Od ekstazy do kompromitacji. Pół roku gasnącego Lecha. Kto spakuje walizki?

lechpoznan.pl

Zaczęło się dobrze, od awansu do Ligi Europy. W Poznaniu trwało święto w trakcie którego nikt nie myślał o tym, że coś w tym sezonie miałoby pójść nie tak. Minęło kilka miesięcy i oj, jeśli coś poszło nie tak, to prawie wszystko. Lech jest w rozsypce, atmosfera wokół klubu gęsta niczym zupa rybna. Coraz ciężej jest dostrzec światełko w tym szambie, w jakim znalazł się “Kolejorz”.

Michał Probierz nazwał kiedyś grę w europejskich pucharach “pocałunkiem śmierci”. Taki właśnie pocałunek otrzymał Lech w momencie awansu do fazy grupowej Ligi Europy. Na początku było romantycznie, były miłosne porywy w meczach z Benficą czy Standardem, ale błyskawicznie ta relacja zaczęła przeradzać się w toksyczny związek, który pogrążył Lecha w Ekstraklasie. Zebraliśmy problemy, które od początku sezonu trapią “Kolejorza” oraz poszukaliśmy sensowych rozwiązań.

1. Szeroka kadra? A komu to potrzebne?

Wojtek Szczęsny powiedział kiedyś na kanale Foot truck ciekawą rzecz na temat Serga Gnabriego – “Serge pokazuje to co wszyscy w nim widzieli, tylko nie ci, co powinni”. Ciężko nie odnieść wrażenie, że jest tu pewna analogia, łącząca spostrzegawczość działaczy Arsenalu z tamtego okresu i Tomasza Rząsę. W końcu nie tak dawno dyrektor sportowy Lecha podzielił się dość ciekawą opinią na temat aktualnej kadry Lecha:

To czy Lech wyjdzie z grupy czy nie, to generalnie nie ma najmniejszego wpływu na to okienko, bo dajemy sobie radę na trzech frontach

No generalnie to nie, Lech nie radzi sobie na trzech frontach. Nie radzi sobie nawet na dwóch. Jedyny rozgrywki, gdzie wciąż “Kolejorz” daje radę to Puchar Polski. Łączenie gry w Lidze Europy i Ekstraklasie musiało prędzej czy później odbić się na formie fizycznej piłkarzy. Nie mamy pojęcia, czy Rząsa ma problemy ze wzrokiem, czy uważa kibiców za idiotów. Mimo wszystko lepsza byłaby pierwsza opcja, bo pomogłaby wizyta u okulisty. Opcja numer dwa to zwyczajny brak szacunku do fanów i tego wyleczyć się nie da. Wróćmy jednak do tej osławionej potężnej i szerokiej kadry. Pierwszy skład wygląda naprawdę dobrze. Kłopoty zaczęły się, kiedy trener Żuraw musiał trochę porotować. I tu niespodzianka – nie było za bardzo kim.

Krótka ławka

Boki obrony wyglądają całkiem dobrze i w zasadzie to one najlepiej wytrzymały jesienny maraton. Źle wygląda środek obrony. Lech na gwałt potrzebuje sprowadzić sobie stopera, a najlepiej dwóch. Klasy Lubomira Satki nie podważa nikt, pod wieloma względami Słowak wygląda jak profesor na tle Ekstraklasy. Dejewski to przy nim zagubiony pierwszoroczniak z gimnazjum. Lepiej na pewno wypada Crnomarković, aczkolwiek jeśli przy jego boku brakuje wspomnianego wcześniej Satki to zachowuje się elektrycznie. Największy problem jest chyba z Tomasem Rogne. Norweg w formie jest bardzo solidnym obrońcą, dobrym w powietrzu. Problem w tym, że stosunkowo rzadko można na niego liczyć. W ciągu prawie trzech lat spędzonych w Lechu zagrał on ledwie w 62 spotkaniach.

Podobne problemy Lech ma wśród środkowych pomocników. Wartością dodana dla zespołu są oczywiście Tiba i Moder, ale to w zasadzie tyle. Tiba już wypadał w trakcie sezonu z powodu urazów, a Moder jest już wyraźnie zajechany ciężką jesienią i zapewne z niecierpliwością wypatruje przerwy zimowej. Kto ma ich zastąpić? Karlo Muhar, który porusza się z gracją, jaka przypisana jest do worka kartofli? Czy może Filip Marchwiński, który jeszcze wyraźnie nie dorósł do gry na tym poziomie? W tej formacji jak na razie dojdzie do podmianki personalnej i Modera zastąpi Jesper Karlstrom. To zdecydowanie za mało i kolejni dwaj środkowi pomocnicy raczej nie zaszkodzą (tylko niech nie będą jakości Muhara).

Lista zakupów

Na skrzydłach trener Żuraw ma taki wybór, jak Polacy w spożywczaku za komuny. Kamiński, Sykora i Skóraś. Dwóch młodych zdolnych i jeden granat z opóźnionym zapłonem. Oprócz tego od biedy zagra tam Puchacz i były jeszcze eksperymenty z Marchwińskim, ale o tym lepiej nie wspominać. na kierownicy gra oczywiście Ramirez i tu akurat trener może rotować, ale uparcie nie chce. Awwad jest trochę jak syn, który zdał już prawo jazdy, coś jeździć potrafi, ale ojciec Żuraw boi się powierzyć mu samochód. No i jest jeszcze Kacharawa, która ma zastępować Ishaka, ale Gruzin bardziej przypomina biedawersję Tomasa Pekharta z Legii, a nie pełnoprawnego zmiennika.

Lista zakupów Lecha powinna wyglądać tak:

– jeden, albo dwóch porządnych stoperów

– dwóch środkowych pomocników

– solidny skrzydłowy

– zmiennika Ishaka

Czy Rząsa i działacze Lecha mają zrobioną taką listę? Oby, bo wystarczy kilka kontuzji i marzenia o podium runą jak domek z kart.

2. Frajerstwo w końcówkach

Ciężko będzie znaleźć klub w Ekstraklasie, który oddał tak wiele punktów w końcówkach spotkań, co Lech Poznań. Ciężko stwierdzić jaki jest tego wyraźny powód. Wydaje się, że wynika to z połączenia zmęczenia, słabej mentalności i braków w grze defensywnej. Oto lista wstydu Lecha i to tylko z tego sezonu:

– Stracone bramki w 82. i 87. minucie i porażka z Zagłębiem Lubin

– Stracony gol w 88 minucie i tylko remis z Wisłą Płock

– Doliczony czas gry i bramka Lopesa i porażka z Legią

– Rajd Szelągowskiego u wypuszczenie zwycięstwa w doliczonym czasie gry z Rakowem

Tylko w tym sezonie Lech w lidze stracił aż 9 punktów przez bramki tracone w ostatnich 10 minutach spotkania. Gdyby nie to byliby on na trzecim miejscu w tabeli, tuż za plecami Rakowa. Innym wartym do odnotowania faktem jest to, że Lech od ponad dwóch lat nie potrafi w naszej lidze odwrócić losów spotkania. Tak tak, dobrze przeczytaliście – dwa lata. Ostatni taki przypadek to mecz z Wisłą Płock z listopada 2018 roku. Trochę szok, że kibice w Poznaniu muszą tyle czekać na skuteczne odrobienie strat.

Na pocieszenie warto jednak dodać, że Lech od czasu do czasu sam zgarnie punkty w końcówce. Udało mu się to w meczu z Wartą po golu Modera z rzutu karnego oraz w starciu ze Stalą, kiedy to w do siatki trafił Tiba i dał swojej drużynie remis. Wciąż jednak kibice Lecha muszą gryźć paznokcie z nerwów w tuż przed końcem spotkania i trener Żuraw zdecydowanie musi coś zmienić w drużynie w tym aspekcie, podobnie jak z kolejnym ogromnym problemem “Kolejorza”

3. Klątwa stałych fragmentów

Lech beznadziejnie broni przy stałych fragmentach gry. Nie trzeba być specem od taktyki, żeby to zauważyć. Krótkie spojrzenie na statystyki, które wręcz krzyczą do nas – Lech jest tutaj fatalny. “Kolejorz” stracił po rzutach rożnych najwięcej bramek w lidze – 6. Tyle samo straciła Stal Mielec. Dodajmy do tego stracony gol po rzucie z autu i pięć rzutów karnych i mamy drużynę, która broni się przed stałymi fragmentami podobnie jak Podbeskidzie, a to w tym momencie nie lada obelga. I znowu nieco ciężko zrozumieć, dlaczego obrońcy tak dobrze radzący sobie w grze głową mają z tym takie problemy. Lechici strzelili bowiem trzy gole po rzutach rożnych, co czyni z nich całkiem solidną drużynę pod tym względem. Powodu trzeba chyba poszukać w bramce.

4. Bieda w bramce

Bednarek nie jest dobrym bramkarzem. Nie jest też złym. Można powiedzieć, że jest średni, a dokładniej – chimeryczny. To chyba najlepiej podsumowuje bramkarza sprowadzonego latem z Holandii. Potrafi zagrać świetny mecz, tak jak na przykład ze Sportingiem Charleroi, a potrafi zawalić mecz, jak z Zagłębiem Lubin. Statystyki bramkarza Lecha nie są tragiczne:

– 71% obronionych strzałów

– 48 obronionych uderzeń na bramkę

Problem leży głębiej. Przeciwnicy Lecha w meczu z ekipą z Poznania wypracowali sobie xG na poziomie 18,o8. Jeśli spojrzymy w ekstraklasową tabelę zobaczymy, że Bednarek wpuścił 21 bramek. Gdzieś się te trzy bramki przyplątały i po części jest to wina właśnie Bednarka. Jeśli zespół chce walczyć o najwyższe cele, musi mieć bramkarza, który będzie im w tym pomagał, a nie przeszkadzał, jak to bywało w tym sezonie. Takim golkiperem jest choćby Dante Stipica z Pogoni. Chorwat w tym sezonie wpuścił ledwie 8 bramek, a według wskaźnika xG Pogoń powinna stracić ich aż pięć więcej. Również procent obronionych strzałów przez Stipice robi wrażenie – 84%. Może Lech powinien pomyśleć o ściągnięciu go do siebie?

To nie była udana runda w wykonaniu Lecha. Awans do Ligi Europy nie zamazuje krajobrazu, jaki jest w tym momencie w Poznaniu. Kibice łakną trofeum i jeśli zarząd chce dać fanom puchar, musi sięgnąć do kieszeni i dać trenerowi narzędzia. Jeśli wtedy pójdzie coś nie tak, to trzeba będzie szukać nowego rzeźbiarza, który być może sam stworzy sobie z Poznaniu pomnik.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *