkania, a jako hit mianowane zostało to rozgrywane jako drugie – Evertonu z United. Poziom spotkania nie powalił, Manchester po raz kolejny nie potrafił dobić rywala i na własne życzenie zanotował czwarty w ostatnich pięciu spotkaniach remis w lidze. Czerwone Diabły wywiozłyby z Goodison Park trzy punkty, gdyby Jose Mourinho nie wprowadził na plac gry Fellainiego, który świętował swój 100. występ w barwach klubu, a uczcił go… sprokurowaniem rzutu karnego minutę po wejściu na boisko. Tym oto sposobem chyba zakończył swoją przygodę z czerwoną częścią Manchesteru. Poza tym Bournemouth podejmowało Liverpool i do 76. minuty wszystko wyglądało, tak jak miało wyglądać. The Reds prowadzili 3:1 i wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą. Wówczas Wisienki ruszyły do odrabiania strat i zrobiły to na tyle skutecznie, że koniec końców zdobyły trzy punkty dzięki bramce Ake w 93. minucie! Niesamowicie zły po tym spotkaniu na swoich piłkarzy musiał być Klopp. Całą kolejkę zamknęło starcie dwóch beniaminków – Middlesbrough grało z Hull. Gracze Aitora Karanki byli w tym starciu lepsi i skromnie wygrali 1:0, choć w doliczonym czasie gry uratował ich Victor Valdes.

Jakub Piątkowski: Po 14. kolejce najwięcej powodów do radości mają zespoły z Londynu. W meczu inaugurującym i zarazem największym szlagierze tej serii gier na Etihad Stadium Chelsea okazała się lepsza od Manchesteru City, choć przez długi okres czasu niewiele na to wskazywało. To gospodarze prowadzili do przerwy i mieli okazje na podwyższenie wyniku. W drugiej odsłonie “The Blues” wzięli jednak sprawy w swoje ręce, zdobywając trzy gole. Porażka to nie jedyny problem Pepa Guardioli. W końcówce meczu nerwów na wodzy nie potrafili utrzymać Sergio Aguero i Fernandinho. Obaj zawodnicy będą mieli teraz trochę czasu na przemyślenie swojego zachowania, bowiem ze względu na otrzymane czerwone kartki czeka ich przymusowy odpoczynek. Chelsea z kolei przedłużyła swoją passę do ośmiu zwycięstw i umocniła się na fotelu lidera.
Tuż za nią plasuje się Arsenal. W derbach Londynu “Kanonierzy” rozgromili West Ham 5:1, a kapitalne zawody rozegrał Alexis Sanchez, który popisał się hat-trickiem. Pozostałe sobotnie mecze padły łupem gospodarzy. Na uznanie zasługuje postawa innej stołecznej drużyny – Tottenhamu, który rozbił Swansea aż 5:0. Po trzy oczka na swoim koncie zapisały także Crystal Palace, Stoke, West Bromwich i Sunderland. Ci ostatni okazali się lepsi od Leicester. Mistrzowie Anglii są obecnie cieniem samych siebie z poprzedniego sezonu. Ostatni raz ze zwycięstwa cieszyli się jeszcze w październiku i są coraz bliżej strefy spadkowej.
Sporo działo się w dwóch niedzielnych meczach. Niespodziewaną porażkę w Bournemouth poniósł Liverpool. Podopieczni Jurgena Kloppa przegrali z drużyną Artura Boruca 3:4, mimo że jeszcze na kwadrans przed końcem prowadzili 3:1. Inna drużyna z miasta Beatlesów – Everton podzielił się punktami z Manchesterem United. “Czerwone Diabły” długo prowadziły, ale ich antybohaterem okazał się być Marouane Fellaini. Jose Mourinho wprowadził go w końcówce meczu w celach czysto taktycznych, ale plany portugalskiego menadżera szybko wzięły w łeb. Fellaini dopuścił się faulu w polu karnym, a gola na wagę remisu zdobył z jedenastu metrów Leighton Baines. Cóż, być może Belg z bujną czupryną wciąż czuje sentyment do klubu, którego barwy reprezentował aż pięć lat nim trafił na Old Trafford.
Po pełnym emocji weekendzie nadszedł czas na deser, czyli poniedziałkowe starcie beniaminków. Słodkiego smaku zwycięstwa zaznali piłkarze Middlesbrough, którzy pokonali Hull 1:0 po trafieniu Gastona Ramireza. Dzięki temu zwycięstwu podopieczni Aitora Karanki nieco oddalili się od strefy spadkowej. Należy jednak zwrócić uwagę, iż dolna część tabeli jest bardzo spłaszczona, a jako potwierdzenie tej tezy niech posłuży fakt, że przewaga szóstego w tabeli Manchesteru United nad zamykającą tabelę Swansea jest mniejsza niż strata “Czerwonych Diabłów” do liderującej Chelsea.


Komplet wyników 14. kolejki Premier League:

Manchester City – Chelsea FC 1:3
West Bromwich Albion – Watford FC 3:1
Tottenham Hotspur – Swansea City 5:0
Sunderland AFC – Leicester City 2:1
Stoke City – Burnley FC 2:0
Crystal Palace – Southampton FC 3:0
West Ham United – Arsenal FC 1:5
AFC Bournemouth – Liverpool FC 4:3
Everton FC – Manchester United 1:1
Middlesbrough FC – Hull City 1:0


OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W FORTUNA TV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *