Koeman zapędził Laportę w kozi róg, Barcelona nie uniknie konsekwencji

Koeman

fot. 90min.com

Czas leci nieubłaganie, a każdy kolejny dzień z Holendrem na ławce, to dzień stracony. Ronald Koeman jest już jedną nogą poza klubem i nie jest żadną tajemnicą, że w Barcelonie trzyma go jedynie wysoka rekompensata za rozwiązanie kontraktu. Ta wynosi ponad 12 mln euro, co skutecznie odsuwa zarząd od pochopnych decyzji.

Na dziś trudno o werdykt, który nie niósłby ze sobą negatywnych konsekwencji. Josep Maria Bartomeu skrupulatnie o to zadbał, ale spójrzmy na całą sytuację z różnych perspektyw. Z jednej strony, błyskawiczne pozbycie się Holendra byłoby kolejnym strzałem w stopę, pamiętając, co wydarzyło się z Quique Setienem. Wysoka odprawa i problem ze skompletowaniem sztabu szkoleniowego. Dług klubu wpływa na możliwości płacowe dla personelu. “MARCA” przypomina, iż nowy trener w takiej sytuacji zarabiałby nie więcej niż 3 mln euro za sezon, czyli najmniej spośród wszystkich w XXI wieku. Nie istnieje również formalna możliwość w zgodzie z LaLiga, aby umowa posiadała klauzulę zwiększenia płacy po sezonie. Kurtyna.

Kontrakt Ronalda Koemana obowiązuje do czerwca przyszłego roku, więc być może wygodniej byłoby po prostu poczekać? Niekoniecznie. Kontynuowanie pracy z Holendrem na ławce kosztuje klub 7 mln euro za sezon. Brak reakcji to stanie w bagnie po kolana. Ryzyko sportowe, że nie uda się utrzymać Ligi Mistrzów, czy powalczyć o ligę. Niepewność w kontekście miejsca w pierwszej czwórce LaLiga, a w rezultacie wpływ na budżet klubu i krok wstecz w kontekście odbudowy drużyny. Trzeba również pamiętać, że Barcelona wyciągając Koemana z holenderskiej reprezentacji, zobowiązała się pokryć odszkodowanie, które według “Catalunya Radio” wynosi 6 mln euro. Przedłużenie Holendra na kolejny rok pozwoli na pozbycie się wspomnianej klauzuli, ale nie od pensji, czy fiaska na poziomie sportowym. Dodatkowo każdy kolejny miesiąc w bezruchu zmniejsza możliwości finansowe w kontekście ewentualnego nowego sztabu. Czas gra na korzyść Koemana. Wracamy do punktu wyjścia. Plusy? Klub miałby więcej czasu na uregulowanie zobowiązań.

Barcelona na jednokierunkowej…

Taki obrót spraw oznacza, że ciągnięcie tej przyczepki do niczego nie prowadzi, a Barcelona finalnie będzie musiała liczyć się ze stratami finansowymi. Bez względu, na jaki ruch zdecyduje się prezes Joan Laporta. Niemniej w ostatnim czasie pojawiły się spekulacje dotyczące innego rozwiązania. Załagodzenia ciosu. Mowa o zwolnieniu Holendra, wypłacając mu należną odprawę, ale równocześnie, powołując sztab z własnego podwórka. To właśnie w związku z tym pojawiła się teza dotycząca Alberta Capellas’a, który wraca do Barcelony. Czy choćby kontrowersyjnego Andrei Pirlo, który co prawda jest spoza struktur klubu, ale byłby gotów przystać na wszelkie zaproponowane warunki. Klub nie musiałby znacząco martwić się limitem płac, a sztab zadbałby o przygotowanie drużyny dla nowego szkoleniowca. To wszystko byłoby obarczone ryzykiem sportowym na krótkim dystansie, ale pozwoliłby na kolejny krok, zbliżający do Xaviego, czy Erika ten Haga.

Mistrz w poszukiwaniu swojej wartości. Diego Simeone musi ułożyć zespół na nowo

Gdzie zatem kruczek? Prawdę mówiąc, w postaci Joana Laporty. Człowieka, który cieszy się dobrą opinią, ale w ostatnim czasie jest bohaterem wielu niepochlebnych komentarzy. Opinia publiczna chętnie przypomina, że jego zarząd zrobił zbyt mało, aby poprawić sytuację klubu, a sam Laporta nie miał żadnego planu mimo barwnych zapowiedzi. Powyższe działanie należałoby rozpatrywać w zakresie inwestycji, na której można sporo zyskać, ale i równie dużo stracić. A kto nie traci? Prezes, który stawia na mocno zakorzenioną w głowach kibiców akademię i dba o księgi rachunkowe w trakcie swojej kadencji. Być może 59-latek ma dobre zamiary wobec klubu, lecz dba również o własne imię.

To z tego powodu jego zarząd zamknął rok podatkowy w dwóch częściach, aby rozgraniczyć straty wyższe niż 481 mln euro. Z podobnych pobudek doszło do zawyżenia dochodu na 2021/2022 dzięki lipcowemu porozumieniu z Neymarem. Ze stworzonej rezerwy 90 mln euro prawdopodobnie uda się zaoszczędzić nawet połowę. O odstawionej szopce w sprawie Lionela Messiego, czy oddaniu Antoine Griezmanna w ostatniej chwili nawet nie trzeba wspominać. Wszystko ma ręce, bo finalnie pod koniec kadencji nikogo szczegóły nie będą interesować. Liczy się jedynie, to co na papierze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *