Lech jest dla mnie nieodgadniony, ale za jedną decyzję pochwalę zarząd Kolejorza – mówi Grzegorz Hałasik z Polskiego Radia Poznań

Lech Poznań - Jagiellonia Białystok, 19.07.2020 / fot. Mikołaj Barbanell

Lech Poznań bardzo zawodzi na całej linii. Zespół prowadzony przez Dariusza Żurawia wygrał zaledwie 4 ligowe mecze od początku sezonu. A rozpoczęcie wiosennego grania dobija jeszcze bardziej. Grzegorz Hałasik z Polskiego Radia Poznań mówi, że Lech jest dla niego nieodgadniony i funkcjonuje od kryzysu do kryzysu. Poznański dziennikarz, z którym rozmawiał Leszek Urban pochwalił jednak zarząd Kolejorza. Jest to teza kontrowersyjna, ale odważna.

Leszek Urban – Piłkarski Świat.com: Grzegorz, co się dzieje z Lechem?

Grzegorz Hałasik, dziennikarz Polskiego Radia Poznań: Odpowiedź mam krótką i prostą – Lech wpadł w kolejny kryzys, ale tak na dobrą sprawę, kryzys w Lechu stał się chyba stanem naturalnym. Jak już słusznie zauważono, od ładnych paru lat Lech funkcjonuje od kryzysu do kryzysu, z przebłyskami. W tych przebłyskach, czasem nawet dłuższych momentach, Kolejorz cieszy oczy kibiców i gra efektownie, pojawiają się jakieś nadzieje, ale niestety nie zostaje to zwieńczone żadnym sukcesem. W zamian pojawia się kolejny kryzys i tak to się wokół poznańskiego klubu toczy.

Umówmy się, że tych przebłysków też specjalnie dużo nie było.

Z ostatnich lat dobrą grę pamiętamy za kadencji Nenada Bjelicy i ten zeszłoroczny już pod ręką Dariusza Żurawia. Jednak po nich następowały kolejne kryzysy, o których już mówiłem. Jak długo potrwa ten, nie wiemy.

Czy receptą nie jest kolejna zmiana trenera?

Nie, a już na pewno nie na dłuższą metę! Jestem przeciwnikiem zmiany trenera. Owszem, z jednej strony uważam, że nowy trener w ciągu paru tygodni mógłby poradzić sobie z kolejnym dołkiem i wyszedłby na prostą. Z drugiej strony, długofalowo, to tak naprawdę niewiele da. Np. pamiętamy jak za kadencji Jana Urbana, Lech wygrywał mecz za meczem i zatrzymał się dopiero w Gliwicach w ostatnim spotkaniu roku. Jak się skończyła przygoda Jana Urbana w Lechu wszyscy wiemy. Zmiana trenera, to kolejna zmiana koncepcji, która nie przekłada się na żaden sensowny plan. Lech ma jakąś swoją filozofię, a jak przychodzi nowy trener, to on ma swoją. Tak było za Urbana, Bjelicy, czy Nawałki. Najbardziej dopasowany do tego, co chce budować Kolejorz jest właśnie Dariusz Żuraw. Z jednego kryzysu udało mu się wyjść, może ogarnie też drugi. Powtórzę – jestem przeciwny zwolnieniu szkoleniowca, niech próbuje sobie poradzić z bałaganem. Z tego co widzimy, w klubie myślą podobnie i Dariusz Żuraw ma zostać na swoim stanowisku nawet do końca tego sezonu i wtedy dojdzie do oceny. Nie jest dziś popularne chwalenie władz Lecha, ale ten ruch popieram. Gdybym ja decydował o czymkolwiek w tej kwestii, zrobiłbym tak samo.

Czyli kibice muszą uzbroić się w cierpliwość i czekać na koniec sezonu?

Tak. Wówczas będzie czas na zastanowienie się i wnioski. Uważam jednak, że Lech już dziś powinien być przygotowany do ewentualnej zmiany trenera, ale, jak wspomniałem – dopiero po sezonie. Sprawa jest generalnie prosta – jeżeli Dariusz Żuraw ogarnie to, co widzimy, to będzie miał szansę pracować dalej. Natomiast jeśli nie da sobie rady i Lech skończy sezon na jakimś wstydliwym miejscu w tabeli (oczywiście nie mówimy o żadnym spadku), to wtedy zmiana szkoleniowca chyba jednak będzie konieczna. będzie wymogiem, do czego, podkreślam, trzeba się przygotować wcześniej. W takich sytuacjach przypominają mi się słowa Piotra Rutkowskiego, który mówił, że Lech obserwuje trenerów niemal cały czas. Jeżeli faktycznie tak jest, to teraz te działania powinny być intensywniejsze. Zapewne toczą się jakieś rozmowy, ale nie są one jeszcze wiążące. Za kilka tygodni będziemy mądrzejsi i będziemy widzieli czy Dariusz Żuraw wyciąga Lecha z kryzysu. Jeżeli nie będzie widocznej poprawy, to wtedy ewentualne rozmowy będą musiały stać się poważniejsze. Myślę, że wąska grupa kandydatów na trenera Lecha jest już wytypowana.

Co w Twojej opinii jest największym problemem Dariusza Żurawia? Gołym okiem widać brak tego flow pomiędzy trenerem, a zespołem.

Nie posądzałbym nikogo o to, że celowo gra przeciwko trenerowi. Coś takiego zdarzało się w latach poprzednich, ale teraz chyba nie, choć oczywiście nie możemy mieć pewności i do końca nie wiemy, co w czyjej głowie siedzi. Być może mamy do czynienia ze zmęczeniem materiału i ten trener nie jest w stanie więcej wykrzesać z zespołu. Może nikt za tym trenerem w ogień nie wskoczy, ale daleki jestem od myślenia, że ktoś w drużynie jest sabotażystą. Mówi się, że Dariusz Żuraw jest trudny w kontakcie i dopiero te wiosenne granie pokaże czy coś się w tej materii zmieni.

A może problem leży gdzie indziej? Mam tutaj na myśli zmianę asystentów.

W zeszłym sezonie asystentami Dariusza Żurawia byli ludzie, którzy mieli wzorowy kontakt z zawodnikami. Jeżeli trener Żuraw nie miał, nazwijmy to opiekuńczego kontaktu z piłkarzami, to z pewnością mieli go Dariusz Skrzypczak i Karol Bartkowiak. Pierwszy to w ogóle super chłop. Taki idealny kandydat na teścia. Z kolei Bartkowiak wszystkich tych młodych zawodników znał od dawna, a oni znali jego i dogadywali się zdecydowanie lepiej. Teraz jest troszeczkę inaczej. W buty trenera Skrzypczaka miał wejść Janusz Góra, a w miejsce Karola Bartkowiaka pojawił się Dariusz Dudka. Z tego co wiem, to będąc jeszcze w Akademii, Dudka miał raczej dobry kontakt z młodymi zawodnikami. Ale mam tutaj na myśli tych najmłodszych, którzy teraz wchodzą do drużyny. Większy problem może być z pokoleniem Tymoteusza Puchacza czy nawet Jakuba Kamińskiego. Gołym okiem widać, że nie gra to wszystko tak, jak grało to rok temu.

Zaryzykujesz tezę, że zmiana asystentów była pochopną decyzją?

Dariusz Żuraw miał absolutne prawo zmienić swoich współpracowników według swojej koncepcji i w ogóle mnie to nie dziwi. Czy dokonał dobrego wyboru? Jeżeli nie, jest to dziś jego problem. Przyznam, że budziło to mój sprzeciw i dziwiłem się takiej zmianie. Z dyrektorem Rząsą długo szukali kandydatów do pracy przy pierwszym zespole. Wymyślili takich, to teraz ten sztab szkoleniowy musi sobie poradzić. Za to odpowiada Dariusz Żuraw.

Drugim obarczanym winą jest dyrektor sportowy Tomasz Rząsa. Czy ewentualne pozbycie się jego, nie byłoby tylko pozamiataniem bałaganu pod dywan?

To jest ciekawe pytanie. Nie chciałbym, aby się teraz okazało, że dyrektor sportowy został zatrudniony nie po to, by nadzorować dział sportu, tylko, żeby było na kogo zrzucić winę za porażki. Do tej pory, jeżeli krytyka nie skupiała się na trenerze, to pierwszymi winnymi byli prezesi Klimczak i Rutkowski. Teraz „razy” są wymierzone w Rząsę. Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że kryzysy były w tym klubie zanim pojawił się Tomasz Rząsa. Powoli zaczynam wierzyć w ten „gen przegrywu”, który gdzieś tam przy Bułgarskiej jest ukryty.

Nie przeraziły Ciebie słowa Piotra Rutkowskiego, który powiedział, że w klubie nic się nie zmieni?

Te słowa zostały zrozumiane tak, że Lech za każdym razem będzie wysypywał się na ostatniej prostej. Oczywiście Piotr Rutkowski co innego miał na myśli. Bardziej chodzi tutaj o politykę budowania klubu opartego na Akademii. Młodzi zawodnicy mają zasilać pierwszą drużynę, a dalej budżet klubu. Problemem w Lechu jest umiejętność określenia celów. Niedawno rzecznik klubu Maciej Henszel w rozmowie z Radkiem Nawrotem długo i precyzyjnie tłumaczył, jak to jest, że Lech w kraju nigdy głównym faworytem do tytułów nie będzie, bo potencjał ma na klub nr 2, ale może oczywiście powalczyć i może się uda. Sądzę, że szefowie Maćka za łatwo na starcie wszystko sobie tłumaczą tym, że pierwsze skrzypce w Polsce gra ktoś inny.

Boją się ryzykować?

Być może. A szkoda, bo teraz jest dobry czas, żeby zaryzykować, trochę się porozpychać łokciami. Widocznie na pierwszym piętrze przy Bułgarskiej brakuje kogoś „szerokiego w barach”.

A może pewien problem, to brak konkurencji w regionie?

Nie sądzę, że brak takiej rywalizacji jest problemem. Lech skupia największe zainteresowanie, to jest plus i właśnie tego nie potrafi do końca wykorzystać. Jeśli ktoś myśli o piłce nożnej w Wielkopolsce, to siłą rzeczy mówi Lech. Reszta, brzydko mówiąc, to jednak dodatki. Nawet Warta, która po awansie wzbudza zainteresowanie i sympatię, ale rząd dusz należy do Kolejorza. Nie uważam, że zwiększona regionalna konkurencja w jakiś sposób napędzałaby Lecha. Co najwyżej, zamiast walką o mistrzostwo Polski, emocjonowalibyśmy się walką o mistrzostwo Wielkopolski. Kiedyś podchodziło się prestiżowo do rywalizacji z Amiką czy Groclinem Dyskobolią, ale też Lech był wówczas w zupełnie innym miejscu. Finansowi mocarze byli we Wronkach i w Grodzisku.

Wróćmy do teraźniejszości. Lechowi została ostatnia nadzieja, jaką jest Puchar Polski…

Z Pucharem Polski jest tak, że faktycznie możesz się do finału nawet doczłapać, a możesz po dobrym meczu odpaść w ćwierćfinale. Lech już był jedną nogą za Pucharem Polski, bo powiem szczerze, że gdy Kravets nie strzelił karnego, to byłem już prawie pogodzony z tym, że mamy koniec sezonu. Unikałbym określeń, że teraz trzeba skupić się na pucharze, a nie na lidze. Jesień pokazała, że jeżeli będziesz oszczędzał się na jednym froncie, żeby dobrze wypaść na drugim, to w efekcie wypadniesz słabo na obu. Może faktycznie w najbliższych tygodniach najważniejszym meczem dla Lecha jest starcie z Rakowem. Ale absolutnie nie można prowadzić oszczędności kadrowych w meczach ligowych. Teraz wszystko, co najlepsze musi być na pokładzie, niezależnie od tego, że jeden mecz jest w piątek, a drugi już we wtorek. Niemniej Puchar Polski stał się ostatnią nadzieją na jakiś sukces w tym sezonie.

Mówisz o najsilniejszej kadrze w każdym meczu, a w Lechu po zimowym zgrupowaniu ponownie pojawiły się problemy.

Tak, ale czy gdyby Lech został w Polsce, to urazów by nie było? Część z nich to efekt treningów na sztucznej trawie, do czego zespoły teraz są zmuszone. Rozmawiamy chwilę po meczu Warty z Zagłębiem, w którym na początku dwaj obrońcy musieli opuścić boisko. Nie ma chyba reguły.

A może inaczej – uważasz, że w trakcie przygotowań został popełniony błąd lub szereg błędów?

Jeśli chodzi o przygotowania, to jest to dla mnie zagadka nieodgadniona. Najczęściej jest tak, że to, co drużyna pokazuje w sparingach, ma przełożenie na rywalizację ligową. Może nie w 100%, ale są jakieś sygnały. Przypomnijmy sobie Lecha za czasów Adama Nawałki. Początek lutego był katastrofalny, co wcześniejsze sparingi zwiastowały. Ciężko porównać to do zeszłego roku, bo ledwo zaczęliśmy grać, to nastąpiła przerwa i następnie ponowne przygotowania, bez sparingów bo był zakaz. Po tegorocznych meczach kontrolnych byłem zbudowany. Dlatego dużym szokiem było dla mnie to, jak Lech wygląda w ekstraklasie. Zapytałem o to trenera Żurawia przed wyjazdem do Sosnowca. Akurat na to pytanie trener odpowiedział bardzo ogólnikowo, stwierdził, że w lidze dochodzi presja itp. Nie dostaliśmy jednak odpowiedzi czy coś zostało w tych przygotowaniach zawalone.

Gdzie kibice powinni szukać optymizmu na resztę sezonu?

Doszliśmy do momentu, że za chwilę radością będą pojedyncze zwycięstwa, a nie to czy Lech zdoła wskoczyć na wyższe miejsce w tabeli. Optymistycznie powiem, że trzecie miejsce „dzięki” słabszej postawie Rakowa jest w zasięgu Lecha. Z tym, że musiałaby nastać naprawdę diametralna poprawa. Patrząc dziś na Kolejorza, to trudno w to uwierzyć, ale poczekajmy; może w okolicach Wielkanocy będzie wyglądało to zdecydowanie lepiej.

Oficjalnie: Aron Johannsson w Lechu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *