Fortuna Puchar Polski: Rewanż i awans obrońców tytułu

cracovia.pl

W drugim wtorkowym spotkaniu 1/8 finału Fortuna Pucharu Polski broniąca tytułu Cracovia wygrała na wyjeździe 1:0 (1:0) z Wartą Poznań. Jedynego gola w spotkaniu rozzegranym w Grodzisku Wielkopolskim strzelił w 12. minucie Rivaldinho, wykorzystując prostopadłe podanie Pelle van Amersfoorta. Zespół prowadzony przez Michała Probierza zrewanżował się tym samym za niedawną porażkę w lidze.

Wszyscy wciąż mają w pamięci ostatnie starcie pomiędzy Wartą Poznań a Cracovią. Oba zespoły zmierzyły się ze sobą w pierwszej tegorocznej kolejce PKO Ekstraklasy. Wówczas po trafieniu Jakuba Kiełba trzy punkty wywalczył beniaminek. Głośno o tym spotkaniu zrobiło się przede wszystkim ze względu na pomeczową konferencję, podczas której szkoleniowiec “Pasów” Michał Probierz podał się do dymisji. Zamieszanie trwało kilka dni, ostatecznie skończyło się “tylko” na kilkudniowym urlopie dla Probierza. W ostatni weekend ponownie tylko Warta zdobyła punkt, remisując w Gdańsku 1:1 z Lechią. Cracovia miała przed sobą o wiele cięższe zadanie, któremu ostatecznie nie dała rady sprostać i przegrała 0:1 z liderem ligi – Pogonią Szczecin.

Cracovia, pomimo bycia obrońcą trofeum, w dwóch poprzednich rundach Pucharu Polski srogo się namęczyła. Jeszcze w połowie sierpnia “Pasy” potrzebowały aż dogrywki, by wyeliminować pierwszoligowy Chrobry Głogów. Mało tego, bramkę na wagę dogrywki dopiero w doliczonym czasie gry strzelił Cornel Râpă. W dogrywce, na dwie minuty przed końcem strzałem głową Cracovii awans dał Mateusz Wdowiak, który w zespole z Krakowa figuruje już tylko na papierze.

W 1/16 finału Cracovia trafiła na występujący na czwartym szczeblu rozgrywkowym Świt Skolwin. Probierz postawił w tym spotkaniu na kilku zmienników, awans swojej drużynie dał jeden z nich – wprowadzony w przerwie z ławki Daniel Pik, który popisał się fantastycznym strzałem przewrotką.

Warta dwie poprzednie rundy Pucharu Polski spędziła na północy kraju, na drugoligowych boiskach. Była to obecność znacznie dłuższa, niż zakładali. Spotkania z Błękitnymi Stargard i Sokołem Ostróda nie zakończyły się w regulaminowym czasie gry. W Stargardzie do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były rzuty karne – w szóstej serii “jedenastek” awans Warcie dał Daniel Bielica, który obronił strzał Marcina Rajcha. Warcie przy okazji przydarzył się całkiem niezły comeback – podopieczni Piotra Tworka w przeciągu kwadransa dali sobie strzelić trzy bramki, jednak finalnie wyszli na remis na pięć minut przed końcem spotkania.

W kolejnej rundzie Warcie wystarczyła dogrywka, by zwyciężyć w Ostródzie. W odróżnieniu od poprzedniego spotkania, tutaj regulaminowy czas gry był wyjątkowo ubogi w bramki. Piłkarze wzięli się do roboty w dogrywce strzelając aż cztery gole. Trzy z nich padły udziałem Poznaniaków, co dało im awans.

Trzeba powiedzieć jasno – pierwsze 45 minut nie było w żaden sposób porywające. Zaangażowania piłkarzom cięzko odmówić, ale jakości zbyt dużo w tym wszystkim nie było. Niech poświadczą o tym statystyki wyświetlone przez realizatora w przerwie. Zawodnicy oddali łącznie pięć strzałów na bramkę rywala, z czego jeden był celny. Była to w zasadzie jedyna akcja, po której postronny widz mógł czuć się zadowolony.

W 12. minucie Pelle van Amersfoort wykorzystał bardzo złe ustawienie defensorów Warty i prostopadłym podaniem uruchomił Rivaldinho. Brazylijczyk w sytuacji sam na sam z Adrianem Lisem zachował się wręcz perfekcyjnie – sprytnym strzałem z pierwszej piłki skierował futbolówkę pomiędzy nogami bezradnego bramkarza Warty.

Co jeszcze warto odnotować? Przede wszystkim, niestety, nieudolność. Jeszcze przed golem Rivaldinho, Warta straciła piłkę na połowie “Pasów”, co zakończyło się szybkim kontratakiem i sytuacją trzech na jednego. Futbolówka trafiła do Thiago, który w tej sytuacji mógł zrobić praktycznie wszystko. Ostatecznie stracił, posyłając niecelne podanie, po którym futbolówka trafiła w nogi wracającego obrońcy gospodarzy.

Po drugiej stronie boiska nie było lepiej. Mogłoby się wydawać, że pomimo wyniku to zespół prowadzony przez Piotra Tworka częściej utrzymywał się przy piłce, dzięki czemu naturalnie mieli większą szansę na wypracowanie konkretnej okazji pod bramką Cracovii. Były wrzutki, były rzuty rożne, jednak nic z tego nie wynikało. Pod bramką Krakowian zakotłowało się dopiero w końcówce pierwszej połowy. W 44. minucie Jan Grzesik ładnym, prostopadły podaniem uruchomił na prawym skrzydle Mariusza Rybickiego. Ten dograł do środka do Mateusza Kuzimskiego. Napastnik Warty, twardo powstrzymywany przez rywala, ostatecznie nie trafił w piłkę.

Poza kolejnymi faulami i stratami w środu pola, po pierwszym kwadransie wartym odnotowania jest w zasadzie tylko strzał głową Bartosza Kieliby. Szarżujący na prawej stronie Michał Jakóbowki, widząc, że jego akcja nie ma zbyt dużych szans powodzenia, oddał piłkę do Łukasza Trałki. Doświadczony środkowy pomocnik momentalnie posłał dośrodkowanie w pole karne, do którego dotarł Kieliba. Po jego uderzeniu piłka leciała dość długo, jednak swoją drogę ostatecznie zakończyła obok bramki gości.

Sporo zamieszania na boisku mieliśmy po sytuacji z 64. minuty. Na lewej stronie wprowadzony z ławki Daniel Pik z łatwością ograł Mateusza Kupczaka. Tuż przed spodziewanym dograniem piłki do środka, w całą sytuację wmieszał się asekurujący swojego kolegę Trałka. Klasyczne zwarcie, krzyk i gwizdek – Zbigniew Dobrynin wskazał na jedenasty metr. Na całe szczęście arbiter bardzo szybko, przy pomocy systemu VAR, wycofał się z tej decyzji. Powtórki pokazały, że Pik nie trafiając w piłkę, kopnął bardzo mocno w stopę Trałki. To starcie spowodowało, że Trałka musiał natychmiastowo opuścić boisko.

Poza tymi sytuacjami, tak naprawdę na boisku nie zmieniło się wiele. Na początku drugiej połowy to Cracovia mocniej przyatakowała, jednak bez większego skutku. Podopieczni Michała Probierza prowadząc, chcieli przede wszystkim utrzymać korzystny wynik, przez co nie byli nastawieni przede wszystkim na ofensywę. Podejście pragmatyczne, lecz nie najlepsze dla widowiska. Tym bardziej, że gospodarze prezentowali się jeszcze słabiej.

W ich przypadku w oczy bił przede wszystkim brak koncepcji, brak pomysłu na stawienie rzeczywistego oporu Cracovii. Tym gorzej dla nich, bo Krakowianie wcale nie grali wybitnego spotkania, nie wybili się ponad swój przeciętny poziom. Pojawiały się co prawda przebłyski, takie jak np. strzał z dystansu Roberta Janickiego czy wycieczki Kieliby w pole karne rywali zakończone niecelnymi strzałami głową, jednak to wszystko to było zdecydowanie za malo.

9 lutego 2021, 1/8 finału Fortuna Pucharu Polski, Stadion w Grodzisku Wielkopolskim

Warta Poznań – Cracovia 0:1 (0:1)

Rivaldinho 12

Warta: Adrian Lis – Jan Grzesik, Aleks Ławniczak, Bartosz Kieliba, Jakub Kiełb – Mariusz Rybicki (Mateusz Czyżycki 65′), Mateusz Kupczak,  Łukasz Trałka (Robert Janicki 65′),  Maciej Żurawski (Mateusz Sopoćko 74′), Michał Jakóbowski (Gracjan Jaroch 90′) – Mateusz Kuzimski.

Cracovia: Karol Niemczycki – Cornel Râpă, Dawid Szymonowicz, Iván Márquez, Patryk Zaucha (Michal Sipľak 61′, Diego Ferraresso 78′) – Thiago (Ivan Fiolić 78′), Damir Sadiković (Jan Ziewiec 86′), Pelle van Amersfoort, Florian Loshaj, Sergiu Hanca (Daniel Pik 61′) – Rivaldinho.

Żółte kartki: Jakóbowski, Żurawski.

Sędzia: Zbigniew Dobrynin z Łodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *