Premier League – podsumowanie 4. kolejki

twitter.com/PremierLeague

Czwarta kolejka sezonu 2019/20 Premier League już za nami. Hitem minionego weekendu były bez wątpienia derby północnego Londynu. Na pozostałych dziewięciu stadionach również jednak nie zabrakło godnych odnotowania wydarzeń. Komu zbliżająca się przerwa reprezentacyjna przyda się na złapanie oddechu, a kto najchętniej w ogóle by się na nią nie udawał? Zapraszamy na podsumowanie tego, co przyniosła nam czwarta seria gier najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii.

Zaczynamy od… końca. Największy hit czwartej kolejki czekał nas bowiem na jej zakończenie. 199. North London Derby zapowiadały się bardzo ciekawie. Głównie za sprawą obecnej sytuacji obydwu zespołów. Zarówno Arsenal, jak i Tottenham przegrały swoje ostatnie mecze ligowe. O ile wyjazdowa porażka Kanonierów z Liverpoolem nie mogła nikogo zdziwić, o tyle domowa przegrana podopiecznych Mauricio Pochettino ze słabiutkim Newcastle była olbrzymią sensacją. Obie ekipy chciały więc jak najszybciej powrócić na zwycięską ścieżkę, a kiedy na drodze stał odwieczny rywal, motywacja była podwójna. Determinacja była widoczna w zawodnikach obu drużyn przez pełne dziewięćdziesiąt minut. Cztery gole, interwencja systemu VAR i – niestety – także mało sportowe zachowania. W tym meczu było dosłownie wszystko, czego należy oczekiwać od spotkań derbowych. Pierwsza połowa należała do Kogutów. Po bramkach Christiana Eriksena i Harry’ego Kane’a Tottenham prowadził 2:0. Punktem zwrotnym okazał się doliczony czas gry pierwszej połowy. Po golu do szatni autorstwa Alexandre’a Lacazette’a Kanonierzy złapali kontakt, a przez całą drugą połowę absolutnie zdominowali rywala. Do wyrównania doprowadził wreszcie Pierre-Emerick Aubameyang, a w 80. minucie trybuny Emirates Stadium popadły w euforię. Jak się okazało – przedwcześnie. Po konsultacji z VAR-em Martin Atkinson anulował bramkę Arsenalu na 3:2, odgwizdując pozycję spaloną. Obrazki z końcówki meczu chcielibyśmy natomiast wymazać z pamięci. Między piłkarzami obu drużyn doszło do przepychanki, która nieco przyćmiła wydarzenia boiskowe. Ostatecznie, walka o prymat w północnym Londynie pozostała zatem nierozstrzygnięta.

Tempa nie zwalniają Manchester City i Liverpool. Dwie najlepsze drużyny poprzedniego sezonu i zarazem dwaj najwięksi faworyci bieżącej kampanii, rozpoczęli ją od mocnego uderzenia. W sobotę zmiażdżyli kolejnych rywali. Mistrzowie Anglii rozbili 4:0 Brighton, a dwie bramki zdobył Sergio Agüero, który dzięki temu wysunął się na czoło klasyfikacji strzelców. Argentyńczyk w ostatnim czasie imponuje skutecznością. Zamienił na gola każdy z siedmiu swoich ostatnich strzałów na bramkę. Taką bezbłędnością nie może poszczycić się żaden z piłkarzy Liverpoolu, ale to właśnie The Reds są jak dotąd jedynym zespołem z kompletem punktów na koncie. Podopieczni Jürgena Kloppa w sobotę gładko pokonali Burnley 3:0, umacniając się tym samym na fotelu lidera ligowej tabeli.

Po raz kolejny ­­punkty z teoretycznie słabszym rywalem stracił Manchester United. Po okazałym triumfie 4:0 nad Chelsea na inaugurację sezonu, Czerwone Diabły następnie zremisowały z Wolverhampton oraz sensacyjnie przegrały u siebie z Crystal Palace. W sobotę podopieczni Ole Gunnara Solskjæra dopisali do swojego konta jeden punkt, remisując 1:1 w Southampton. W ostatnim czasie norweskiego menedżera zalała spora fala krytyki. Trudno się jej dziwić patrząc na wyniki United, ale nie sposób nie zauważyć, iż Solskjær nie bardzo ma – mówiąc kolokwialnie – kim grać. Klub z Old Trafford nie dysponuje tak silną i szeroką kadrą, jak inne zespoły z czołówki. Najlepszym strzelcem drużyny jest w tym sezonie młody Daniel James, który jeszcze niedawno występował jedynie na zapleczu Premier League. Potwierdzeniem tej tezy są także zmiany, którymi ratował się Solskjær. Przy niekorzystnym wyniku (bo za taki należy uznać remis ze Świętymi) Norweg desygnował do gry będącego ostatnio w kiepskiej formie Jesse Lingarda, 17-letniego Masona Greenwooda oraz defensywnego Nemanję Maticia. To okazało się zbyt mało na ekipę Ralpha Hasenhüttla, która dzielnie się broniła, grając przez końcowe niemalże dwadzieścia minut w osłabieniu po czerwonej kartce dla Kevina Danso. Dodajmy, że cały mecz w zespole gospodarzy rozegrał Jan Bednarek.

Podobne zmartwienia, jak Solskjæra, mogą trapić Franka Lamparda. Chelsea wciąż nie może wyjść na prostą i ponownie straciła punkty przed własną publicznością. Pomimo prowadzenia 2:0 do przerwy, The Blues ledwie zremisowali z Sheffield. O ile w ofensywie postawa londyńczyków nie budzi większych zastrzeżeń (kolejny dublet Tammy’ego Abrahama), o tyle gra obronna woła o pomstę do nieba. Oba stracone gole to pokłosie braku koncentracji i nieodpowiedniego krycia ze strony defensorów Chelsea. Oczywiście nie należy przy tym nic ujmować graczom Sheffield, którzy na te bramki sobie zapracowali. Zespół, który miał być głównym kandydatem do spadku, radzi sobie na początku sezonu całkiem nieźle. W każdym razie – najlepiej spośród beniaminków. Dwaj pozostali w sobotę ponieśli wyjazdowe porażki. Aston Villa uległa 0:1 Crystal Palace, z kolei Norwich przegrało 0:2 z West Hamem. W tym drugim meczu, między słupkami zwycięskiej drużyny stał rzecz jasna Łukasz Fabiański.

Śmierć, podatki i gol Calluma Wilsona po zagraniu Ryana Frasera. Kibice Bournemouth mają sporo pociechy z tego duetu. Od początku poprzedniego sezonu obaj panowie wypracowali wspólnie aż trzynaście goli – więcej niż jakikolwiek inny duet w Premier League. Podobnie było w sobotę na King Power Stadium przeciwko Leicester. Tym razem na niewiele się to jednak zdało. Lisy miały bowiem w swoich szeregach silniejszą parę. Jamie Vardy strzelił dwa gole i dołożył asystę, z kolei Youri Tielemans zapisał na swoim koncie po jednej bramce i asyście. Podopieczni Brendana Rodgersa zwyciężyli w efekcie 3:1. Pozostają oni jedną z trzech niepokonanych w tym sezonie drużyn. Pozostałe dwie to oczywiście Liverpool i Manchester City. Na przeciwnym biegunie znajdują się natomiast Watford i – dość niespodziewanie – Wolverhampton. Ci pierwsi tym razem zremisowali z Newcastle 1:1. Siódma drużyna ubiegłego sezonu i uczestnik Ligi Europy, po trzech remisach, uległ natomiast na wyjeździe Evertonowi 2:3.

W miniony weekend Premier League zaserwowała nam wszystko, co najlepsze. Nie zabrakło pięknych goli, zwrotów akcji i emocji. Żaden z meczów nie skończył się bezbramkowo, a w dziesięciu spotkaniach padło łącznie 31 goli, co należy uznać za bardzo dobry wynik. Taki obrót zdarzeń sprawia, że fani angielskiej piłki z niecierpliwością będą zapewne oczekiwać następnej serii gier. Tęsknota będzie tym większa, że przed nami pierwsza w tym sezonie przerwa reprezentacyjna. Do rywalizacji o ligowe punkty piłkarze powrócą za dwa tygodnie.


Jedenastka 4. kolejki Premier League wg PilkarskiSwiat.com:

Piłkarz kolejki – Sergio Agüero


Wyniki 4. kolejki i tabela Premier League:

Southampton FC – Manchester United 1:1
Chelsea FC – Sheffield United 2:2
Crystal Palace FC – Aston Villa FC 1:0
Leicester City – AFC Bournemouth 3:1
Manchester City – Brighton & Hove Albion 4:0
Newcastle United – Watford FC 1:1
West Ham United – Norwich City 2:0
Burnley FC – Liverpool FC 0:3
Everton FC – Wolverhampton Wanderers 3:2
Arsenal FC – Tottenham Hotspur FC 2:2


Czołówka klasyfikacji strzelców Premier League:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi