“Zrobiliśmy wszystko, ale nie wygraliśmy”. O tym jak Lopetegui zagiął Koemana [FELIETON]

Lopetegui

fot. LoteLaLiga

Sevilla jedną nogą w finale Pucharu Króla. Julen Lopetegui nie miał żadnych skrupułów dla Koemana. Rewanż dla Katalończyków będzie sporym wyzwaniem, ale z takimi w przeszłości nie raz sobie radzili. Czy poradzą sobie i teraz?

– Zrobiliśmy wszystko, kreowaliśmy akcje, napieraliśmy… Nie mogę winić zespołu. Myślę, że wynik jest dla nich zbyt dobry – mówił Ronald Koeman tuż po wczorajszym meczu. To tylko jedna z wielu wypowiedzi holenderskiego szkoleniowca, która rodzi wiele pytań. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy sam wierzy w te słowa. Zastanawia jednak dość fundamentalna kwestia – co zrobił, by temu zapobiec.

FC Barcelona nie grała wczoraj fatalnie. Jestem w stanie postawić tezę, że w niektórych momentach miała szansę, by ten wynik dziś wyglądał korzystniej. Z nich jednak nie skorzystała, a sam Koeman nie do końca wiedział, co przygotować na Sevillę Lopetegui’ego. A co gorsza – nie wiedział jak reagować na przebieg meczu. Kadrowo niekompletna Barcelona z wyjściową jedenastką nie miała co czarować. Gra z wątpliwym Juniorem Firpo i Oscarem Minguezą już z początku nie napawała optymizmem. Samuel Umtiti odbił się czkawką. Francuz ostatnio prezentował się przyzwoicie, ale wczoraj dwukrotnie wyciągnął “pomocną dłoń” do rywala. Z przodu także nie było wielkiego pola do manewru.

Wyjściowa jedenastka więc w ogóle nie dziwi. Myślę, że to, co istotne, to reakcja na to, co dzieje się na placu gry. W pierwszej połowie mniej oglądaliśmy Barcelony w Barcelonie. To rywal częściej był przy piłce. To rywal chętniej stopniowo przesuwał się do przodu. Blaugrana natomiast miała swoje sytuacje, ale brakowało finiszu. Jak przy akcji Messiego, gdy gospodarzy ratował Bono, czy przy rajdach Dembele (7/7 wygranych pojedynków), który wczoraj wielokrotnie stwarzał zagrożenie pod bramką rywala. Barca jednak z tego nie skorzystała, a samemu Francuzowi z Escudero brakowało więcej pewności. Tej nie zabrakło Kounde. Koeman chyba nie był na to gotowy. Lopetegui wręcz przeciwnie.

 

Nowa Huesca Pachety chce walczyć o utrzymanie w La Liga. Czas na przebudowę!

 

Julen Lopetegui podręcznikowo zatrzymał Koemana 

Sevilla wiedziała jak kontrolować grę. Nie potrzebowała wiele czasu na naukę. Na zegarze wybija 69. minuta meczu. Sevilla prowadzi, ale Julen Lopetegui widzi, że musi zareagować na wydarzenia z ostatnich minut. Robi aż trzy zmiany. Wprowadza na lewą stronę Karima Rekika za Sergio Escudero. Hiszpan ma już żółtą kartkę, a Ousmanne Dembele nie zwalnia tempa. Trzeba zniwelować niepotrzebne ryzyko. Holender również jest nominalnym środkowym obrońcą. Zawodnikiem bardziej bezpośrednim, fizycznym i świeższym. Kolejne zapędy skrzydłowego Blaugrany będą studzone.

Niemniej jednak Lopetegui wie, że chcąc wygrać mecz, nie może zrezygnować z ofensywy. Nie w tym momencie. Trzeba szukać aktywności z przodu, ale rozsądnie. Wprowadza więc Luuka de Jonga. Inny profil w zestawieniu z Youssefem En-Nesyrim. Marokańczyk zresztą miał lepsze występy, aniżeli wczorajszy z Barceloną. Holender później wygra większość pojedynków, w których weźmie udział. Całość uzupełnia Munir El Haddadi, który ma być kluczem przy grze z kontry.

To jednak nie koniec zmian. Lopetegui potrzebował 10 minut na obserwację przeciwnika. Dość istotne dla ostatniej fazy meczu. W 80. minucie na boisko wprowadza Nemanje Gudelji, który ma za zadanie wspierać defensywę. Schodzi natomiast Joan Jordan. Hiszpan rozegrał świetne zawody, ale emocje zaczęły brać górę. Złapał również żółty kartonik i miał coraz większe problemy z przeciwnikiem w środkowej strefie.

Na koniec na placu gry melduje się Oliver Torres. Poniekąd ma również pomóc w środku. Mimo wszystko samą zmianę rozpatrywałbym także w ramach czysto sportowych. Suso dziś odstawał, a z minuty na minutę było to coraz bardziej widoczne. Sevilla nie chciała zamykać się na ewentualną kontrę i drugą bramkę. Jednakże Lopetegui myślał rozsądnie, zabezpieczając się przed meczem wyjazdowym. Skutek widzieliśmy już trzy minuty później. Bramka na 2:0 i w rezultacie przyzwoita przewaga przed rewanżem.

Sevilla ma i Sevilla chce, ale Barcelona potrafi

Dwubramkowa strata w meczu rewanżowym nie jest górą nie do zdobycia. Szczególnie dla takiego klubu jak FC Barcelona. Aby myśleć o finale, trzeba zmienić wiele. Duma Katalonii na wszystko wpływu mieć nie będzie. Na pewno nie na zdrowie. Aktualna sytuacja w Barcelonie nie wygląda kolorowo. Koeman nie mógł wczoraj skorzystać z Pique, Araujo, Coutinho, Fatiego, Desta, Pjanicia, Braithwaite’a, czy Sergi Roberto. W marcu ma to wyglądać lepiej, a przynajmniej w teorii.

Niemniej jednak Barca to nie jedyny poszkodowany tego sezonu, jeśli mowa o absencjach. Trudno więc, by skupiać się na problemie, na który ma się marginalny wpływ. To tylko część składowa, reszta to przygotowanie do meczu. Taktycznie wczoraj Koeman poległ. Być może zabrakło pomysłu, a może to rywal zaskoczył. To, czego na pewno zabrakło to chęci. Dostosowania się do przeciwnika. Sevilla w ostatnim czasie nie zdejmuje nogi z gazu. Nie będzie łatwo odrobić stratę, ale nikt nie mówił, że być powinno. Wydaje się, że ryzyko czasem jest konieczne. Wczoraj Koeman wolał poprzestać na szukaniu wymówek. Na wsparciu opinii publicznej. Może to czas, by przed rewanżem wyciągnąć wnioski, bo świat jest i będzie brutalny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *