facebook.com/fcbate

facebook.com/fcbate

W zeszłym sezonie, choć tak naprawdę śmiało można napisać roku, ponieważ na Białorusi gra się systemem wiosna-jesień, BATE Borysów, bo o tej potędze właśnie mowa, przerwało mistrzowską serię. Nowy sezon pokazuje, że powrót na tron nie jest taki łatwy. Czyżby to był koniec białoruskiej potęgi?

BATE w ciągu swojej trzynastoletniej dominacji (od 2006 do 2019), tylko raz wygrywało ligę, mając tyle samo punktów, co drugi zespół w tabeli. W poprzednim sezonie rozgrywki zakończyli na drugim miejscu mając pięć punktów straty do Dynama Brześć. Jeśli komuś wydawało się, że najbardziej znany w Europie białoruski klub w tym sezonie powróci na tron, to musi wiedzieć, że drogę będzie mieć trudną. Już na początku rozgrywek ma trzypunktową stratę do lidera, ponieważ w pierwszej kolejce poległ w Mińsku z Eniergietyk-BDU 3:1, co ulokowało go na ostatnim(!) miejscu.

Pół roku temu cała Polska po losowaniu pierwszej rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów (Piast – BATE), mówiła, że mistrz Polski jest bez szans. Mimo porażki, dwumecz pokazał co innego (to Piast w obydwu spotkaniach był lepszym zespołem, a przegrał po indywidualnych błędach). Porównałem sobie skład BATE z tamtej rywalizacji do pierwszej kolejki sezonu 2020 i muszę stwierdzić, że nie ma jakichś drastycznych strat. Brakuje tylko jednego piłkarza, Aleksieja Riosa, który przeszedł do Dynama Mińsk. Zatem co się stało z klubem, który zdobył więcej punktów w Lidze Mistrzów, niż w sumie wszystkie polskie zespoły (BATE ma 19, a dwukrotnie Legia + Widzew mają razem 16)? Odpowiedź jest prosta.

To liga białoruska podniosła swój poziom. Teraz nie wystarczy utrzymać składu, by ponownie wygrać ligę. Czasy się zmieniły i należy dokonać wzmocnień. Białoruś to nie Polska, gdzie łatwiej o punkty. Wspomniany Piast Gliwice, który w tym sezonie musi sobie radzić bez swojego koła zamachowego w postaci Patryka Dziczka, Joela Valencii czy Aleksandara Sedlara po 26. kolejkach jest wiceliderem ligi. Ciekaw jestem sezonu 2020/2021 w europejskich pucharach. Bieżące rozgrywki dla BATE zakończyły się na eliminacjach, ale tylko dlatego, że nasz wschodni sąsiad wylosował Kazachów, którzy im nie leżą. Proszę sobie wyobrazić, że od sezonu 2008/2009 BATE zawsze grało w fazie grupowej czy to LM, czy to LE pod jednym warunkiem. Wymogiem było nie wylosowanie drużyny z Kazachstanu, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Klub z Borysowa dwukrotnie przegrał z FK Astana oraz raz z Szachtiorem Karaganda.

W tytule artykułu zadałem pytanie, czy to koniec białoruskiej potęgi? Odpowiem, że NIE. Ciekaw jestem, jakie mają zdanie na ten temat nasi Czytelnicy. 

fotografia pochodzi ze strony facebook.com/fcbate

Kamil Radomski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi