Lech Poznań: Czas wrócić na ziemię

lechpoznan.pl/fot. Przemysław Szyszka

lechpoznan.pl/fot. Przemysław Szyszka

Lech Poznań po czwartkowym boju z Benficą Lizbona w fazie grupowej Ligi Europy wraca na rywalizacji w PKO BP Ekstraklasie. W niedzielne popołudnie piłkarzy Dariusza Żurawia czeka starcie z Cracovią, która ma swoje problemy od początku sezonu. Kłopoty nie omijają jednak Kolejorza, który w lidze wystartował średnio i każda kolejna strata punktów może być trudna do odrobienia.

Czas wrócić na ziemię

W czwartek, około godziny 21.00 nie było w Polsce eksperta, który nie pochwaliłby gry Lecha w meczu z portugalską Benficą Lizbona. W zasadzie wszyscy, jak jeden mąż przyznawali, że Kolejorz mimo porażki w inauguracyjnym spotkaniu nie ma się czego wstydzić. Przecież od początku było wiadomo, że to goście z Portugalii byli faworytem tamtego meczu. Co prawda zupełnie nietrafione opinię, jakoby to Benfica miała przyjechać do Poznania rezerwowym składem, też się pojawiały. Na całe szczęście dla Lecha oraz dla opinii publicznej Jorge Jesus przywiózł do Poznania najsilniejszy możliwy skład. Piłkarze trenera Żurawia mieli okazję sprawdzić się na tle bardzo dobrze wyszkolonego rywala, który nie stanie na własnej połowie i nie będzie czekał na to, co zrobi Lech.

Obraz meczu być może zamazuje nieco wynik 4-2 dla “Orłów” z Lizbony, bo tak naprawdę Kolejorz nie był gorszy od dużo bardziej utytułowanego rywala. Czego zabrakło prócz umiejętności czysto piłkarskich? Na pewno nie odwagi i fantazji. Pokazywali to Kamiński z Puchaczem czy rezerwowy Filip Marchwiński. Młodzi piłkarze, których ukształtowała Akademia Lecha Poznań po raz kolejny udowodnili, że strachu w oczach nie mają przed nikim. To ogromny plus dla każdego wychowanka. Wracając jednak do braków, to pisząc wprost – Lechowi zabrakło doświadczenia. To jest bardzo ważna i cenna cecha, zwłaszcza w pojedynkach w Europie. Ok, ktoś może przypomnieć eliminacje i to, że Lech zbierał tam rzeczone doświadczenie. Że zdał egzamin z dojrzałości, bo zostawił w pokonanym polu zespoły teoretycznie solidniejsze i w dodatku robił to na ich terenie.

Pełna zgoda, jednak czym innym jest mobilizacja na jeden mecz, który może rozstrzygać wszystko, a czym innym nastawienie się na inauguracyjny mecz w fazie grupowej. W tej fazie rozgrywek nawet jedna porażka nie przekreśla szans danego zespołu. Nie piszę tutaj, że Lech nie wyszedł odpowiednio zmobilizowany, bo doskonale widzieliśmy, że było zupełnie odwrotnie. Zwracam tylko uwagę na fakt, że ten jeden przegrany mecz nie wprowadza żadnej nerwowości. A gdyby Kolejorzowi udało się pokonać Benficę, to byłby to niesamowity kapitał i kolejny mocny bodziec do dalszej pracy.

Lech przegrywa z Benficą. Trzy gole Darwina Nuneza

Liga priorytetem

Pierwszy mecz Lidze Europy jest już za Lechem. W niedzielę, piłkarzy z Poznania czeka ligowe starcie z Cracovią. Zespół prowadzony przez Michała Probierza jak na razie nie wszedł na swoje obroty. Tak przynajmniej przekonuje charyzmatyczny szkoleniowiec. “Pasy” zajmują w tabeli PKO BP Ekstraklasy 13 lokatę. Mają na swoim koncie 2 wygrane, 4 remisy, ale tylko jedną porażkę. Dodatkowo już w trakcie trwania sezonu, zawodnicy z Krakowa sięgnęli po drugie trofeum w bardzo krótkim czasie. Po zdobyciu Pucharu Polski, udało się im zwyciężyć w meczu o Superpuchar naszego kraju. Pokonali Legię Warszawa po rzutach karnych.

Dla Lecha, który początek ligowego grania ma mocno średni powoli zaczyna brakować miejsca na pomyłki. Owszem, to dopiero 8 kolejka (kilka zespołów ma mecze do nadrobienia) i w zasadzie wszystko się może zdarzyć. Zgadzam się. Jednak w całej otoczce jaka powstała wokół ekipy ze stolicy Wielkopolski, ligowa tabela jest przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu. Bilans 2-2-2, czyli dwie wygrane, dwa remisy i dwie porażki nie są tym, czego życzyli sobie kibice. Niesamowita dawka pozytywnych emocji w eliminacjach, awans do Ligi Europy były możliwe tylko dlatego, że Lech zakończył poprzedni sezon na ligowym podium. To tutaj jest priorytet, którego nie można zamazywać przygodą w Europie. Słusznie chwalimy grę Kolejorza po meczu z Benficą Lizbona. Zwracamy uwagę na brak strachu wśród zawodników z Poznania. Mówimy o pechu, bo Kuba Moder obił poprzeczkę. Więc tak samo powinniśmy nazywać rzeczy po imieniu i pisać, że Lechowi start ligowy raczej nie wyszedł.

Inny styl grania

Jestem pewny tego, że każdy kibic Lecha wymaga od swojego zespołu samych zwycięstw. I to najlepiej już od meczu z Cracovią. Jednak na niekorzyść Kolejorza przemawia fakt, że w naszej Ekstraklasie rywale poznańskiej Lokomotywy nie otwierają się tak, jak robią to przeciwnicy z Europy. Lech pod żadnym pozorem nie chcę zmieniać swoje stylu. Dariusz Żuraw podkreślał to wielokrotnie. Chwała za to szkoleniowcowi Kolejorza. Skoro jednak rywale ligowi, którzy stają naprzeciw drużynie z Poznania boją się grać otwartą piłkę, to po stronie Lecha stoi wymóg tego, aby znaleźć sposób na tak ustawione zespoły.

Niebiesko-biali wygrali w tym sezonie dwa mecze. Męczyli się w derbach z Wartą i wysoko pokonali Piasta Gliwice, który w zasadzie zapomniał jak się gra w piłkę. Gdy doszło do pojedynków z drużynami nieco lepiej skonsolidowanymi, to Lechowi nie szło już tak dobrze. Lech tracił punkty w meczach, w których starał się za wszelką cenę przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Nie udało się utrzymać prowadzenia z Wisłą Płock i to “Nafciarze” skarcili gospodarzy tamtego meczu golem z rzutu karnego. W ostatnim ligowym meczu w Białymstoku, Lech przegrywał 0-1 i starał się odrobić tę stratę. Jednak jedno dłuższe zagranie i gol Makuszewskiego sprawiły, że Kolejorz wracał do Poznania z pustymi rękami. Nie zmienił tego nawet dobrze wykonany rzut karny przez Modera.

W polskiej lidze styl gry w większości meczów oparty jest na przeszkadzaniu, a nie budowaniu akcji. Absolutnie jestem pewny tego, że tak samo do starcia w Poznaniu podejdzie Cracovia. Zespół trenera Probierza ma swoje perypetie kadrowe związane z urazami oraz pozytywnymi wynikami na obecność koronawirusa. Ciężko przewidywać to, aby tak osłabiony zespół przyjechał do Poznania i poszedł na wymianę ciosów.

Zmiany są nieuniknione

W Lechu zapewne dojdzie do kilku zmian względem czwartkowego pojedynku. Zresztą Dariusz Żuraw przed meczem z Benficą sam o tym mówił i podkreślał, że nie wyobraża sobie, aby zawodnik z pola grał w każdym meczu pełne 90. minut. Lech jest na początku maratonu meczowego, a w dodatku piłkarze Kolejorza powoływani są do reprezentacji swoich krajów. To jest nobilitacją, ale z pewnością nie ułatwia pracy sztabowi szkoleniowemu poznańskiego zespołu.

Można w ciemno zakładać, że jedną ze zmian będzie danie szansy Bogdanowi Butko, który ponownie dołączył do Lecha. Być może od początku meczu na murawie zobaczymy Karlo Muhara, którego ocenę znamy, jednak nie za bardzo jest kim rotować w środku pola. Ciekawi mnie czy większą szansę otrzyma chociażby Mohammad Awwad, który do tej pory nie miał zbyt wielu okazji do szerszego pokazania się w regularnym pojedynku. Bardzo prawdopodobna wydaję się zmiana w linii ataku. Mikael Ishak, który trafił dwa razy do bramki Vlachoidosa w czwartkowym meczu, może odpocząć, a jego miejsce zajmie Nika Kacharava.

Tak czy inaczej kibice Kolejorza wymagają od swojego zespołu wygrania niedzielnego pojedynku. Na dziś strata do lidera wynosi 8 punktów. Biorąc nawet poprawkę na to, że liderem jest Raków Częstochowa, to nie jest to skromna zaliczka. Lech ma w tym sezonie niemal wszystko, aby w końcu skutecznie powalczyć o tytuł Mistrzów Polski. Gdyby tak działacze naprawili jeszcze niedociągnięcia i wzmocnili środek defensywy oraz środek pola, to nawet gra na kilku frontach nie byłaby przerażająca.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jest dostępny tylko w zagraniczej odsłonie tego serwisu.