Premier League

Trzecia kolejka Premier League dobiegła końca. Nie zabrakło w niej pięknych goli, niespodzianek, jubileuszy czy historycznych zdarzeń. Niestety, obfitowała ona także w kontrowersje z udziałem arbitrów. Zgodnie z tradycją, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia minionej serii gier.

Kiedy beniaminek spotyka się z aktualnym mistrzem i chyba głównym kandydatem do kolejnego tytułu, faworyt może być tylko jeden. Premier League po raz kolejny pokazała jednak, jak bardzo potrafi być nieprzewidywalna. Od pierwszych minut meczu Wolverhampton z Manchesterem City przewaga należała do tych drugich. Ozdobą pierwszej odsłony była kapitalna interwencja Rui Patrício po strzale Raheema Sterlinga. Po przerwie niespodziewanie do głosu doszły Wilki, a kibice zgromadzeni na Molineux Stadium przecierali oczy ze zdumienia, gdy w 57. minucie Willy Boly otworzył wynik spotkania. Dwanaście minut później wyrównał Aymeric Laporte, ale to wszystko, na co tego dnia było stać podopiecznych Pepa Guardioli, którzy stracili w ten sposób pierwsze punkty w sezonie. Warto wspomnieć o pięknych jubileuszach, które stały się udziałem dwójki środkowych obrońców The Citizens. Vincent Kompany został pierwszym w historii Belgiem, który osiągnął liczbę 250 meczów w Premier League. Gol Laporte’a był natomiast 1500. trafieniem francuskiego piłkarza w historii ligi. Szkoda tylko, że po meczu na ustach wszystkich znalazł się sędzia Martin Atkinson. Wspomniana bramka Boly’ego została bowiem zdobyta przy pomocy ręki, a chwilę później Obywatelom należał się rzut karny po faulu na Davidzie Silvie. Poważne błędy Atkinsona sprawiły, że na Wyspach znów rozgorzała dyskusja na temat ewentualnego wprowadzenia do Premier League systemu VAR. Niestety głównie wśród kibiców i dziennikarzy. Kluby pozostają bowiem sceptycznie nastawione do tej technologii, co wiadomo zresztą nie od dziś. To właśnie za sprawą głosów sprzeciwu działaczy poszczególnych klubów system wideoweryfikacji wciąż nie zawitał na angielskie stadiony. Cóż, jeżeli w ekipie z Etihad również byli przeciwni VAR-owi, to niewykluczone, że po sobotnim meczu zmienili zdanie.

O pozostałych sobotnich meczach można by mówić i pisać wiele. Stały one pod znakiem czerwieni. Sędziowie aż czterokrotnie wyciągali z kieszeni kartkę w tym kolorze. Jedną z nich zobaczył Richarlison. Brazylijczyk, który z przytupem wszedł w nowy sezon w barwach Evertonu, w 41. minucie meczu przeciwko Bournemouth starł się z Adamem Smithem i za uderzenie (choć może bardziej odpowiednim słowem byłoby „smyrnięcie”) go głową wyleciał z boiska. Była to 91. czerwona kartka Evertonu w historii Premier League, dzięki czemu klub z Goodison Park przoduje w tej niechlubnej klasyfikacji. Smith swoją drogą również nie dokończył meczu, gdyż w drugiej odsłonie także zobaczył czerwony kartonik za zatrzymanie wychodzącego na czystą pozycję Theo Walcotta. Mecz na Vitality Stadium obfitował nie tylko w czerwone kartki, ale i w gole, co zbytnio nie powinno jednak dziwić. Spośród drużyn rywalizujących obecnie w Premier League, to właśnie bezpośrednie starcia Bournemouth i Evertonu charakteryzują się najwyższą średnią goli na mecz. Fani Wisienek po raz drugi z rzędu byli świadkami wspaniałego comebacku w wykonaniu swoich pupili. Jeszcze na kwadrans przed końcem meczu Everton prowadził 2:0 po trafieniach wspomnianego Walcotta i Michaela Keane’a, ale dwie bramki w krótkim odstępie czasu, autorstwa Joshui Kinga oraz Nathana Aké, dały gospodarzom cenny punkt. Godny uwagi jest fakt, iż od początku sezonu 2017/18 piłkarze Bournemouth zdobyli aż 25 punktów w meczach, w których jako pierwsi tracili gola. W tym sezonie podopieczni Eddie’ego Howe’a mają na swoim koncie już siedem oczek. Tak dobrego startu rozgrywek nie spodziewali się chyba nawet najbardziej zagorzali kibice The Cherries.

Konia z rzędem temu, kto przed sezonem przewidział, iż po dwóch kolejkach żadnego punktu na swoim koncie nie będą miały natomiast Arsenal i West Ham. Aspiracje obu zespołów sięgają bowiem wysoko. Kanonierzy chcą po dwóch latach przerwy powrócić do czołowej czwórki ligi, z kolei Młoty po przeprowadzeniu, wydawałoby się, ciekawych letnich transferów zamierzają powalczyć o miejsce w europejskich pucharach. Sobotnie derby miały zatem ogromną stawkę dla obu zespołów. Pełną pulę zgarnął Arsenal, który wprawdzie nie zachwycił, ale obnażył wszelkie słabości (a jest ich naprawdę wiele) drużyny Manuela Pellegriniego. Co ciekawe, to West Ham pierwszy trafił do siatki za sprawą Marko Arnautovicia, ale następnie Kanonierzy trzykrotnie zmuszali Łukasza Fabiańskiego do kapitulacji i zwyciężyli 3:1. Wynik mógłby być jeszcze wyższy, gdyby nie kilka dobrych interwencji polskiego golkipera. Wydaje się, że naszego reprezentanta czeka kolejny ciężki sezon. Jego początek do złudzenia przypomina bowiem to, czego byliśmy świadkami w poprzednim, gdy Polak strzegł bramki Swansea. Koledzy Łukasza z formacji obronnej nie ułatwiają mu pracy i dziewięć goli straconych w trzech meczach to dla drużyny grającej na co dzień na Stadionie Olimpijskim najniższy wymiar kary.

Losy West Hamu i Evertonu podzielił także Southampton, niestety po raz kolejny bez Jana Bednarka w kadrze meczowej. Święci również jako pierwsi objęli prowadzenie w starciu z Leicester i także nie zdołali odnieść zwycięstwa. Wpływ na to mogło mieć bezmyślne zachowanie Pierre-Emilie Højbjerga, który w 77. minucie, przy stanie 1:1, zobaczył drugą żółtą kartkę za próbę wymuszenia faulu. Goście wykorzystali taki obrót spraw. W doliczonym czasie gry gola na wagę zwycięstwa strzelił Harry Maguire. Bramek zabrakło natomiast na Kirklees Stadium w Huddersfield, gdzie miejscowi podzielili się punktami z Cardiff.  Żeby tradycji stało się zadość, także tego meczu nie dokończono w komplecie. W 63. minucie arbiter wyrzucił bowiem z boiska pomocnika gospodarzy – Jonathana Hogga.

Pisząc we wcześniejszej części tekstu o czerwonej sobocie, bynajmniej nie chodziło wyłącznie o sporą liczbę kartek tego koloru, pokazywanych przez arbitrów. Sobotnie zmagania piękną klamrą zamknęli bowiem The Reds. Piłkarze Liverpoolu może nie pokazali przeciwko Brighton nic wybitnego, ale wystarczyło to do zwycięstwa 1:0, które wywindowało ich na pozycję lidera ligowej tabeli. Nie sposób przejść obojętnie obok wielkiej metamorfozy, jaka dotknęła defensywę ekipy z Anfield. Jeszcze przed rokiem formacja obronna Liverpoolu była obiektem kpin i szydery kibiców z pozostałej części Anglii, a może i świata, a fanom The Reds niemal wypalało oczy od oglądania kopiących się po czole zawodników. W stosunkowo krótkim czasie Jürgen Klopp odwrócił tę sytuację o 180 stopni i dziś Liverpool jest jedyną drużyną w lidze, która w trzech pierwszych meczach sezonu nie straciła ani jednego gola.

Liverpool objął prowadzenie w ligowej tabeli, ale nie jest jedyną drużyną z kompletem punktów na koncie. Wielką niespodzianką jest fakt, że w tym gronie znajduje się Watford. Tym razem ofiarą podopiecznych Javiego Gracii padła ekipa Crystal Palace. Na Vicarage Road Szerszenie zwyciężyli 2:1. Honorowego gola dla gości strzelił Wilfried Zaha, który z dorobkiem 24 bramek stał się najlepszym strzelcem w historii występów Orłów w Premier League. W takim samym stosunku wygrała Chelsea, czyli trzeci z zespołów, który nie zaznał w tym sezonie straty punktów. Londyńczycy pokonali na wyjeździe Newcastle. Dla The Blues jest to pierwsza wygrana na St. James’ Park od grudnia 2011 roku. Premierowe zwycięstwo w obecnym sezonie odniósł natomiast Fulham. Beniaminek okazał się lepszy od Burnley i zwyciężył przed własną publicznością 4:2. Postawa defensywy Burnley jest jednym z największych rozczarowań początku sezonu. W poprzednim sezonie to właśnie formacja obronna uchodziła za najmocniejszy punkt ekipy Sama Dyche’a. Jej skład personalny nie zmienił się, a jednak The Clarets w dwóch ostatnich meczach stracili aż siedem goli. O rychłą rehabilitację nie będzie łatwo, gdyż za tydzień na Turf Moor zawita Manchester United.

Skoro mowa o Czerwonych Diabłach, pora przejść do ostatniego meczu trzeciej serii gier. W poniedziałkowym hicie kolejki podopieczni José Mourinho podejmowali Tottenham. Fani na Old Trafford liczyli, że ich ulubieńcy szybko zapomną o zeszłotygodniowej porażce z Brighton i w starciu z Kogutami udowodnią, że zbyt szybko postawiono na nich krzyżyk. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Londyńczycy rozbili swojego rywala 3:0 i podobnie jak Liverpool, Watford i Chelsea powiększyli swój dorobek punktowy do dziewięciu oczek. Druga z rzędu porażka United nie mogła przejść bez rozgłosu. Najbardziej oberwało się portugalskiemu menedżerowi. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Mourinho zupełnie stracił panowanie nad zespołem. Jego piłkarze przez długi czas poniedziałkowego meczu, zwłaszcza w jego drugiej odsłonie, wyglądali jak dzieci we mgle, a w ich poczynaniach brakowało jakiegokolwiek pomysłu na grę. Dwie porażki w trzech meczach to znak, że słynna klątwa trzeciego sezonu Mourinho w jednym klubie wciąż działa. W przeciwieństwie do sierpniowej klątwy Harry’ego Kane’a. Kapitan reprezentacji Anglii trafił do siatki w drugim meczu z rzędu, czym chyba definitywnie zamknął usta hejterom.

Czwarta kolejka Premier League będzie ostatnią przed przerwą reprezentacyjną. Jedyne, czego możemy być pewni, to zmniejszenie grona drużyn z kompletem punktów na koncie. W bezpośrednim meczu na Vicarage Road zmierzą się bowiem Watford i Tottenham. Prawdziwy sprawdzian czeka także inną rewelację początku sezonu. Bournemouth pojedzie bowiem na Stamford Bridge na spotkanie z Chelsea. Emocji nie powinno także zabraknąć na ośmiu innych stadionach. To wszystko już w najbliższy weekend.


Jedenastka 3. kolejki Premier League wg PilkarskiSwiat.com:


Wyniki 3. kolejki i tabela Premier League:

Wolverhampton Wanderers – Manchester City 1:1
AFC Bournemouth – Everton FC 2:2
Arsenal FC – West Ham United 3:1
Huddersfield Town – Cardiff City 0:0
Southampton FC – Leicester City 1:2
Liverpool FC – Brighton & Hove Albion 1:0
Watford FC – Crystal Palace FC 2:1
Fulham FC – Burnley FC 4:2
Newcastle United – Chelsea FC 1:2
Manchester United – Tottenham Hotspur FC 0:3

#DrużynaM.Pkt.Bramki
1Liverpool FC82420:6
2Leicester City 91716:8
3Chelsea FC91719:14
4Manchester City (M, P)81627:9
5Arsenal FC 81513:11
6Crystal Palace 8148:8
7Tottenham Hotspur 91215:13
8Burnley FC91212:11
9AFC Bournemouth91213:13
10West Ham United91211:13
11Aston Villa (B)91115:13
12Wolverhampton91112:12
13Everton FC9108:13
14Manchester United899:8
15Sheffield Utd (B)897:7
16Brighton & Hove Albion999:12
17Southampton FC989:16
18Newcastle United985:14
19Norwich City (B)9710:21
20Watford FC945:21

Czołówka klasyfikacji strzelców Premier League:

#ZawodnikNarodowośćKlubLiczba bramek
1Sergio AgüeroArgentynaManchester City8
Tammy AbrahamAngliaChelsea8
3Pierre-Emerick AubameyangGabonArsenal7
4Teemu PukkiFinlandiaNorwich City6
Raheem SterlingAngliaManchester City6
Jamie VardyAngliaLeicester6
7Callum WilsonAngliaBournemouth5
Harry KaneAngliaTottenham5
Sadio ManéSenegalLiverpool5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi