twitter.com/PremierLeague

W ostatnim meczu 29. kolejki Premier League bramki nie padły. Merseyside Derby pomiędzy Evertonem a Liverpoolem zakończyły się podziałem punktów. The Reds nie zdołali tym samym odzyskać pozycji lidera ligowej tabeli.

Stawka 233. Merseyside Derby była ogromna. Everton w ostatnim czasie nie zachwycał i zdaniem angielskich mediów, posada Marco Silvy stała się zagrożona. Ewentualny triumf w tak prestiżowym meczu mógłby być dla portugalskiego menedżera idealną odskocznią. Zadanie było jednak arcytrudne, gdyż to The Reds byli faworytem tego starcia. Po wczorajszym zwycięstwie Manchesteru City nad Bournemouth, podopieczni Jürgena Kloppa ponownie znaleźli się za plecami mistrzów Anglii, lecz dziś zamierzali powrócić na fotel lidera.

Wysoka stawka meczu udzielała się piłkarzom od pierwszych minut. Szybką żółtą kartkę zarobił Theo Walcott, a i pozostali zawodnicy nie odstawiali nogi. Zacięta walka nie szła jednak w parze z sytuacjami bramkowymi. Wprawdzie gra była dynamiczna, ale toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Na pierwszą groźną sytuację kibice na Goodison Park czekali niemal pół godziny. Oko w oko z Jordanem Pickfordem stanął Mohamed Salah, ale przegrał pojedynek z bramkarzem reprezentacji Anglii.
Wspomniana wyżej sytuacja była właściwie jedyną godną odnotowania, jeśli chodzi o pierwszą połowę meczu. Liverpool przeważał, ale nie był w stanie nic wskórać. Gospodarze ograniczali się natomiast głównie do uprzykrzania gry rywalom. Krótko mówiąc – jedni nie chcieli, drudzy nie mogli. Efekt – bezbramkowy remis do przerwy.

Po zmianie stron gra stała się bardziej otwarta. Pierwszy celny strzał oddali wreszcie piłkarze Evertonu, ale główkę Dominica Calverta-Lewina obronił Alisson. W odpowiedzi, bezpośrednie uderzenie z rzutu wolnego Trenta Alexandra-Arnolda bez problemów wyłapał Pickford. Przed kolejną szansą stanął także Salah, ale tym razem Egipcjanin nie zdążył nawet sprawdzić czujności Pickforda, gdyż z asekuracją pospieszył Michael Keane.
W 69. minucie zakotłowało się pod bramką Evertonu. Kapitalnym długim zagraniem z własnej połowy popisał się Andrew Robertson, w polu karnym Virgil van Dijk zgrał głową do Fabinho, a Brazylijczykowi w ostatniej chwili piłkę z nogi zdjął Lucas Digne.
Spośród wszystkich drużyn Premier League, Liverpool zdobywa w tym sezonie najwięcej goli w ostatnim kwadransie meczu. Tak było chociażby w pierwszych w tym sezonie derbach Merseyside, kiedy to Divock Origi dał The Reds trzy punkty w doliczonym czasie gry. W końcówce dzisiejszego meczu Origiego już jednak na placu gry nie było, a żaden z jego kolegów nie wcielił się w jego rolę. Szali zwycięstwa na swoją korzyść nie zdołali przechylić także gospodarze i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Podopieczni Jürgena Kloppa pozostają zatem na drugim miejscu w ligowej tabeli z jednopunktową stratą do Manchesteru City.


03.03.2019, 29. kolejka Premier League, Liverpool, Goodison Park, frekwencja – 39 335

Everton FC – Liverpool FC 0:0

Everton: Jordan Pickford – Seamus Coleman, Michael Keane, Kurt Zouma, Lucas Digne – Morgan Schneiderlin (André Gomes 76′), Idrissa Gueye, Gylfi Sigurðsson, Theo Walcott (Richarlison 59′), Bernard – Dominic Calvert-Lewin (Cenk Tosun 74′).

Liverpool: Alisson – Trent Alexander-Arnold, Joël Matip, Virgil van Dijk, Andrew Robertson – Fabinho, Jordan Henderson, Georginio Wijnaldum (James Milner 63′) – Mohamed Salah, Sadio Mané (Adam Lallana 84′), Divock Origi (Roberto Firmino 63′).

Żółte kartki: Walcott – Robertson, Fabinho

Sędzia: Martin Atkinson

Przejdź do paska narzędzi