Na fali zmarnowanych okazji łatwo jest popłynąć. Ofensywny problem Marcelino dociska z każdą kolejką

Marcelino

fot. MARCA

Od zwycięstwa w Superpucharze do dwóch przegranych finałów Pucharu Króla. Dziś i do serii ośmiu meczów bez zwycięstwa. Marcelino znalazł się w kropce, bo Athletic Club cierpi pod bramką przeciwnika. Wydostać się z tej spirali jest coraz trudniej.

Nie wszystko wygląda tak źle, jak to malują. Ostatni mecz z Sevillą to przede wszystkim wizytówka ekipy Marcelino. Rażąca nieskuteczność, wyraźnie wyeksponowana, choć świeżością nie pachnie. Właściwie w tym sezonie widzimy to, co tydzień. Stali obserwatorzy baskijskiej drużyny sięgną pamięcią dalej. Do wiosny i meczów z Osasuną, czy Elche. Athletic Club to zespół preferujący futbol bezpośredni. Solidnie wyglądający w obronie, wybiegany. Niestrudzony w kolejnych próbach wysokiego pressingu, dynamicznie przechodzący do ataku, a przy tym myślący w drugiej linii. To może się podobać, szczególnie że 56-latek nie miał zbyt wielkiego pola manewru, przejmując stery po Garitano.

– Skuteczność to element szczęścia, podobnie jak piłka wpadająca do bramki przy słupku. Zagraliśmy niezwykły mecz z Sewillą, niesamowitą pierwszą połowę – mówił Marcelino po przegranym meczu z Sevillą.

Ekipa z San Mames znajduje się w pierwszej trójce drużyn najczęściej atakujących szesnastkę rywala. W czwórce w kontekście posiadanej piłki na połowie przeciwnika. To 61 oddanych strzałów w czterech ostatnich spotkaniach. Athletic to dziś waga ciężka w zakresie przytaczanych statystyk. Nie zgadza się tylko ta jedna, najważniejsza – liczba bramek. Tylko 13 zdobytych przy 12 straconych, gdzie drugi wynik nie jest powodem do wstydu. Baskowie cierpią na bezzębność, a Marcelino wciąż szuka rozwiązania.

Dotrzymać kroku

Athletic to zespół, który grając z obecnie drugą siłą ligowych rozgrywek, po prostu dominuje. Kontroluje przebieg gry i szuka okazji, aby przełożyć to na wynik. Problem w tym, że rosnący procent posiadania piłki, czy 13 oddanych strzałów to budowa finalnie nieznaczącej statystyki. Możemy dyskutować, że z Sevillą właściwie nie zasłużyli na porażkę. Szczególnie po pierwszej części meczu. Niemniej w ten sposób zawężamy pole widzenia, bo to nie szczęścia zabrakło, a pomysłu. Nie dziś, czy wczoraj, a od początku kampanii. I warto dodać, że bardziej wstrzemięźliwy Athletic to nie recepta. Widzieliśmy to tydzień wcześniej z Getafe. Zespołem, zajmującym miejsce w strefie spadkowej. Z drużyną w przebudowie, która odsłoniła w zasadzie wszelkie słabości przyjezdnych. Brak jasności w grze i paraliżujący strach, gdy to rywal urwie dla siebie kilka fragmentów. A przede wszystkim sztywność. Marcelino taktycznie i strategicznie stoi na sztywnych nogach. Zespół potrzebuje zmian, a bezruch to żadne rozwiązanie.

O tym, dlaczego Robert Lewandowski nie trafi do Realu Madryt

To nie jest tak, że Athletic nie jest w stanie generować dogodnych sytuacji do oddania strzału, bo przecież potrafią wyjść agresywnie do przodu. Szczególnie pracuje środkowa strefa wsparta o Ikera Muniaina. Być może dla wielu będzie to niespodzianką, ale 28-latek jest piłkarzem generującym najwięcej kluczowych podań poprzedzających to otwierające drogę do bramki. Przypomina Sergio Canalesa z minionej kampanii LaLiga, choć statystyką bliżej mu do Lionela Messiego. To jednak do niczego się nie zda, gdy większość pada łupem fatalnego wykończenia.

Gdzie leży problem?

Athletic w tym sezonie właściwie nie wykonał żadnych ruchów na rynku transferowym, by umocnić zespół przed startem LaLiga. Wyjątkiem 24-letni Alex Petxa wyłowiony z zaplecza Realu Sociedad. Pojawiały się też głosy w kontekście piłkarzy wracających po latach do Bilbao, ale prawdę mówiąc, klub od początku nie był skłonny spełniać sporych oczekiwań finansowych. Tym samym naturalne stało się, iż więcej czasu otrzymali Nico Williams i Oihan Sancet. Nieśmiało do pierwszej drużyny zapukał także Nico Serrano, na którego San Mames czeka z zapartym tchem. Wszystko to jednak pocieszenie, bo trudno nie odnieść wrażenia, że chociaż z przyjemnością oglądamy rozwój młodszego Williamsa, to nie jest on wyrocznią. Nie popchnie do przodu, nie wypełni coraz głębszej luki. A gdzie jej geneza?

Partia włoska w wykonaniu Levante. Alessio Lisci w walce o utrzymanie

Baskowie od dawna poszukują napastnika z krwi i kości. Kolejna próba modyfikacji ról i pozycji to już powoli norma. Począwszy od niegdyś błyskotliwego, a dziś nieco niespełnionego Inakiego Williamsa. Klubowej ikony, która ze skrzydłowego musiała przebranżowić się na pozycję środkowego napastnika. Taki zabieg sprawił, iż Hiszpan faktycznie częściej dochodzi do pozycji strzeleckiej, ale wielokrotnie w sytuacjach stuprocentowych nie jest w stanie zachować chłodnej głowy. Jego występy zaczynamy odbierać przez pryzmat zmarnowanych dwóch, trzech znakomitych akcji, więc cała reszta schodzi na drugi plan. Liczby nie pomagają, bo trzy trafienia to po prostu za mało.

Nie lepiej wygląda wiekowy już Raul Garcia, który pod przywództwem Marcelino stał się piłkarzem zdecydowanie bardziej zaangażowanym w grę kombinacyjną. Jest profilem znacznie różniącym się od Inakiego i ta odmienność procentowała w duecie przy sztywnym ustawieniu, które preferuje Athletic. 35-latek co prawda zrównał wynik partnera, ale problemy natury fizycznej nie dają spokoju. Garcia nie nadąża za tempem, które Lwy poniekąd  same narzucają.

Warto zauważyć, że nie pomaga również szalejący w ubiegłej kampanii Alex Berenguer, który w 16 spotkaniach nie zdobył ani jednej bramki. Asier Villalibre wybiegł na murawę tylko siedem razy, a wspomniani Nico Williams i Sancet wciąż nie znaleźli drogi do bramki. Dość powiedzieć, że Baskowie strzelili w tym sezonie tylko 13 goli, chociaż zgodnie z xG powinni 22,4. Różnica między przewidywanymi a zdobytymi bramkami jest dziś kolosalna. Największa w Hiszpanii. To daje do myślenia, gdy weźmiemy pod uwagę, iż przecież z Barceloną można było wygrać, a Atletico dobić. Na Santiago Bernabeu można było powalczyć o remis, a ze wspomnianą wcześniej Sevillą nawet o zwycięstwo.

W kontrze do rotacji

Wydaje się, że Athletic nie do końca kontroluje swoją sytuację w defensywie. Często jest zmuszony do rotacji z uwagi na kwestie zdrowotne, ale finalnie Marcelino uzyskał swego rodzaju spójność w założeniach. Nie jest dziś najistotniejszą kwestią, czy na prawej obronie zobaczymy Oscara de Marcosa, czy Inigo Lekue. Problemem również nie jest nieobecność Daniela Viviana, który błyskawicznie udomowił się w nowym klubie. Obok Inigo Martineza gra zatem Yeray Alvarez i nie koli w oczy nawet Mikel Balenziaga, bo przecież ze zdrowiem walczy Yuri Berchiche. Zresztą 33-latek jest najlepszym przykładem, jak harmonijnie pracująca defensywa jest w stanie przykryć słabości jednostki. Warto również zwrócić uwagę na Unaia Simona, który na początku roku był w katastrofalnej formie, a jego udział na Euro kwestionowany był przez wielu kibiców. Popełnił kilka znaczących gaf, ale finalnie Luis Enrique zbudował 24-latka, który na San Mames zawsze był liderem. Jest nim i teraz gdy dojeżdża głowa i dochodzą liczby – obronione 17 z 19 strzałów w meczach wyjazdowych.

Materiał w defensywie wydaje się giętki, ale poza Inigo brakuje ikry, aby poszukać dominacji, grając wyższą linią. To rodzi kolejny problem – konfrontacja z  zespołami dolnej części ligowej tabeli. Tylko remis z Elche, Levante i Getafe. Głupio stracona okazja na komplet w starciu z zachwianą Granadą. W końcu zmarnowana szansa z Espanyolem i porażka z Cadiz. Dodajmy, że w pełni zasłużona. Athletic zajmuje dopiero 12. miejsce w lidze i sam jest sobie temu winien. Spoglądamy na Real Betis, który do niedawna był w zasięgu. Patrzymy na Osasunę, będącą w dołku, ale wciąż nad ekipą Basków. Przede wszystkim zerkamy w stronę beniaminków – Espanyolu i Rayo, którzy wbrew logice urywają punkty na potęgę. Athletic tego nie robi i to zemści się niemiłosiernie, bo sezon pokazuje, że do Europy nie jest wcale tak daleko. Obrazuje też na przykładzie Atletico, że łatwo się wywrócić, gdy do koniecznych zmian podchodzisz zbyt późno.

Zdjęcie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.