www.todayscornerkick.com

Kolejna seria gier Premier League za nami. W miniony weekend na angielskich boiskach rozegrano mecze 15. kolejki. Nie zabrakło emocji, pięknych goli, a także niespodzianek. Jak wyglądała ta kolejka w oczach naszych redaktorów? Zapraszamy do lektury.

Karol Kowalski: Weekend w Premier League mógł się podobać. W dziesięciu spotkaniach tej serii gier padło aż 36 bramek. Do tego w końcu obudził się Jamie Vardy, który od 10 września i meczu 4. kolejki z Liverpoolem nie zdobył bramki. Teraz niemal w pojedynkę rozbroił City, aplikując im hat-tricka. Mistrz Anglii w końcu może być zadowolony także po meczu ligowym. Pep Guardiola z kolei ma o czym myśleć wobec zbliżającego się nieuchronnie Boxing Day, podczas którego liga nie wybacza. “The Citizens” tracą do lidera już 7 punktów, a w najbliższym czasie czekają ich spotkania z Arsenalem oraz Liverpoolem. Klucze, które otworzą podopiecznym Hiszpana drzwi do walki o tytuł albo definitywnie je zamkną.

Angielska sobota obfitowała w popisy strzeleckie. Najmniejszy wynik zanotowały “Łabędzie”, dla których zwycięstwo ze swoim bezpośrednim rywalem do walki o utrzymanie Sunderlandem 3:0 było dobrym lekarstwem po lekcji otrzymanej przed tygodniem od Tottenhamu (0:5). Dobrą skuteczność w ostatnim czasie pokazał znów Fernando Llorente, strzelec dwóch bramek. Po dwa trafienia zaliczyli także w bezpośrednim starciu Okaka i Lukaku, jednak to bramki Włocha przyczyniły się do ostatecznego triumfu Watfordu. Wyrównująca bramka piętą napastnika “Szerszeni” była ozdobą starcia na Vicarage Road.
Przed niedzielnymi spotkaniami na pozycji lidera znalazł się Arsenal. “Kanonierzy” mimo, że od 29. minuty przegrywali po rzucie karnym ze Stoke, dźwignęli ciężar odrabiania strat i wbili gościom trzy bramki wygrywając trzecie z rzędu ligowe spotkanie nie pozwalając na głębszy oddech mierzącym się dzień później z WBA podopiecznym Antonio Conte.
Na Stamford Bridge długo przyszło nam czekać na bramkę. “The Blues” po zdominowaniu pod względem nagród listopada wyszli na starcie z “The Baggies” nieco uśpieni. Nie wiązali płynnych ataków, grali zbyt przewidywalnie i liczyli na błysk któregoś ze swoich kolegów. Ten przyszedł na kwadrans przed końcem spotkania, a głównym bohaterem został nikt inny jak Diego Costa. Hiszpan wygrał pojedynek przy linii bocznej, przedarł się w pole karne i fantastycznym strzałem lewą nogą zdjął pajęczynę z bramki Bena Fostera, zapewniając swojej ekipie 9(!) z rzędu zwycięstwo ligowe i powrót na szczyt tabeli z trzema punktami przewagi nad zespołem Arsene Wengera.
Tego dnia wszyscy czekali jednak na hit kolejki, starcie Manchesteru United z Tottenhamem. “Czerwone Diabły” miały w ostatnim czasie sporo pecha, notując trzy z rzędu ligowe remisy, dwukrotnie tracąc bramki w ostatnich minutach (Arsenal, Everton) i źle rozpoczynając starcie z WHU. Spotkanie z najlepszą defensywą ligi nie zapowiadało się zatem na łatwe i takie rzeczywiście było. Błysk geniuszu Herrery i Mkhitaryana pozwolił wyjść na prowadzenie ekipie Jose Mourinho w 29. minucie, ale tym razem nie wypuścili oni zwycięstwa i trzy punkty zostały na Old Trafford. Zwycięstwo ma jednak nieco gorzki posmak. Ormiański pomocnik, strzelec jedynej bramki w spotkaniu został w 85. minucie zniesiony na noszach po urazie kostki, jakiego doznał w starciu z Rosem. Oby nie było to nic poważnego, bo były piłkarz BVB był w ostatnich meczach najlepszych piłkarzem United.

15. kolejkę zamykało starcie na Anfield, a przeciwnikiem “The Reds” był ciągle szukający dyspozycji z zeszłego sezonu West Ham. Liverpool po piorunującym początku dostał od “Młotów” dwa ciosy, do których cegiełkę dołożył Loris Karius. Niemiecki golkiper popełnił błąd przy rzucie wolnym Payeta i mógł także lepiej zachować się przy bramce Antonio. Na szczęście tuż po wyjściu na drugą połowę jego vis-a-vis Darren Randolph wypuścił piłkę z rąk, a z prezentu skorzystał Origi. Spotkania Liverpoolu w tym sezonie to gwarancja goli i wynik 2:2 tylko to potwierdził. Na kolejne emocje związane z Premier League nie będziemy musieli długo czekać, bo już wtorek uraczy nas dwoma spotkaniami. Oby nadchodząca seria gier była w sporej części tak dobra, jak ta, która jest za nami.

 

Jakub Piątkowski:  Przełamanie mistrza, dziewiąta z rzędu wygrana Chelsea i zwycięstwo United w hicie na Old Trafford – to najważniejsze wydarzenia minionej kolejki Premier League. Kolejki, która rozpoczęła się od zwycięstwa Watfordu nad Evertonem 3:2. To był zaledwie przedsmak tego, co czekało sympatyków angielskiej piłki w kolejnych sobotnich meczach. Łącznie w sześciu spotkaniach padło aż 29 goli, a najwięcej – po sześć – w Hull i Leicester. Starciu na King Power Stadium należy poświęcić nieco więcej uwagi. Po serii fatalnych wyników, mistrzowie Anglii wreszcie się przełamali i to w momencie, w którym najmniej można było się tego spodziewać. Wydawało się, że piłkarze Manchesteru City, podrażnieni zeszłotygodniową porażką z Chelsea, nie dadzą szans tracącym ostatnio sporo bramek podopiecznym Claudio Ranieriego. Nic bardziej mylnego. Gospodarze już po pięciu minutach prowadzili 2:0, by ostatecznie zwyciężyć 4:2. “Lisy” wreszcie przypominały drużynę z ubiegłego sezonu, a klasą dla siebie był Jamie Vardy, który po długiej strzeleckiej niemocy w końcu trafił do siatki, i to aż trzykrotnie.

W pozostałych sobotnich meczach Hull zremisowało 3:3 z Crystal Palace, Burnley pokonało Bournemouth z Arturem Borucem w bramce 3:2, a w starciu outsiderów Swansea nie dała szans Sunderlandowi wygrywając 3:0. Dzięki zwycięstwu klub Łukasza Fabiańskiego opuścił ostatnie miejsce w tabeli. Po trzy punkty sięgnął także Arsenal, który przegrywał ze Stoke 0:1, ale odwrócił losy meczu i zwyciężył 3:1. “Kanonierzy” na chwilę objęli przodownictwo w tabeli.

Na chwilę, ponieważ w niedzielę dziewiątą wygraną z rzędu odniosła Chelsea, dzięki czemu odzyskała fotel lidera. “The Blues” długo nie potrafili znaleźć drogi do bramki West Bromwich, ale wreszcie uczynił to Diego Costa, dla którego było to już dwunaste trafienie w tym sezonie. Również jedna bramka zadecydowała o zwycięstwie Southamptonu z Middlesbrough i Manchesteru United z Tottenhamem. Podopieczni Jose Mourinho przerwali tym samym serię trzech remisów z rzędu. Zwycięstwo w meczu z “Kogutami” jest dla United niezwykle ważne, gdyż pozwoliło zmniejszyć stratę do wczorajszego rywala z sześciu do trzech oczek.
Kolejkę zakończyło starcie na Anfield, gdzie Liverpool podejmował West Ham. Spotkanie rozpoczęło się po myśli “The Reds”, którzy już w piątej minucie objęli prowadzenie, ale ich gra w defensywie pozostawiała wiele do życzenia i ostatecznie padł remis 2:2. To druga z rzędu strata punktów przez podopiecznych Jurgena Kloppa, którzy wprawdzie utrzymali trzecią lokatę w tabeli, ale do Chelsea tracą już sześć oczek.

Piętnasta kolejka ledwie się skończyła, ale piłkarze i kibice Premier League nie mają chwili wytchnienia. Następna seria gier startuje bowiem już jutro.


Komplet wyników 15. kolejki Premier League:

Watford FC – Everton FC 3:2
Swansea City – Sunderland AFC 3:0
Hull City – Crystal Palace 3:3
Burnley FC – AFC Bournemouth 3:2
Arsenal FC – Stoke City 3:1
Leicester City – Manchester City 4:2
Chelsea FC – West Bromwich Albion 1:0
Southampton FC – Middlesbrough FC 1:0
Manchester United – Tottenham Hotspur 1:0
Liverpool FC – West Ham United 2:2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *