Premier League – podsumowanie 8. kolejki

twitter.com/PremierLeague

Ostatnia przed przerwą reprezentacyjną kolejka Premier League przyniosła sporo niespodziewanych rozstrzygnięć. Przewaga Liverpoolu nad Manchesterem City wzrosła do ośmiu punktów, sensacyjnej porażki doznał Tottenham, a starcie beniaminków zakończyło się pogromem. Zapraszamy na podsumowanie ósmej serii gier.

Liverpool kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. The Reds pozostają jedyną w tym sezonie drużyną z kompletem punktów na koncie. W sobotę ich ofiarą padły Lisy z Leicester. Dla podopiecznych Jürgena Kloppa była to trzecia z rzędu jednobramkowa wygrana, ale ta przyszła im z wyjątkowym trudem. Wicemistrzowie Anglii prowadzili od 40. minuty po trafieniu Sadio Mané, ale nie potrafili postawić kropki nad “i”. Pomimo dość wyraźnej inicjatywy gospodarzy, wynik meczu długo nie ulegał zmianie. Wreszcie niewykorzystane sytuacje się zemściły i do wyrównania doprowadził James Maddison. Kiedy wydawało się już, że zespół z Anfield straci pierwsze w sezonie punkty, w polu karnym Leicester doszło do starcia Mane z Markiem Albrightonem. Po dość długiej analizie VAR, arbiter Chris Kavanagh zdecydował się podyktować rzut karny, którego na gola zamienił James Milner. Wliczając końcówkę poprzedniego sezonu, dla The Reds było to już siedemnaste zwycięstwo z rzędu.

Przerwę reprezentacyjną piłkarze z miasta Beatlesów spędzą z aż ośmiopunktową przewagą nad Manchesterem City. W niedzielę obrońcy mistrzowskiego tytułu ulegli niespodziewanie Wolverhampton. Choć przed nami jeszcze trzydzieści kolejek, trzecie mistrzostwo z rzędu zdaje się oddalać od zespołu z Etihad. Osiem punktów straty to jedno, ale problem ekipy Pepa Guardioli jest chyba dużo głębszy. Od pewnego czasu zachwycamy się bowiem piłkarzami Liverpoolu, że ci potrafią wyszarpać zwycięstwo wbrew przeciwnościom losu, nawet mając słabszy dzień. Mistrzom Anglii zdecydowanie tego brakuje. Widać to na przykładzie porażek z Norwich oraz tej niedzielnej. W starciu z Wilkami The Citizens mieli zdecydowaną przewagę. Pomimo ponad 70% czasu gry przy piłce i aż 18 oddanych strzałów, nie potrafili skierować futbolówki do siatki. Owa niemoc i bezradność wyraźnie oddziaływały na głowy piłkarzy City, którzy nieraz dawali upust swojej frustracji, w efekcie czego – w samej drugiej połowie – zobaczyli aż pięć żółtych kartek. Kluczowe dla rezultatu spotkania okazały się jego ostatnie minuty. Adama Traoré dwukrotnie wykorzystał zagranie od Raúla Jiméneza i zapewnił Wilkom sensacyjną wygraną 2:0.

Ostatnie dni – delikatnie mówiąc – nie są udane dla Tottenhamu. Po klęsce z Bayernem Monachium w Lidze Mistrzów, tym razem Koguty uległy Brighton. Zaskoczeniem może być już sam rezultat spotkania, a rozmiary zwycięstwa Mew należy uznać za sporą sensacją. Dramat Tottenhamu zaczął się już w trzeciej minucie meczu. Hugo Lloris tak niefortunnie interweniował przy dośrodkowaniu rywali, że wypuścił piłkę z rąk, a z prezentu skorzystał Neal Maupay. Na domiar złego, francuski golkiper swoją pechową interwencję okupił koszmarnie wyglądającą kontuzją. Lloris tak niefortunnie upadł na lewą rękę, że ta wygięła się w nienaturalny sposób. Wstępne badania wykazały zwichnięcie stawu łokciowego. Zastępujący Llorisa Paulo Gazzaniga puścił jeszcze dwa gole i mecz zakończył się wynikiem 3:0 dla podopiecznych Grahama Pottera. Tym, który dwukrotnie pokonał argentyńskiego bramkarza był 19-letni Aaron Connolly. Jest on tym samym pierwszym od 1999 roku irlandzkim nastolatkiem, który w meczu Premier League strzelił dwa gole. Wówczas, w meczu pomiędzy Coventry a Derby, dokonał tego legendarny Robbie Keane. Wydaje się, że przerwa reprezentacyjna przyszła w idealnym momencie dla Tottenhamu. Z drugiej jednak strony, nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż w londyńskim zespole od dłuższego czasu nie dzieje się najlepiej. Nie brakuje głosów, że Mauricio Pochettino nie ma już pomysłu na grę zespołu. Pojawiają się także słuchy, że między argentyńskim menedżerem a jego drużyną brakuje już chemii. Na ten moment trudno oczekiwać jakichś drastycznych ruchów ze strony działaczy Tottenhamu, ale misja – bądź co bądź udana – Pochettino w północnym Londynie zdaje się zbliżać ku końcowi. Tak samo, jak Marco Silvy na Goodison Park. W tym przypadku trudno znaleźć jednak jakiekolwiek pozytywy. Portugalczyk, zamiast walczyć z Evertonem o co najmniej siódme miejsce w lidze, tuła się w dolnych rejonach tabeli. W sobotę The Toffies przegrali czwarty mecz z rzędu, ulegając Burnley 0:1.

Dużo lepsze nastroje panują w dwóch pozostałych londyńskich ekipach z ligowej czołówki. Zarówno Arsenal, jak i Chelsea wygrały swoje mecze. Kanonierom do zwycięstwa nad Bournemouth wystarczyła jedna bramka, autorstwa Davida Luiza, już w dziewiątej minucie spotkania. Znacznie większe emocje towarzyszyły meczowi na St. Mary’s Stadium, gdzie kibice zobaczyli pięć goli. Niestety dla tego widowiska, przez znaczną większość było ono jednostronne. Southampton nawiązał walkę z Chelsea może jedynie na dziesięć minut. Dokładnie tyle minęło bowiem od bramki kontaktowej Świętych do gola na 3:1 dla The Blues. Ostatecznie, podopieczni Franka Lamparda zwyciężyli 4:1. Cały mecz w barwach pokonanych rozegrał Jan Bednarek. Skoro jesteśmy już przy zespołach ze stolicy, warto wspomnieć o jedynych w tej serii gier derbach Londynu. W sobotni wieczór West Ham uległ 1:2 Crystal Palace. Z powodu kontuzji, w bramce Młotów – po raz pierwszy w tym sezonie – zabrakło Łukasza Fabiańskiego.

W sobotę doszło także do bezpośredniego starcia beniaminków. Ekipa Norwich wywalczyła awans do Premier League w znacznie lepszym stylu niż Aston Villa. Podopieczni Daniela Farke dość pewnie triumfowali w rozgrywkach Championship w poprzednim sezonie, podczas gdy klub z Birmingham o awans musiał bić się w barażach. Zespół Norwich lepiej rozpoczął również bieżącą kampanię, m.in. pokonując sensacyjnie Manchester City. Kanarki były także gospodarzem sobotniego meczu. To wszystko stawiało je w roli faworytów. Boisko brutalnie zweryfikowało jednak ich zamiary. Mecz stał pod znakiem pełnej kontroli ze strony gości. Aston Villa wygrała wyraźnie 5:1, a wynik spotkania mógł być jeszcze wyższy, gdyby nie Michael McGovern. Bramkarz Norwich popisał się kilkoma udanymi interwencjami, broniąc m.in. rzut karny, egzekwowany przez Wesleya. Jeśli drużyna traci więc pięć goli, a mimo to jej najmocniejszym ogniwem jest bramkarz, to świadczy jedynie o jej ogromnej słabości. Aston Villa zdobyła co najmniej pięć goli w wyjazdowym meczu Premier League po raz pierwszy od ponad jedenastu lat. Za sprawą tej porażki, Kanarki znalazły się w strefie spadkowej. Wyleciały z niej natomiast inne ptaki. Sroki z Newcastle niespodziewanie pokonały bowiem Manchester United 1:0. Na samym dnie nieustannie znajduje się z kolei Watford. Podopieczni Quique Sáncheza Floresa pozostają bez wygranej. W jedynym bezbramkowym meczu ósmej kolejki Szerszenie podzieliły się punktami z Sheffield.

Najbliższe dni będą zarezerwowane dla reprezentacji walczących o udział w przyszłorocznych Mistrzostwach Europy. Przerwa w rozgrywkach ligowych z pewnością zrobi dobrze niektórym zespołom, choć fani angielskiej piłki z niecierpliwością będą wyczekiwać kolejnych meczów. A jest na co czekać. W dziewiątej kolejce Premier League zobaczymy m.in. starcie dwóch najbardziej utytułowanych angielskich klubów w historii – Manchester United podejmie Liverpool.


Jedenastka 8. kolejki Premier League wg PilkarskiSwiat.com:

Piłkarz kolejki – Adama Traoré


Wyniki 8. kolejki i tabela Premier League:

Brighton & Hove Albion – Tottenham Hotspur FC 3:0
Burnley FC – Everton FC 1:0
Liverpool FC – Leicester City 2:1
Norwich City – Aston Villa FC 1:5
Watford FC – Sheffield United 0:0
West Ham United – Crystal Palace FC 1:2
Arsenal FC – AFC Bournemouth 1:0
Manchester City – Wolverhampton Wanderers 0:2
Southampton FC – Chelsea FC 1:4
Newcastle United – Manchester United 1:0


Czołówka klasyfikacji strzelców Premier League:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi