Paco Lopez, Twoje dziedzictwo nie zostanie zapomniane

Paco Lopez

fot. Maria Jose Segovia / AFP7 / Europa Press

Gdy przewidywano, że lada moment z trenerskiej  karuzeli wypadnie Koeman, Moreno czy Michel, wspomnianych wyprzedził Paco Lopez. Kiepski start sezonu sprawił, że prezes Quico Catalan powiedział dość. Doświadczony sternik opuszcza Levante po czterech latach owocnej współpracy. Wychodzi tylnymi drzwiami i to chyba boli najbardziej.

Paco Lopez znalazł się na rozdrożu. Nie pierwszy raz w swojej karierze, nie pierwszy na Ciudad de Valencia. Rok temu otrzymał kredyt zaufania. Spłacił go, wyprowadzając Levante ze strefy spadkowej na 14. miejsce w LaLiga. Równocześnie doprowadził Żaby do historycznego półfinału Pucharu Króla, w którym uległ Athletikowi dopiero po dogrywce. Tym razem dopuszczalna granica została przekroczona. Levante z czterema punktami po ośmiu spotkaniach zaliczyło najgorszy start w pierwszej dywizji od sezonu 2007/08. Sezonu pamiętnego, albowiem zakończonego degradacją do drugiej ligi i niedługo później bankructwem. Strach znów spojrzał w oczy.

Rzut na głęboką wodę

Od Paco Lopeza w LaLiga dłużej na tym samym stanowisku pozostaje jedynie Diego Simeone (Atletico Madryt) i Alvaro Cervera (Cadiz). 54-latek poprowadził Levante w 147 meczach, ustanawiając nowy rekord klubu. Zresztą nie jedyny, ponieważ oprócz wspomnianego półfinału Pucharu Króla ma na koncie także najwięcej zwycięstw w pierwszej lidze w historii klubu. Śmiało można powiedzieć, że Walencja stała się jego miastem.

Łatwych początków nie miał. Pierwszy zespół Levante objął zimą 2018 roku, aby ugasić pożar pozostawiony przez Juana Muniza. Ekipa z Ciudad de Valencia nie wygrała żadnego spotkania od listopada 2017 roku aż do marca 2018, zmierzając ku spadkowi. 54-latek miał zaledwie 11 spotkań, aby uratować Żaby od degradacji. Niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki zmienił bieg wydarzeń, wygrywając w ośmiu z nich. Tak rozpoczął się namiętny romans Paco Lopeza z Levante. Już w pierwszym pełnym sezonie, wyprowadził zespół na prostą, dając stabilizację w LaLiga. Levante zmieniło system gry i ustawienie, co przyniosło połowiczny sukces rok później. Na wyniki ponad stan przyjdzie im poczekać do sezonu 2019/20.

Paco Lopez – postać nietuzinkowa

Okazuje się, że ekipy pokroju Levante potrafią grać ofensywnie, utrzymując się przy piłce. Czasami wystarczy odpowiedni człowiek, który da drużynie tożsamość. Moment. Impuls. W zespole z Walencji drzemał potencjał, ale dotychczas brakowało persony, która byłaby w stanie odpowiednio nim zarządzać. Paco Lopez nigdy nie pękał pod presją. Bez względu na sytuację punktową, nie chwytał się brzytwy, wpadając w sidła pragmatyzmu. Stał się postacią nietuzinkową w kuluarach drużyn, przeplatających pierwszą dywizję z Segundą.

To on sprowadził do Walencji takich piłkarzy jak Jose Campana, Enis Bardhi, Jose Luis Morales, Gonzalo Melero, czy Roger Marti. To Paco Lopez zauważył talent Jorge De Frutosa, którego wyciągnął z Realu Madryt, czy Daniego Cardenasa – rewelację ubiegłego sezonu. Od początku miał silne wsparcie prezesa Quico Catalana. Często wypowiadał się na temat harmonii panującej w drużynie i coś w tym musi być.

Żaby notorycznie mierzyły się zarówno z problemami sportowymi, jak i gospodarczymi, ale w drużynie panował względny spokój. Paco Lopez wierzył w Catalana, nawet gdy ten wprost bombardował jego wizję rozwoju drużyny. Również wtedy, gdy świat opanował koronawirus, a Lopez mimo wielu sukcesów usłyszał, że wzmocnień nie będzie. Miał nie stwarzać problemów, a je rozwiązywać. Tak też robił.

„Chcemy, aby Paco został z nami”

Kampania 2020/21 to koniec barwnego etapu Paco Lopeza w Levante. Tylko jedno zwycięstwo po pierwszych jedenastu kolejkach LaLiga. Strefa spadkowa, zwiastująca kolejny dołek. Grudniowe zwycięstwo z Getafe rozpoczyna walkę zarówno o przełamanie fatalnej passy, jak i utrzymanie posady. Paco Lopez wygrywa z Realem Sociedad. Zwycięża w pamiętnym starciu z Realem Madryt, czy Atletico. Levante notuje serię 10 meczów bez porażki, czego nie udało się osiągnąć od ponad dekady. Daje też momenty w Pucharze Króla, ale zespół ponownie opada z sił. Dobrze znane rozwiązania przestały działać. Żaby kończą sezon niechlubną serią ośmiu meczów bez kompletu punktów.

Paco Lopez już wtedy wie, że ten rozdział powoli dobiega końca. Wiosną na jednej z konferencji prasowych zapytany o swoją przyszłość enigmatycznie daje do zrozumienia, że nie podjął jeszcze decyzji. Jego kontrakt obowiązuje do czerwca 2022 r. Po wsparciu Quico Catalana postanawia kontynuować pracę. Niesmak pozostawiony wiosną wcale nie ginie latem. Levante nie radzi sobie z Cadiz. Gubi punkty z Elche, Rayo Vallecano, czy Celtą. W meczu z Barceloną nie ma wielkich oczekiwań, ale postawa na boisku zawodzi na całej linii. Żaby straciły świeżość w ataku, a regularne błędy w obronie karciły tydzień po tygodniu. Do kulminacyjnego momentu dochodzi po porażce z beniaminkiem – Mallorką. Szatnia wspiera trenera na czele z kapitanem Jose Luisem Moralesem. To jednak nie ma żadnego znaczenia, los Paco Lopeza jest już przesądzony.

Ronald Koeman zapędził Laportę w kozi róg

Monotonia i powrót do korzeni

Poparcie trybun skończyło się po meczu z Rayo, gdy 54-latek został wygwizdany. Bezwzględna wiara prezesa sięgnęła zenitu i nie było już ratunku. W Levante wciąż Paco Lopez ma wielu zwolenników, ale 16 meczów bez zwycięstwa to argument, z którym ciężko walczyć. Niegdyś Jose Luis Mendilibar za lepszy wynik został wyrzucony po trzech miesiącach.

Levante chcąc utrzymać ligę, musi zareagować błyskawicznie. Prawdę mówiąc wraca do epoki „sprzed” Paco Lopeza. Jest w tym odrobinę Getafe, trochę Hueski z poprzedniego sezonu, która obudziła się zbyt późno. Następcą Paco Lopeza ma zostać Javier Pereira, który po epizodzie w Chinach chciałby wrócić do ojczyzny. Sentyment dał się we znaki. 55-latek nie posiada bogatego warsztatu trenerskiego, aczkolwiek z Levante łączy go sezon 2012/13, gdy asystował Juanowi Ignacio Martinezowi, osiągając 11. miejsce w LaLiga.

Do rewolucji raczej nie dojdzie. Częściowe rozwiązanie może przyjść wraz z wyzdrowieniem niektórych kontuzjowanych zawodników. Paco Lopez zaraził swoją wizją, a z jego dziedzictwem nikt nie zamierza walczyć. Właściwie Hiszpan sam sobie zawiesił poprzeczkę zbyt wysoko i teraz za to zapłacił – Wytworzyła się tu atmosfera, która słusznie lub niesłusznie stawiała wymagania, które moim zdaniem nie były zgodne z zespołem – rzucił na konferencji pożegnalnej. Paco, ukłony, ale ten statek już odpłynął.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *