Seattle Sounders mistrzami MLS!

Toronto Star

Zadecydował rzut karny Romana Torresa. Tak ważny, a jednocześnie tak nieistotny w kontekście tego co działo się przez wcześniejsze 120 minut gry. W mroźny, kanadyjski wieczór na BMO Field Seattle Sounders zdobyli pierwszy w swojej historii tytuł mistrzów MLS po tym jak po bezbramkowym remisie pokonali Toronto FC w serii rzutów karnych.

Mówi się, że pojedyncze mecze wygrywa się atakiem, a całe turnieje obroną. Podczas dzisiejszej nocy zobaczyliśmy jak bardzo niekiedy dokładna interpretacja tego powiedzenia odbiega od rzeczywistości. Toronto FC atakowali wściekle, będąc niezwykle zdeterminowanymi by zdobyć na swojej ziemi decydującą bramkę, jednak cudów w bramce przyjezdnych dokonywał Stefan Frei. To nie obrona Sounders sprawiała, iż jej goalkeeper miał łatwiej bronić strzały Toronto – to sam Frei dwoił się i troił by utrzymać swoją drużynę w walce o MLS Cup.

Przez lata zespół ze Seattle był raczej kojarzony z ultra-ofensywnym nastawieniem, którego rozkwitł przypadał na fazy play-off. Tymczasem w tym sezonie ich wspaniały rezultat był raczej budowany na postawie w obronie niż ataku, a finał tylko to potwierdził. Wcześniej widzieliśmy symptomy, mówiące o tym, że decydujący mecz rozgrywek MLS może właśnie tak wyglądać, ponieważ podopieczni trenera Schmetzera wcześniej ograli 1:0 Sporting KC, po oddaniu raptem jednego strzału w kierunku ich bramki. Przez 120 minut gry w finale “zieloni” nie oddali ŻADNEGO uderzenia celnego w kierunku Clinta Irvina. Jednak to nie on stał się głównym bohaterem spotkania, a wspomniany jego vis a vis Stefan Frei. Facet dokonał 9 kluczowych interwencji oraz obronił 2 rzuty karne i de facto jako “one-man army” zapewnił swoim kolegom tytuł mistrzów USA.

Toronto, które po dziesięciu latach gościło u siebie mecz fazy play-off, a jednocześnie było pierwszą drużyną z Kanady, grającą w jej finale, od samego początku ruszyło na rywali. Pierwszy pokonać Frei’a spróbował Jozy Altidore, ale jego strzał po ziemi minimalnie minął lewy słupek gości. Później ten sam zawodnik zagroził przyjezdnym jeszcze bardziej oddając strzał głową w kierunku dalszej części ich bramki, jednakże ponownie kapitalnie spisał się bramkarz Seattle, który na raty poradził sobie z niezwykle trudnym strzałem. Zawodnicy trenera Schmetzera starali się powstrzymać niesionych dopingiem swoich kibiców piłkarzy z Kanady, wykorzystując w tym celu środki nie do końca związane z duchem gry. Sounders sporo faulowali, gdyż po prostu nie umieli inaczej poradzić sobie z dobrą postawą gospodarzy, szczególnie, że sytuacji z ich własnej strony było jak na lekarstwo.

Altidore, potężny, czarnoskóry napastnik Toronto, trafiał do siatki rywali w każdej z poprzedzających finał rund. W decydującym starciu niestety mu się to nie udało, jednakże to za jego sprawą Kanadyjczycy o mały włos nie wyszliby na prowadzenie na początku drugiej połowy. To właśnie on rozpoczął akcję, po której na czystej pozycji znalazł się Sebastian Giovinco. Strzał Włocha jednakże trafił tylko w boczną siatkę. Do końca regulaminowego czasu gry wynik już się nie zmienił, więc ponad 35 tysięcy kibiców zgromadzonych na BMO Field zostało świadkami dogrywki.

Dosłownie na sekundy przed ogłoszeniem dogrywki przed kapitalną szansą stanął Altidore, który po odegraniu piłki w kierunku bramki przez Michaela Bradleya był o centymetry od skierowania jej w odpowiednim kierunku. Uprzedził go jednak nie kto inny jak… Stefan Frei. Podczas pierwszych dodatkowych piętnastu minut obraz gry specjalnie się nie zmienił, lecz Toronto nie wypracowali sobie żadnej naprawdę dogodnej sytuacji strzeleckiej. W drugiej części dogrywki stało się jasne, że pojedyncza szansa może zadecydować o wyniku meczu. Kto był najbliżej by zamienić ją na gola? Tak, oczywiście Altidore. Ricketts wrzucił piłkę w pole karne Seattle, a wyskakujący tam Altidore pięknym lobem posłał ją niemalże wprost do siatki Sounders. Niemalże, ponieważ praktycznie z linii bramkowej wypchnął ją Frei.

Doszło do jedenastek. W drugiej serii pomylił się Bradley, którego słabiutkie uderzenie wybronił Frei, jednakże to pudło zostało zniwelowane przez dobrą interwencję Irvina, gdyż ten zatrzymał strzał Fernandeza. Po pięciu rundach było więc 4-4, a do piłki podszedł Justin Morrow. Zawodnik Toronto pomylił się, dając Seattle szansę zdobycia tytułu najlepszej drużyny MLS. Szansy tej nie zmarnował Roman Torres, który strzałem w środek bramki zapewnił Soundersom pierwsze w historii mistrzostwo USA.

 


OGLĄDAJ MECZE ZA DARMO W FORTUNA TV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *