twitter.com/PremierLeague

Pełne kontrowersji derby północnego Londynu, zmiana na pozycji lidera tabeli czy nieudany powrót Brendana Rodgersa – w 29. kolejce Premier League sporo się działo. Zgodnie z tradycją, prezentujemy najświeższy przegląd wydarzeń z angielskich stadionów.

Kolejkę rozpoczęto od mocnego uderzenia. Na pierwszy ogień poszły bowiem 185. derby północnego Londynu pomiędzy Tottenhamem a Arsenalem. Spotkanie zapowiadało się niezwykle ciekawie. Po ostatnich zwycięstwach Arsenalu i porażkach Tottenhamu, przewaga Kogutów nad ich rywalem stopniała do zaledwie czterech punktów. Po sobotnim meczu różnica ta nie uległa zmianie. Mecz zakończył się remisem 1:1 po bramkach Aarona Ramseya i Harry’ego Kane’a, dla którego było to dziewiąte trafienie w dziewiątym meczu przeciwko Arsenalowi w Premier League. Warto dodać, że jest to pierwszy remis Tottenhamu w tym sezonie, a seria ich meczów bez rozstrzygnięcia zakończyła się ostatecznie na 28, co jest trzecim wynikiem w historii najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii. Więcej niż o samym rezultacie sobotnich derbów mówi się jednak niestety o „popisach” rozjemców tego starcia. Po kolei: brak czerwonej kartki za brutalny faul Granita Xhaki na Kane’ie, tylko żółta za równie bandyckie wejście Danny’ego Rose’a w Bernda Leno oraz nie odgwizdanie spalonego Kane’a w sytuacji, po której Tottenham wywalczył rzut karny. To tylko trzy największe błędy Anthony’ego Taylora i jego asystentów, a gdyby zagłębić się dokładniej w przebieg całego meczu, to pewnie znalazłoby się tego więcej. Może i dobrze więc, że w tych okolicznościach starcie zakończyło się podziałem punktów. Remis nie zadowala jednak żadnej ze stron. Tottenham nie tylko definitywnie wypadł z walki o mistrzowski tytuł, ale musi powoli zacząć martwić się o utrzymanie miejsca w czołowej czwórce. Arsenal natomiast, z tejże czwórki wypadł. Stało się tak za sprawą triumfu Manchesteru United nad Southamptonem.

Triumfu, nad którym warto się na dłużej pochylić. Mecz na Old Trafford z pewnością jest bowiem tego godzien. Piłkarze obu drużyn zafundowali kibicom prawdziwy rollercoaster. W tym meczu było niemal wszystko, czego mogliby zapragnąć widzowie. Piękne strzały z dystansu w same okienko? Były. Gol na wagę zwycięstwa w samej końcówce? Jak najbardziej. Niewykorzystany rzut karny? Proszę bardzo. Zacznijmy jednak od początku. Po pierwszej odsłonie zanosiło się na niemałą niespodziankę, po tym jak swoją debiutancką bramkę (i to jaką!) w Premier League zdobył Yan Valery. United szybko przejęli jednak kontrolę nad meczem i po przerwie zadali dwa szybkie ciosy. Najpierw równie pięknego gola jak Valery (a może i piękniejszego) strzelił Andreas Pereira, a po chwili do siatki trafił Romelu Lukaku. To nie był koniec emocji na Old Trafford. Do wyrównania doprowadził bowiem bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego James Ward-Prowse. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy. W samej końcówce meczu po raz drugi na listę strzelców wpisał się Lukaku. Wygrana Czerwonych Diabłów mogła być wyższa, ale już w doliczonym czasie gry rzutu karnego nie wykorzystał Paul Pogba. Manchester United wciąż pozostaje niepokonany w lidze pod wodzę Ole Gunnara Solskjæra, a po sobotniej wygranej – o czym już zdążyliśmy wspomnieć – awansował na czwartą pozycję w tabeli. Dodajmy, że cały mecz w barwach Southamptonu rozegrał Jan Bednarek.

Goryczy porażki z zespołem z Manchesteru zaznał także inny z Polaków – Artur Boruc. Doświadczony golkiper dwoił się i troił, aby zatrzymać ekipę City, ale zespół Bournemouth musiał ostatecznie uznać wyższość podopiecznych Pepa Guardioli. Jedynego gola w meczu strzelił Riyad Mahrez. Gola, jak się okazało, nie tylko na wagę zwycięstwa, ale i pozycji lidera Premier League. W niedzielę szansy na powrót na pierwsze miejsce nie wykorzystał bowiem Liverpool. Podopieczni Jürgena Kloppa zremisowali bezbramkowo z Evertonem w 233. Merseyside Derby. Zremisowali poniekąd na własne życzenie. Nie brakowało im bowiem okazji do zdobycia gola, a dwie najdogodniejsze zmarnował Mohamed Salah. Z drugiej strony, The Reds nie napierali na rywala aż tak, jak można się było tego spodziewać. Everton zagrał bardzo mądrze taktycznie i nie można powiedzieć, że remis zawdzięcza jedynie niefrasobliwości strzeleckiej Salaha. Mało tego, podopieczni Marco Silvy także stwarzali zagrożenie pod bramką Alissona i również mają prawo czuć niedosyt. Krótko mówiąc – brak ofiar śmiertelnych, dwoje rannych. Znacznie ciężej oczywiście klub z Anfield, od którego mistrzowski tytuł znacznie się po tym meczu oddalił.

Jedynym z naszych rodaków, który po ostatnim meczu ma powody do radości jest Łukasz Fabiański. Bramkarz reprezentacji Polski po raz piąty w tym sezonie zachował czyste konto, a jego West Ham pokonał Newcastle 2:0. Sam Fabiański miał zaskakująco mało pracy, w czym duża zasługa wyjątkowo dobrze dysponowanej tego dnia formacji obronnej Młotów i – a może przede wszystkim – defensywnego pomocnika. Declan Rice, który nie tak dawno ogłosił, że wybiera grę dla reprezentacji Anglii kosztem Irlandii, jest jednym z objawień tego sezonu Premier League. W sobotę zaliczył kolejny kapitalny występ. Stanowił w środku pola zaporę nie do przejścia dla graczy Newcastle, a ponadto był także aktywny w ofensywie, już w siódmej minucie otwierając wynik meczu. Zwycięstwo piłkarzy West Hamu wciąż pozwala im zachować nadzieje na zajęcie siódmego miejsca na koniec sezonu. Ich strata do zajmującego tę pozycję Wolverhampton wynosi cztery punkty. Dystans ten nie uległ zresztą zmianie w odniesieniu do poprzedniej kolejki. Wilki w sobotę również zwyciężyły bowiem 2:0, pozostawiając w pokonanym polu Cardiff.

Miniona seria gier stała pod znakiem spotkań derbowych. Oprócz derbów północnego Londynu i Merseyside, walczono także o prymat w zachodniej części stolicy. Starcie z Chelsea na Craven Cottage było debiutem w roli menedżera Fulham dla byłego piłkarza The Blues – Scotta Parkera. Punktów nie udało się zdobyć, ale powodów do wstydu także nie było. Gospodarze zdecydowanie nie wyglądali na drużynę, będącą już jedną nogą w Championship. Postawili Chelsea twarde warunki i po zaciętym meczu ulegli ostatecznie 1:2. Należy jednak jasno stwierdzić, że jeśli Fulham marzy jeszcze o utrzymaniu, to musi wygrywać również z wyżej notowanymi zespołami. Wydaje się natomiast, że nie ma już żadnego ratunku dla Huddersfield. Czerwona latarnia ligi po bardzo słabym meczu uległa 0:1 Brighton i do bezpiecznego miejsca traci już trzynaście punktów, czyli zaledwie o jeden mniej niż sama zgromadziła dotąd w 29 meczach. Od strefy spadkowej oddalili się natomiast piłkarze Crystal Palace. Podopieczni Roya Hodgsona odnieśli bardzo ważne zwycięstwo, pokonując na wyjeździe 3:1 sąsiada z tabeli – Burnley.

Nie tak Brandon Rodgers wyobrażał sobie powrót do Premier League. Nowy menedżer Leicester zaskoczył już przed wyjazdowym meczem z Watfordem, ustawiając swój zespół w systemie z trójką obrońców. Już od 5. minuty Lisy musiały jednak odrabiać straty po golu Troya Deeneya. Pościg za Szerszeniami szedł im jednak bardzo mozolnie. W grze Leicester nie było widać znaczącej poprawy w stosunku do kilku poprzednich meczów, które doprowadziły przecież do zwolnienia Claude’a Puela. Niewiele jednak zabrakło, a zespół Lisów wywiózłby z Vicarage Road punkt. Na kwadrans przed końcem meczu do wyrównania doprowadził bowiem Jamie Vardy. Anglik jest zresztą prawdziwym specjalistą w strzelaniu debiutanckich goli pod wodzą nowego menedżera. Vardy otwierał bowiem dorobki bramkowe również trzech poprzednich opiekunów Leicester: Claudio Ranieriego, Craiga Shakespeare’a oraz wspomnianego Puela. Jego trafienie tym razem na niewiele się jednak zdało. W doliczonym czasie gry bramkę na wagę trzech punktów zdobył dla gospodarzy Andre Gray.

Okazja do rehabilitacji dla Rodgersa nadarzy się już w najbliższy weekend, kiedy to Leicester podejmie inny zespół prowadzony przez świeżo upieczonego menedżera – Fulham Scotta Parkera. Największym hitem trzydziestej serii gier będzie jednak pojedynek zespołów walczących ze sobą o czwarte miejsce w tabeli. Na Emirates Stadium Arsenal zmierzy się z Manchesterem United.


Jedenastka 29. kolejki Premier League wg PilkarskiSwiat.com:


Wyniki 29. kolejki i tabela Premier League:

Tottenham Hotspur FC – Arsenal FC 1:1
AFC Bournemouth – Manchester City 0:1
Brighton & Hove Albion – Huddersfield Town 1:0
Burnley FC – Crystal Palace FC 1:3
Manchester United – Southampton FC 3:2
Wolverhampton Wanderers – Cardiff City 2:0
West Ham United – Newcastle United 2:0
Watford FC – Leicester City 2:1
Fulham FC – Chelsea FC 1:2
Everton FC – Liverpool FC 0:0


Czołówka klasyfikacji strzelców Premier League:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi