Artur Boruc – momenty chwały i nie tylko

Mikołaj Barbanell (Piłkarski Świat)

Dużymi krokami nadchodzi ostatni mecz Artura Boruca z orzełkiem na piersi. 44 minuty przeciwko reprezentacji Urugwaju na PGE Narodowy w Warszawie uświetnione celebracją i pożegnaniem polskiego golkipera. Zarazem będzie to 65. spotkanie w biało-czerwonych barwach. Wspaniałe chwile przeplatane burzliwymi momentami doskonale oddają przebieg kariery Boruca.

Zawsze warto powspominać i przybliżyć pozycję życiową wyczynowego piłkarza, a zwłaszcza gdy mowa o tak bujnej przygodzie z piłką jaka przydarzyła się Arturowi Borucowi. Występy na tle klubowym generują postawę w reprezentacji. Tak więc, mimo że głównym wątkiem jest kadra narodowa, nie omieszkam zwrócić uwagi na „momenty chwały” w wydaniu codziennej batalii na boisku. W piątek 10 listopada 2017 roku późnym wieczorem licznik gier dla Polski w wykonaniu Boruca zatrzyma się na liczbie 65 i z takim okolicznościowym numerem na koszulce wybiegnie na murawę Stadionu Narodowego w Warszawie.

„Moja przygoda z piłką w reprezentacji była takim roller coasterem, ale myślę, że w gruncie rzeczy ja się cieszę z tego co osiągnąłem. Niczego nie żałuję mimo wszystko.” – powiedział Artur Boruc na konferencji prasowej przed meczem z Urugwajem.

Legia i debiut w narodowych barwach

„Decyzja co prawda nie należy do mnie, ale gdyby ktoś się ze mną skontaktował, na pewno bym ten temat po raz kolejny przemyślał. Dziś jednak cały czas jestem zawodnikiem Bournemouth.” – wyznał na konferencji prasowej bramkarz odnosząc się do pytania na temat jego przyszłości i powrotu do Legii.

Boruc związany był ze stołecznym klubem w latach 1999-2005. Rozegrał w nim blisko 70 meczów zdobywając dodatkowo jedną bramkę w Ekstraklasie. Ówczesny występ nad odwiecznym rywalem – Widzewem (zwycięstwo Legii 6:0) pokazuje, iż niekiedy luzacko podchodził do wykonywanych obowiązków nie pomijając dużych umiejętności i szczęścia.

W końcówce sezonu 2001/02 zadebiutował w drużynie Wojskowych, przy okazji zdobywając Mistrzostwo Polski i Puchar Ligi. Regularna gra w klubie zaowocowała premierowymi obronami w reprezentacji. Nastąpiło to w meczu towarzyskim w Bydgoszczy przeciwko Irlandii. Urodzony w Siedlcach golkiper otrzymał wówczas szansę od Pawła Janasa, poniekąd zamykając drzwi do kadry Jerzemu Dudkowi. Po rezygnacji Zbigniewa Bońka – Janas przejął schedę selekcjonera w nieudanych eliminacjach do Mistrzostw Europy w Portugalii. Nastąpiła nowa budowa drużyny, a Artur Boruc stał się jej ważną częścią i kolejny wielki turniej można było już jechać.

Najbardziej zapamiętam awanse na Mistrzostwa Świata i Europy oraz… gola w Belfaście

Postawa biało-czerwonych na mundialu 2006 w Niemczech, ani podczas mistrzostw Starego Kontynentu na boiskach austriacko-szwajcarskich nie napawa dumą. Miał być łatwy awans z fazy grupowej, zwłaszcza w finałach mistrzostw świata, gdzie przyszło mierzyć się Nam z Ekwadorem, gospodarzem turnieju oraz Kostaryką. Niewątpliwie jest człowiek, który nie mógł mieć wówczas sobie nic do zarzucenia. Artur w wielu momentach swoimi interwencjami ratował zespół z niemałych opresji. Okrzyknięty jako ten, który niemalże w pojedynkę zatrzymał Niemców. Dwanaście celnych strzałów, z których jedenaście zostało wybronione przez polskiego golkipera. Niestety Oliver Neuville zepsuł show.

Dwa lata później nastąpiło déjà vu. Eliminacje na Euro 2008 i znowuż z pozycji atakującego Boruc wskakuje do reprezentacyjnej bramki. Początkowo Leo Beenhakker stawia na Jerzego Dudka i Wojciecha Kowalewskiego. Popularny Gibon musi jednak pauzować za kartki w meczu z Belgią i Król Artur wykorzystuje szansę. Prezentuje na tyle dobrą formę, że nie oddaje pozycji number one do końca eliminacji. Polacy przesypiają na kolejnej ważnej imprezie, ale gdyby nie bramkarz Celticu najpewniej doszłoby do blamażu z Austrią i nie przegralibyśmy tylko 0:1 z Chorwacją.

Słynna afera lwowska, w której trzech kadrowiczów: Radosław Majewski, Dariusz Dudka i oczywiście główny aktor mojej wypowiedzi poszli w przysłowiowe tango. Przyłapani na piciu alkoholu zostają wykluczeni z kadry, ale grzechy zostają szybko zapomniane. Wraca do pierwszego składu w wygranym 2:1 meczu z Czechami w ramach promocji na mundial w Republice Południowej Afryki. Dalej było tylko gorzej.

Belfast i potyczka z Irlandią Północną jest ważnym przystankiem w reprezentacyjnej karierze Artura Boruca, a ponadto zalicza największy zjazd w kadrze.

„To wtedy zdałem sobie, co jest ważne, a co ważniejsze. Wyparłem już ten mecz z pamięci, ale cieszę się, że potrafiłem się z tego podnieść.” – podkreślał na konferencji bohater artykułu.

Może nie wytrzymał presji gwiżdżących irlandzkich kibiców czego skutkiem były dwa koszmarne błędy. Następnie trzy puszczone gole ze Słowenią zamknęły definitywnie drogę wyjazdu do Afryki, a Leo Beenhakker został zwolniony.

Pajac, fanatyczny błazen… uwielbiany przez kibiców Celticu

Przechodząc latem 2005 roku z Legii do Celticu Glasgow stał się od razu numerem jeden w bramce. Postawą na boisku rozkochał w sobie kibiców The Boys. Przez prowokacyjne gesty w stronę protestanckich fanów Rangersów niejednokrotnie oberwał płacąc grzywnę.

„Niech wraca do Polski, bo w Glasgow nie jest bezpieczny. Któregoś dnia ktoś mu coś zrobi. Ludzie mają już dość jego pajacowania i prowokacji.” – powiedział niegdyś dwóm dziennikarzom Przeglądu Sportowego Michael Stewart, wieloletni fan Glasgow Rangers

Old Firm Derby, w których Artur uczestniczył ponad dwadzieścia razy nadal czymś więcej niż tylko zwykłym meczem.

W europejskich pucharach musiał również przełknąć gorycz porażki, jak choćby dwumecz przeciwko Artmedii Petržalka. Wspaniałych chwil znajdziemy jednak więcej. Niezapomniane potyczki w Lidze Mistrzów z Milanem, Barceloną, czy Manchesterem United stają się fajnym dodatkiem do reprezentacyjnego życiorysu. Osobiście zapamiętam rywalizację z sierpnia 2007 roku ze Spartakiem Moskwa o awans do Champions League.

Franciszek Smuda? Droga ciernista

Z trzecim selekcjonerem, czyli Franciszkiem Smudą od początku nie mógł się dogadać. Różnica charakterów, która została zaogniona na pokładzie samolotu, wracającego z mini tournée po Ameryce Północnej. Afera dotyczyła oczywiście Artura Boruca i Michała Żewłakowa, którzy już nigdy nie zagrali pod wodzą Smudy. Znany z niekonwencjonalnych wypowiedzi świętej pamięci Paweł Zarzeczny miał swoją opinię.

„Trzeba przypominać zawsze i wszędzie. Wszyscy wielcy piłkarze to byli wielcy pijacy, więc krótko i na temat.”

Pod wodzą Adama Nawałki godnie dzierżył rolę tego trzeciego, gdyż zdawał sobie sprawę z dyspozycji kolegów: Łukasza Fabiańskiego i Wojciecha Szczęsnego. Żaden polski bramkarz w historii nie rozegrał tylu meczów w narodowych barwach co on. Artur Boruc zasługuje na duży szacunek za ponad 13 barwnych lat z orzełkiem na piersi.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi