Mickey van der Hart: Od zera do… bohatera

Krzysztof Drobnik (Piłkarski Świat)

Mickey van der Hart od początku swojego pobytu w Poznaniu musi udowadniać, że pochwały na jego temat nie były na wyrost, a krytyczne oceny nie są jedynymi, które powinny pojawiać się po jego występach w barwach Lecha Poznań. Holenderski bramkarz w meczu Pucharu Polski ze Stalą Stalowa Wola robił co mógł i to w dużej mierze dzięki niemu Lech gra dalej. Czy to się komuś podoba czy nie, Mickey van der Hart został bohaterem Kolejorza w meczu z niżej notowanym rywalem.

Dobre CV

Gdy okazało się, że po sezonie 2018/2019 z Lechem Poznań pożegnają się zarówno Jasmin Buric oraz Matus Putnocky było wiadomo, że działacze klubu ze stolicy Wielkopolski muszą sprowadzić do klubu zawodnika na ich miejsce. Wybór padł na holenderskiego bramkarza Mickey’a van der Harta. Urodzony w Amstelveen goalkeeper, który swoje pierwsze kroki stawiał w szkółkach Ajaxu Amsterdam zawitał do Poznania 22 maja. Co prawda w barwach klubu z Amsterdamu nie zdołał się przebić (rozegrał tylko jedno spotkanie w ramach Pucharu Holandii), ale taka wizytówka powinna mówić sama za siebie.

Mickey van dr Hart w sezonie 2014/2015 udał się na wypożyczenie do innego holenderskiego zespołu – Go Ahead Eagles. W drużynie z Deventer zadebiutował w rozgrywkach Eredivisie. Przez okres wypożyczenia bronił praktycznie we wszystkich spotkaniach. W barwach 4-krotnych mistrzów Holandii prezentował się na tyle solidnie, że po zakończeniu wypożyczenia oficjalnie podpisał kontrakt z PEC Zwolle.

W zespole z północnego-wschodu Holandii Mickey van der Hart spędził łącznie aż trzy sezony. Rozegrał w drużynie”Niebieskopalczastych” 82 spotkania. Po ostatnim sezonie van der Hart został wybrany przez kibiców PEC Zwolle piłkarzem sezonu. Sam bramkarz Kolejorza był poniekąd skazany na piłkę nożną. Mickey van der Hart prywatnie jest wnukiem Cora van der Harta, który w latach 1955 – 1961 bronił barw narodowych Holandii. Dziadek Mickey’a rozegrał w barwach “Oranje” 44 mecze, z czego 26 z nich jako kapitan zespołu.

Pierwszy transfer 

Przed rozpoczęciem trwającego sezonu w Lechu doszło do bardzo wielu zmian, wynikających z nieprzedłużania kontraktów aż 11-stu zawodnikom. Pierwszym transferem, który miał wskazać kierunek obrany przez działaczy Kolejorza był właśnie holenderski bramkarz. Zawodnik wychowany w kraju, w którym stawiają na wyszkolenie techniczne i solidną grę nogami. Mickey van der Hart po latach, w których kibice łapali się za głowy po niektórych zagraniach Buricia czy Putnockiego miał wprowadzić spokój w wyprowadzaniu piłki i rozegrania jej od tyłu.

Trener Dariusz Żuraw od samego początku podkreślał, że on chcę aby jego drużyna budowała swoje ataki od formacji obronnych. Wydawało się więc, że pozyskanie nauczonego takiego stylu gry zawodnika może trenowi tylko i wyłącznie ułatwić zadanie. Niestety jak to w życiu bywa – łatwo się mówi, trudniej to wszystko przekłuć na realia.

Błędy i zasłużona krytyka

Po kilku meczach sparingowych szczerze uważałem, że Mickey van der Hart będzie pierwszym bramkarzem Lecha od wielu lat, do którego nie będzie większych pretensji. Podobało mi się to, jak wprowadza on piłkę i jak dyryguje linią defensywy. Imponował fakt bardzo szybkiego opanowania przez van der Hart zwrotów w języku polskim, które ułatwiają komunikację.

Jednak to wszystko to tylko mecze kontrolne. Sezon dla Lecha i samego Mickey’a van der Harta zaczął się w miarę solidnie. Remis z Piastem Gliwice i wysoka wygrana z Wisłą Płock nie pozwoliły na to, aby realnie ocenić siłę Lecha i umiejętności Holendra. Dopiero w starciu z ŁKS-em bramkarz Kolejorza po raz pierwszy wystawił cierpliwość fanów na próbę. To po jego słabym i niedokładnym zagraniu piłkę przejęli zawodnicy ŁKS-u i zdobyli wyrównującego gola w starciu z Lechem. W Łodzi ostatecznie udało się poznaniakom wygrać, bo bardzo szybko na gola Daniego Ramireza odpowiedział Darko Jevtic. Jednak błąd van der Harta został jemu zapamiętany.

Niestety to co najgorsze wokół bramkarza Lecha miało dopiero nadejść. Po błędzie w Łodzi nadszedł mecz ze Śląskiem Wrocław. W rozgrywanym w Poznaniu spotkaniu Kolejorz zawiódł swoich fanów, a sam Mickey van der Hart dał prawdziwy “popis”. Zawinił przy dwóch golach Łukasza Brozia, a finalnie Lech przegrał tamto spotkanie 1-3. Następnym słabszym występem było spotkanie z Cracovią. To starcie również Lech przegrał. Za stracone gole po raz kolejny został obwiniony właśnie van der Hart. I słusznie, bo oba stracone gole obciążały konto holenderskiego bramkarza.

Nie inaczej było po porażkach w Gdańsku z Lechią oraz w prestiżowym meczu z Legią Warszawa, który rozgrywany był na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej. Obie te potyczki Kolejorz przegrywał w stosunku 1-2.

Zarzucana otyłość

W międzyczasie na różnych portalach internetowych pojawiły się zdjęcia Mickey’a van der Harta, na którym było widać jak zawodnik Lecha na spotkaniu ze znajomymi zjada kebab. Sam Mickey van der Hart na jednej z przedmeczowych konferencji starał się wyjaśniać sytuację i podkreślał, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że ta sytuacja odbiję się takim echem. Oczywiście na nic to się zdało.

Od tego momentu fani Kolejorza mieli bramkarza jeszcze uważniej na oku. Nie da się ukryć, że budowa ciała van der Harta mogła powodować pewną konsternację. Na pierwszy rzut oka było widać, że Holender nie jest idealnym profesjonalistą i wystający brzuch tylko to potwierdzał. Jednak trener Dariusz Żuraw twardo bronił Mickey’a i jasno dał do zrozumienia, że on z niego nie zrezygnuję. Tak sobie myślę, że to właśnie słowa trenera bardzo pomogły van der Hartowi.

Sam bramkarz Lecha od tego czasu wyraźnie wziął się za siebie. Widać, że zrzucił kilka kilogramów i prezentuję się dużo lepiej niż w większości wcześniejszych spotkań.

Prawdziwy popis

To, że Lech Poznań nie stracił bramki od czterech spotkań (trzy w lidze i jedno w PP), to nie tylko zasługa dobrze broniącego Mickey’a van der Harta, ale efekt dobrej postawy całego bloku defensywnego. Stara prawda mówi, że jeśli za plecami obrońców stoi solidny bramkarz, to i oni lepiej wyglądają na murawie. Mam wrażenie, że tak właśnie teraz jest w Lechu. Obrońcy widzą, że Mickey van der Hart wygląda pewniej niż kilka tygodni temu i sami prezentują się lepiej.

Bardzo dużo grze obronnej Lecha dało ustawienie dwójki stoperów Rogne – Satka. To jest najlepszy duet, co prawda został on rozbity w skutek kontuzji Roberta Gumnego, ale do występu Tomasza Dejewskiego też na razie nie powinno być najmniejszych zastrzeżeń.

Wracając jednak do spotkania ze Stalą Stalowa Wola – to był prawdziwy popis holenderskiego bramkarza. Trzeba to stanowczo przyznać, że to właśnie Mickey van der Hart wygrał Lechowi Mecz. Bo owszem, zawodnicy Kolejorza zdobyli dwa gole. Jednak gdyby nie wychowanek Ajaxu, to spotkanie rozgrywane w Boguchwale kończyliby z bagażem kilku straconych bramek, co skutkowało by odpadnięciem z rozgrywek o Puchar Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi