Lech Poznań: Czas weryfikacji

Przed fanami polskiej ligi najtrudniejszy czas. Od czwartku do soboty zostanie rozegrana ostatnia ligowa kolejka w tym roku. Piłkarze z rodzimego podwórka rozjadą się na zasłużone urlopy, a kibice z zaciekawieniem i obawą będą oczekiwać ruchów ze strony prezesów. To co jednych intryguje, drugich przeraża. Prawie każda drużyna potrzebuje zmian, które będą miały na celu poprawę gry zespołu i finalnie sprawią, że każdy będzie zadowolony.

Czas weryfikacji

Jedną z drużyn, w której z pewnością dojdzie do co najmniej kilku zmian jest poznański Lech. W zespole ze stolicy Wielkopolski już przed rozpoczęciem sezonu mieliśmy wielkie wietrzenie szatni. “Stara gwardia”, która kojarzyła się kibicom jednoznacznie z przegranymi latami, pożegnała się z Poznaniem. Na ich miejsce włodarze Kolejorza sprowadzili zagraniczny zaciąg piłkarzy. Żaden z nowo pozyskanych zawodników nie był wcześniej kojarzony przez kibiców. Piłkarze, którzy zasilili szeregi Lecha w mniemaniu rządzących mieli być głodni sukcesów.

Do sukcesu w Poznaniu jeszcze daleka droga. Co prawda pod wodzą Dariusza Żurawia poznaniacy awansowali do 1/4 finału Pucharu Polski, co jednak w tym momencie nic nie znaczy. Żeby z czystym sumieniem odtrąbić długo wyczekiwany sukces potrzebne jest wygranie trofeum. W lidze Kolejorzowi będzie ciężko, nawet pomimo faktu, że PKO Ekstraklasa jest nieprzewidywalna (dla wielu po prostu słaba). Puchar Polski słusznie jest nazywany najkrótszą drogą do europejskich pucharów – pal licho, że rok w rok nasze drużyny przynoszą nam wstyd. Jednak ewentualne zdobycie krajowego puchary byłoby dla wszystkich związanych z Lechem sporym osiągnięciem. A przedsezonowe rozmowy fanów z pewnością wyglądałyby zupełnie inaczej niż w poprzednich latach.

Przed Lechem jeszcze jedno tegoroczne spotkanie. Starcie z Arką Gdynia na pierwszy rzut oka wydaje się łatwym meczem. Jednak zawodnicy Lecha już kilkukrotnie udowadniali, że teoretycznie te najłatwiejsze zadania sprawiają im najwięcej trudności. Po spotkaniu z Arką lechici rozpoczną urlopy, a w gabinetach prezesów rozpocznie się wytężona praca. Z jakim efektem? Nie chcę być złym prorokiem, ale dziś szczerze boję się tego, co kibicom zaserwują prezesi Kolejorza. A mam wrażenie, że wiosna będzie tym prawdziwym czasem weryfikacji i oceny Dariusza Żurawia i samego Lecha jako kolejnej koncepcji.

25% skuteczności

Jednym z elementów przebudowy Lecha Poznań było sprowadzenie zagranicznych zawodników, którzy w Poznaniu mieli nabierać doświadczenia. Żaden ze sprowadzonych piłkarzy nigdy wcześniej nie grał w liczącym się zespole. Co prawda Mickey van der Hart i Karlo Muhar wychowali się w największych akademiach piłkarskich w swoich krajach (odpowiednio akademia Ajaxu Amsterdam oraz Dinama Zagrzeb), ale nie było im dane zaistnieć w seniorskich drużynach, w których się wychowali. Wymieniona dwójka trafiła do Lecha, a wraz z nimi piłkarzami Kolejorza zostali Serb Djordje Crnomarković oraz Słowak Lubomir Satka.

Z tych czterech zawodników z ręką na sercu sprawdził się tylko ostatni z wymienionych. Na Słowaka trzeba było trochę dłużej poczekać, ale było warto. Satka gdy tylko wskoczył do składu pokazywał się z dobrej strony i wyglądał zdecydowanie najpewniej. Aktualnie musi on łatać dziurę na pozycji prawego obrońcy . Po kontuzji Roberta Gumnego słowacki defensor musi tam grać, ponieważ w Lechu brakuje klasowego zawodnika, który mógłby grać po prawej stronie obrony. Mimo tego, że nie jest to nominalna pozycja dla Lubomira Satki i są do niego pretensję, to i tak wygląda on o niebo lepiej niż Djordje Crnomarković.

Serb po letnich sparingach wydawał się solidnym wzmocnieniem. Jednak jak to sparingi – jedni zwracają na nie uwagi, a inni już nie. W przypadku Crnomarkovicia lepiej byłoby nic nie pisać, ale skoro po meczach kontrolnych uważałem jego zakup jako dobry ruch, to dziś biję się w pierś i przyznaję się do błędu. Moje szczęście w tym nieszczęściu polega na tym, że nie jestem jednymy, który po prostu zawiódł się na Crnomarkoviciu. Chyba najwięcej do tej pory (zazwyczaj nieprzychylnie) mówi się o Karlo Muharze. Bo to piłkarz drewniany, bez techniki, bez smykałki gry do przodu i generalnie bardzo irytujący gość. Co z tego, że chętnie staje do pomeczowych rozmów i uśmiecha się w czasie jej trwania, skoro na murawie często jest jednym z najgorszych zawodników.

Symptomatyczna jest sytuacja z meczu Lech – ŁKS, kiedy to Karlo Muhar odebrał piłkę blisko pola karnego łódzkiego zespołu, ale widząc linię pola karnego kompletnie zbzikował i nie wiedział co ma zrobić z futbolówką. Obraz gry Muhara w pigułce. Oczywiście zdarzają się całkiem dobre momenty, jednak są one przysłonięte tymi wszystkimi gafami, które zawsze dłużej ciągną się za zawodnikiem. Czwartym “stranierim” sprowadzonym latem do Poznania jest Mickey van der Hart. Holenderski bramkarz, o którym już pisałem – TUTAJ ->Mickey van der Hart: Od zera do… bohatera

Trzeba uczciwie stwierdzić, że ostanie występy van der Harta skutecznie uciszyły krytykę jego osoby. Wiemy jednak doskonale, że z bramkarzami jak z saperami – jeden błąd i bomba wybucha.

Sama młodzież nie da rady

Prócz sprowadzenia zawodników z lig zagranicznych, w gabinetach prezesów urodził się pomysł oparcia gry Kolejorza na zdalnych wychowankach. Bardzo fajna idea. Pomysł, który ma szanse przynieść same korzyści, ale np. w Barcelonie, gdzie swego czasu Pep Guardiola wystawił 11-stkę złożoną z samych wychowanków. A w Lechu? Mieliśmy przykład spotkania z Zagłębiem Lubin, gdzie wskutek kartek i kontuzji skład wyglądał bardzo ryzykownie, co ostatecznie potwierdziło się w meczu. Tamto starcie lubinianie wygrali 2-1, ale sam wynik nie jest pełnym obrazem wspomnianego meczu.

Kolejorz oparty wówczas na wychowankach nie podołał zadaniu. W pierwszym składzie Lecha pojawiło się wtedy sześciu wychowanków. Kompletnie spalił się Mateusz Skrzypczak, który po meczu z Chrobrym Głogów zebrał dobre oceny, ale starcie z niżej notowanym rywalem to nie to samo, co spotkanie z doświadczonymi ligowcami. W zasadzie oceniając młodych zawodników musimy mieć na uwadze to, że będą pojawiały się wahania formy i jej nagłe spadki. Nie można na barki takiego zawodnika złożyć całej odpowiedzialności za grę drużyny. Nie w polskim systemie szkolenia.

Pewnie raz na jakiś czas uda się oszlifować prawdziwy diament, ale to nie jest żadna reguła. Młodym zawodnikom najbardziej potrzebne jest doświadczenie. Same treningi z pierwszym zespołem na nic się zdadzą, jeśli zawodnik nie ma szans na rozwijanie się w meczach, w których jest presja. Mi osobiście podoba się pomysł wypożyczenia tych zawodników, którzy nie będą mieli szansy na miarę regularne występy. W kwestii Lecha mówi się o możliwym wypożyczeniu Pawła Tomczyka do ŁKS-u. Sam “Pawka” pomimo ogromnego serducha nie będzie w stanie wygrać rywalizacji z Christianem Gytkjaerem. Poza Tomczykiem bardzo możliwe jest wypożyczenie Tymoteusza Klupsia do Wisły Kraków, oraz Mateusza Skrzypczaka do Arki Gdynia.

Zimowe wzmocnienia – strach się bać

Gdyby tak prześledzić zimowe wzmocnienia Lecha za czasów rządów rodziny Rutkowskich ciężko o optymizm. Co prawda udawało się kilkukrotnie podpisać kontrakt z zawodnikiem, który okazywał się wzmocnieniem. Tak było w przypadku Tomasza Bandrowskiego, Sergieja Kriwca, Kaspera Hamalainena, Łukasza Teodorczyka, Paulusa Arajuurrego, Tamasa Kadara czy Rafała Murawskiego. Jednak zdecydowanie częściej zimowe transfery okazywały się po prostu klapą. W szczególności w ostatnich latach.

Kompletnie nieudanymi transferami okazało się sprowadzenie takich zawodników jak Mihai Radut, Elvis Kokalović, Muhamed Keita, Piotr Tomasik, Oleksij Choblenko, Elvir Koljic, Timur Zhamaletdinov czy Juliusz Letniowski. Żeby uczciwie oddać każdemu z zawodników co jest jego, to niektórzy nie mogli lub nadal nie mogą pokazać swoich umiejętności wskutek kontuzji. Nie zmienia to jednak faktu, że perspektywa zimowego okienka transferowego spędza kibicom sen z powiek. A jak wiadomo Lech potrzebuję co najmniej kilku wzmocnień składu. Wzmocnień, a nie uzupełnień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi