Nie sztuką jest zwyciężać, sztuką jest przyjąć porażkę – Gianluigi Buffon

Buffon ma niedługo wznowić przygodę z Juventusem. Cristano Ronaldo tym razem nie zniszczy mu marzeń, ale pomoże w ich realizacji.

fot. glistatigenerali.com

Buffon ma niedługo wznowić przygodę z Juventusem. Miłość za klubem? Może, ale na pewno to nie główny powód. Puchar Ligi Mistrzów? Jak mu dadzą, to weźmie z uśmiechem na ustach.

Nie da się nie szanować zawodników, którzy swoją bardzo długą karierę spędzili głównie w jednym klubie. Niestety to zjawisko przy obecnym rynku transferowym będzie powoli wymierać. Nie mówmy jednak o przyszłości, a o teraźniejszości. Przenieśmy się do Włoch. Półwysep Apeniński niesamowicie mocno sprzyja takiej klubowej romantyczności. Maldini, Zanetti, Totti, Del Piero, De Rossi. Przykładów jest bardzo wiele, nie tylko z tych topowych klubów. Chciałbym dziś jednak pomówić o jednej, klubowej legendzie. Jest nią Gianluigi Buffon, który po sezonie w Paris Saint-Germain stwierdził sobie, że wróci do Juve.

Koszmar Champions League

Czy można nazwać Gigiego piłkarzem spełnionym? Szczerze to jak najbardziej, jeszcze jak. Wielu dałoby się pokroić za osiągnięcia Włocha. 11 Mistrzostw Włoch, 4 Puchary Włoch, 5 Superpucharów Włoch, jedno Mistrzostwo Serie B, do tego złoty medal Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku. Do tego szereg osiągnięć indywidualnych pokroju rekordowe 974 minuty z rzędu w Serie A z czystym kontem, najwięcej wygranych Serie A jako zawodnik czy najwięcej występów z koszulce Italii(176). Do tego status legendy włoskiego futbolu. Czy czegoś tu brakuje? 2 Złotych Grali europejskiej piłki – Mistrzostwa Europy oraz Ligi Mistrzów.

To pierwsze, można odpuścić Buffonowi. Z Euro 2012 przywiózł srebrny medal, który też jest bardzo dobrym wynikiem. Poza tym szanujmy się, Puchar Świata przy Puchar Henriego Delaunaya mimo wszystko jest wart więcej. Ale Ligi Mistrzów nie można niczym zastąpić. Buffon należy do tych największych, którzy finału Champions League nie wygrali. A to grono jest zacne: Ronaldo Nazario, Zlatan Ibrahimović, Romario. Jest w nim kolonia włoska w postaci Fabio Cannavaro, Roberto Baggio czy właśnie Buffona. Dla 41-letniego golkipera Liga Mistrzów to obsesja. Szczególnie, że przez ostatnie sezony przeżywa rollercoaster w tych rozgrywkach. Sezon 16/17 – Buffon wychodzi w swoim kolejnym finale Ligi Mistrzów. Dwa poprzednie zakończone niestety porażką. Najpierw z Milanem w 2003 roku (0:0, 3:2 w karnych dla Rossonerich), później z FC Barceloną w 2015 (1:3). Do trzech razy sztuka mawiają. Niestety nie tym razem. Porażka z Królewskimi 1:4. Jednym z katów był Cristano Ronaldo, do którego dziś wrócimy nie raz.

Flashbacki sprzed roku

Niecały rok później. Ćwierćfinał Ligi Mistrzów. Juve – Real po raz kolejny. Pierwszy mecz w Turynie na papierze rozwiał wątpliwości. 3:0 dla Królewskich. Jednak na Bernabeu remontada Juventusu i wszystko wskazuje na dogrywkę. Jednak w doliczonym czasie gry Mehdi Benatia wpada z impetem w Lucasa Vazqueza i sędzie dyktuje jedenastkę. Buffon po gwizdku pełen złości narusza nietykalność arbitra i żegna się z boiskiem. W tamtym czasie zapowiadał, że jest to jego ostatni sezon w karierze. Nie byłoby to piękne pożegnanie z Ligą Mistrzów, gdyby Juve odpadło. A tak się właśnie stało, bo Cristano Ronaldo nie dał najmniejszych szans Szczęsnemu. Wypowiedzi Buffona po tym finale były dosyć ciekawe:

Sędzia ma kubeł na śmieci w miejscu, gdzie powinno być serce. Skazał nas na odpadnięcie z Ligi Mistrzów. Przyznanie tak wątpliwego, a nawet “superwątpliwego” karnego tuż przed ostatnim gwizdkiem to zniszczenie pracy całej drużyny, która dała z siebie absolutnie wszystko. Człowiek nie może przesądzać o wykluczeniu zespołu taką decyzją.

Bezduszny sędzia powinien się wstydzić, że odebrał biednemu Buffonowi marzenia o pucharze Champions League. Przecież on całą karierę na to pracuje, cała drużyna staje na głowie, by uratować awans, a ten sobie gwiżdże jak przepisy mówią. Skandal.

I to by było na tyle? Nie, to nie Looney Tunes

Gdy sezon się skończył Buffon stwierdził, że nie zamierza wieszać butów na kołek. W sobotę rozegram ostatni mecz w barwach Juventusu. Cieszę się, że udało mi się dobić do czterdziestki w takiej formie. Jeszcze piętnaście dni temu byłem pewien, że kończę karierę. Ale teraz mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że jedynym, czego jestem pewny, to to, że odchodzę z Juventusu. Dostałem sporo ciekawych propozycji z innych drużyn, spoza Włoch – powiedział wtedy golkiper na konferencji prasowej.

Tą ciekawą propozycją prawdopodobnie było PSG z którym później podpisał kontrakt. Dlaczego wybrał konkretnie Paryżan? Można się domyślić. Zapewne ze wszystkich ofert to Francuzi dawali największe szanse na Ligę Mistrzów. Jest Neymarek, jest Kylianik i grają chłopaki. Poprowadzą go do pucharu. Śmieszne, że to Buffon był jednym z ojców porażki PSG z Manchesterem United i pożegnaniem się z rozgrywek.

Powrót na stare śmieci

Ostatnio PSG jak i sam Buffon poinformowali, że roczna umowa nie zostanie przedłużona i obie strony pójdą swoimi ścieżkami. Gianluigi nie myśli o zakończeniu kariery, nic z tych rzeczy. Na dniach ma podpisać ponownie kontrakt z Juventusem, tym razem jako rezerwowy. Stara Dama legendzie przecież nie odmówi. W umowie ma mieć zawarte pewne klauzule.

Pierwszą będzie 8 występów w Serie A. Buffon ma na ten moment 640 meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech. Daje mu to drugie miejsce w tabeli wszech czasów. Pierwszym jest Paolo Maldini – 647 spotkań w barwach AC Milanu. Chęć pobicie rekordu, który jest w zasięgu jest całkowicie zrozumiałe. Natomiast druga klauzula obejmuje 2 spotkania w innych rozgrywkach. A jakże, w Lidze Mistrzów. Cristano już za wiele razy niszczył mu marzenia, a teraz mu pomoże w ich realizacji. Jeszcze jak do Juve dołączy parę nazwisk, chociażby Mathijjs De Ligt, to Buffon może odejdzie na emeryturę spełniony. Ale styl pozostawi niesmak.

A jeśli się nie uda? Hmm, co my tu mamy na liście. Może Liverpool albo Barcelona będą szukać rezerwowego golkipera?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi