Maraton czas zacząć. Po przerwie hiszpańska fiesta czy może siesta? Zapowiedź 29. kolejki La Ligi

LaLiga

Europa wraca do gry. Po przerwie na spotkania reprezentacyjne piłkarze wrócili do klubów i do końca sezonu skupią się już tylko na nich. W Hiszpanii czas na 29. kolejkę, która nie powinna być bardzo wymagająca dla czołówki, za to drużynom z dolnych rejonów nie wróży się na tą serię nic dobrego. 

Kolejkę rozpocznie w piątkowy wieczór Espanyol, który na Estadi Cornellà-El Prat gościć będzie Real Betis. Obie ekipy plasują się w środku stawki, trzymając bezpieczny dystans od strefy spadkowej. W przypadku Papużek w grę wchodzi jeszcze awans do europejskich pucharów, jednak 8 punktów straty do miejsca dającego prawo gry w Europie w przyszłym sezonie sprawia, że nie ma już miejsca na błędy. Serię prowadzącą do awansu podopiecznym Quique Floresa dobrze będzie zaczął ze słabo spisującym się na wyjazdach zespołem z Andaluzji.

W pierwszy dzień kwietnia, który przypada na sobotę dane nam będzie zobaczyć jak po przerwie spiszą się Villareal, Athletic Bilbao, Real Sociedad czy Atletico Madryt. Przed najtrudniejszym zadaniem stanie Żółta Łódź Podwodna, której dyspozycję sprawdzi Eibar. Gościom z pewnością na dobre wyjdzie odpoczynek, na który mogli sobie pozwolić w trakcie gier reprezentacyjnych. Podopieczni Mendilibara w ostatnich czterech spotkaniach ligowych nie zaznali bowiem smaku zwycięstwa, trzykrotnie remisując i raz przegrywając. Pora na przerwanie złej passy.

Następni w kolejce będą piłkarze obu drużyn z Kraju Basków. Athletic uda się w podróż do Pampeluny, by zetrzeć się z czerwoną latarnią ligi – Osasuną. Walka o czołowe lokaty wchodzi w decydujący okres, każdy klub wie o co będzie grać w ostatnich dziesięciu kolejkach i jeśli chce znaleźć się w pucharach, zwycięstwa w takich spotkaniach to konieczność. Nie inaczej wygląda sytuacja Txuri-Urdin. Na Anoeta stawi się Leganés i choć beniaminek ma dobry dla siebie okres to wciąż jest to ekipa, która znajduje się tuż nad kreską strefy spadkowej. Przez dwie porażki z rzędu podopieczni Eusebio Sacristána wypadli z walki o top 4, o które bili się jeszcze do niedawna z Atletico i nie mogą sobie pozwolić na dalszy spadek w tabeli, jeśli chcą w przyszłym sezonie powalczyć w Europie.

Wieczorem sobotnie granie zamknie Atletico Madryt. Rojiblancos czeka wyjazd na La Rosaleda, na stadion Málagi. Piłkarzom dowodzonym przez Cholo Simeone nigdy nie grało się łatwo na stadionie sobotniego rywala, tyle że zespół z Andaluzji spisuje się w trwającym sezonie bardzo słabo i będzie chciał go jak najszybciej puścić w zapomnienie. Na przestrzeni sezonu Málagę prowadziło już trzech szkoleniowców, co nie sprzyja stabilizacji i dobrym wynikom. Plusów gospodarze mogą szukać w osobie nowego trenera – Míchela, którego przeszłość związana z Realem Madryt będzie dodatkową motywacją w starciu z Atletico.

Niedziela zarezerwowana została dla Sevilli, Realu i Barçy. Andaluzyjczycy wypadli już z walki o tytuł i walczą teraz o utrzymanie trzeciej lokaty na koniec rozgrywek, która pozwoli stawić się w fazie grupowej Ligi Mistrzów bez konieczności grania w kwalifikacjach. Cztery spotkania z rzędu bez zwycięstwa to seria, która w trwającej kampanii nie przytrafiła się podopiecznym Sampaolego aż do teraz. Sevillistas prezentowali się przez dłuższy czas znakomicie, dotrzymując tempa Realowi i Barcelonie w lidze, zaś w Lidze Mistrzów wychodząc z trudnej grupy z Lyonem i Juve. Coś jednak zacięło się w tej maszynie i nie przypomina ona zespołu z przed kilku tygodni. Przerwa w rozgrywkach mogła tylko pomóc chilijskiemu trenerowi w znalezieniu recepty na ten stan rzeczy. Czy tak jest przekonamy się w niedzielne południe, gdy na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán przyjedzie plasujący się w strefie spadkowej Sporting Gijón.

Popołudniu swoje spotkanie rozegra Real Madryt. Królewscy są w dobrym nastroju, mają do dyspozycji niemal całą kadrę (m.in. zawieszony za kartki jest Casemiro) i wygodnie siedzą w fotelu lidera La Ligi. Żeby utrzymać się na nim także po tej serii gier piłkarze Zinedine Zidane’a muszą rozprawić się z najlepszym z beniaminków – Deportivo Alavés. Finalista Pucharu Króla potrafił w pierwszej rundzie postawić się Realowi tylko przez pierwsze minuty, wychodząc na prowadzenie, którego nie udało się utrzymać (1:4). Na Santiago Bernabéu zadanie będzie jeszcze trudniejsze, bowiem to jak dotąd jedyny niezdobyty obiekt w lidze, a do tego gościom przyjdzie mierzyć się z klubem ze stolicy bez wypożyczonego z niego gwiazdora zespołu Marcosa Llorente.

Duma Katalonii zaś zamknie niedzielne granie na boisku przedostatniej Granady. Znając wynik Blancos będzie musiała podwójnie zmotywowana podejść do tego starcia, które pozornie wydaje się łatwe. Gospodarze bowiem na 19 zdobytych do tej pory punktów… aż 16 ugrali na własnym terenie. W bezpośrednich potyczkach na Nuevo Los Cármenes piłkarze Luisa Enrique wygrali cztery z pięciu spotkań, a w całej historii na 11 takowych meczów tylko raz zanotowali wynik inny niż zwycięstwo. Messi i spółka nie powinni zatem obawiać się swojego rywala.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.