Lech Poznań – podsumowanie początku sezonu

Krzysztof Drobnik (Piłkarski Świat)

Przygnębienie, rozgoryczenie i coraz większa złość. Po meczu Lecha Poznań z Cracovią wśród fanów Kolejorza narastają wątpliwości, czy aby na pewno projekt “Nowy Lech” będzie w stanie spełnić pokładane w nim oczekiwania? Mam wrażenie, że przed meczem z Lechią Gdańsk, który odbędzie się 14.09 w Gdańsku, nagromadzi się więcej pytań niż przed startem sezonu.

Kibice wrócili, ale czy zostaną?

W spotkaniach ze Śląskiem Wrocław oraz z Cracovią widok zapełnionych trybun wywoływał uśmiech na twarzach. Lechowi udało się zmobilizować znaczną część kibiców do przyjścia na mecz i oglądania na żywo gry ukochanego zespołu. Podczas meczu z wrocławskim Śląskiem na trybunach pojawiło się ponad 32 tys. spragnionych, w sobotnim spotkaniu z Cracovią frekwencja była niższa, bo na trybunach zasiadło “tylko” 25.768 tys. widzów. Co względem poprzednich rozgrywek było sporym sukcesem. Oba te spotkania Lechici niestety przegrali.

Śmiało można założyć, że dwie porażki przed własną publicznością mogą skutecznie zniechęcić sporą grupę fanów do tego, aby po raz kolejny zasiąść na stadionie. Ale czy na pewno? Być może kredyt zaufania jaki dostał Lech od swoich kibiców, nie skończy się z dniem 20.09 kiedy to na własnym stadionie Kolejorz zagra z Jagiellonią Białystok. Wszyscy związani z Lechem doskonale wiedzieli, że nie można wymagać cudów od przebudowanej drużyny. Pierwsze mecze, a raczej postawa zawodników napawały optymizmem. Lech grał przyjemnie dla oka, budował składne akcję i nie pozwalał rywalom na rozwinięcie skrzydeł. Jednak to co ładnie wyglądało, nie zawsze przynosiło efekty w postaci zdobytych punktów (mecze ze Śląskiem, Arką czy nawet Piastem).

Zdaje sobie sprawę z tego, że cierpliwość kibica drużyny piłkarskiej jest czymś wyjątkowym. Przeważnie po dwóch-trzech słabszych meczach entuzjazm się kończy i zaczyna się szukanie winnych. Nie chciałbym, aby po raz kolejny wokół Kolejorza zaczęła panować gęsta atmosfera, która towarzyszyła wszystkim w poprzednim sezonie. Każdy realnie oceniający możliwości drużyny kibic doskonale wiedział, że prędzej czy później kryzys lub słabszy moment musi się przydarzyć. Jednak nie można popadać ze skrajności w skrajność i tak jak po wygranych spotkaniach trzeba chwalić, ale z umiarem. Tak po porażkach każdy ma prawo do krytykowania. Mądrego krytykowania.

Przygnębiony trener

Na konferencji po meczu z Cracovią po raz pierwszy widziałem Dariusza Żurawia autentycznie przygnębionego i zasmuconego faktem, że Lech zawiódł tak licznie zgromadzonych fanów. Trener Lecha na pytanie mojego redakcyjnego kolegi Marcina Pabiana, o to czy też przyczyn porażki upatruje w wyłączeniu z gry Pedro Tiby i Darko Jevticia, tylko westchnął i przyznał rację. Był to obraz naprawdę załamanego człowieka, który absolutnie zdaję sobie sprawę z tego, że nie tak powinien wyglądać mecz w wykonaniu jego podopiecznych.

Osobiście nadal mam ogromną nadzieję, że Dariusz Żuraw to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Trzeba trenerowi po prostu dać czas. On sam wie, że nic nie dzieję się na pstryknięcie palcem. Lech przeszedł przebudowę. Z drużyny odeszło ponad 10-ciu zawodników, na ich miejsce sprowadzono zawodników zza granicy. To też nie jest łatwe zadanie, aby wszystkie klocki tak ze sobą poskładać, żeby każdy był zadowolony. Mając nawet na uwadze solidny początek sezonu (jeśli chodzi o styl gry), to kibice muszą zdać sobie sprawę z tego, że trener Żuraw nie jest czarodziejem i tak jak każdy z nas, ma prawo do pomyłki. Tylko i wyłącznie od samego Dariusza Żurawia zależy jak szybko będzie się uczył i jak szybko będzie wyciągał wnioski z przegranych spotkań.

Tak jak kibice po zeszłorocznych rozgrywkach dali zawodnikom spory kredyt zaufania, tak samo trzeba wspierać trenera Żurawia. Podczas spotkania z ekipą Michała Probierza było widać to, jak szkoleniowiec Lecha stara się wpłynąć na grę zespołu. Nie jest jego winą, że błędy indywidualne obrońców i pech np. Kamila Jóźwiaka nie chcą się od poznańskiego Lecha odczepić. Co prawda taktycznie to Cracovia wyglądała lepiej, ale z takich właśnie doświadczeń swoją wiedzę musi czerpać opiekun Lecha. Tak, aby w przyszłości gra prowadzonego przez Dariusza Żurawia zespołu wyglądała lepiej.

Krytyka wskazana

Od kilku spotkań największa krytyka spada na wspomnianego już wyżej, Kamila Jóźwiaka. Jasno i wyraźnie chcę podkreślić, że krytyczna ocena gry skrzydłowego jest jak najbardziej wskazana. Nie da się ukryć, że forma młodego zawodnika jest daleka od idealnej i w pewnym momencie można po prostu stracić cierpliwość.

Zawsze staram się realnie oceniać występy zawodników Lecha. I tak jak większość doceniałem za dotychczasową postawę, tak do Kamila sam miałem i nadal mam dość duże pretensje. Od będącego od kilku lat w kadrze zespołu zawodnika mamy prawo wymagać więcej, niż on sam w tej chwili prezentuje. Zaryzykuję stwierdzenie, że Kamil Jóźwiak powinien mieć na swoim koncie co najmniej cztery gole, a nie jak to ma teraz miejsce – jednego. Ale co w moim odczuciu jeszcze ważniejsze, nie można pozwolić sobie na przesadę w ocenie występu danego zawodnika.

W mojej opinii krytyka lub jak niektórzy to nazywają hejt jaki spotkał skrzydłowego Kolejorza jest następstwem tego, że z Poznania odeszli zawodnicy, którzy nie kojarzyli się kibicom najlepiej. I na kimś “uwaga” fanów musiała się zogniskować. A to, że sam Jóźwiak daję swoją postawą argumenty krytykom tylko to wszystko napędza.

Przed rozpoczęciem sezonu wydawało się, że kibice mogą skupić się na Darko Jevticiu. Bo to on jako ostatni z tych, którzy byli nazywani przegrywami został w zespole. Na dodatek wątpliwości budził fakt, że Darko został wybrany kapitanem zespołu. Co dla niektórych było delikatnie mówiąc zadziwiające. Sam Jevtic od początku rozgrywek mówiąc kolokwialnie – zamknął mordy hejterom. Na boisku jest najlepszym zawodnikiem Lecha, zaraz po Pedro Tibie. I nawet słabszy występ w meczu z Cracovią, znacząco nie wpłynął na ocenę postawy rozgrywającego Lecha Poznań.

Pretensje do zarządu?

Przed sezonem było wiadomo, że w Kolejorzu dojdzie do sporych zmian. Niektórzy nazywali to rewolucją, ale ja wolę określenie – wymiana zawodników. Z Lecha odeszli ci piłkarze, którym kończyły się kontrakty i wiadomym było to, że nie zostaną one przedłużone. W ich miejsce działacze pozyskali jak sami mówili – zawodników głodnych sukcesów. Spora część fanów uwierzyła zapewnieniom prezesów, że takie zmiany jakie zostały przeprowadzone są wystarczające.

Niestety rację mogą mieć ci, którzy uważali, że transfery dokonane przez Piotra Rutkowskiego, Karola Klimczaka i Tomasza Rząse mogą być niewystarczalne. Na pierwszy rzut oka w Lechu brakuje godnego zastępcy Roberta Gumnego. Sam Gumny ostatecznie pozostał w Poznaniu, ale mogą się pojawić wahania formy czy kartki. I wtedy na miejsce Roberta do składu wskoczyłby zapewne Tomasz Cywka. Wiadomym jest, że nie jest to poziom wychowanka Kolejorza.

Wielu fanów zarzuca prezesom to, że nie potrafili sprowadzić do zespołu co najmniej jeszcze jednego skrzydłowego, który mógłby podnieść poziom rywalizacji i co za tym idzie poziom gry całego zespołu. Trener Żuraw regularnie stawia na zawodzącego Kamila Jóźwiaka, który w każdym spotkaniu wychodził w pierwszej jedenastce. Na drugim skrzydle występowali Tymoteusz Puchacz, Maciej Makuszewski czy Joao Amaral i o nie wystawianie tego drugiego też są spore zarzuty w kierunku szkoleniowca Lecha. Portugalczyk pokazuję jednak, że jest zawodnikiem na wyższym poziomie od wspomnianych piłkarzy, ale z pewnych powodów nie cieszy się stuprocentowym zaufaniem sztabu szkoleniowego.

W meczu z Cracovią na boisku pojawił się powracający po kontuzji Tymoteusz Klupś. Niestety dla niego ocena występu musi być bardzo niska. W pomeczowej rozmowie z dziennikarzem Przeglądu Sportowego Maciejem Sypułą zauważyliśmy, że Klupś jako jedyny nie był jeszcze na wypożyczeniu, na którym mógłby się ogrywać. Innym wychowankom Lecha taki ruch bardzo pomógł i podobnie mogłoby być w przypadku skrzydłowego Kolejorza.

Okienko transferowe się zamknęło i już nic w Lechu się nie wydarzy. Do prezesów Lecha nadal będą pretensje, bo nie da się ukryć, że można było zrobić więcej. Na co stać Lecha, dopiero się przekonamy. Jednak warto w totalnej krytyce zachować trochę rozsądku i nie przypisywać wyssanych z kosmosu ideologii po każdym słabszym zagraniu zawodnika Kolejorza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi