Styl czy punkty – co jest ważniejsze?

Krzysztof Drobnik (Piłkarski Świat)

Styl czy punkty – po trzecim z rzędu niewygranym spotkaniu ligowym, atmosfera wokół Lecha Poznań co raz bardziej przypomina zeszły sezon i to jakie relacje panowały wtedy na linii kibice-klub. Fani poznańskiego zespołu słusznie mają pretensję o to, że w meczu z Jagiellonią ich zawodnicy nie próbowali zdobyć zwycięskiego gola. Jednak być może warto nawet w totalnej krytyce spojrzeć w lustro i odpowiedzieć sobie, co jest dla mnie ważniejsze – styl czy punkty?

Rozwianie obawy

Pierwszy mecz sezonu w Gliwicach – jedna wielka niewiadoma. Jak na murawie w starciu z Mistrzem Polski zaprezentuję się ten nowo budowany Lech? Pytań, ale i obaw było całe mnóstwo. Dotyczyło to wyboru składu, dokonanych transferów, a zwłaszcza tego, jak na ławce trenerskiej poradzi sobie Dariusz Żuraw? Od samego początku szkoleniowiec Kolejorza podkreślał, że jego zespół ma grać w piłkę, a nie za nią biegać. I poniekąd ta “dobra zmiana” miała swoje zastosowanie w pierwszych kilku kolejkach sezonu 2019/2020.

Remis z Piastem Gliwice w inauguracyjnej kolejce została odebrana z niedosytem. Przebieg spotkania sprawił, że kibice Lecha Poznań autentycznie żałowali tego, że ich klub nie potrafił pokonać gospodarzy (mając nawet na uwadze grę Piasta w Europie). Sam uważam, że tamten remis to niekorzystny wynik dla Lecha. Po meczu, przedsezonowe pytania nie dotyczyły już tego, jak ten Lech może grać, tylko tego czy trener Żuraw będzie potrafił z tą kadrą utrzymać taką tendencje.

Przegrana, ale wygrana

Dwa kolejne wygrane spotkania, mimo tego, że nie były to zwycięstwa bez kłopotów wywoływały na twarzach kibiców Lecha uśmiech. Po takim, a nie innym poprzednim sezonie oglądanie walczącego Kolejorza, biegającego do ostatniej minuty, składnie rozgrywającego piłkę to była bardzo miła odmiana. Wygrana z Wisłą Płock, mimo dość okazałego wyniku nie była wcale taka pewna od samego początku meczu. Podobnie sprawa ma się ze zwycięstwem w Łodzi z ŁKS-em. Były w tych meczach takie momenty, że Kolejorz irytował swoją grą, jednak ogólny odbiór był raczej pozytywny. W końcu w tabeli najważniejsze są 3 punkty, a styl to tylko miły dodatek do wszystkiego.

Jednak kibice Lecha słyną z tego, że nawet wygrane spotkanie jest okazją do wyrzucenia z siebie złości i pretensji w kierunku sztabu szkoleniowego i zawodników. Nie wyobrażam sobie tego, jakie reakcję byłyby w Poznaniu, gdyby Dominik Furman trafił gola, zamiast ostemplować poprzeczkę bramki van der Harta. Jaki byłby odbiór meczu z ŁKS-em, gdyby piłki z linii bramkowej nie wybił Thomas Rogne? Lech wygrał oba wspomniane spotkania, ale nadal w powietrzu dało się wyczuć pewnego rodzaju zaniepokojenie. Tak naprawdę nie było wiadomo kiedy i w jaki sposób Lech zostanie ukarany za swój styl. Styl, który się podobał dopóki Kolejorz wygrywał. Ale co w przypadku porażki?

W czwartej kolejce nastąpiła odpowiedź. Zawodnicy Dariusza Żurawia przegrali spotkanie z wrocławskim Śląskiem. Wynik 1-3 został odebrany jako wypadek przy pracy, bo przecież na murawie to Lech był lepszy. Zawiodła skuteczność. Zawiodło złe podejmowanie decyzji w newralgicznych momentach meczu. Nie pomogły błędy indywidualne. Jednak wychodzący ze stadionu fani niebiesko-białych jak jeden mąż mówili:

– Takiego Lecha warto oglądać! Przegrana? To się zdarza, ale najważniejsze jest to, że trener nie zmienia swojego pomysłu, tylko stara się szlifować obraną taktykę.

Jedna przegrana została “wybaczona”.

Pierwsze pretensje

Po pierwszej w sezonie porażce nie było już pytań o to, jak Lech zagra, bo to było łatwe do przewidzenia. Ale dużo ważniejsza była kwestia stylu gry zespołu i tego, czy trener Żuraw porzuci swoją wizję. W meczu z Arką nic takiego nie miało miejsca. Lech pomimo tego, że tamten mecz tylko zremisował po raz kolejny mógł się podobać. A brak zwycięstwa został zrzucony na enty już dzień konia bramkarza Arki Gdynia, Pavelsa Steinborsa. Faktem jest, że cierpliwość niektórych kibiców Lecha po tym meczu została po raz kolejny wystawiony na próbę. Bo przecież łatwo jest napisać i podsumować piłkarza X lub Y ,że powinien trafić czy lepiej podać. Pewnie, jesteśmy kibicami mamy prawo wymagać. Nasze święte prawo, z którego chętnie korzystamy. Drugim “kibicowskim prawem” jest prawo do krytyki.

Bardzo często jest ono wykorzystywane aż nadto. Nie biło by to we mnie tak bardzo, gdyby wtedy Kolejorz przegrał mecz w Gdyni i kolejne spotkanie w następnej kolejce z Rakowem. Doskonale rozumiem zarzuty, że ze słabą Arką to musieliśmy wygrać itd. I zgadzam się z tymi słowami, ale staram się realnie patrzeć na wszystko. Lech Poznań zagrał w Gdyni lepszy mecz niż z Rakowem, a mimo tego nie pokonał rywali.

To dobitnie świadczy o tym, że mecz meczowi nie jest równy. Składową ostatecznego wyniku są dyspozycja rywala, taktyka obrana przez trenera rywali, forma i samopoczucie zawodników. Tak naprawdę w totalnej krytyce nikt tego nie pamięta, bo najważniejsze jest napisanie tego, że ja zrobiłbym to lepiej. Gorzej, jeśli tak jak w meczu z Arką zawodnicy Lecha 95% zadań wykonali prawidłowo, a zatrzymywał ich dopiero bramkarz. Wtedy jedynym przesłaniem w krytyce jest stracony punkt. Nikt, albo niewielu stara się przeanalizować mecz, bo łatwiej napisać – żenada, wstyd, kompromitacja.

Styl i punkty zaginęły

Tak jak wspomniana wyżej krytyka w wymienionych meczach była delikatnie na wyrost, tak po porażkach z Cracovią i Lechią brak stylu i wygranych sprawił to, że demony z poprzedniego sezonu wróciły. Wydaję się, że wróciły one ze zdwojoną siłą. Bo przecież mile dla oka grający Lech nagle stanął i przegrał dwa spotkania pod rząd.

Minimalizm, zarzucenie złych transferów, brak doświadczenia sztabu szkoleniowego – to wszystko każdy interesujący się Lechem, zna aż za dobrze. Inna sprawa to fakt, że zawodnicy Lecha zostali kompletnie pozbawieni swoich atutów. Zarówno trener Michał Probierz, jak i Piotr Stokowiec rozgryźli grę poznaniaków i skutecznie się im przeciwstawili. Porażki wywołały u fanów Lecha złość i powrót do krytykowania wszystkiego tego, co związane z klubem.

Od prezesów, po trenerów, kończąc na zawodnikach, którym obrywa się za wszystko. I w tym momencie krytyka nie dziwi, bo zawodnicy sami dają mnóstwo powodów do tego, aby ich kosztem sobie poużywać, ale taka krytyka też musi być robiona z głową. Nazywanie wszystkiego związanego z Lechem od najgorszych jest zdecydowanie przesadą.

Co wolą kibice?

Miałbym pytanie do każdego kibica z osobna – czy ważniejsze dla Ciebie są punkty, czy przyjemny dla oka styl?

Grając w tym przyjemnym stylu Lech nie wygrał ani ze Śląskiem, ani z Arką Gdynia. Grając trochę gorzej potrafił wygrać z ŁKS-em i Rakowem Częstochowa. Ale w jednym i w drugim przypadku grono krytykujących Dariusza Żurawia i jego zawodników było ogromne. Stąd moja zagwozdka – czego tak naprawdę chcą fani?

Biorąc pod uwagę to, że w kadrze Lecha są tacy, a nie inni piłkarze mający swoje plusy i minusy to może warto niekiedy przystopować z podnoszeniem ciśnienia. Zdaję sobie sprawę z tego, że zarzuty w kierunku zespołu nie ustaną, bo miłość kibica jest bardzo wyjątkowa, a w Poznaniu nikt nie godzi się na marazm i minimalizm serwowany przez rządzących Lechem. O zarządzie już napisałem i swoich słów będę się trzymał (“Gang Olsena” po poznańsku), ale wchodząc na stadion nie krzyczę i nie klaszcze rytmicznie w dłonie do nazwiska Klimczak czy Rutkowski, bo mnie interesuję gra. Skoro taką, a nie inną drużynę zbudowali Nam prezesi, to chcę ją wspierać mając wciąż z tyłu głowy zarzuty do odpowiedzialnych za ten stan rzeczy. Bo wierzę w to, że Dariusz Żuraw ma pomysł na ten zespół i nie jego winą jest to, że zawodnicy są co najwyżej średni.

Wiara w Lecha

On sam po meczu z Jagiellonią trochę “odpłynął” mówiąc, że był to dobry mecz. Tłumaczę to sobie tym, że taki, a nie inny skład to jego manifest w stronę krytyków, że widzi co jest źle i co trzeba poprawić. Wiem, że w Poznaniu nie ma czasu na nic i nie będzie zgody na to, aby Kolejorz balansował na granicy grupy spadkowej i mistrzowskiej, ale jako urodzony Kibol wspieram i będę wspierał mój klub. Krytykując z głową gdy trzeba to robić, ale też wierząc w to, że kiedyś nastąpią tłuste lata dla wszystkich kibiców Lecha Poznań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi