Wielki piłkarz, trudne losy jako człowiek. Żegnaj Diego

Wikimedia

Zbierałem się trochę do napisania czegoś dłuższego o Diego Maradonie. Przede wszystkim dlatego, że nie miałem możliwości śledzenia jego piłkarskiej kariery. Wobec tego nie wiedziałem też do końca,  jaki był. Wydaje mi się, że lepiej poznałem jego losy po obejrzeniu filmu “Diego”. I dzięki temu mam bardziej wyraziste zdanie o tym człowieku. Bo tak, warto pamiętać, że oprócz legendarnej kariery, to był przede wszystkim człowiek. Jak ja, Ty czytelniku, czy ktokolwiek inny.
 

Największy z największych

To piłka nożna stworzyła Diego Maradonę, a raczej jego “wielkość”. Robił furorę w Argentynie i kwestią czasu było, jak dołączy do jakiegoś wielkiego klubu. Mając 22 lata trafił do Barcelony. Wygrał Puchar Króla czy Puchar Ligi Hiszpańskiej. Ale tego najważniejszego w ciągu dwóch sezonów nie potrafił osiągnąć – mistrzostwa Hiszpanii. W międzyczasie miał już konflikt z prezesem. Głównie właśnie przez jego imprezowy tryb życia, a jakby tego było mało – miał groźną kontuzję. Sam wspominał, że nikt go nie chciał. Śmiało można powiedzieć, że był już na skraju końca kariery. Ale znalazło się Napoli, które było gotowe wyłożyć wielką gotówkę na Argentyńczyka.
Niektórzy wtedy wprost oskarżali klub, że musiał wykorzystać gotówkę od karteli, by kupić Maradonę. Ówczesny prezydent traktował takie słowa jako obrazę. Jedno było wiadome – Neapol od razu oszalał na punkcie napastnika. 75 tysięcy osób na prezentacji! Warto podkreślić, że ten rekord pobił dopiero… inny wielki piłkarz – Cristiano Ronaldo, gdy przechodził z Manchesteru United do Realu Madryt.
Trzeba pamiętać, że Napoli było w kompletnie innym punkcie. To był zespół, który w sezonie 1983/84 zajął jedenaste miejsce. Ledwo się utrzymał (w lidze było szesnaście drużyn). To inne marki były na szczycie – Juventus czy Roma. Już w pierwszym sezonie Maradony Napoli zanotowało zdecydowanie lepsze wyniki – ósma pozycja. A w kampanii 1986/87 pierwsze mistrzostwo, powtórzone dwa lata później. Maradona odmienił drużynę samym przyjściem. W międzyczasie mistrzostwo świata z Argentyną w Meksyku w 1986 roku. Oczywiście na nich ten legendarny mecz Argentyny z Anglią (pomyślcie, jak inaczej byśmy odpierali, gdyby wtedy istniał VAR). Kumulacja. W krótkim odstępie czasu Maradona sięgnął po niesamowite sukcesy i stał się jednym z największych.

To co go stworzyło… też go zabiło

Jednak o ile piłka nożna stworzyła legendę Maradony, to też po filmie “Diego” śmiało stwierdzam, że futbol go zniszczył. Początek końca zaczął się podczas mistrzostw świata 1990. Los chciał, że Argentyna trafiła na Włochy w półfinale. I to w Neapolu. Tylko można próbować sobie wyobrazić, jak gorąca atmosfera wtedy była. Ktoś powie – to tylko piłka nożna. A jedna postać spowodowała, że z jednej strony Włosi z Neapolu byli gotowi kibicować Argentynie. A z drugiej większość Włoch nienawidziła Diego. Spotęgował to jeszcze wykorzystany, decydujący rzut karny. Swoją drogą – nie mogę sobie wyobrazić jaka presja była na nim i ile miał wtedy myśli w głowie, gdy podchodził do jedenastki.
Wiadomo wtedy było, że Maradony nikt nie będzie chciał w Napoli. Witany w mieście przez tysiące. Tyle poświęceń i sukcesów. A odchodził po cichu, jak najszybciej mógł. Do tego jeszcze wiosną 1991 wykryto niedozwolone środki w jego organizmie. Tak jak skumulowały się największe sukcesy, tak w ciągu kilku miesięcy ponownie bliski upadku. A przecież – cały czas miał ledwie trzydzieści lat. Potem trafił do Sevilli, ale tam znowu był w konflikcie z włodarzami klubu. A o schyłku w Argentynie lepiej już nie wspominać…

Czy był sam sobie winny?

Do tej pory skupiłem się na piłkarskich losach. Jest też Diego jako prywatna osoba. Początkowo skromny chłopak, dbający o całą rodzinę. Przenosił się do Europy, by rodzice i rodzeństwo nigdy więcej nie żyli w ubóstwie. Długo podkreślał, że gra dla chwały, nie dla pieniędzy i popularności.
Dużo zmienił transfer do Napoli. To był okres, który najmocniej odbił się na jego życiorysie. Warto pamiętać jakie to było miasto w tamtym czasie. Maradona zaczął kontaktować się z rodzinami uprawiającymi nielegalne działalności. Chciał początkowo bronić najbliższych. Potem zaczął dostawać zegarki, korzystać z dostępu do narkotyków… osoby z otoczenia też zauważyły, że zmienia się. Z jednej strony chciał od tego uciec. Po pierwszym mistrzostwie Włoch sygnalizował, że jest nasyty i chce zmienić ligę. Niezbyt wierzę, że było to jedynie oparte na sportowych ambicjach. W Napoli był traktowany jako Bóg, a on sam nie ukrywał, że to uwielbia. Chciał od czegoś uciec. Nie udało się.
Miał żonę, urodziło się dziecko. A on imprezował, ćpał, korzystał z prostytutek. Pod tym względem nic go nie broni, bo to nie było jednorazowe. Był w pełni świadom co robi. A to wpływało też na jego sportowej dyspozycji. Skandali poza boiskowych było zbyt dużo.
Początkowo chciał być prostym “Diego”. Nie wiem czy ktokolwiek miał taką popularność jak on. Był człowiekiem pełnym przeciwieństw. Wspaniałym piłkarzem, wręcz geniuszem. Ale w międzyczasie zaprzedał się diabłu, ulegając uzależnieniom. Do tego presja ze strony fanów, narodu i Neapolu. Po latach przeprosił. Czy jednak zmienił tryb życia? Nadal wzbudzał kontrowersje i wywoływał skandale (chociażby jego zachowania podczas mistrzostw świata w Rosji).
Ale też nie zgodzę się ze stwierdzeniami skrajnymi takimi jak że “był po prostu ćpunem”, czy “zmarł za wcześnie”, albo “żył na własnych warunkach”. Piłkarzem był wielkim. Ale też piłka nożna napisała jego losy. Momentami tragiczne. Momentami fantastyczne. Jestem niemal pewny, że gdybym urodził się z 30 lat wcześniej i mógł śledzić tamtejszą piłkę, to byłbym jego fanem. I po obejrzeniu “Diego” jestem przekonany, że wiele osób stwierdziło podobnie.
Maradona zmarł 25 listopada. Dzień później został pochowany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.