Jerzy Brzęczek / fot. Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Reprezentacja Polski na inaugurację eliminacji mistrzostw Europy 2020 pokonała w Wiedniu kadrę Austrii (1:0). Jokerem w talii kart Jerzego Brzęczka okazał się Krzysztof Piątek.

“Biało-czerwoni” potrzebowali mnóstwo czasu, aby odeprzeć ataki gospodarzy, zwłaszcza ze strony Davida Alaby, która raz za razem niepokoił naszą defensywę. – Po zmianie stron najpierw musieliśmy dokonać korekty, bo pojawiały się problemy przy poruszaniu się. Austriacy dochodzili do sytuacji skrzydłami i były groźne dośrodkowania. Sprawiało nam to dużo kłopotów. Druga połowa wyglądała o wiele lepiej. Na pewno w końcowych fragmentach gry mieliśmy szczęście. To, czego nie mieliśmy jesienią, teraz nam oddano – ocenił Jerzy Brzęczek.

Po ostatnim gwizdku okazało się, że Arkadiusz Milik był przeziębiony, stąd jego słabsza dyspozycja w pierwszej połowie, po czym jego miejsce zajął Przemysław Frankowski. – Nie mam zamiaru krytykować Arkadiusza Milika. Przedwczoraj miał problem, źle się czuł. Miał lekką gorączkę i może do końca nie czuł się dobrze fizycznie. W pierwszej połowie popełnialiśmy za dużo błędów jako drużyna. Odkrywaliśmy się w bocznych strefach boiska. Za dużo piłek dośrodkowywano w nasze pole karne – powiedział selekcjoner.

Po zmianie stron zadano kłam teorii, że Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek nie będą potrafili współpracować na boisku przez zbliżoną charakterystykę obu napastników. – Druga połowa pokazała, że Krzysiek dobrze współpracował z Robertem, który często cofał się, schodził w boczne sektory. Na pewno wspaniała akcja Roberta do Krzyśka mogła ten mecz zamknąć. Cieszy mnie to, że mamy wiele rozwiązań. To nasza broń – zakończył.

źródło: laczynaspilka.pl / własne

Przejdź do paska narzędzi