Komplikacje w kadrze Luisa Enrique na ostatniej prostej przed Euro

Aymeric Laporte

fot. Aymeric Laporte / Twitter

Bezbramkowy remis z Portugalią nie dał wiele powodów do radości. Wada “wrodzona”, czyli bijąca po oczach nieskuteczność to już żadna niespodzianka. Litwy nie było, bo na drugim torze potyczka z koronawirusem. Walka z czasem trwa w najlepsze.

W oczekiwaniu na możliwe konsekwencje, jakie może przynieść pozytywny wynik Sergio Busquetsa i Diego Llorente (kwarantanna), sztab szkoleniowy zdecydował się utworzyć drugi zespół. Już od kilku dni wybrana grupa piłkarzy trenuje w równoległej bańce pod okiem Luisa Enrique w innym czasie niż główna kadra, która pozostanie w izolacji. Zespół do wczoraj składał się z: Rodrigo Moreno (Leeds), Pablo Fornalsa (West Ham), Carlosa Solera (Valencia), Braisa Mendeza (Celta Vigo), Raula Albiola (Villarreal) i Kepy (Chelsea). Dziś do grupy dołączyło aż jedenastu piłkarzy z kadry U-21, która wczoraj w zastępstwie zagrała towarzysko z Litwą.

Zdjęcie

Hiszpanie nie skorzystali z możliwości powołania 26 graczy, a termin minął. W przypadku kontuzji zmiany na liście mogłyby zostać wprowadzone na 48h przed pierwszym meczem. Jest jednak odstępstwo od reguły, które dotyczy sytuacji związanych z koronawirusem. Hiszpański selekcjoner może zatem skompletować kadrę i w dzień meczu. Luis Enrique, chociaż komplikuje i wprowadza niepewność, to do tematu podszedł rozsądnie. Zarażonych może być więcej, a łatwiej skorzystać z zawodnika będącego w treningu aniżeli ściągniętego z urlopu.

Defensywna bolączka

To już kolejny problem, z którym trzeba się zmierzyć. Mecz z Portugalią był ostatnim sprawdzianem przed Euro, aczkolwiek przyniósł niewiele optymizmu. Kilka wniosków, sporo przemyśleń i więcej pytań niż odpowiedzi. Szczególnie w formacji defensywnej.

Uniwersalny Gaya, czy ofensywnie usposobiony Alba? Naciągany na prawej obronie Marcos Llorente, czy długo nieobecny Azpilicueta? Wątpliwej jakości Eric Garcia, a może “świeżak” Laporte? Nieobecność Sergio Ramosa rzuciła światło właśnie na piłkarza Manchesteru City. Niedawny debiutant, który niewiele miał wspólnego z reprezentacją Hiszpanii, stał się mocnym kandydatem do podstawowej jedenastki. Dlaczego? Spróbujmy odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Aymeric Laporte ma za sobą tylko jeden występ w reprezentacji Hiszpanii. Z Portugalią zagrał więcej niż przyzwoicie. W parze z Pau Torresem wyglądał solidnie, zapełniając dziurę pozostawioną po Ramosie. Był liderem, dawał intensywność i nie spowalniał gry, mimo że ta i tak tempem nie powalała. Potrafił także przyćmić Cristiano Ronaldo przy bliskim kontakcie, ale i zaskakująco dobrze spisywał się taktycznie w grze bez piłki. Mimo że Luis Enrique ceni Erica Garcię, który dalej ma szansę na pierwszy skład, tak konkurent urósł błyskawicznie. Warto pamiętać, że para Llorente – Garcia pierwotnie miała być rotacją dla wyjściowej jedenastki. W ten sposób Lucho prezentował ich jesienią. Wówczas nowy nabytek Barcelony miał stanowić podparcie dla Torresa, a nie Ramosa. Co zatem gra na korzyść 20-latka? Preferowana noga. Laporte to zawodnik lewonożny, więc Garcia daje równowagę w parzez Pau Torresem, aczkolwiek niekoniecznie niezbędną jak widzieliśmy w meczu z Portugalią.

Z Llorente pod górkę

Kapitalny w zeszłym sezonie Marcos Llorente nie mógł umknąć Luisowi Enrique. Ostatnie miesiące w jego wykonaniu są imponujące. Tak jak liczby, którymi może się pochwalić. Piłkarz Atletico znany jest ze swojej wszechstronności, a w przypadku mnogości nieplanowanych absencji to czynnik dość istotny. Llorente może grać w środku prawie na każdej wysokości boiska. W Madrycie Simeone niejednokrotnie wystawiał go także bliżej skrzydła jako prawego pomocnika bądź wahadłowego. Co istotne – Marcos Llorente nie pełni funkcji bocznego obrońcy w formacji z czwórką z tyłu. Niemniej jednak Luis Enrique postanowił to zmienić. Na niecałe trzy miesiące przed Euro.

Lucho nie miał wielkiego wachlarza możliwości. Stąd również powołanie Cesara Azpilicuety, chociaż zawodnik Chelsea na szansę zasłużył. Mimo wszystko faworytem do gry na prawej obronie jest Llorente. Ograniczony w ofensywie i mało produktywny w defensywie. Zawodnik, który dusi się na każdym metrze. Być może to plan rozwojowy, myśl, która wykiełkuje. Na to potrzeba jednak czasu, którego teraz nie ma. Enrique gra, czym ma, choć to on postanowił zrezygnować z Navasa. Nie wziął też Nacho, który z tą pozycją nie miałby wielkiego problemu. O ile w przypadku lewej obrony możemy mówić o przesycie, tak druga strona cierpi na deficyt. To jednak nie ostatnie słowo selekcjonera, który trzyma w ręku dziką kartę. W “bańce” trenuje 17 piłkarzy i każdy z nich ma teoretycznie szanse, by pojawić się na Euro.

Ofensywna (nie)konsekwencja

Bogaty środek pola to dalej jakość. Czasem przyćmiona, chociaż wystarczy jedna iskra. Tej z Portugalią nie dał Fabian Ruiz, a mógł dać Pedri. To finalnie nie ma znaczenia. Brak Busquetsa? Jest Rodri, który zarówno w klubie, jak i reprezentacji nie ustępował swojemu starszemu koledze. Jest, w czym wybierać. Na skrzydłach profil diametralnie różny – od Traore po Sarabię, czy Olmo, który może grać nawet w środku. Cała masa rozwiązań, ale jedna kwestia nie daje spokoju…

Napastnik. Odrzucony Rodrigo, nieprzekonujący w pełni – a przynajmniej selekcjonera – Gerard Moreno i Alvaro Morata. Wracający w listopadzie po świetnym okresie w Turynie. W chwale i przekonaniu, że to właśnie on jest brakującym elementem tej układanki. Niemniej jednak minęło kilka miesięcy, a 28-latek budzi mieszane uczucia. Jest pod grą i stwarza zagrożenie, ale czasem to nie wystarczy. Aby do bramki trafić, trzeba stworzyć okazję, ale gdy masz ich wiele i nie jesteś w stanie tego zrobić – słyszysz z trybun “qué malo eres” (czyt. jak zły jesteś).

EURO 2020: Unai Simon – hit, czy kit?

Remis z Portugalią, mimo że był tylko meczem towarzyskim, pozostawił kilka wątpliwości, które selekcjoner Hiszpanii musi wziąć pod uwagę przed mistrzostwami Europy. Zwłaszcza gdy finalnie może nie mieć do dyspozycji pełnego arsenału, który na turniej zamierzał zabrać. Niestabilność nie jest sensacją, ale Luis Enrique zdawał sobie z tego sprawę, że to z tym przeciwnikiem stoczy najtrudniejszą bitwę.


Najlepsze oferty bukmacherskie na Euro 2020
20 zł bez depozytu, 600 zł bez ryzyka i bonus 2100 zł na eFortuna.pl
20 zł bez depozytu, 333 zł bez ryzyka i bonusy 2000 zł na LVBET.pl
21 zł bez depozytu, 230 zł bez ryzyka i bonusy 549 zł na Totolotek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *