Lech Poznań: Klub się buduje, a nie podpiera

foto: https://www.lechpoznan.pl/

Lech Poznań zakończył rok 2020, dwoma porażkami na własnym stadionie. Po laniu jakie Kolejorzowi sprawiła Pogoń, przyszedł czas na mecz z Wisłą Kraków. Niestety dla fanów Lecha, ten mecz również piłkarze Dariusza Żurawia przegrali. Pod koniec roku obnażona została polityka budowy zespołu. Po raz kolejny zresztą. 

Zupełnie nie tak wyobrażali sobie koniec tego roku kibice Lecha Poznań. Dwie porażki na własnym stadionie na długo zostaną zapamiętane przez fanów ze stolicy Wielkopolski. Kolejorz w starciach z Pogonią i Wisłą Kraków wyglądał na drużynę wypompowaną trudami sezonu. Owszem, porównując oba te spotkania, to w pojedynku z “Białą Gwiazdą” wyglądało to lepiej, ale i tak nie niewiele się zdało. Ligowa tabela jasno pokazuje, że kadra Kolejorza potrzebuje wzmocnień. Słowa Tomasza Rząsy, o drużynie potrafiącej grać na trzech frontach, to kiepski żart. Poczynając od formacji defensywnej, po linię pomocy i kończąc na napastnikach, to gołym okiem widać ile Lechowi brakuje do jakiejś solidności kadrowej.

Bo tak, jak pierwsza jedenastka, gdy wszyscy są zdrowi nie prezentuje się źle, to w przypadku urazów i przemęczenia mamy obraz nędzy i rozpaczy. Sukces jakim był awans do fazy grupowej ligi Europy okupiony został stratami na krajowym podwórku. Lech w wielu meczach może i miał pecha, nie potrafił zachować odpowiedniej koncentracji. Jednak nawarstwiające się zmęczenie i kontuzje kolejny już raz obnażyły umiejętności budowania drużyny przez prezesów Kolejorza.

Przekaz jest jasny i brzmi chyba dość mocno – klub się buduje, a nie podpiera. Tak, ja doskonale rozumiem, że Lecha nie stać na utrzymywanie kadry złożonej z 30 piłkarzy. I wcale mi o to nie chodzi. Bo znając życie, to prócz 13-14 nadających się do gry i podnoszenia poziomu zespołu, to reszta byłaby tymi podpierającymi, którzy w najważniejszych momentach po prostu nie daliby rady. Poniekąd zgadzam się ze słowami Dariusza Żurawia, który mówił, że nie może wiele zarzucić swoim piłkarzom. Widać było, że chcieli oni zmazać plamę po blamażu z Pogonią, ale finalnie znów oberwali i się nie podnieśli.

Tutaj właśnie jest problem z siłą zespołu, o której napisałem. Robiąc zmiany z ławki rezerwowych, liczysz na to, że będzie to jakiś bodziec. Taki pozytywny kopniak na resztę meczu. Zakładasz, że świeży zawodnik pchnie grę drużyny i być może uda się odwrócić losy meczu. Niestety w Lechu jest zupełnie odwrotnie. Zmiennicy jacy pojawiają się na boisku raczej nie gwarantują sukcesu. Nie mają oni umiejętności, doświadczania i nie wiedzą jak poradzić sobie z presją wyniku. Są po prostu słabi, a trener wpuszcza ich na murawę, bo inaczej zostałby zasypany pytaniami o brak reakcji.

Brutalna rzeczywistość z jaką zderzył się Lech i jego sztab szkoleniowy mogłaby być pewnego rodzaju otrzeźwieniem i nauczką, ale chyba nikt w to nie wierzy. Nawet jeśli jakimś trafem uda się prezesom Lecha przeprowadzić sensowne transfery, to przestają oni widzieć to, co dzieję się dalej. Widzą tylko tą czystą i nową kołderkę, ale nie chcą widzieć, że jest zbyt krótka i odsłania im fundamenty. Lech nie był tej jesieni stabilny. Koncentrował się na meczach w Lidze Europy, zostawiał tam mnóstwo sił. Wracał do ligowego grania i wyglądał jak drużyna, która przyjechała na mecz po jakimś weselu w remizie strażackiej. Nie mieli mocy, aby dać z siebie coś więcej. Tak, wygrali z Podbeskidziem 4-0. Jednak powiedzmy sobie szczerze, że wesoła twórczość w defensywie tej drużyny mocno pomogła. Z ekipą z Bielska-Białej wygrałaby drużyna, która miałaby duet napastników Ryszard Czarnecki i Ryszard Kalisz. Obaj strzeliliby po dwa gole i pojechali do domu.

Trener zapowiedział, że liczy na mocny start wiosną i szybkie odrabianie strat do ligowej czołówki. No tak naprawdę, to nic innego powiedzieć nie mógł. Zaznaczył, że z Lecha ma odejść tylko Jakub Moder i kompletnie nic nie znaczący w klubie Marko Malenica. Z jednej strony, ok. Nie osłabiamy się, bo piłkarze będą potrzebni. Mecze, urazy, koronawirus. Z drugiej jednak, rezerwowi bez odpowiedniej jakości są takim samym osłabieniem zespołu. Nie ma łatwo trener Żuraw, ale sądząc po wielu wypowiedziach, to rozmawia on z prezesami. Mam nadzieję, że widzą swój kolejny błąd. Ciekawi mnie przekaz w zimowych wywiadach. Wiemy, że w Lechu mają taką strategię, aby wypowiadać się w przerwach między rundami czy sezonami. Albo po sukcesach.

Po awansie do Ligi Europy z rozpędu udzieliliby wywiadu Miesięcznikowi Kościelnemu Archidiecezji Poznańskiej. Gdy jednak wszystko zaczyna się walić, to nie ma odważnych. Poczekamy, przeczekamy i później coś od siebie dodamy. A to trener widział zawodników. A to znów nie przewidzieli, bo się wciąż uczą. I tak się bawią w tym Poznaniu. A kibic cierpi.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.